21 października 2019

Najem mieszkań zwariował? W Warszawie płaci się 2500 zł za klitkę. A w Berlinie uradzili, że… zamrożą czynsze na pięć lat. Dobry ruch?

Czynsz za wynajem metra kwadratowego mieszkania w Warszawie sięga już 52-55 zł. To oznacza, że przeciętnie zarabiającego Polaka nie stać już nie tylko na zakup własnego M, ale nawet na jego wynajęcie! Czy można z tym coś zrobić? W Berlinie mają podobny problem, więc uradzili, że od przyszłego roku… administracyjnie „zamrożą” czynsze w wynajmowanych mieszkaniach! Będzie jak u nas w branży taksówkowej – zasadniczo ustalasz cenę jaką chcesz, ale nie wolno ci przekroczyć ceny maksymalnej. Czy to dobry pomysł? Powinno się go zastosować również w Polsce? 

Od kilku lat mamy w Polsce hossę nieruchomościową i już chyba przyzwyczailiśmy się, że ceny mieszkań z roku na rok są trochę wyższe. Ale w ostatnim roku rynek zaczął się przegrzewać – statystyki pokazują, że tempo wzrostu cen sięgnęło nawet 8-9% w skali roku. To już dużo.

Kłopot dotyczy oczywiście tych, którzy chcieliby kupić mieszkanie, bo tempo wzrostu cen na rynku nieruchomości jest już znacznie szybsze, niż wzrost płac. A więc przestało być tak, że mieszkania drożały, lecz można było to przełknąć, bo i tak stać nas było na więcej metrów, niż w poprzednich latach.

Ale problem dotyka też tych, którzy nie myślą o zakupie, lecz o wynajęciu mieszkania. Dla większości z nich to zapewne konieczność, a nie wybór – po prostu nie mają ani wystarczająco „napompowanej” zdolności kredytowej, ani gotówki potrzebnej do zakupu mieszkania.

Oczywiście: na pewno jest też wielu takich najemców, którzy po prostu nie chcą angażować dużych pieniędzy, by osiąść na lata w jednym miejscu i na zdefiniowanym metrażu. I wielu takich, którzy lubią płynąć przez życie inaczej, niż ślimak, który porusza się z domem na głowie. Ale podejrzewam, że większość wynajmuje, bo nie jest w stanie kupić.

Czytaj też: Kupowanie mieszkań na wynajem – czy zbliża się koniec hossy?

Czytaj też: Fundusze nieruchomości mają dziś zniszczoną reputację? Istnieje ich bezpieczniejsza formuła – przekonuje Michał Sapota. I przedstawia swój pomysł na 6-8% rocznie

Horror najemcy. Ludzi nie stać już nie tylko na własne mieszkanie, ale też na… wynajem

Sęk w tym, że coraz częściej także najem staje się dla nich nieosiągalny. Z danych NBP wynika, że na początku tego roku średnia stawka najmu w Warszawie przekroczyła 56 zł za metr! Jeszcze w 2006 r. było to 37 zł za metr. Biorąc dane z pięciu największych miast mamy już 41 zł za metr (w 2006 r. było 25 zł).

Oznacza to, że jeśli mam średnio płatną pracę w Polsce, czyli zarabiam 2700-2800 zł na rękę (tyle wynosi mediana, czyli „środkowa” pensja w kraju) i chcę wynająć 40-metrowe mieszkanko, to muszę wydać 2200-2300 zł na czynsz najmu. To już zaczyna być dramat. I to nawet jeśli zauważymy, że mediana warszawska jest pewnie o 1000 zł wyższa, niż mediana „ogólna”.

Owszem, można się zgodzić z tezą, iż nie każdego musi być stać na własne mieszkanie – czy to kupione za gotówkę, czy na kredyt – ale nie jest dobrze, że przeciętnie zarabiającego Polaka może nie być już stać na wynajęcie kawalerki. Że stać na to tylko Polaka zarabiającego bardzo dobrze.

A dziś sytuacja jest taka, że w pewnych okolicznościach bardziej opłaca się wziąć kredyt na mieszkanie, niż je wynająć. Z niedawno opublikowanej analizy NBP wynika, że rata 30-letniego kredytu na mieszkanie z rynku pierwotnego z 20-procentowym wkładem własnym jest o 250 zł niższa, niż stawka najmu za to samo mieszkanie (1186 zł vs 1426 zł).

Winnym tego stanu rzeczy jest polityka gospodarcza rządu, która jest nakierowana na utrzymywanie niskich stóp procentowych, co w powiązaniu z rozwalaniem polskiej giełdy, rynku obligacji korporacyjnych oraz z krachem programu Mieszkanie+ powoduje „pchanie” oszczędności Polaków z banków na rynek nieruchomości.

Czytaj też: Inwestycja w mieszkanie na wynajem? W condohotel? Firmy obiecują 7-9% zysku rocznie bez ryzyka. A jaka jest prawda?

Czytaj też: Spekulacyjne zakupy mieszkań sprawiają, że dziczeje wynajem. Czy na rynku nieruchomości jest już bańka?

Władze Berlina uzgodniły: czynsze najmu będą „zamrożone” na pięć lat. A potem się zobaczy

Co z tym zrobić? W Berlinie mają podobny problem, choć spowodowany innymi czynnikami. Tam większość mieszkań na wynajem jest w rękach potężnych funduszy inwestycyjnych, które mogą dyktować warunki, jakie chcą. Ale – jak przeczytałem w Deutsche Welle – władze miejskie Berlina znalazły na to lekarstwo.

A jakie? Chcą „zamrozić” czynsze na pięć lat. Koalicyjny rząd Berlina uzgodnił projekt ustawy, która – jak bywało w gospodarce centralnie planowanej – wprowadza pięcioletni zakaz podnoszenia czynszów za wynajmowane mieszkania! Przepisy mają obowiązywać od początku przyszłego roku, o ile zostaną formalnie przegłosowane w lokalnym parlamencie.

W Berlinie przeciętnie zarabiającemu obywatelowi też nie jest łatwo kupić własne mieszkanie za gotówkę lub z kredytu. Ponad 80% mieszkańców miasta swoje mieszkania wynajmuje, co oznacza, że 1,5 mln mieszkań ma tam status „inwestycyjny”. W ciągu ostatnich 10 lat średni czynsz w Berlinie wzrósł z 5,5 euro do ponad 11 euro za metr kwadratowy.

Mówimy o równowartości 47 zł za metr w przeliczeniu na polskie złote, czyli o kwotach nawet w wartościach nominalnych niższych, niż średnie czynsze warszawskie! A przecież siła nabywcza euro jest znacznie większa, niż złotego, tam przeciętnie zarabia się ok. 2000 euro na rękę, czyli jakieś trzy razy więcej, niż u nas. Choć z drugiej strony metraż przeciętnego mieszkania (także tego wynajmowanego) jest tam wyższy, niż u nas. Tam nikt się nie ciśnie na 20 metrach kwadratowych na osobę, standardy są wyższe.

I oni tam, w Berlinie, uznali, że ceny najmu zaczynają być paskarskie, więc postanowili je zamrozić! Według projektu czynsze zamrożone zostaną na poziomie z połowy 2019 r. Na trzy lata całkiem, a od 2022 r. możliwa będzie podwyżka „inflacyjna” do 1,3%. Będzie można też podwyższyć czynsz jeśli budynek będzie modernizowany – wtedy podwyżka może wynieść nie więcej, niż 1 euro na metr kwadratowy (czyli o 10% patrząc na dzisiejszą średnią rynkową).

Nowe stawki maksymalne wynieść mają od 5,95 euro do 9,80 euro za metr kwadratowy – w zależności od roku budowy i wyposażenia mieszkania. Zasadniczo ustawa ma dotyczyć umów nowopodpisywanych, ale jeśli obecna stawka czynszu w jakiejś umowie najmu przekracza 120% tego, co znajdzie się w tabelach czynszów maksymalnych – właściciel mieszkania będzie musiał zaproponować lokatorowi aneks.

Pomysł niemieckich posłów lokalnych (w Berlinie rządzi koalicja Socjaldemokratów, Lewicy i Zielonych) oczywiście nie podoba się opozycyjnym chadekom z CDU i przedstawicielom prawicy z FDP, którzy twierdzą, że efektem ubocznym będzie spadek liczby budowanych mieszkań w Berlinie oraz zahamowanie remontów i modernizacji już istniejących nieruchomości. Czyli, że na koniec po uszach i tak dostają najemcy, bo ceny będą co prawda regulowane, ale po mieszkanie na wynajem kolejki będą jak u nas po masło w Stanie Wojennym.

Czytaj: Coś dla właścicieli mieszkań na wynajem. Rachunki za prąd jak za… Netflix

Czytaj też: Wynajmujesz od kogoś mieszkanie? Ta polisa nie tylko zabezpieczy twój majątek w wynajętym lokalu, ale i dobre relacje z jego właścicielem. A to bezcenne

Wprowadzenie cen maksymalnych za najem: dlaczego to może być dobry pomysł?

No i co myślicie? Dobry pomysł? Idiotyczny? Jeśli chodzi o diagnozę, to berlińska powinna nam być bardzo bliska. W Polsce – zwłaszcza w Warszawie, Trójmieście i Wrocławiu oraz w Krakowie – czynsze osiągnęły już poziom mocno niepokojący, a rynek jest „pompowany” przez tysiące nowych domorosłych „kamieniczników”, którzy kupują mieszkania w celach inwestycyjnych, bo wolą zarabiać 6-7% na wynajmie, niż 1-2% w banku.

Być może ograniczenie możliwości podwyżek czynszów i spadek oczekiwanej rentowności najmu spowodowałby otrzeźwienie popytu inwestycyjnego? Jeśli założymy, że to on częściowo odpowiada za wzrost cen nieruchomości, to być może stosując „manewr berliński” udałoby się schłodzić rynek i wyjść z zaklętego kręgu podwyżek?

Rynek by się sprofesjonalizował, oczyściłby się z „Januszy Biznesu”. Mieszkania w celach inwestycyjnych kupowaliby ci, którzy nastawiają się na „długi marsz”, a nie ciułacze pod wpływem impulsu, czyli niskiego oprocentowania depozytów, którzy chcą się jak najszybciej nachapać.

Bardziej przystępne ceny pomogłyby ludziom z tzw. prowincji podjąć decyzję o wyjeździe do miasta za pracą. A rynek nieruchomości uchroniłby się przed załamaniem wynikającym ze spekulacyjnych zakupów mieszkań (dziś wiemy, że prędzej czy później czeka nas wysyp mieszkań kupionych „pod wynajem”, którego opłacalność spadnie).

Brzydzimy się interwencjonizmem? W zasadzie tak, ale skoro można ustawiać maksymalną cenę na przewóz taksówkowy, to może można też zastosować ceny maksymalne na rynku najmu mieszkań?

—————————————————

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach”zapisz się na mój newsletter i bądźmy w kontakcie!

—————————————————

Regulowanie cen najmu: dlaczego to może być głupi pomysł?

Są i argumenty przeciwko. Pierwszy i podstawowy jest taki, że niskie stopy procentowe i tanie kredyty „zagrają” przeciwko najmowi. Po pierwsze: wzrost stawek najmu sprawił, że dziś bardziej opłaca się wziąć kredyt, niż płacić komuś za mieszkanie, co częściowo chłodzi popyt (coś w tym jest, rozmawiałem ostatnio z panią, która nie była w stanie znaleźć chętnych na wynajem dwóch mieszkań naprzeciwko uniwersytetu).

Po drugie: wzrost cen nieruchomości ogranicza rentowność najmu i sam schłodzi rynek. Jeśli kupuję 50-metrowe mieszkanie na wynajem po 10.000 zł za metr, to angażuję 500.000 zł. Do tego dochodzi 75.000 zł na remont, co czyni 575.000 zł. Inwestując te pieniądze w obligacje 10-letnie mogę mieć prawie 26.000 zł zarobku (po podatku 21.000 zł). Wynajmując mieszkanie wycisnę 30.000 zł (po podatku 27.000 zł), ale jeśli odjąć jeden „pusty” miesiąc w roku, to różnica między dochodem z najmu, a spokojnym i płynnym zyskiem z obligacji robi się nieduża. Im wyższa będzie inflacja (a ta rośnie), tym więcej „kamieniczników” pójdzie po rozum do głowy i da sobie spokój. I rynek sam się schłodzi.

Po trzecie: rząd może w każdej chwili wprowadzić możliwość inwestowania w REIT-y, czyli udziały w centrach handlowych i w ten sposób skanalizować część popytu inwestycyjnego na mieszkania. Może też urzeźbić jakiś program budowy mieszkań na wynajem i rzucić na rynek dodatkowe budynki. Nie trzeba od razu regulować cen.

Po czwarte: rząd może w każdej chwili zrównać podatkowo inwestycje kapitałowe i te nieruchomościowe. Podatek Belki wynosi, jak wiadomo, 19% od zysków, zaś ryczałt nieruchomościowy to 9% od przychodu. Wystarczy spowodować, żeby te dwa sposoby zarabiania były tak samo opodatkowane, a wielu „kamienicznikom” zacznie bardziej się opłacać lokować pieniądze na rynku kapitałowym, a nie w nieruchomości.

A co Wy myślicie o zamrożeniu wysokości czynszów najmu? Podoba się Wam ten pomysł, czy uważacie go za totalnie głupi wymysł partii socjalistycznych?

—————————————————

Sprawdź „Okazjomat Samcikowy” – aktualizowane na bieżąco rankingi lokat, kont oszczędnościowych, a także zestawienie dostępnych dziś okazji bankowych (czyli 200 zł za konto, 300 zł za kartę…). I zacznij zarabiać:

>>>  Ranking najwyżej oprocentowanych depozytów

>>> Ranking kont oszczędnościowych. Gdzie zanieść pieniądze?

>>> Przegląd aktualnych promocji w bankach. Kto zapłaci ci kilka stówek?

zdjęcie tytułowe: yarecki

82
Dodaj komentarz

avatar
18 Comment threads
64 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
37 Comment authors
Wasz PanSamozl0stefan burczymuchastefan burczymuchaAlfred Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Stefan Burczymucha
Gość
Stefan Burczymucha

Katastrat progresywny od 2 niezamieszkanego przez siebie mieszkania ostudzi wanna be januszy kamienicznikow. Plus deweloperow, teraz potrafią kitrac mieszkania. Jak zasób nieużywany będzie kosztował to rura zmieknie.

Łukasz
Gość
Łukasz

Katastralny zostanie wliczony w cenę czynszu i ta znowu wzrośnie

Samozl0
Gość
Samozl0

A nie prościej aby zamiast regulowac ceny i gnebic ludzi podatkami, nich pomyslodawcy sami sfinansują budowe miszkan a potem je wynajmuja za poldarmo, aby zbc ceny rynkowe? 😉
Co ? To juz nie jest takie fajne, kiedy trzeba zajrzeć do swojego portfela?
Najalatwiej jest pisac komus ile powinien zarabiac z inwestycji. Czy w slad za regulowanymi cenami, ktos zaplaci za puste mieszkanie kiedy koniunktura sie skonczy?

Steve Burczymucha
Gość
Steve Burczymucha

https://alebank.pl/blisko-polowa-nowych-mieszkan-kupowana-jako-inwestycja-rosnie-ryzyko-powstania-banki-na-rynku/

Żebyście później domorośli spekulanci nie krzyczeli jak rynek się rozchwieje i pierdyknie trzeba trochę podregulować. Bo awaria w tym obszarze uderzy nie tylko Was, cała gospodarka dostanie rykoszetem.

Jako osoba płacąca duże podatki życzę sobie regulacji wyprzedzającej niż dopłat do ‚inwestorów indywidualnych’, bo nagle się okaże, ze nie byli świadomi ryzyka i potrzebują opieki kapitana Państwo.

Czy już rozumiesz? Czy jaśniej trzeba?

Samozl0
Gość
Samozl0

Ja rozumiem, pytanie czy ty wiesz o czym piszesz? Istnieje taki moment, kiedy człowiek dorasta i dostaje dowód osobisty. To nie znaczy, że nagle staje się mądrzejszy i jego wszystkie decyzje są prawidłowe. Ale jest to czas, kiedy każdy zaczyna ponosić konsekwencje swoich decyzji i nie potrzebuje do tego niańki. Jeżeli nie czujesz się na siłach, to możesz się ubezwłasnowolnić. Większość ludzi jednak woli samodzielnie podejmować decyzje, niezależnie od konsekwencji. Rozumiem, że Ty wolisz, aby państwo Ciebie stopowało i pilnowało abyś sobie krzywdy nie zrobił. Tęsknisz za socjalizmem i rynkiem regulowanym. Sory, ja już żyłem w takich czasach i więcej… Czytaj więcej »

stefan burczymucha
Gość
stefan burczymucha

Wtedy sprzedasz to mieszkanie. O to właśnie w tych regulacjach chodzi. Żebyś sprzedał je komuś, kto potrzebuje zaspokoić swoje potrzeby mieszkaniowe.

Wasz Pan
Gość
Wasz Pan

Do roboty [censored – Samcik], a nie zasiłki, 500 , itp. A PO-datnik na to wszytko tyra…

Aleksander
Gość
Aleksander

Tak się kończy nieustanne ingerowanie w rynek i wprowadzanie masy regulacji…

Robert Jarczyński
Gość
Robert Jarczyński

Panie Redaktorze wyjątkowo nie podoba mi się socjalistyczny oddźwięk tego artykułu albo chce Pan wywołać dyskusję na siłę pisząc o inwestorach jak o „Januszach biznesu” albo domorosłych „kamienicznikach”.

Steve Burczymucha
Gość
Steve Burczymucha

niestety tak jest. rynek nie jest ucywilizowany, standardy jakości w porównaniu do cen są często koszmarne. umowy najmu maja zapisy abuzywne naruszające równowagę kontraktową. tak więc terminy:

„Janusze biznesu” albo „domorośli kamienicznicy”

są jak najbardziej uzasadnione. belkę w oku prosze zauważyć.

Ludzisław
Gość
Ludzisław

Kup milion mieszkań i wynajmij na nie-januszowych warunkach.
Zostaniesz wielbionym przez lud bogaczem filantropem, który uwolnił świat od januszy z czeluści piekielnych.

…a na koniec ktoś podjudzi masy i skończysz na stosie.

Sorry, ale tak działa socjalizm.

Steve Burczymucha
Gość
Steve Burczymucha

Jak ktoś wrzuca algorytm ad socjalismum to zapewne sam mentalnie wywodzi sie z PRL i widzi wszystko 0 -1

Bob
Gość
Bob

Mówimy o równowartości 47 zł za metr w przeliczeniu na polskie złote, czyli o kwotach nawet w wartościach nominalnych wyższych, niż średnie czynsze warszawskie!

Na pewno wyższych?

Janek
Gość
Janek

Podobny manewr zrobili w Lisbonie (tylko tam chodziło o mieszkania komunalne, które stanowiły większość) efekt był taki, że zaczynało brakować pieniędzy na remonty, bo władza bała się ponieść ceny. W pewnym momencie stan budynków już był w tak opłakanym stanie, że ludzie zaczynali się przeprowadzać na przedmieścia do prywatnych, ale nowych mieszkań. A budynki w centrum zaczęto sprzedawać na hotele zagranicznym inwestorom. I tak centrum się wyludniło jeżeli chodzi o mieszkańców. Zamrożenie cen na pewno też spowoduje, że wszystkie będą w jednakowo słabym standardzie i jak kogoś stać zapłacić więcej za leszy standard to po prostu takiego mieszkania nie znajdzie.… Czytaj więcej »

torero
Gość

W punkt! Właśnie zastanawiałem się, komu przy maksymalnych cenach będzie chciało się urządzać mieszkania na potrzeby niechby i trochę wyższe od przeciętnych.

Porównanie z artykułu do taksówek również bardzo dobre – w Krakowie nie można [albo ja nie umiem…] wynająć „osobowej” taksówki we w miarę cywilizowanym standardzie. Wszędzie bród, smród i ubóstwo.

Nie mówiąc o tym, że nie bardzo wiem, dlaczego sam rynek najmu nie miałby odsiewać „januszów” podobnie, jak robi to każdy inny rynek. A może wszędzie wprowadzić ceny maksymalne – na chleb, samochody, meble… Tylko czy to już nie było? A jeśli było – dlaczego to nas niczego nie nauczyło?…

Steve Burczymucha
Gość
Steve Burczymucha

Rynek często się sam nie reguluje w sytuacji gdy jedna ze stron ma zbyt dużą przewagę, po czym się wywala na plecki i wszyscy, nawet ci którzy nie przykładali ręki do niecnych czynów, dostają po dupie. Czego dowodem jest kryzys kredytów subprime w USA.

Na prawdę trzeba tłumaczyć takie trywialne rzeczy? Serio?

torero
Gość

„Zbyt duża przewaga”… Kolejny socjalistyczny frazes. Jak zmierzyć tę „zbyt dużość”? Kto ma to ocenić? Do którego momentu jest „niezbyt”, a potem „zbyt”? Podobnym bełkotem można wytłumaczyć każdą „interwencję”. Piekarze mają zbyt dużą przewagę, bo mogą zamknąć piekarnie. Producenci samochodów mają zbyt dużą przewagę, bo nikt samochodu nie zrobi sobie w domu. Komputerowcy mają zbyt dużą przewagę, bo siostra nie postawi sobie sama wordpressa, a szwagier już nie wyrabia. Itd., itp. A o przyczynach kryzysu subprime polecam sobie poczytać, choćby na Wikipedii. Nie byłoby go, gdyby nie nadmierna deregulacja, demontaż zabezpieczeń prawnych, dopuszczenie NINJA do rynku nieruchomości i państwowe gwarancje… Czytaj więcej »

Stefan Burczymucha
Gość
Stefan Burczymucha

Jezu kolejny z tym socjalizmem . Skąd się bierzecie?

W artykule masz ‚jak zmierzyc ta duzosc’. Czy chociażby jak statystyczna rodzina wydaje na mieszkanie większość swojego rozporzadzalnego dochodu to jest właśnie ‚ta duzosc’

Mam nadzieję , że już jasne .

T1000
Gość
T1000

Skad? To trolle Korwina oczywiście.

torero
Gość

Nie na wszystko musi być nas stać. Tylko trzeba być do tego mniej bezczelnym. Mnie też nie stać na nowe Lambo czy jakieś wymyślne hobby – ale ja nie płaczę przez to na forach, że muszą mi obniżyć ceny Lambo czy wymyślnych hobbies, bo ja tak chcę.

btw. Na mieszkanie na Manhattanie też pewnie nie byłoby mnie stać. I co z tego?

@T1000: owszem, w większości zgadzam się z JKM. I co z tego? Zamierzasz wykazać wyższość swoich poglądów przez przezywanie się? Osobiście preferuję merytoryczną dyskusję, no ale co kto lubi i na co kogo stać…

Samozl0
Gość
Samozl0

Dzięki, ze nas wszystkich uświadamiasz – mesjasz się znalazł. 😉 A na poważnie, to też masz trochę racji. Rynek nie zawsze się reguluje w takim tempie jak byśmy oczekiwali. Czasami trzeba coś pomóc, aby pewnych negatywnych zjawisk w trakcie działania rynku uniknąć. Ale nie można tego robić zaglądając do portfela ludzi i decydować za nich jak długo ma się zwracać inwestycja. Jeżeli państwo chce coś zmienić, to proszę bardzo pobudować więcej mieszkań, a gwarantuje Ci, że ceny najmu spadną. Natomiast zaspakajanie potrzeb mieszkaniowych kosztem prywatnych kieszeni – to czysty socjalizm i nie ma się co dziwić, że kolejne osoby nazywają… Czytaj więcej »

Mateo
Gość
Mateo

Nauczyło wszystkich oprócz autora, że wtedy pojawia się szara strefa i gangsterzy znajdą sposób żeby zacząć mieć kolejne złote lata

Steve Burczymucha
Gość
Steve Burczymucha

No jednak nie, na co wskazuja przyklady tych miast, ktore zaczely ogarniac temat (np ograniczajac booking / airbnb)

anna
Gość
anna

Rynek – wraz z kredytami hipotecznymi i bankiem Lehmann Brothers – tak ” wyregulował” gospodarkę USA,że kiedy bańka mieszkaniowa pękła, to mieliśmy światowy kryzys 2007-09 a niektórzy mówią, że jego skutki ponosi Ameryka do dziś.Bo trzeba było miliardy dobrych zielonych $$$ wpompować w ratowanie systemu bankowego – czyli tych okropnych banksterów – zamiast inwestować np. w służbę zdrowia.A że od dawna wiadomo, że jak Ameryka kichnie, to reszta świata dostaje zapalenia płuc, to i do nas się to odnosi.

torero
Gość

Żartujesz, prawda? Patologię spowodowało właśnie ratowanie bankrutów za wszelką cenę, a nie żaden rynek. Gdyby pozwolić działać rynkowi, w 2008 mielibyśmy parę bankructw, za to dzisiaj – normalną gospodarkę z normalnymi stopami procentowymi.

Hanna
Gość

Brakuje mi jednak parametru popytu: pokazane wykresy bazują na cenach z umów (dane NBP i AMRON), czyli jednak jest popyt. Popyt jest naprawdę bardzo duży w dużych ośrodkach miejskich, ale jest i miejsce na negocjacje cen, bo patrząc na przyrosty ilości ryczałtowców, około 10-12% rocznie, to sporo jest mieszkań wynajętych wcześniej, po niższych czynszach, i nie każdy Janusz i Grażyna (trzymając się Pańskiej terminologii) będzie czynsz podnosić do uzyskania odpowiedniej rentowności. A dzięki ich oszczędnościom, tak modnie inwestowanym, po prostu jest budowane sporo mieszkań. Wg standardów organizacji międzynarodowych, koszty utrzymania mieszkania (z rachunkami, meblami i czynszem/ kredytem) nie powinny przekraczać… Czytaj więcej »

Piotr
Gość
Piotr

Ja mam takie mieszkanie na Bemowie, które wynajmuję już 9 lat i od początku brałem za nie 2000 zł, rok temu podniosłem na 2200 zł. Nie jest to klitka tylko 50 metrów 2 pokoje, tak zwane nowe budownictwo ale w stanie średnim. I przez cały ten okres moje mieszkanie ani nie było najtańsze na rynku ani najdroższe i tak też jest dziś. Wynagrodzenia wzrosły w tym czasie 40-60%, więc ja podaję przykład że wcale czynsze tak dużo nie wzrosły. Odnośnie regulowania cen i podatków katastralnych, to ja uważam że jak zwykle uderzy to tylko w klasę średnią która w bólach… Czytaj więcej »

Steve Burczymucha
Gość
Steve Burczymucha

Przeciez wlasnie te osoby majace po kilka kilkanscie mieszkan nakrecaja ceny i traci zwykly czlowiek szukajacy lokalu. Jezeli do znajomej pracujacej w firmie kupujacej dziury w ziemii i sprzedajacej ludziom od 2 lat przychodza ludzie dorobieni na kurczakach czy swiniach i kupuja cale klatki w blokach na wynajem za gotowke to o czym mowa. masa krytyczna zostala przekroczona i bez uczynienia lokalu niewynajetego nieoplacalnym bedzie gorzej.

Mateo
Gość
Mateo

Sprzedaż lokali mieszkalnych nakręca aktualnie cała koniunkturę. Przyjeżdżają budowlance wykańczać, jedzą obiady, kupują materiały, kupują inne produkty w sklepach gdzie pracują ludzie. Sami też utrzymują za to rodziny. Oni też teraz biorą dużo za robociznę i też państwo ma im wprowadzić maksymalną stawkę ? To nikt nie będzie chciał wykończyć mieszkania które i Ty kiedyś kupisz. Podatek od niezamieszkanego też są się obejść kupując na babkę ciotkę etc. Tylko wyjdzie szara strefa jak za komuny.

Steve Burczymucha
Gość
Steve Burczymucha

nie wszyscy zyja z rodzina dobrze tak, by im hipoteki przepisywac 😉

anna
Gość
anna

…ale zdecydowana większość tak, bo mieszkanie to za duża rzecz, by z przyjaciółmi ją załatwiać. A rodzina? Cóż „…nie cieszy,gdy jest/Lecz bez niej , lecz bez niej, samotny-ś, jak pies” – śpiewano niegdyś u „Starszych Panów Dwóch” 😉

Szymon
Gość
Szymon

„…że rata 30-letniego kredytu na mieszkanie z rynku pierwotnego z 20-procentowym wkładem własnym jest o 250 zł niższa, niż stawka najmu za to samo mieszkanie..”
To nie jest to końca dobre porównanie, po jednej stronie w obliczeniach uwzględniamy 20% wkład własny, po drugiej nie, czyli jakieś 60 tys. złotych, lokując na 2% mamy 100zł miesięcznie. Dodatkowo, kredyt na mieszkanie pewnie nie uwzględnia remontu, a w perspektywie 20-30 lat przy zakupie mieszkania raczej też nie uwzględniono kosztów utrzymania które na ogół są na wynajmującym, gdy weźmiemy te i inne czynniki pod rozwagę to sytuacja nie wygląda tak różowo.

Maciej
Gość
Maciej

„zarabiam 2700-2800 zł na rękę (tyle wynosi mediana, czyli najczęściej spotykana pensja) i chcę wynająć 40-metrowe mieszkanko, to muszę wydać 2200-2300 zł na czynsz najmu. To już zaczyna być dramat” Mediana jest to taka liczba, że połowa wszystkich liczb jest od niej mniejsza, a połowa większa. Być może taką pensję ma tylko jeden pracownik. Więc nie jest to „najczęściej spotykana pensja”. Nie da się wyznaczyć „najczęściej spotykanej pensji” znając medianę i średnią, minimum i maksimum, a nie znając „rozkładu”. W każdym razie żeby w zdaniu prawidłowo wykorzystywało wielkość mediany powinno iść mniejwięcej według mnie tak: „zarabiam 2700-2800 zł na rękę… Czytaj więcej »

Jon
Gość
Jon

W artykule pojawia się dość odważna teza, że przekierowanie strumienia finansowego z inwestycji w nieruchomości do inwestycji w obligacje skarbu państwa to w pewnych warunkach „pójście po rozum do głowy”. Miałoby to sens przy założeniu że państwo jest w stanie efektywnie wydatkować środki uzyskane z obligacji. A z tym można polemizować.

Andrzej
Gość
Andrzej

To jest dominanta, a nie mediana. „Oznacza to, że jeśli mam średnio płatną pracę w Polsce, czyli zarabiam 2700-2800 zł na rękę (tyle wynosi mediana, czyli najczęściej spotykana pensja) „

Mateo
Gość
Mateo

Słaby poziom reprezentuje autor. Cytuję „Januszy Biznesu. Mieszkania w celach inwestycyjnych kupowaliby ci, którzy nastawiają się na „długi marsz”, a nie ciułacze pod wpływem impulsu, czyli niskiego oprocentowania depozytów, którzy chcą się jak najszybciej nachapać” To nie sprzedaż zabawki za 50zl na olx. Każdy kto inwestuje SWOJE zarobione 500000 zł nie zasługuje na miano Janusza biznesu bo jakoś te pieniądze zarobił więc można go nazwać przedsiębiorcą. Poza tym to już logiczne że w Warszawie jest stopa zwrotu poniżej 5% i przy aktualnych cenach nie opłaca się to mikro przedsiębiorcom na wynajem długoterminowy. Więc autorze nie ma co zazdrościć i pisać… Czytaj więcej »

Steve Burczymucha
Gość
Steve Burczymucha

> Każdy kto inwestuje SWOJE zarobione 500000 zł nie zasługuje na miano Janusza biznesu bo jakoś te pieniądze zarobił więc >można go nazwać przedsiębiorcą.

Zależy jak inwestuje te pieniadze i jak traktuje swoich klientów. Z czego moze wynikac okreslenie januszem biznesu.

anonymous
Gość
anonymous

Jeżeli maksymalna stawka za wynajem to musi być tez wzrost obowiązków dla najemców i pilnowanie czy się z niego wywiązują. Ci zazwyczaj nie zamykają drzwi po sobie, śmiecą, palą papierosy i hałasują po nocach.

zen
Gość
zen

Być może ograniczenie możliwości podwyżek czynszów i spadek oczekiwanej rentowności najmu spowodowałby otrzeźwienie popytu inwestycyjnego? (…) stosując „manewr berliński” udałoby się schłodzić rynek i wyjść z zaklętego kręgu podwyżek? (…) Rynek by się sprofesjonalizował, oczyściłby się z „Januszy Biznesu”. Skutkami byłyby raczej: a) spadek popytu na mieszkania, plajty deweloperów, straty posiadaczy ich akcji i obligacji (a więc nas wszystkich poprzez OFE, a niedługo PPK) b) zwolnienia w branży budowlanej, wzrost bezrobocia, spadek wpływów podatkowych, wzrost wydatków socjalnych, wzrost dziury budżetowej c) spadek podaży nowych mieszkań, niedoinwestowanie istniejących, spadek standardu lokali dostępnych na rynku d) mniej zarabiający do końca życia będą… Czytaj więcej »

Steve Burczymucha
Gość
Steve Burczymucha

kapital sobie pojdzie gdzie indziej, prosze sie nie bac. Branza jak urosla to moze spasc.

kryzys grecji od jednego podatku – litosciwie pomine milczeniem

anna
Gość
anna

Od jednej – mieszkaniowej – „bańki” w USA zawaliłby się w 2007 cały system bankowy, gdyby rząd (!!!) USA nie wpompował weń niewyobrażalnych miliardów dolarów.A przywołam też wcześniejszą i też pojedyńczą, bańkę dot.com’ów i kryzys przez nią wywołany.To ekonomia, tu wszystko ze wszystkim się łączy a dezynwoltura decyzyjna co najwyżej chaos pogłębia, by potem skutkować przepływami pieniędzy na nienajzbożniejsze społecznie cele …

Adam
Gość
Adam

Tylko, że wpierw rząd tę bańkę napompował tanimi kredytami!
U nas dzieje się to samo.

EDZ
Gość
EDZ

h) koklusz, gradobicie i przemarsz wojsk

Kamil
Gość
Kamil

A może podnieść stopy skoro inflacja pcha ludzi w inwestycje mniej lub bardziej alternatywne wobec lokat?

Adam
Gość
Adam

„(…) wzrost stawek najmu sprawił, że dziś bardziej opłaca się wziąć kredyt, niż płacić komuś za mieszkanie,(…)”
Identycznie było przed poprzednią bańką w latach 2006-2008 🙂
Kolejny dowód, że rynek się przegrzewa.
Może tym razem nie będzie dużego BUM ale widać, że dynamika wzrostu cen musi wyhamować.
Ostatecznie ceny mieszkań zeżre inflacja.

PodroznikIR
Gość
PodroznikIR

Witam, Akurat mam z zycia wziete doswiadczenie z regulowaniem czynszow na wlasnej skorze. Obecnie mieszkam w Dublinie i mielismy nastepujaca sytuacje. Mieszkan w konsekwencji kryzysu od 2008 sie nie budowalo. Mowie tutaj o calkowitym zaprzestaniu jakichkolwiek nowych budow oraz nawet remontow istniejacych. W efekcie po 10 latach wszyscy obudzili sie z reka w nocniku ze, nie ma mieszkan dla studentow, dla pracownikow firm, dla nowo powstalych rodzin, dla… nikogo. Rynek oczywoscie zareagowal jak reaguje rynek. Ceny wynajmu poszybowaly w gore. W stolicy o 100% nawet. Rzad w rozpaczy na problem bezdomnosci oraz narzekania elektkoratu (i firm ktore potrzebowaly mieszkan dla… Czytaj więcej »

Alfred
Gość
Alfred

Czy w roku jest jeden „pusty” miesiąc to kwestia dyskusyjna. W takiej Warszawie podobno jest to (średnio) krócej. Pewnie wszystko zależy od lokalizacji. Ale są dodatkowe koszty – podatek od nieruchomości, ubezpieczenie – to pewnie z 500 zł rocznie, Pośrednik – powiedzmy że połowa czynszu czyli ok 1500 zł. Jeszcze są w miarę stałe wydatki (telewizor, lodówka, pralka i inne sprzęty które się regularnie wymienia) – a to na jakiś remoncik co kilka lat. W sumie średniorocznie przynajmniej 1 tys. A jeszcze nie rzadko zdarza się że lokator nie mieszka cały rok tylko wyprowadza się wcześniej. np. taki student –… Czytaj więcej »

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss