Musisz zapłacić kilka tysięcy ubezpieczenia niskiego wkładu? Bank ci nie ulży

W poprzednich miesiącach jednym z ważnych tematów, który poruszałem na stronach tego blogu, była kwestia ubezpieczenia wkładu własnego przy kredytach hipotecznych. Wspólnie z czytelnikami toczyłem m.in. krucjatę przeciwko Bankowi Millennium, który podwójnie naliczał klientom spread walutowy, wyznaczając konieczną do zapłacenia składkę. Krucjata zakończyła się sukcesem, Bank Millennium wzór zmienił. A ja zaśpiewałem sobie tak, jak te chłopaki:

Ale problem kosztów ubezpieczenia niskiego wkładu własnego pozostał, bo zarówno Bank Millennium, jak i inne instytucje finansowe, co kilka lat pukają do drzwi klientów i wyciągają ręce po składki liczone w tysiącach złotych. Kurs franka szwajcarskiego jest tak wysoki, że mało który klient mający kredyt w szwajcarskiej walucie może cieszyć się, że spłacił już ponad 20% kwoty kredytu (zwykle dopiero po przekroczeniu tego progu nie trzeba opłacać składki ubezpieczenia niskiego wkładu własnego).

Czytaj też: Co z tym frankiem? Jeśli dojdzie do 3,5 zł…

Jeśli trzeba je zapłacić jednorazowo – a tego żądają zwykle banki – to skutki dla domowych budżetów mogą być opłakane. Oczywiście nie namawiam do bojkotowania tych ubezpieczeń. Dura lex sed lex. Ale chcę zwrócić uwagę na coś innego – dla banków taka okoliczność to okazja, żeby pokazać się z dobrej strony wobec klienta, poklepać go po ramieniu, połączyć się z nim w bólu, zaproponować wsparcie duchowe.

No i tu jest kłopot, bo taki np. Bank Millennium nie zawsze ma ochotę zademonstrować klientowi swoją ludzką twarz. Doniosła mi o tym jedna z moich czytelniczek, pani Alicja. „W październiku otrzymałam z Banku pismo zawiadamiające o zbliżającym się tajfunie – czyli opłacie za kolejne trzy lata ubezpieczenia. Bagatela – około 6.000 zł. Spanikowaliśmy z mężem, bo oboje nawet tyle łącznie nie zarabiamy, w lutym urodził się nam synek, który sporo zmienił w naszym domowym budżecie, a o oszczędnościach nie było mowy, bo dziecko często chorowało i mnóstwo pieniędzy szło na jego leczenie” – pisze pani Alicja.

Czytaj też: Bank Millennium i wojna o darmowe konto do spłaty kredytu

Pani Alicja jest przerażona: „Składka pobrana będzie jednorazowo. A gdzie inne zobowiązania (kredyt hipoteczny, pożyczka gotówkowa i opłaty: czynsz, prąd, żłobek dziecka, jedzenie, czy pampersy)… Jestem trenerem, szkolę firmy, występuję na konferencjach i wiem, że w obliczu nadciągających problemów finansowych kredytobiorca powinien jak najszybciej poinformować swoich wierzycieli o sprawie, dzięki czemu będzie można opracować stosowny plan. Wierzyłam, ba, ufałam, że tak właśnie jest. I że każda instytucja powita takiego kredytobiorcę z otwartymi ramionami.

Zabrałam się więc od razu do pracy i napisałam pismo do banku z prośbą rozbicia sumy ubezpieczenia na raty, jednocześnie zobowiązując się do uzbierania około połowy sumy (liczyliśmy na sumę 3.000 zł, udało nam się uzbierać tylko 2.000 zł – ale – jakby jednak na to nie patrząc – wyszliśmy z własną inicjatywą, planem, rozwiązaniem!). Motywowałam naszą prośbę niskimi zarobkami i urodzeniem się dziecka. Podkreśliłam, że zabierając nam taką kwotę pozbawią wszelkich środków do życia mnie i moją rodzinę, a co najgorsze – nasze dziecko!

Odnalazłam też panią dyrektor z banku na Goldenline. Podała mi swój adres mailowy, a ja przesłałam nasze pismo. Zapytałam, jakie widzi szanse na pozytywne rozpatrzenie naszej prośby. Czekaliśmy trzy tygodnie, tygodnie. Na dwa dni przed Wigilią otrzymaliśmy odpowiedź banku: „składka ww. ubezpieczenia płatna jest jednorazowo za okres 36-ciu miesięcy. W związku z faktem, iż składka ta przekazywana jest bezpośrednio do ubezpieczyciela, bank nie ma możliwości rozłożenia płatności na raty. Dlatego też nie możemy przychylić się do Pani prośby w przedmiotowej kwestii”.

Można by rzec – „widziały gały co brały”. Jednak mimo wszystko – ja nie zamierzam unikać odpowiedzialności. Chcę spłacać swoje zobowiązania. Jestem przekonana, że wystarczyłaby odrobina dobrej woli i bank dogadałby się z ubezpieczycielem w jakiejś formule. Albo podałby mi namiary na osoby, które mogłyby mi pomóc po stronie ubezpieczyciela. Ale do tego potrzeba ludzi, którzy patrzą troszkę dalej niż 30 dni naprzód. Bo bank, który pomaga swojemu kredytobiorcy w potrzebie – zyskuje prawdziwie lojalnego klienta na wiele, wiele lat. A tak?

Będziemy musieli się gdzieś zapożyczyć. Najśmieszniejsze jest teraz to, że nawet na żadną pożyczkę się nie załapiemy, żeby jakoś sfinansować składkę ubezpieczenia, no bo Rekomendacja T. Być może mężowi uda się w swojej firmie wziąć nieoprocentowaną pożyczkę i kto wie, czy nie wyjdziemy na tym lepiej? Tym niemniej czuję żal do banku oraz filozofię instytucji finansowej, którą do tej pory uważałam za solidną i poważnie podchodzącą do klienta” – kończy rozgoryczona czytelniczka.

Czytaj też: Czy się stoi, czy się leży, kilka stówek się nalezy (bankowi)

Jeśli ten wpis przeczyta ktoś z szefów Banku Millennium lub innych instytucji finansowych, to być może weźmie sobie do serca dwa ostatnie akapity listu pani Alicji. Odrobina zrozumienia dla klienta w tarapatach dużo nie kosztuje, a budzi prawdziwe zaufanie. Większe, niż to wymuszone przywiązaniem klientowi kaloryfera do pleców.

A jeśli ktoś nie jest jeszcze przekonany, że do klienta warto iść z sercem na dłoni, to może jeszcze przeczytać fragment listu p. Olafa, klienta banku BNP Paribas Fortis. „Zakładając w tym banku konto w listopadzie, wypełniłem wszystkie niezbędne dokumenty. Nie miałem ze sobą pieczątki, więc zostałem poinformowany, że kiedy doniosę NIP, Regon, KRS i będę miał pieczątkę, będę mógł podbić wszystkie dokumenty związane z dokończeniem procedury otwarcia rachunku.

Gdyby ktoś mnie wtedy poinformował (jeszcze przed podpisaniem pierwszej umowy), że koszt podbicia „nowych” papierów zostanie uznany za „zmianę podpisu klienta” i że BNP Paribas pobierze ode mnie 50 zł, to nie zdecydowałbym się na podpisanie umowy na prowadzenie rachunku. Być może wcześniej wyrobiłbym pieczątki. Nikt mnie jednak o tym nie poinformował, a dziś czuję się po prostu przez BNP oszukany, czy wręcz okradziony. Uważam, że prowizja w wysokości 50 zł została pobrana całkowicie niesłusznie, gdyż nikt mi nie powiedział, że przybicie pieczątki wiąże się z tak ogromnymi kosztami. Zabrakło wiedzy, czy dobrych chęci?” – pyta p. Olaf. A ja pytam razem z nim…

”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Zapraszam!

ZOBACZ CYKL KLIPÓW WIDEO „PRZEŚWIETLAMY REKLAMY”. W ciągu ostatnich dwóch lat powstało kilkadziesiąt odcinków prześwietlania reklam w wersji wideo. Początkowo kręciłem je wspólnie z Andrzejem Chećko, a później z Anią Skurczyńską i Kasią Łuką. Zostań fanem prześwietlania reklam w wersji wideo i obejrzyj wszystkie odcinki na platformie Gazeta.tv

PRZEKONAJ SIĘ O POTĘDZE MEDIÓW. Klientka Banku Millennium miała problem z załatwieniem sprawy. Jej opiekunka z oddziału chciała pomóc, ale ludzie z centrali rzucali kłody pod nogi. Aż pewnego dnia klientka i jej doradczyni wspólnie wymyśliły, że trzeba w kolejnym piśmie do centrali zagrozić zawiadomieniem o problemie autora blogu „Subiektywnie o finansach” oraz kilku innych mediów. Co stało się dalej? czytaj tutaj.

KOMINEK TEŻ LUBI SUBIEKTYWNOŚĆ! Niejaki Kominek, podobno najpopularniejszy bloger w Polsce, samozwańczy Buk blogosfery, zajął się wideo-cyklem „Prześwietlamy reklamy”. Sprawdź jak skomentował filmik, poświęcony polisom 4Life Direct „Moi Bliscy”

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss