Masz kredyt w tym banku? Lepiej sam sobie policz ile mu jesteś winien ;-). Bo inaczej…

Rozstanie z kartą kredytową bywa bolesne. Dużo bardziej bolesne, niż zadzierzgnięcie z nią relacji. Opisywałem w blogu problemy czytelników, którzy chcieli raz na zawsze uwolnić się od swojej „kredytówki”, ale jakoś im nie wychodziło, zaś bank niespecjalnie chciał pomóc. Dziś opowiem Wam historię wyjątkowo dziwną, w której stawką jest ponad 2100 zł przeterminowanego długu jednego z moich czytelników. Długu – jak wszystko na to wskazuje – nieistniejącego! Jak to możliwe? Już wyjaśniam. Pan Mariusz do kwietnia bieżącego roku był posiadaczem karty banku Santander (ostatnio przyłączonego do BZ WBK). Ponieważ bank zaczął pana Mariusza – jak i innych posiadaczy swoich „kredytówek” – cisnąć coraz wyższymi prowizjami, mój czytelnik postanowił kartę oddać i grzecznie się pożegnać.

Czytaj też: Co tu się wyrabia? Trzy literki w umowie bank wycenił na… 590 zł

W tym celu zadzwonił do banku i zapytał o kwotę, którą powinien przelać, żeby co do grosza rozliczyć się z bankiem. Dowiedział się, że trzeba uregulować 2720,71 zł. I taką kwotę jeszcze tego samego dnia mój czytelnik przelał ze swojego konta w mBanku. Mam w dokumentacji tej sprawy potwierdzenie wykonania tego przelewu. Co więcej, karta została przez bank zablokowana, co mogło sugerować, że rozwód z kłopotliwym plastikiem jest na dobrej drodze. Dla pewności pan Mariusz zadzwonił jeszcze do banku, gdzie dowiedział się od przemiłej pani konsultantki, że rachunek karty wynosi zero złotych, w związku z czym trzeba uznać proces rozwiązania umowy za zakończony. Mój czytelnik poczuł się wolny jak ptak. Każdy kto spłacił swoje kredyty wie o co chodzi.

Czytaj też: Jeden bank, trzy prawdy i… wyjątkowo upierdliwy klient

Czytaj też: Bank popełnił błędy przy wypłacie klienta. Musi oddać 343.000 zł!

Szczęście i beztroska nie trwały długo, bo już po kilkunastu dniach do mojego czytelnika dotarł groźny list, iż ma on dług w kwocie 2137,38 zł i że jeśli natychmiast go nie ureguluje, to grozi mu przekazanie sprawy do firmy windykacyjnej. Jak to możliwe, że w ciągu zaledwie kilkunastu dni nagle objawiło się na rachunku zamkniętej już karty takie zadłużenie? Przecież pan Mariusz najpierw u jednego konsultanta sprawdził ile powinien oddać, a potem – już po uregulowaniu wskazanej kwoty – u drugiego potwierdził, że saldo jest zerowe. Co ciekawe, pismo z żądaniem zwrotu dodatkowych ponad 2100 zł jest datowane na ten sam dzień, w którym odbyła się rozmowa mojego czytelnika z przemiłą konsultantką, która zapewniała, że z niczym już bankowi nie zalega.

Czytaj też: Gdy komornik się pomyli, bank się zagapi, a z konta znika kasa 

upomnieniesantanderPan Mariusz, jak już opanował stan przedzawałowy – informacja o tym, że się komuś „wisi” ponad 2000 zł, podana w formie dość obcesowej i z zaskoczenia może każdego zestresować – skontaktował się z bankiem i zapytał o co chodzi. Poinformowano go, że „pismo jest wynikiem błędu systemu”. Konsultant stwierdził, że na koncie karty jest niewielka zaległość (kilkadziesiąt groszy), która zostanie umorzona. Klient poprosił o przesłanie pisma potwierdzającego zerowy stan zadłużenia, bo jakoś stracił pewność, że w systemach banku nie wykwitną kolejne kwiatki. Prośby pana Mariusza w banku wysłuchano ze zrozumieniem, po czym… otrzymał z banku kolejne pismo, tym razem zatytułowane „upomnienie” z informacją, że jeśli najpóźniej tego samego dnia, w którym otrzymał niniejsze pismo, nie odda pieniędzy, to sprawą zajmą się zewnętrzni windykatorzy. Zawodowcy od wyciskania z ludzi pieniędzy, jak soku z cytryny. Specjaliści od puszczania w skarpetkach i od zabierania ostatniej koszuli.

Pan Mariusz poczuł się totalnie bezradny, ale jeszcze raz zadzwonił do banku, gdzie otrzymał informację, że.. zalega na kwotę 6 zł i że kwota ta została skierowana do umorzenia. Wygląda na to, że w ramach jednego banku funkcjonują cztery różne kwoty określające kwotę, którą powinien zapłacić klient zamykający kartę kredytową. Pierwsza to ta, którą klient rzeczywiście spłacił (ponad 2700 zł). Druga, trzecia i czwarta to te, które po spłaceniu karty pan Mariusz jeszcze – zdaniem banku – powinien dopłacić (ponad 2100 zł, ponad 8 zł oraz kilkadziesiąt groszy). Która z tych liczb jest prawdziwa? Rozumiem, że karta kredytowa to skomplikowany produkt, ale jeśli nawet bank nie jest w stanie doliczyć się długów klienta, to coś jest nie tak. Poza tym jaką pewność ma mieć klient, że w przeszłości jego spłaty były dobrze liczone? Generalnie żyjemy wszyscy w przekonaniu, że jak bank coś policzy, to jest to policzone dobrze. Ale w przypadku banku Santander ta pewność jest bardzo chwiejna. Jakiś czas temu jeden z doradców finansowych opisał swoje podejrzenia dotyczące tego, że bank Santander błędnie policzył… oprocentowanie kredytów. Co oni tam palą? ;-))

Akcja Dywidenda jak w banku
Kliknij baner i zapisz się do zabawy! Szczegóły konkursu i warunki uczestnictwa: tutaj

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss