21 marca 2020

Czy akcja #LOTdoDomu to zawoalowany sposób na pomaganie LOT-owi w czasach koronawirusa? Bilety nie są tanie, ale…

Czy akcja #LOTdoDomu to zawoalowany sposób na pomaganie LOT-owi w czasach koronawirusa? Bilety nie są tanie, ale…

Trwa wielka akcja-repatriacja rodaków, których zamknięcie granic Polski zastało na obczyźnie. Rząd wyznaczył do realizacji tego celu państwową  linię lotniczą LOT i ustalił zryczałtowane ceny biletów. Dlaczego nie chciał zaangażować konkurencyjnych przewoźników, których flota też zapewne byłaby do dyspozycji? Czy to zawoalowany pomysł na zapewnienie LOT-owi zysków z naszych kieszeni? Sprawdzam i liczę

Od niedzieli prawie wszystkie loty międzynarodowe z i do Polski zostały zawieszone. Przymusowe uziemienie samolotów ma potrwać do 29 marca i jest sposobem na rozprzestrzeniania się koronawirusa. Możliwe są loty tylko transportowe oraz czartery biur podróży, które sprowadzają turystów do kraju. Za granicą, jak mówił premier Mateusz Morawiecki, zostało nawet pół miliona Polaków, którzy chcieliby wrócić do kraju.

Zobacz również:

Jak podało radio RMF FM, rząd mógł skorzystać z unijnego mechanizmu ochrony cywilnej.  Dzięki niemu Polacy, którzy utknęli poza granicami UE, mogliby za darmo wrócić do ojczyzny. Ów mechanizm polega na tym, że dane państwo organizuje przelot, a Bruksela go refunduje. Ale mechanizm przydaje się tylko przy rejsach spoza Unii i jest warunek: trzeba wziąć ze sobą innych chętnych pasażerów, chcących wrócić na teren UE (można przeczytać to w tym dokumencie).

Polscy turyści utknęli jednak w dużej liczbie w innych krajach Unii Europejskiej, więc mechanizm ochrony cywilnej miałby bardzo ograniczone zastosowanie. Nasz rząd wymyślił więc akcję #LOTdoDomu. Dobrze jest mieć linię lotniczą, którą można wykorzystać do takich akcji. Węgrzy nie mają tego szczęścia – ich Malev zbankrutował, a WizzAir nie ma floty długodystansowej.

Bilety w ramach przedsięwzięcia #LOTdoDomu nie są za darmo. W niektórych przypadkach pasażerowie płacą znacznie więcej, niż wynosiła cena ich biletów na odwołane loty. Czy LOT zarobi na tej akcji, czy straci? Ile dopłaci rząd, czyli my wszyscy? I co to oznacza dla wszystkich, którzy w przyszłości będą korzystali z usług LOT?

Czytaj też: LOT kupi duże niemieckie linie lotnicze Condor! Co to oznacza dla pasażerów? Rysujemy scenariusze. Ten dobry i ten katastroficzny

Czytaj też: Czy koronawirus zainfekuje ceny mieszkań? Co robić, gdy myślisz o zakupie lub wynajmie mieszkania? Sprawdzamy!

Bilety dużo droższe niż w Skyscanner. Czy LOT zarabia na akcji ratunkowej?

MSZ szacuje, że dziennie do Polski samolotami LOT-u wraca 3.000 osób. Choć za granicą przebywa pół miliona Polaków, to nie ma możliwości, żeby wszystkich ściągnąć do kraju w krótkim czasie – większość z nich i tak musi poczekać z powrotem do kraju do wznowienia lotów komercyjnych. Choć niewykluczone, że lotniska będą zamknięte dłużej, są też problemy z zakładaniem rezerwacji na kwiecień – systemy rezerwacyjne linii lotniczych je odrzucają, by ograniczyć ryzyko konieczności zwracania pieniędzy klientom, gdyby okazało się, że ich samoloty będą uziemione dłużej.

Jaką część „normalnego” ruchu rekompensuje LOT-owi akcja #LOTdoDomu?  Na dwutygodniowy okres, w którym uziemiono samoloty, LOT miał zaplanowanych 298.000 miejsc na trasach międzynarodowych. Zamiast tego na loty „ewakuacyjne” zapisało się 30.000 osób, zapewniając przewoźnikowi jedynie 10% planowego obłożenia.

Oznacza to dramatyczny spadek przychodów. W ubiegłym roku LOT miał 6,2 mld zł przychodów, czyli średnio 516 mln zł miesięcznie. Wyłączenie lotów na dwa tygodnie statystycznie oznaczałby ubytek 250 mln zł wpływów. W rzeczywistości zapewne jest to mniejsza kwota, bo marzec nigdy nie był szczytem zainteresowania podróżami. Tę wyrwę częściowo może załatać kasa od klientów „przymusowo” kupujących LOT-owskie bilety „ratunkowe”. Przymus polega na tym, że wszystkie loty konkurencyjnych linii odwołano. Wybór jest więc taki: albo LOT, albo nic.

Ceny biletów na loty „ratunkowe” są zryczałtowane i wynoszą 400–800 zł w granicach Europy i 1600–2400 zł za przelot dalekiego zasięgu. LOT zapewnia, że ta kwota nie pokrywa pełnych kosztów, więc do przelotu dopłaci polski rząd. Jak duża jest ta dopłata? Nie wiadomo.

Stawki 1600-2400 zł to raczej powyżej średniej za lot na długim dystansie. Przed zamknięciem nieba w promocji można było polecieć za te pieniądze na drugi koniec świata i z powrotem. Żeby było ciekawiej, to LOT pobierał dopłaty za przelot biznes klasą od klientów, którzy nie zdołali zapisać się na bilety w klasie ekonomicznej. Pasażerowie, którzy chcieli się wydostać np. z Bangkoku nie mieli wyboru i płacili po kilka tysięcy złotych za „przymusowy” bilet do kraju. Teraz już wiadomo, że LOT będzie zwracał różnicę w cenie między ryczałtem, a ceną biletu biznesowego.

Czytaj też: Czy LOT wejdzie do lotniczej elity? I co by to oznaczało dla polskich pasażerów?

Rząd jak dobry wujek. Ile wyniesie „dotacja” ratunkowa?

Ile rząd dopłaca do lotów do domu? Można to oszacować. LOT-owski Dreamliner w mniejszej wersji 787-8 zabiera na pokład 252 pasażerów. Jak informowali w mediach społecznościowych ewakuowani Polacy bilet z Kolombo w Sri Lance kosztował 2248 zł. Oznacza to, że jeśli samolot był pełen, to LOT przygarnął z wpłat pasażerów 566.000 zł.

Jakie są koszty przelotu? To zależy od samolotu i warunków finansowych na jakich użytkuje się samolot. Poniżej wklejam tabelkę, która pokazuje jak bardzo te koszty mogą się różnić w zależności od linii i wybranej maszyny. W przypadku Dreamlinera jest to od 8.000 dolarów do 15.000 dolarów na każdą godzinę lotu, czyli raczej sporo.

Załóżmy, że koszt przelotu Dreamlinera LOT-u to 14.000 dolarów za godzinę (o kilkunastu tysiącach dolarów mówił w mediach ekspert lotniczy Eryk Kłopotowski), czyli – przy kursie 4,2 zł – jest to 58.800 zł. Lot do Kolombo trwa 10 godzin w jedną stronę, czyli w sumie 20 godzin. Ale w jedną stronę samolot leci pusty, czyli nie zarabia. 20 godzin lotu to koszt 1,2 mln zł! Tymczasem pasażerowie zrzucą się na około połowę tej kwoty.

Oznacza to, że – licząc pobieżnie i z dużym marginesem błędu – można oszacować, że rząd na długich trasach dopłaca do akcji #LOTdoDomu drugie tyle, ile płacą za bilety pasażerowie. I to zakładając, że loty nie mają żadnej marży, a jedynie pokrywają koszty operacyjne i wynagrodzenie załogi.

W skali całego programu #LotDoDomu bilans jest trudny do oszacowania, bo nie znamy cen i dokładnych stawek za godzinę lotu poszczególnymi maszynami, które są we flocie naszego narodowego przewoźnika.

Czytaj też: NBP rusza na pomoc w walce z koronawirusem. Jest ostre cięcie stóp. Ale czy ta decyzja nie przyniesie więcej szkód, niż pożytku?

A może trzeba było wezwać na pomoc inne linie?

Mimo wszystko nie wygląda to dobrze: najpierw rząd uziemia całą konkurencję, (ruch na lotnisku Chopina spadł najbardziej w Europie, nie licząc lotnisk włoskich), a potem wyznacza kontrolowaną przez siebie firmę, która ma wozić pasażerów na wyłączność.  W mediach pojawiały się głosy, że taki monopol LOT-u na powroty to rodzaj pomocy publicznej. LOT już raz taką pomoc dostał w 2012 r. i do 2022 r. nie może już liczyć na rządowe pieniądze.

W dzisiejszych realiach trudno sobie wyobrazić, by te reguły zostały dochowane. Na program ratunkowy czeka już cała branża lotnicza.  – „Popyt na międzynarodowe loty nie istnieje. W najgorszym scenariuszu przewidujemy spadek globalnego ruchu lotniczego o 60% – powiedzieli ostatnio przedstawiciele linii SAS.

Ale przecież LOT nie jest jedyną polska linią lotniczą – mamy polską prywatną linię EnterAir, które organizuje loty czarterowe, ale teraz nikt nie lata na wakacje. Do akcji pewnie włączyłby się też lider polskiego rynku czyli Ryanair, a może też WizzAir – dzięki temu akcja być może zostałby przeprowadzona sprawniej i szybciej?

Może można by też nie zapełniać całych samolotów na 100%, by pasażerowie nie siedzieli ściśnięci jak sardynki i by zminimalizować ryzyko transmisji wirusa? Może ceny biletów byłyby niższe? Wiadomo, że tanie linie to mistrzowie optymalizacji. Zapytaliśmy się o to eksperta od transportu Adriana Furgalskiego. Oto co nam powiedział:

„Naturalne jest, że w sytuacji nagłej i kryzysowej korzysta się w pierwszej kolejności z własnych zasobów. LOT ma też flotę różnego typu pozwalającą dolecieć wszędzie, zaś w przypadku konkurencji, np. Enter Air, byłoby to mocno ograniczone. Po drugie rozbijanie operacji na dwie linie to kiepski pomysł w zakresie koordynacji. Jeżeli popatrzymy na koszty uruchomienia maszyn i na ceny płacone przez pasażerów, to widać, że byłyby to rejsy deficytowe nawet przy 100-procentowym wypełnieniu, zaś dopłata ze strony państwa – która nie może być uznana za pomoc publiczną – w moim przekonaniu pozwala te rejsy zrealizować co najwyżej po kosztach”

Czytaj też: Koronawirus zarazi polskie firmy. Na śmierć. Jak ratować przedsiębiorców przed bankructwem? Może tak, jak… studentów?

Czytaj też: Polacy ogołocili sklepy z żywności. Czy naprawdę mogłoby jej zabraknąć w czasie „narodowej kwarantanny”? 

Kryzys związany z koronawirusem dopiero się rozkręca i trudno przewidzieć jak duże wywrze skutki. Jedno jest pewne – bez pomocy rządów branża lotnicza tego nie przetrzyma. Lęk przed podróżami będzie w najbliższych miesiącach duży.

Najbliższe tygodnie pokażą, czy czeka nas roczne spowolnienie ruchu lotniczego, czy trwała zapaść. Istnieje hipoteza, że bez wsparcia państwa większość światowych linii lotniczych na koniec maja będzie trupem.

źródło zdjęcia:LOT, YouTube- StarTV

Subscribe
Powiadom o
44 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Max
6 lat temu

Ameryki pan panie Irku nie odkrył

Krzysztof
6 lat temu

We wtorek w ramach akcji wracaliśmy rządowym LOT-em z Agadiru (Maroko). Za bilet trzeba było zapłacić 1230 zł. Samolot B 737 był prawie pełen (na 186 miejsc zajętych było ok. 170). Wiem, że bilety na samolot z nieodległego Marrakeszu sprzedały się w kilka minut. Loty były opóźnione ok. 6 godz. Za ten sam lot takim samym samolotem w Ryanair płaciłem 130 zł, oczywiście kupując bilet z dwumiesięcznym wyprzedzeniem.
Z tej perspektywy wygląda to raczej na skorzystanie przez LOT z trudnej sytuacji polskich turystów i zdarcie z nich skóry oraz dodatkowo sięgnięcie po niedozwoloną inaczej pomoc rządu.

krzysztof
6 lat temu
Reply to  Krzysztof

a wziales pod uwage,ze samolot lecial w jedna strone pusty? wziąles pod uwage,ze jeden lot jest zawsze drozszy niz jak ktos lata regularnie?wzioles pdo uwage znizki i doplaty Ryanaira? itp itd…

Krzysztof
6 lat temu
Reply to  krzysztof

Nawet biorąc to wszystko pod uwagę nie da się uzasadnić, że bilet był prawie 10x droższy. LOT też dostanie dopłaty.

Tomasz
6 lat temu
Reply to  Krzysztof

Przepraszam, ale skoro było za drogo to mogłeś wracać wielbłądem. Niestety sytuacja jest daleka od normalnej i na Twoim miejscu cieszylbym się, że Państwo czyli My, przynajmniej częściowo sponsoruje te powroty. Dodatkowo twoja kwarantanna to problem też twoich sąsiadów. Trochę więcej pokory.

Krzysztof
6 lat temu
Reply to  Tomasz

Mógłbym wracać wielbłądem a najchętniej wykupionym wcześniej lotem, ale rząd zamknął granice, zostawiając tylko otwartą furtkę dla LOT-u.
Jakim problemem dla moich sąsiadów jest moja kwarantanna?

obatel
6 lat temu
Reply to  Tomasz

nie musiałby wracać wielbłądem, tylko wykupionym wcześniej ryanairem czy innym wizzairem, gdyby panstwo bezpodstawnie nie uziemiło ich samolotów.

adrian
6 lat temu
Reply to  Krzysztof

„polscy turyści” nie powinni w ogóle być przywożeni z powrotem. normalni siedzą w domach i stosują się kwarantanny, a jakieś cwaniaczki sobie poleciały na wakacje mimo ostrzeżeń i jeszcze mają pretensje, że bilety były drogie.

obatel
6 lat temu
Reply to  adrian

zgodziłbym się, gdyby nie fakt, że jak zwykle zawiniło państwo uziemiając samoloty tylko odgórnie wybranych firm

Emilia
6 lat temu
Reply to  adrian

Moja mama przyleciala do Hiszpanii w lutym, gdy jeszcze nikt sie nie spodziewal, ze Koronawirus bedzie problemem Europy (lub przynajmniej rzady europejskie nie przejmowaly sie ostrzezeniami) i nie na wakacje, ale zeby zajac sie corka po operacji. Wiec jak Pan nie wie, to prosze wszystkich Polakow, ktorzy utkneli za granica nie nazywac “cwaniakami na wakacjach, co polecieli mimo ostrzezen”.

Fan
6 lat temu
Reply to  adrian

Ma Pan racje Panie Adrianie