Mam pomysł: usiądźcie sobie wygodnie w fotelu i policzcie ile płacą Wam za to, że tak siedzicie. W tym celu oczywiście potrzebujecie dokonać pewnych prostych obliczeń. Weźcie miesięczną pensję netto (już po podatkach, ZUS-ach i wszelkich możliwych składkach), podzielcie to na 30 dni, a następnie na tyle godzin, ile przeciętnie spędzacie każdego dnia w pracy (załóżmy, że spędzacie osiem). Dokonując takich obliczeń na danych statystycznych, obrazujących przeciętne wynagrodzenie w gospodarce (w przybliżeniu 4200 zł brutto, czyli 2900 zł netto, niestety średnią tą zawyżają pensje prezesów banków), otrzymamy jakieś 12 zł. Ponieważ licznik bije również w soboty, niedziele i święta, powinniście zasiąść teraz w fotelu, zrobić sobie kawę i poczuć podwójną satysfakcję, bo nie dość, że się nie zmęczyliście, to jeszcze nie wydaliście tych 12 zł należnych Wam za siedzenie na fotelu, kupując kawę latte „na mieście”, gdyż zrobiliście ją sobie sami.

Sprawdź też czy dobrze płacą ci za nerwową robotę. Najbardziej stresujące zawody

Oczywiście sytuacja jest jeszcze lepsza, gdy godzinowa wypłata nie przekłada się na filiżankę latte, lecz np. na trzy filiżanki. Ludzie organizujący pochody pierwszomajowe domagają się zresztą podwyższenia płacy minimalnej po to, żeby nawet najniżej wynagaradzany pracownik mógł sobie kupić za godzinową stawkę latte w Starbucksie. Albo chociaż na ciacho. Na pierwszy rzut oka chciałoby się przyłączyć do tego pochodu, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że są kraje, w których za godzinę pracy – mniej więcej takiej samej, jaką my wykonujemy – dostaje się wielokrotnie wyższą wypłatę.

To wygląda na jawną niesprawiedliwość, bo ceny w Starbucksie są przecież wszędzie mniej więcej podobne. A tymczasem okazuje się, że gdy przeciętny Polak za swoją pracę miesięcznie otrzymuje jakieś 730 euro, to w Szwajcarii 4700 euro (a więc praca przeciętnego Szwajcara jest droższa ponad sześciokrotnie, niż nasza!), w Norwegii 4500 euro, w Szwecji, Wielkiej Brytanii i Francji – 2400-2700 euro (czyli tam płaci się ludziom niecałe cztery razy więcej, niż u nas), zaś w Austrii, Niemczech i we Włoszech – mniej więcej 1900-2100 euro (trzy razy więcej, niż w Polsce).

Sprawdź też kto ma ile seksu za przeciętną pensję? A ile za Big Maca?

Nawet przeciętny Grek, choć powszechnie wiadomo, że wszelkie ruchy wykonuje trzy razy wolniej, niż przeciętny Polak, miesięcznie zasysa netto 1000 euro. Czy to sprawiedliwe? Oczywiście: wynagrodzeń nie można rozpatrywać w oderwaniu od kosztów życia, które są wyższe w krajach, gdzie płace są wysokie. Np. w takiej Szwajcarii mało kogo stać na zakup własnego mieszkania, a ceny wynajmu 60-metrowego mieszkania w dobrym miejscu wynoszą miesięcznie równowartość 2000- 2500 euro (choć oczywiście można wynająć coś też za równowartość 1500 euro). Za kufel piwa w knajpie trzeba dać 9-10 euro, zaś za Big Maca w restauracji 3 euro. Inna sprawa, że np. ceny samochodów w Szwajcarii są takie, jak wszędzie indziej.

Mimo wszystko nie jest tak, że skoro komuś w Europie płacą za robotę cztery lub sześć razy więcej, niż nam, to oni mają te sześć razy więcej pieniędzy. Dla równowagi: są też kraje, w których ceny są podobne, jak u nas, a płace niższe: przeciętny Turek dostaje miesięcznie 550 euro, Węgier i Rosjanin (tu zapewne średnią zawyża Moskwa i okolice) – nieco ponad 500 euro, Rumun – 420 euro, Bułgar – 350 euro, a Ukrainiec – 120 euro. A więc rozpiętość płac między Polską a Ukrainą jest dokładnie taka sama, jak między Polską, a Szwajcarią – tylko w drugą stronę…

Te rozbieżności wkurzają. Jak to jest, że taki np. Amazon, przenosząc produkcję kilkaset kilometrów na wschód, z Niemiec do Polski, nagle może sobie pozwolić na to, żeby płacić ludziom trzy razy mniej? Może to wina pracodawców, że średnie wynagrodzenie wynosi – a większość ludzi zarabia mniej, bo przeciętna to nie mediana! – 730 euro, a nie np. 2100 euro, jak w Niemczech, czy 2400 euro, jak we Francji? Może należałoby nakazać pracodawcom globalną podwyżkę pensji i w ten sposób staniemy się właściwie wynagradzani? Skoro wykonujemy tę samą pracę, co Niemcy, czy Francuzi, to może pracodawcy powinni mieć obowiązek, żeby nam tyle płacić?

Rozmawiałem o tym z zarządzającym jednego z funduszy inwestycyjnych, który słusznie powiedział, że kluczem do wyższych zarobków jest duży odsetek innowacji w kraju. Jeśli dany kraj produkuje jakieś innowacyjne, unikalne, cenione w skali świata produkty, ma najlepsze w skali globalnej marki, to ceny tych towarów też są wysokie w skali globalnej, a więc i wyższe płace. Nawet jeśli nie cała gospodarka jest innowacyjna, to wzrost płac jest powszechny, bo dobrze wynagradzani pracownicy innowacyjnych firm są w stanie płacić więcej za usługi mniej skomplikowane.

Dlatego w Niemczech magazynier zarabia więcej, niż ten sam magazynier w Polsce. Niemiecki klient jest w stanie zapłacić za jego prostą i nieskomplikowaną pracę więcej, bo sam zarabia więcej, gdyż z kolei za jego pracę ktoś chciał dobrze zapłacić, potrzebując „wsadu” do jakiegoś innowacyjnego przedsięwzięcia, które będzie z sukcesem sprzedawane w skali globalnej, a nie tylko w Niemczech. Nowoczesne samochody, samoloty, przemysł rakietowy, komputerowy, energetyka (elektrownie atomowe), technologie wojskowe…

Niezbędnik kansera, czyli co zrobić, żeby uważali cię za człowieka sukcesu

Dopóki jednak ktoś w rządzie nie puknie się w czoło i nie zacznie na dużą skalę wspierać polskie innowacyjne przedsięwzięcia, chcąc zarabiać jak Szwajcar musisz po prostu… poszukać sobie lepszej roboty. Portal CareerCast co roku ogłasza ranking najlepszych zajęć – dobrze wynagradzanych, niestresujących i przyszłościowych (czyli takich, w których specjalistów będzie potrzeba coraz więcej, nie da się ich zastąpić komputerami, a zmiany w gospodarce im nie zagrażają).

Listę najlepszych zajęć otwiera aktuariusz, czyli specjalista od oceny ryzyka ubezpieczeniowego. Ta robota dostała 80 pkt. w rankingu, w którym im mniej punktów, tym lepiej, zaś roczna pensja (liczona dla USA, bo to amerykański portal i świata poza Stanami nie widzi) wynosi 94.000 dolarów (jakieś 85.000 euro). Na drugim miejscu jest audiolog, czyli człowiek od badania uszu. Cóż, praca w ciszy i spokoju nie ma ceny, choć taki audiolog w USA i tak ma średnio 71.000 dolarów rocznie.

Na trzecim miejscu jest matematyk (ogromny rynek pracy – w technologiach, biznesie, nauce i 100.000 dolarów rocznej pensji), a zaraz za nim statystyk (specjalizacja pt. „obrabianie” liczb i wyciąganie z tego wniosków w dobie Big Data jest nie do przecenienia, a raczej nie da się tego w całości zastąpić automatami). Na piątym miejscu nowa specjalizacja – inżynier biomedyczny (działalność na pograniczu ochrony zdrowia i technologii musi w przyszłości „żreć”).

Ile w Polsce płaci się za godzinę pracy? Ile ma lekarz, prawnik, prezes?

Na szóstym miejscu w rankingu najlepszych robótek jest specjalista w dziedzinie analizy danych (data scientist), zaś na siódmym (to niespecjalnie zrozumiała dla mnie decyzja) – specjalista od higieny zębów. Na ósmym miejscu znalazł się inżynier oprogramowania (czyli projektant różnego rodzaju aplikacji), a na dziesiątym – terapeuta zawodowy (czyli specjalista pomagający w przezwyciężaniu kryzysów w pracy – podobno wzrost zapotrzebowania na takich gości w USA na najbliższych 10 lat wynosi 30% – tego miejsca w rankingu CareerCast też nie rozumiem).

Czołową dziesiątkę zamyka analityk systemów komputerowych. Jeśli zaś mówimy o najmniej przyszłościowych zawodach, jakie można – zdaniem CareerCast – wykonywać, to na pierwszym miejscu jest reporter prasowy. Indeks jakości pracy: 737, gdy aktuariusz ma 80, perspektywa stanu zatrudnienia minus 13%. Wiadomo, że ludzie czytają teraz niusy w internecie i oglądają je w telewizji, a media społecznościowe „produkują” miliony amatorskich dostawców niusów. Do tego wysoki stres, pośpiech, no i roczna pensja marniutka – 36.000 dolarów. Być reporterem prasowym jest podobno nawet gorzej, niż być… drwalem (ogromne ryzyko śmierci w wyniku wypadku, niskie zarobki i spadek zapotrzebowania na drewno w wyniku rozwoju usług cyfrowych).

Tu obliczysz swoją godzinową wypłatę

Słabą robotą jest też ponoć bycie personelem pomocniczym w armii (stres i niebezpieczeństwo, jak na wojnie, ale kasa i splendor dużo mniejsze). kucharzem (stres, pośpiech, niskie zarobki i generalnie trudne warunki pracy, bo gorąco i trzeba pracować na stojąco), prezenterem radiowym lub telewizyjnym, fotografem prasowym (wiadomo, dziś każdemu, kto ma w kieszeni smartfona, wydaje się, że może robić dobre zdjęcia, a co gorsza tym złudzeniem żyją też pracodawcy fotografów).

Przegwizdane ma podobno pracownik więziennictwa (correction officer), taksówkarz (stresująca robota na wysokich obrotach, potwornie niskopłatna – w USA średnio 23.000 dolarów rocznie – i narażona na konkurencję ze strony przewoźników „społecznościowych”, takich jak Uber) oraz strażak. Tych zajęć, moi drodzy, unikajcie ;-). Oraz jeszcze kilku – pełna lista na CareerCast.  I zapraszam na fotel – pamiętajcie, że za siedzenie na fotelu też Wam płacą ;-).

Share This

Zapisz się na mój newsletter

i otrzymaj prezenty

 

Zapisując się na mój newsletter otrzymasz kilka prezentów, a od czasu do czasu podeślę Ci najciekawsze wpisy na blogu.

Upewnij się, że nie przegapisz najciekawszym artykułów!

Gratulacje! Jesteś zapisany