19 lutego 2018

Strategiczny spór z kredytodawcą: czy można ubezpieczyć auto w firmie, która… nie istnieje?

Strategiczny spór z kredytodawcą: czy można ubezpieczyć auto w firmie, która… nie istnieje?

Brak zaufania czlonka do organu to nic dobrego i wiedzieli to już za Gierka i Gomułki. A jeśli jeszcze ten brak zaufania jest demonstracyjnie okazywany, to nie ma co mówić o wzajemnym szacunku, lecz co najwyżej o toksycznej relacji. W branży finansowej zdecydowanie zbyt często brak zaufania, powiązany z kajdankami nałożonymi klientowi na ręce, zastępuje normalną, uczciwą relację biznesową.

Widać to zwłaszcza wtedy, gdzie finansiści chcieliby zarabiać na cross-sellingu, a prawo im to utrudnia. Czołowym przykładem są kredyty lub umowy leasingowe dotyczące samochodów. Kiedyś dokładało się do finansowania obowiązkowe ubezpieczenie i tym samym wymuszało na kliencie zakup „właściwej” polisy po cenie nierynkowej. Dziś już prawo takich praktyk zabrania, co nie oznacza, ż instytucje finansowe się biernie tym wytycznym poddają.

Zobacz również:

Pan Aleksander, mój wierny czytelnik, czuje się zniesmaczony traktowaniem, jakie zaserwowała mu firma leasingowa Santander Multirent. Pan Aleksander jest jej klientem – sfinansowała używany przez niego samochód. Mój czytelnik zeznaje, że firma chciała wyłudzić od niego pieniądze za polisę ubezpieczeniową. Mocne oskarżenie. A jak było naprawdę?

Więcej o nowoczesnym leasingu: Oni chcą, żebyś mógł wyleasingować dowolną rzecz z poziomu fotela. Całkiem online

Czytaj też: W kwadrans weźmiesz w leasing smartfona i drukarkę. Internetowa wypożyczalnia dla małych firm

Czytaj też: Masz firmę? Zarządzaj ryzykiem! Przegląd ubezpieczeń dla przedsiębiorców

Pod koniec ubiegłego roku kończyła się mojemu czytelnikowi polisa AC/OC. Jak zawsze leasingodawca przedstawił dwie oferty, które tym razem okazały się znacznie droższe od tej, którą pan Aleksander otrzymał u konkurencji. Zgodnie z warunkami umowy z Santanderem klient ma prawo zakupić polisę innego towarzystwa (pod warunkiem, że znajduje się ono na liście akceptowanych firm), ale wcześniej musi wystąpić o stosowną zgodę, za której wydanie jest pobierana opłata w wysokości 100 zł.

Pan Aleksander zgodę otrzymał, po czym zakupił polisę Proama. Wydawało się, że nie ma tu pola na jakiekolwiek nieporozumienia. Jednak szybko okazało się, że nie istnieje żadna zbyt prosta sprawa, by nie dało się jej skomplikować. Po przesłaniu dokumentów do leasingodawcy mój czytelnik otrzymał informację, że Proama nie jest akceptowaną przez Santander Multirent firmą ubezpieczeniową.

„Proszę o przesłanie polisy zawartej w jednym z Towarzystw Ubezpieczeniowych wymienionych w Ogólnych Warunkach Umowy Leasingowej”

– napisano klientowi. Pan Aleksander oniemiał. Rzeczywiście, na papierach widnieje logo Proamy. I rzeczywiście takiej firmy nie ma na liście tych, których wytwory ubezpieczeniowe akceptuje Santander. I słusznie, że nie ma, bo Proama była jednym z debiutantów na polskim rynku ubezpieczeniowym, który wszedł z ofertą 70% zniżki, a potem… nie wytrzymał konkurencji. Pamiętacie te reklamy?

Jednak w dokumencie polisy jest też informacja, iż polisa jest zawarta z firmą ubezpieczeniową Generali, zaś Proama jest jedną z marek handlowych tego włoskiego koncernu finansowego. Niestety, w Santander Multirent takie tłumaczenie okazało się niewystarczające.

„TU Proama nie jest akceptowane przez Santander Multirent. Pomimo faktu, iż należy do grupy Generali jest to nadal osobne TU, które posiada swoją ofertę, logo itp. Polisa zawarta w TU Proama nie zostanie zaakceptowana”

– odpisano klientowi na reklamację. Klienta szlag trafił, bowiem w zapisach ogólnych warunków leasingu nie znalazł zapisu o tym, że jeśli towarzystwo ubezpieczeniowe wymienione na liście akceptowanych posiada marki ubezpieczeniowe posiadające własną ofertę, to nie można ubezpieczyć tam przedmiotu leasingu.

„Na mojej polisie znajdują się wyłącznie dane firmy Generali, która jest podmiotem świadczącym usługę. To jednoznacznie wypełnia ogólne warunki umowy leasingu”

– uprzejmie poinformował pan Aleksander i po raz kolejny poprosił o zaakceptowanie polisy wystawionej przez Generali pod marką Proama. Na tę korespondencję już nikt nie odpowiedział. Na początku stycznia mój czytelnik otrzymał polisę od Santandera z informacją, że zostanie obciążony jej kosztem.

Ten postanowił nie odpuszczać. Odesłał komplet dokumentów i odpisał, że posiada już ważną polisę i nie zamierza opłacać żadnych innych polis. Po kilkunastu dniach przyszła – również na piśmie – cięta riposta. Pan Aleksander otrzymał e-maila od Santandera, w którym poproszono go o wysłanie oświadczenia agenta ubezpieczeniowego, który wystawiał polisę.

W oświadczeniu miało być potwierdzenie, że polisa spełnia warunki stawiane przez Santandera. Ale jak wziąć oświadczenie od agenta z firmy, która… nie istnieje?

Pan Aleksander znów raczył się nie zgodzić i oświadczył, że wszystkie warunki polisy znajdują się w wysłanych przez niego dokumentach. Mój czytelnik nie chciał się dać wpuścić w kanał wielomiesięcznej wymiany korespondencji, potwierdzania, oświadczania i przekomarzania się. Podziałało:

„W odpowiedzi na wiadomość e-mail z dnia 23.12.2017 r., pismo z dnia 04.01.2018 r. oraz pismo z dnia 25.01.2018 r. uprzejmie informujemy, iż weryfikacja problemu wykazała, że polisa nr [… – ta zawarta w imieniu klienta przez leasingodawcę – mój dopisek]  nie powinna zostać zawarta przez Finansującego. Przepraszamy za zaistniałą sytuację oraz niedogodności z tym związane. Mając na uwadze powyższe wyjaśnienia informujemy, iż ww. polisa została rozwiązana”

A więc sukces. Ostatecznie firma leasingowa dała się przekonać, że choć na polisie jest logo Proamy, to ubezpieczycielem jest firma Generali (będąca na liście akceptowanych towarzystw). Ponieważ informacja na ten temat jest umieszczona jak wół na dokumentach polisy, pan Aleksander – a ja w ślad zanim – uważa, że cała akcja była „szyta” celowo. Chodziło o to, by znaleźć pretekst i zmusić klienta do wykupienia „polecanej” polisy.

Czytaj też: Czujesz, że potrzeba ci auta? Oni wynajmą ci je przez internet i dostarczą pod dom. Ile to kosztuje?

Gdyby pan Aleksander nie wdał się w wymianę ciosów – co kosztowało go czas i pieniądze – to firma osiągnęłaby swój cel. Najpierw dwie odmowy, potem przysłanie wykupionej w imieniu klienta polisy, a potem żądanie, by agent ubezpieczeniowy coś oświadczał. Trzeba ponadprzeciętnej waleczności, by trwać niezłomnie przy swoim. Tego Wam życzę – warto mieć cierpliwość i walczyć o swoje.

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach„, zapisz się na newsletter i odbierz zestaw praktycznych poradników, w tym przegląd najlepszych kont bankowych ułatwiających oszczędzanie

 

Subscribe
Powiadom o
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Lolca
3 lat temu

Nie ma na to jakiegoś paragrafu? Próba wułudzenia czy coś w ten deseń? Wprowadzanie w błąd czego wynikiem mogłoby być niekorzystne rozporządzenie mieniem?

mborus
3 lat temu

Jest lista akceptowanych marek/towarzystw. Cytuję „Rzeczywiście, na papierach widnieje logo Proamy.”

Czy ja mam rozumieć, że jeśli fizycznie sprzedaję np. Skodę Octavię to swobodnie ten Pan ode mnie kupi jeśli w ogłoszeniu napiszę Audi A4? W papierach to koncern Volkswagena – wszystko się zgadza. Natomiast nie sądzę, że ktokolwiek ode mnie kupi Skodę Octavię jako Audi A4.

Z opisu zrozumiałem, że Santander ma rację i poszli człowiekowi na rękę. Jednakże, jeśli to rzeczywiście ta sama firma (tego nie wiem akurat) to prawdopodobnie oszustwo i do prokuratury.

Anonimowy
3 lat temu
Reply to  mborus

To trochę słaby przykład. Dlatego że w dowodzie rejestracyjnym jest wpisany Skoda Octavia. Tu lepszy jest przykład sprzedaję samochód Skoda w którym zmieniłem sam znaczek na grillu na Audi. Czy to oznacza, że sprzedaję Audi?

Jarek
3 lat temu

Moje korporacyjne doświadczenie podpowiada mi, że to niekoniecznie zła wola albo celowe działanie. Oczywiście nie wykluczam, ale za bardziej prawdopodobne uważałbym niekompetencję pracownika firmy leasingowej.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!