Skąd biorą się wysokie ceny mieszkań? Czy to deweloperzy zdzierają z nas skórę? Sprawdzamy ile zarabiają i czy ich marże rosną

Skąd biorą się wysokie ceny mieszkań? Czy to deweloperzy zdzierają z nas skórę? Sprawdzamy ile zarabiają i czy ich marże rosną

Z mieszkania, które kosztuje 550.000 zł, aż 165.000 zł (brutto) zgarnia deweloper. Ceny mieszkań rosną, marże deweloperów są najwyższe od wielu lat, a zatrudniani przez nich – i przez firmy pośrednictwa nieruchomościowego – analitycy przekonują, że żadnej bańki nie ma i że „trzeba kupować mieszkania”, bo „taniej nie będzie”. Giełdowy indeks WIG-Nieruchomości mimo ogólnej bryndzy na giełdzie wzrósł przez pięć lat o 80%. Czy ceny mieszkań to już zdzierstwo, czy jeszcze „sprawiedliwy” wynik gry popytu i podaży?

„Mam postanowienie. Nie kupię nowego mieszkania od dewelopera choćby nie wiem co. Za dużo chcą zarobić te pijawki” – powiedział jakiś czas temu mój znajomy, który rozglądał się za „bliźniakiem” na strzeżonym osiedlu gdzieś pod Warszawą. Pracował wtedy w branży finansowej i śledził wyniki spółek deweloperskich, więc dużo wiedział o tym, ile naprawdę kosztuje wybudowanie mieszkania.

Zobacz również:

Piszę o tym, bo z rynku nieruchomości spływają nowe, ważne dane, które każą zadać pytanie – czy firmy deweloperskie przypadkiem  nie wykorzystują ogromnego popytu na mieszkania, żeby narzucać nieprzyzwoite marże. Nie ulega wątpliwości, że sprzedawcy testują granice wytrzymałości klientów, w Warszawie ceny rosną w tempie 7-9% rocznie. 11.000 zł za metr mieszkania? Bardzo proszę – tyle trzeba już płacić w siedmiu warszawskich dzielnicach.

Rynek kredytowy i mieszkaniowy rozgrzane są do czerwoności – ten rok będzie rekordowy pod względem liczby i wartości udzielonych kredytów hipotecznych, a także tego, ile mieszkań trafia na rynek. Liczba udzielonych kredytów była największa w historii badania (60.000), w sumie w tym roku przybędzie 220.000 nowych kredytów hipotecznych. Ich wartość jest niespotykana – 60 mld zł.

Eksperci przekonują, że ceny relatywnie nie są jeszcze bardzo wysokie. W trakcie poprzedniej hossy mieszkaniowej w 2006 r., żeby kupić mieszkanie w dużym mieście trzeba było zapłacić 180 średnich pensji. Dziś ze względu na bardzo szybki wzrost płac w ostatnich czterech latach teraz jest to już „tylko” 101 pensji. 

Rynek napędzają nie tylko rosnące pensje i zdolność kredytowa, ale i niskie stopy procentowe. Pieniądze wycofywane z depozytów bankowych szukają lepszego miejsca i trafiają na rynek nieruchomości. Jak już wiecie, co drugie mieszkanie kupowane jest z myślą o wynajmie, często jest kupowane za gotówkę, za pieniądze wyciągnięte z lokaty bankowej.

Ile zarabiają na tym deweloperzy? Dane publikowane w raportach giełdowych spółek i w kwartalnych sprawozdaniach NBP o rynku mieszkaniowym pokazują, że coraz więcej. Wyniki największych firm są rekordowe. Indeks WIG-Nieruchomości jest najwyżej od 9 lat,

Czytaj też: Wynajmujesz komuś mieszkanie w ramach tzw. najmu okazjonalnego? Są cztery rzeczy, które sprawią, że najemca może zaśmiać ci się w twarz

Czytaj też: Jeśli jednak skusi się na mieszkanie, sprawdź, jak skutecznie negocjować zakup mieszkania i nie przepłacić? Osiem rad

Czytaj też: Najem mieszkań zwariował. 2500 zł za klitkę w Warszawie. W Berlinie zamrożą ceny. A u nas?

Czytaj też: W Berlinie chcą zamrozić czynsze na pięć lat. Ale w Polsce ceny najmu też szaleją. Będzie mrożenie?

Deweloperzy cisną budowlankę i nie dzielą się zyskiem

Rynek nieruchomości składa się z dwóch części swoje interesy robią na nim firmy budowlane (czyli te, które stawiają budynki i osiedla) oraz firmy deweloperskie, które zajmują się komercjalizacją projektów (czyli kupują ziemię, wynajmują generalnych wykonawców, organizują sprzedaż i upłynniają mieszkania). Jak hossa mieszkaniowa odbija się na firmach budowlanych, a jak na deweloperach?

W ubiegłym roku sprawdziliśmy kondycję budowlanki, która już wtedy wydawało się, że ledwo zipie. Zamawiający nie chcieli renegocjować i podwyższać cen kontraktów, mimo, że robocizna i koszty materiałów szły w górę na potęgę. Firmy budowlane musiały sobie radzić i same podnosiły ceny. Indeks WIG-budownictwo, który odzwierciedla zmiany cen spółek budowlanych na giełdzie, spadł w ciągu roku 35%. Potem ten spadek jeszcze się pogłębił.

W ostatnich tygodniach sytuacja zaczęła się zmieniać i choć indeks budowlanki nie odrobił jeszcze strat i ciągle jest na poziomach z wakacji 2018 r., to – jeśli trend się utrzyma – przed końcem roku powinien przełamać ten poziom.

Na tym tle indeks WIG-Nieruchomości, który skupia spółki deweloperskie, jest gwiazdą. WIG-Nieruchomości uwzględnia wycenę 29 spółek – głównie deweloperskich, ale jest tam też taki rodzynek jak państwowy Polski Holding Nieruchomości, który ma silną odnogę zajmującą się zarządzaniem nieruchomościami. Są w indeksie deweloperzy działający w „mieszkaniówce”, ale też ci, którzy prowadzą projekty dotyczące  w biur i obiektów przemysłowych. Wzrost indeksu WIG-Nieruchomości o 80% w ciągu ostatnich 5 lat, to jedna z lepszych inwestycji na giełdzie.

Ten układ sił to nie przypadek. To głównie spółki budowlane biorą „na klatę” ryzyko wzrostu kosztów pracy i materiałów. Zwykle muszą budżetować i planować projekty na rok wprzód. Wzrost cen usług boli, a renegocjacje kontraktów są trudne i często kończy się na tym, że budowlanka schodzi z marżami, a deweloperka je podwyższa (bo może przerzucać na klientów). Na razie ta nierównowaga nie doprowadziła do jakichś większych przechyłów, ale to nie znaczy, że jeśli rozjazd widełek się utrzyma, nie będzie jakiegoś głośnego „trrrrach”.

Czytaj też: Jak bezpiecznie wynająć komuś mieszkanie? Garść porad dla początkujących „kamieniczników”

Czytaj też: Śpię spokojnie i wykręcam zyski trzy razy wyższe, niż na bankowej lokacie. Zdradzam jak to robię

Marża za mieszkanie prawie jak u  Tommy’ego Hilfigera

Deweloperzy narzekają na drożejące grunty i mniejszą ich podaż ze względu na zakaz sprzedaży ziemi rolnej, na rosnące ceny materiałów budowlanych i rosnące koszty pracy. Narzekają i… sprzedają. Mieszkania drożeją, a deweloperzy zarabiają coraz więcej i więcej.

Jednolitym i porównywalnym dla wszystkich spółek wskaźnikiem, który pokazuje, ile deweloper zarabia na sprzedaży mieszkań, jest marża brutto. „Brutto” w tym przypadku oznacza: przed kosztami sprzedaży i marketingu (niekiedy wysokimi), zarządzania, finansowania (spłata odsetek od kredytów) i przed opodatkowaniem. Marża netto może być nawet o połowę niższa, ale tu nie ma reguły. Od marży brutto do wyniku netto spółki (no i dywidendy dla akcjonariuszy) droga daleka.

Nie zmienia to faktu, że w ubiegłym roku większość giełdowych deweloperów notowała wyniki rekordowe albo przynajmniej najwyższe od dekady. W gronie rekordzistów są takie firmy, jak Dom Develompent (227 mln zł zysku netto), Robyg (139 mln zł), Marvipol (47,3 mln zł), czy Atal (200,7 mln zł).

W trzecim kwartale bieżącego roku średnia marża brutto ze sprzedaży mieszkań wyniosła 25% i była o 2,4 punkty procentowe wyższa, niż w drugim kwartale.  Deweloperom brakuje jeszcze trochę do „odzieżówki”, gdzie marże sięgają 40%-50%. Marża brutto CCC i  LPP. Aż 55% marży brutto ma PVH Corporation, właściciel marki Tommy Hilfiger. Ale spokojnie, w czasie poprzedniej nieruchomościowej hossy (lata 2007-2008 r.) marże niektórych deweloperów też podskoczyły do 50%.

Jeśli rozłożymy cenę metra kwadratowego na czynniki pierwsze, to zobaczymy, że składa się ona z sześciu elementów. Największy z nich to koszty budowy. Drugim jest właśnie zarobek dewelopera. Potem dopiero zakup ziemi, koszty ogólne, wynagrodzenie pracowni architektonicznej, a na koniec – koszty finansowania, czyli koszt kredytu (dane za raportem NBP).

Marża zależy od tego, czy na sprzedaż jest mieszkanie w prestiżowym i skromnym (w sensie liczby mieszkań) osiedlu w dobrej lokalizacji, czy mowa o gigantycznej inwestycji na kilkaset lokali, która estetyką bardziej przypomina peerelowskie „mrówkowcce”. Taki Dom Development, lider rynku, ma marżę brutto 29% (dane za trzeci kwartał 2019 r.). Dla porównania – jeszcze w 2014 r. było to 19%.

Obiecali mieszkania po 3.000 zł za metr? Będzie trudno

Czy jest sens się obrażać, że firmy, których produkt „idzie jak woda” podnoszą ceny i marże? To rynek podatny na cykle koniunktury. Dziś firmy zarabiają krocie, jutro mogą liczyć straty. A wśród deweloperów nie brakuje przykładów spektakularnych bankructw, że wystarczy wspomnieć przykład wrocławskiego Ganta z 2014 r.

Ale idę o zakład, że marże byłyby niższe, gdyby deweloperzy czuli oddech konkurencji z co najmniej dwóch stron: czyli z  atrakcyjnego i cywilizowanego rynku najmu (cywilizowanego, a więc nie takiego, na którym spanikowani ciułacze wypłacają pieniądze z lokat i kupują mieszkania za każdą cenę myśląc, że za każdą cenę je potem jakimś „jeleniom” wynajmą) i gdyby powstał system, który pomógłby efektywnie zaspokajać potrzeby mieszkaniowe Polaków (co mogłoby spowodować, że byłaby alternatywa dla oferty pazernego dewelopera).

Wyobraźmy sobie spółdzielnie, kasy mieszkaniowe – jak zwał, tak zwał – które budują mieszkania „po kosztach”. PiS w 2015 r.  chciał wprowadzenia kas mieszkaniowych wzorowanych na niemieckich Bausparkassen. Mówił o mieszkaniach po 3.000 zł za metr. Dziś brzmi to jak bujanie w obłokach.

Ale gdyby budowa mieszkań byłaby „hurtowa” (bardzo duże osiedla „zamawiane” przez np. gminne spółki, na terenach przekazywanych przez samorządy), gdyby z finalnej ceny wyeliminować koszty pozyskania gruntu i marże – z marszu cena spadłaby o kilka tysięcy złotych. Może zjazd do 3.000 zł za metr jest niewykonalny, ale może chociaż 5.000-6.000 zł za metr?

Ryzyko takich programów polega na tym, że – jeśli miałyby zbyt dużą skalę – nastąpiłoby zjawisko wypychania z rynku prywatnych deweloperów. Jakiekolwiek programy stymulowane przez państwo, czy samorządy, wiążą się z nierówną konkurencją. Ale być może ktoś lub coś – niekoniecznie państwo – powinien próbować stabilizować rynek nieruchomości, zanim deweloperzy za bardzo się rozochocą  i ich marże znów – jak kiedyś – wzrosną do 40-50%? Czy Waszym zdaniem przydałaby się jakaś „nieruchomościowa antylichwa”? I jak powinna działać?

źródło zdjęcia: PixaBay

Subscribe
Powiadom o
26 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
gosc
9 miesięcy temu

4 powody, dla których ceny mieszkań zaczną spadać w 2020 roku
https://www.forbes.pl/opinie/ceny-mieszkan-w-dol-w-2020-roku-czy-to-mozliwe/kz0wdkp
Negatywne czynniki działające na rynek mieszkaniowy mogą być równie istotne jak te ciągnące go w górę. Nie należy ich zatem lekceważyć. Warto też zwracać uwagę na nastroje kupujących, którzy dziś odczuwają rosnące ceny mieszkań

WaszPan
9 miesięcy temu

To pisał jakiś członek PKC PZPR ? Co za brednie. Już kiedyś tłumaczyłem. Jedynym winnym jest pazerne głupie państwo.
Gdyby nie idiotyczna „ochrona lokatorów” budowano by na wynajem aż by się kurzyło. To tak jak z ochroną rynku telekomunikacyjnego, Wystarczyło że przestali go „chronić” a ceny spadły ponad stukrotnie !

anonymous
9 miesięcy temu
Reply to  WaszPan

Bzdury. Im większa konkurencja po zniesieniu regulacji tym ceny internetu wyższe. Natomiast bloki mieszkalne zaczynają stawiać na ugorach na które nawet pijaczki za komuny nie chciały się zapuszczać.

Karol
9 miesięcy temu
Reply to  WaszPan

Zakup domu to nie rozmowa telefoniczna a i na spadek cen miały wpływ np. nakazy unijne. Na samoistne uregulowanie rynku najmu musieli byśmy czekać np. 100 lat.

mib
9 miesięcy temu
Reply to  WaszPan

„Gdyby nie idiotyczna „ochrona lokatorów” budowano by na wynajem aż by się kurzyło”
Jasne. Jakoś mimo tej ochrony lokatorów, nadal połowa kupionych mieszkań idzie na wynajem. No strasznie się landlordowie boją tej ochrony lokatorów.

obatel
9 miesięcy temu

Zaraz, zaraz, czy Bausparkassen rozwiązało Niemcom jakiś problem? Jak mają się ceny berlińskich nieruchomości do warszawskich? Tam ciągle są problemy, notorycznie wprowadza się kolejne regulacje i ograniczenia (vide najem krótkoterminowy).

Bogdan
9 miesięcy temu
Reply to  obatel

Proszę pamiętać że Berlin , podobnie jak inne duże metropolie nie tylko w Niemczech borykają się z dwoma podstawowymi problemami – jeden to dynamiczny napływ nowych mieszkańców ( 40 tys rocznie w Berlinie ) , drugi to rosną w ogromny tempie ruch turystyczny . Te dwa czynniki powodują że duże miasta nie dają rady zaspokoić potrzeb. Wiec mamy ogromną nierównowagę rozłożenie podaży nieruchomości bo wystarczy wspomnieć iż na prowincji jest wolnych obecnie 2 mln mieszkań w tym 650 tys we wschodnich landach . Wiec problem jest bardziej złożony

Andrzej
9 miesięcy temu

Inflacja. To jest główny czynnik wzrostu wszystkich cen. Mieszkania służą ponadto do obrony kapitału. Każdy, któ myślał o zmianie mieszkania, dostał myślowego kopa, źeby zrobic to szybko. Popyt = wyższa cena. Inflacja jest miarą nierówną. Te publikowane przez PISGUS nijak sie mają do cen w sklepach, które każdy widzi. WYdawanie ponad miarę i wchodzenie w jawne i ukryte długi w słabej, niekonkurencyjnej gospodarce Polski, musi odbić sie finansową katastrofą. Każdy któ ma parę groszy myśli o tym jak chronić kasę. Złoto , franki, jeny, dolary, nieruchomości i ziemia dają cień szansy obrony tego co posiadamy.

ERYK
9 miesięcy temu

„Nieruchomościowa państwowa antylichwa ” – ależ to czuć marksizmem i komunizmem , dlatego byłbym bardzo ostrożny ….
Aby spadły ceny potrzebne są : uproszczenia i ułatwienia na każdym etapie budowy i eksploatacji nieruchomości ,oraz ( będę mocno NIEPOPULARNY ) ale wprowadzenie na ROZSĄDNYCH zasadach podatku katastralnego zamiast patologicznego obecnie funkcjonującego podatku od nieruchomośći .

zen
9 miesięcy temu

„idę o zakład, że marże byłyby niższe, gdyby deweloperzy czuli oddech konkurencji (…) z atrakcyjnego i cywilizowanego rynku najmu” Czyli, że cywilizowani właściciele mieszkań budowaliby na sprzedaż kolejne nowe mieszkania na kameralnych osiedlach w prestiżowych lokalizacjach po konkurencyjnych cenach, aby mogli je kupić nie-ciułacze wycofujący pieniądze z lokat? Piękna, spójna i oszałamiająco racjonalna wizja 😀 „idę o zakład, że marże byłyby niższe, gdyby deweloperzy czuli oddech konkurencji (…) gdyby powstał system, który pomógłby efektywnie zaspokajać potrzeby mieszkaniowe Polaków” Na czym miałby polegać ten system? Że zakażemy budowy nowych mieszkań na komercyjnych zasadach? A może podniesiemy PIT, VAT, składki ZUS i… Czytaj więcej »

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  zen

Wszystko zależy od tego, czy uważamy coraz wyższe ceny nieruchomości za coś korzystnego dla harmonijnego rozwoju kraju, czy też niekoniecznie ;-).

zen
9 miesięcy temu
Reply to  Maciej Samcik

Rosnące ceny nieruchomości wywołują m.in.: 1. Wzrost podaży mieszkań – bo coraz więcej podmiotów chce budować coraz więcej 2. Wzrost zaspokojenia potrzeb ludności, co wynika z powyższego – osoby kupujące dla siebie, inwestorzy, ale i najemcy mają większy wybór 3. Poprawa standardu lokali mieszkalnych – skoro nabywca dla siebie, inwestor i lokator mają duży wybór nowych mieszkań, to stare stają się niekonkurencyjne, muszą być remontowane lub oferowane po niższych cenach, co z kolei zaspokaja potrzeby osób mniej zamożnych 4. Większe ceny -> więcej budów -> więcej dobrze płatnych miejsc pracy -> więcej wolnej gotówki, którą można oszczędzać i inwestować (m.in.… Czytaj więcej »

Paradoks
9 miesięcy temu
Reply to  zen

„Mieszkanie prawem , nie towarem!” 😀
https://www.bankier.pl/wiadomosc/BIG-InfoMonitor-przecietny-dluznik-czynszowy-nie-placi-za-mieszkanie-przez-3-5-roku-7786938.html

Tylko czy socjaliści mają szansę połączyć kropki i zrozzumieć, że uczciwa większość de facto płaci za tych, których broni pan Ikonowicz i spółka, między innymi w wyższych stawkach najmu, wynikających z ryzyka?

Bogdan
9 miesięcy temu

Myślę że warto pamiętać kto wstrzymał Bausparkassy w naszym kraju, mimo iż była uchwalona już ustawa i rząd jej nie wykonał bo mało kto o tym pamięta. A był to Leszek Balcerowicz w 1998 r niestety, który nie chciał płacić dopłat do oszczędności trzymanych w kasach. W większości krajów Europy wschodniej kasy działają już od ponad 20 lat i mają się dobrze a ludzie korzystają z tych pieniędzy bo przypomnę że to nie tylko zakup mieszkania ale i remont, zakup działki czy wymiana chociażby okien czy dachu może być sfinansowane z tych kredytów ze stała stopą procentową, o ktorej w… Czytaj więcej »

Karol
9 miesięcy temu

Gminy nie wybudują mieszkań bo nie mają takich umiejętności, wójtami i burmistrzami zostają gogusie . Kolejni przedsiębiorczy odpadną po łapówkach od developerów.

Krzysztoff
9 miesięcy temu

Ciekawe, że nikt w komentarzach nie napisał, że to wszystko w końcu walnie, bo „przecież jest górka”.:)
Ceny zahamują kiedy się rynek nasyci i nie będzie miał kto najmować jak na osiedlach widmo na południu Europy.

Admin
9 miesięcy temu
Reply to  Krzysztoff

Na Titanicu też nikt nie mówił, że „to walnie”, bo przecież zawsze może się udać 😉

Wojciech
9 miesięcy temu
Reply to  Krzysztoff

coraz większe rozwarstwienie społeczne w całej unii fundują niskie stopy procentowe. z jednej strony cześć mająca po kilkanaście nieruchomosci z drugiej cześć która całe zycie najmuje lokale mieszkalne i nie może kupić nawet tego jednego lokalu bo ceny od czapy krojone pod ta pierwsza grupę. pisze o miastach Monachium, Wiedeń, Zurych ale podobna sytuacja w Pradze czy Brnie. W Brnie na Starym Mieście – czytałem ciekawa statystykę – cena metra podskoczyła 50-100% napędzana przez firmy instalujące najem pod turystów na doby. W Monachium w dzielnicy Lehel rynek mieszkaniowy praktycznie zarżniety. Podobnie Paryż 16, 8 czy 7. Nawet Zurych, który starał… Czytaj więcej »

zen
9 miesięcy temu
Reply to  Wojciech

Chcesz mieć mieszkanie w samym centrum jednego z najbardziej popularnych miejsc turystycznych w Europie? Chcesz mieć widok z okna na piękną rzekę i jeden z najstarszych zabytków w kraju? Chcesz mieszkać w miejscu oferującym jedne z najwyższych zarobków w Polsce? No jasne, że tak. Tak samo jak 30 milionów współobywateli i pewnie 100x tyle osób z całego świata (Polska, wbrew subiektywnym odczuciom, oferuje jeden z wyższych standardów życia na świecie. Jeśli nie wierzysz, pogadaj z mieszkańcami Nigeru, Wenezueli lub Pakistanu) . Problem w tym, że na Zwierzynieckiej 24 zmieści się dużo mniej niż miliard mieszkań. A skoro tak, to według… Czytaj więcej »

adi
8 miesięcy temu
Reply to  Krzysztoff

Walnie wtedy, gdy pogorszy się w gospodarce i najmujących nie będzie stać na opłaty. Część pracowników przyjezdnych i młodych myślących, że już są samodzielni zacznie wracać do domów rodzinnych lub szukać tańszych mieszkań. Nie będzie klientów na najem i braknie kasy na spłatę kredytów (finansowanych właśnie z najmu). Dojdą koszty utrzymania pustych lokali. Wtedy pojawi się wysyp lokali na sprzedaż. Podaż obniży ceny.

mko
9 miesięcy temu

przecież z tych danych nie można wyciągać wniosków jak w artykule !! na pierwszy rzut oka – granatowy pasek na wykresie NBP jest mniej więcej taki sam od kilku lat, czyli „zysk deweloperski” jest stały kwotowo, więc procentowo mniejszy (bo suma ogólna ceny rośnie). Po drugie, pisanie o zysku brutto, jako wskaźniku do porównań może i ma uzasadnienie, ale tylko do porównań WEWNĄTRZ branży (który deweloper lepszy), a nie porównań branży z branżą. Więc wtręty o ciuchach są nie na miejscu (merytorycznie) Po trzecie, w cenach dzisiaj sprzedawanych mieszkań są gruntu, które były kupione 3-5 i więcej lat temu. Jak… Czytaj więcej »

Liu
9 miesięcy temu
Reply to  mko

Wg tego samego raportu NBP koszta bez zysku deweloperskiego wzrosły przez ostatnie 2 lata o 1000zł/m w Warszawie i 500zł/m w Krakowie. Ile w tym czasie wzrosły mieszkania? W Krakowie deweloper za tą samą inwestycję tylko w kolejnym etapie życzy sobie 2500zł/m więcej niż 2 lata temu.

Darek
9 miesięcy temu

Niestety, ja obawiam się, że ceny jeszcze wzrosną, bo rośnie popyt. Osobiście kupiłem już mieszkanie na osiedlu Praga Arte, bo cena była dla mnie do udźwignięcia, ale nie wiem, co byłoby już za np. rok… Mogłoby już nie być tak kolorowo, a tak szybko załatwiłem z bankiem, co trzeba.

Wojtek
9 miesięcy temu

Banki dość lekkomyślnie obliczają zdolność kredytową. W cywilizowanych krajach krety hipoteczny udziela się na równowartość 3- letnich zarobków w Polsce 7-8. Dodatkowo programy socjalne w szczególności 500 plus na pierwsze dziecko dolały benzyny do ognia , spora część tego programu poszła w kredyty mieszkaniowe. Niestety wszyscy zakładają że poprzedni cykl się powtórzy , czyli w kryzysie mieszkania spadną o 30 % a potem znowu przebiją obecne poziomy . Problem w tym że te cykle różnią się dramatycznie !!!. W poprzednim na rynek potrzeb mieszkaniowych wszedł wyż lat 80, dodatkowo brakowało kilku mln mieszkań, dominowały zakupy na zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych… Czytaj więcej »

adi
8 miesięcy temu
Reply to  Wojtek

Walnie wtedy, gdy pogorszy się w gospodarce i najmujących nie będzie stać na opłaty. Część pracowników przyjezdnych wyjedzie, inni będą szukać tańszych lokali lub najmować grupowo. Nie będzie klientów na najem i braknie kasy na spłatę kredytów (finansowanych właśnie z najmu). Dojdą koszty utrzymania pustych lokali. Wtedy pojawi się wysyp lokali na sprzedaż. Podaż obniży ceny.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu