Ktoś jednak załatwił Amber Gold? O cwaniakowaniu i niewidzialnej ręce rządu

W piątek Amber Gold zaczął zamykać swoje oddziały w największych polskich miastach, zaś jego prezes Marcin Plichta przyznał, że nie jest w stanie dostać się do pieniędzy, by zapłacić klientom, bo… żaden polski bank nie chce prowadzić jego rachunków. A miał pan Plichta dobre chęci, bo zadeklarował nawet, że przystępuje do sprzedaży złota zdeponowanego jako zabezpieczenie lokat klientów, by ich spłacić. Ale powiedzmy sobie szczerze, nawet gdyby prezes Plichta mógł się do firmowych pieniędzy dostać i gdyby sprzedał całe złoto, to los przynajmniej 30.000 klientów firmy i tak nie byłby różowy. Jak wynika z prostego przeliczenia opartego na danych podawanych przez sam Amber Gold – firma ma 100 kg złota, wartego góra 17 mln zł. Czyli jedną czwartą pieniędzy, które podobno zebrała od klientów (80 mln zł).

Jeszcze tydzień temu, kiedy należąca do Amber Gold linia lotnicza OLT Express straciła płynność finansową i zawiesiła loty, prezes Plichta zarzekał się, że kondycja Amber Gold jest dobra. Ba, gdański pośrednik zaoferował klientom nową „lokatę” (tym razem „gwarantując” 10% w skali roku – podobno po „lokatę” zgłosiło się w ciągu tygodnia już 1000 osób) i utworzył specjalny zespół do monitorowania problemów klientów. Ale już wtedy fora internetowe wypełniały się rozpaczliwymi wpisami klientów, którzy nie mogą wycofać swoich pieniędzy. Pierwsi klienci udali się do gdańskiej prokuratury, a jeden z krakowskich doradców finansowych zaczął zbierać chętnych do pozwu zbiorowego (ponoć zgłosiło się prawie 40 osób, którym Amber zalega z wypłatą drobnych 4 milionów).

Marcin Plichta uważa, że to nie on nawalił, lecz organy państwa wykończyły obie jego firmy: OLT Express i Amber Gold. Pokazuje jakąś sfingowaną (nie wiadomo czy sfałszowaną za jego wiedzą) notatkę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, z której wynika, że w łonie służb specjalnych była prowadzona operacja „Ikar”, która miała zniszczyć OLT Express, jako firmę zagrażającą narodowemu, państwowemu przewoźnikowi LOT-owi. Pokłosiem „Ikara” miała być także ofensywa Komisji Nadzoru Finansowego, która wysłała do banków list zniechęcający do współpracy z firmami pokroju Amber Gold. Nie wiadomo czy częścią rzekomej operacji „Ikar” miał być też komunikat Ministerstwa Finansów, które kilka tygodni temu też ostrzegło przed firmami parabankowymi. I to – dziwnym zbiegiem okoliczności – dokładnie tego samego dnia, kiedy prezes Plichta ogłaszał, że Amber Gold jest w kwitnącej kondycji, a klienci powierzyli firmie 80 mln zł.

Choć Marcin Plichta stracił w moich oczach wiarygodność – o tym dlaczego ją stracił napiszę za chwilę – to w jednym mogę go zrozumieć. Komisja Nadzoru Finansowego zachowała się wobec jego firmy bardzo niekonsekwentnie. Po objęciu swej funkcji przewodniczący Andrzej Jakubiak przekonywał mnie, że KNF nie jest od tego, by prowadzić konsumentów za rączkę. Że każdy ma własny mózg i powinien czytać co podpisuje. A umowy Amber Gold były tak spreparowane, że po ich przeczytaniu należałoby od razu wiać gdzie pieprz rośnie. Przekonywał mnie pan przewodniczący, ze branie pod nadzór wszelkiej maści pośredników finansowych nie jest potrzebne. W zupełności wystarczyć miało, iż dana firma zostanie wpisana na tzw. listę ostrzeżeń publicznych. I że KNF zgłosi do prokuratury podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Cwaniakowanie Amber Gold

Przyjąłem ten tok rozumowania do wiadomości. I właśnie dlatego, że go przyjąłem,dziwię się dlaczego Komisja Nadzoru Finansowego wyszła z tak nakreślonej przez przewodniczącego Jakubiaka roli i zaczęła wysyłać do banków listy sugerujące, że współpraca z firmami o marnej wiarygodności oznacza „ryzyko reputacyjne”? Każde dziecko wie, że KNF miał na myśli jedną, konkretną firmę na „A”. I każde dziecko wie, że jeśli nadzór wysyła taki list, to nie znajdzie się w Polsce bank, który będzie chciał ponieść tak wielkie „ryzyko reputacyjne”. Dlaczego ten sam KNF, który uważa, że każdy konsument powinien używać mózgu i nie ma potrzeby prowadzić go za rąsię, teraz postanowił sprowokować sytuację, w której klientów się za rąsię wyprowadza z oddziałów Amber Gold? ;-). Albo stawiamy na wolność wyboru i pozwalamy ludziom samodzielnie myśleć, albo nie. A najlepiej stworzyć prawo, które nie pozwala na funkcjonowanie firm, działających w kompletnie nieczytelny sposób. Jestem za ochroną konsumentów przed firmami, które manipulują i wprowadzają w błąd. Ale niech to będzie ochrona prowadzona strukturalnie, a nie na hurra, dorywczo.

KNF nie tylko zachowała się niekonsekwentnie, ale przede wszystkim włożyła Marcinowi Plichcie do ręki bardzo wygodny argument. Bo niby dlaczego fakt współpracy banków z tą firmą zaczął akurat teraz kłuć nadzorcę w oczy? Amber Gold już pół roku temu otworzył oddział pod nosem KNF, przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie, i nikomu jakoś to nie przeszkadzało. Amber Gold już wtedy był dużym przedsięwzięciem, ściągającym z rynku dziesiątki milionów złotych. Reklamy Amber Gold wiszą na billboardach w najlepszych miejscach miast od dwóch lat.. Dlaczego „ryzyko reputacyjne” dla banków pojawiło się akurat teraz, kiedy z Amber Gold wykwitła linia lotnicza OLT, wożąca ludzi taniej niż LOT i w dodatku poniżej kosztów? I w dodatku mająca świetną muzyczkę w reklamach?

Oczywiście nie wierzę w to, by rząd w taki sposób bronił swojej linii lotniczej przed prywatną konkurencją w powietrzu. Nawet nie musiał. Tym bardziej, że było z góry wiadomo, iż Amber Gold nie będzie w stanie finansować OLT dłużej, niż tylko kilka miesięcy. Nie trzeba byłoby w celu utrupienia OLT wysyłać w bój szwadronów biura prasowego Ministerstwa Finansów, by rozsyłały oświadczenia piętnujące parabanki. Wystarczyło obserwować, aż ten biznes sam się przewróci. Nie trzeba było dawać Marcinowi Plichcie argumentów do snucia scenariuszy operacji „Ikar”. I pretekstów do tego, by teraz ów biznesmen ogłaszał, że to rząd go zniszczył. Niewykluczone, że następnym krokiem będą pozwy Amber Gold przeciwko Skarbowi Państwa, z roszczeniami odszkodowawczymi wielu milionów złotych. Nie należało mu w tym pomagać.

Czy Amber Gold miał szansę trwać dalej? Nie wiem, na to pytanie nie poznamy odpowiedzi dopóki nie dowiemy się na czym polegał model biznesowy firmy. Czy była to klasyczna piramida finansowa, a więc odsetki dla inwestorów były finansowane wpłatami kolejnych? A może Amber Gold inwestował pieniądze na rynku finansowym i zarabiał na odsetki dla klientów kupując np. opcje na złoto? Jest też możliwość, że pieniądze klientów poszły – przynajmniej w części – na finansowanie upadłego OLT Express. W pierwszym i trzecim przypadku klienci mają niewielkie szanse na zobaczenie swoich pieniędzy. W drugim – wszystko zależy od skuteczności zarządzania pieniędzmi przez ludzi pana prezesa Plichty. Tyle, że ja – nawet gdyby okazało się, że model biznesowy Amber Gold jest najczystszy pod słońcem (a jedynym zarzutem do firmy jest to, że „żartowała” w reklamach, mówiąc klientom o „gwarancji” zysku) – panu prezesowi Plichcie nie wierzę już w ani jedno słowo.

Nie, nie chodzi o to, że nie pokazał złota, które podobno posiada (albo chociaż certyfikatów, że kupił prawdziwe złoto). Ani o to, że nie pokazał wyników finansowych spółki w jakiejś wiarygodnej formule. I nie chodzi nawet o to, że „żartuje” w reklamach pisząc o „lokacie” w złoto oraz o „gwarancjach” zysku. Ani o to, że w umowach wpisuje paragrafy, od których włos jeży się na głowie. W kilku miejscach szef Amber Gold po prostu dojmująco minął się z prawdą. To było takie cwaniakowanie w słabym stylu, licząc na to, że „ciemny lud to kupi”. Cwaniakowania nie lubię, a jak już ktoś cwaniakuje w złym stylu, to znaczy, że ma publiczność za mało inteligentną. Czuję się wówczas obrażony. A szef Amber Gold słaby styl pokazał w swoim lawirowaniu w co najmniej trzech miejscach.

Po pierwsze: audyt finansowy. Po co było opowiadać o niezależnej firmie, która bada finanse Amber Gold? Miała je pokazać trzy tygodnie temu, miała pokazać dwa tygodnie temu i… nie pokazała do dziś. Co więcej, firma ta twierdzi, że nic nie pokaże, bo najzwyczajniej w świecie Amber Gold nie bada, przynajmniej pod kątem wyników finansowych za 2011 i 2012 r. Prezes Plichta odparł na to, że „dopiero negocjuje zwiększenie zakresu usług” firmy księgowej. Jeśli firma audytorska się wypiera prac, na które podpisała umowę, prezes Plichta powinien tę umowę pokazać. Po drugie: operacja „Ikar”. nie ma żadnych dowodów, że to prezes Plichta albo jego ludzie nieudolnie sfabrykowali notatkę ABW. Ale, do diaska, jeśli nawet ktoś Plichtę wpuścił w maliny (może była to prowokacja samego ABW, a może jakiegoś dowcipnisia, co zresztą potwierdza „Wprost”?), to szef Amber Gold nie musiał wyskakiwać z żenującym kwitem przed kamery i opowiadać o nim jak o prawdzie objawionej, dokumentującej spisek wszystkich przeciwko niemu, maluczkiemu. Tu przesadził z cwaniakowaniem po raz drugi.

Po raz trzeci pan prezes Plichta przesadził w sprawie rzekomej fuzji z Finroyalem, po której – jak głosi pewien żart rysunkowy – mogłaby powstać największa we wszechświecie czarna dziura. W środę dziennikarze TVN podali, że Amber Gold kupił Finroyala (czym jest Finroyal pisałem w blogu nie raz). W czwartek Amber Gold zdementował te informacje twierdząc, że „nie kupił, nie kupuje ani nie zamierza nigdy kupić” Finroyala oraz zasugerował, że ktoś firmę „wrabia”. Tymczasem w piątek skontaktował się z „Gazetą” Andrzej Korytkowski, właściciel Finroyala, przekonując, że… firma jednak połączyła się z Amber Gold. „Do transakcji doszło w efekcie udzielonego wsparcia kapitałowego oraz realizacji umowy przewłaszczenia udziałów na rzecz Amber Gold. Subskrybcję udziałów wykonano dnia 20 czerwca 2012 r. a Rejestr Spółek Anglii i Walii (Companies House) dokonał wpisu 27 lipca 2012 r. (…) Inwestor przekazał pierwsze wsparcie w czerwcu, które w całości zostało przeznaczone na realizację zobowiązań wobec klientów Finroyal„. Prezes Korytkowski będzie mógł wreszcie przestać pracować zdalnie. 😉

Finroyal TVN Uwaga

Jeden z panów mija się z prawdą, ale za Andrzejem Korytkowskim stoją przynajmniej dokumenty rejestrowe (inna sprawa, że można je ponoć edytować bez żadnej weryfikacji, więc wciąż nie jest to wiadomość, która może świadczyć o czymkolwiek). Gdyby nie te trzy słabe punkty prezesa Marcina Plichty, to mógłby jeszcze liczyć na to, że będę słuchał jego słów zakładając, że jest w nich sama prawda. Dopóki w tych trzech punktach szef Amber Gold nie dowiedzie, że jest ofiarą manipulacji, wiarygodność jego słów będzie dla mnie bardzo ograniczona. Mam nadzieję, że Marcin Plichta jednak jest ofiarą, a nie twórcą największej w III RP afery wyłudzeniowej. Tfu, tfu, trzy razy splunąć przez lewe ramię, puk, puk, dwa razy odpukać w niemalowane…

A JEŚLI NAPRAWDĘ CHCESZ INWESTOWAĆ W SUROWCE... sprawdź co na ich temat ma do powiedzenia Grzegorz Zatryb, główny strateg TFI Skarbiec. W nowym cyklu serwisu Wyborcza.biz i Gazeta.tv przepytujemy zarządzających, którym w ostatnim czasie się pofarci… to znaczy najlepiej radzili sobie z pieniędzmi klientów. W pierwszym odcinku o inwestowaniu w złoto, ale… nie tylko. Zapraszam do oglądania!

”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o ofercie swojego banku lub zobaczyć co myślą na jej temat inni? Albo zapytać czy warto uciec do konkurencji? Zajrzyj na stronę „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Możesz też zgłosić własny temat, opowiedzieć co Cię spotkało w banku lub zapytać mnie o radę. Zapraszam!

Jak pomnażać oszczędnościKUP PORADNIK AUTORA BLOGU „JAK POMNAŻAĆ OSZCZĘDNOŚCI”! Książka jest na półkach sieci salonów Empik, na stronie www.samosedno.com.pl oraz w sklepach internetowych www.empik.pl oraz www.merlin.pl. ”Dziennik Gazeta Prawna” zrecenzowała ją tak: ”Autor wie jak rozprawiać o finansach w sposób zachęcający i zrozumiały. (…). Samcik wielokrotnie powołuje się w książce na swoje długie, bo już prawie 20-letnie doświadczenie inwestora. To uczciwy i dobry sposób, by wciągnąć czytelnika do fascynującej gry w inwestowanie. To czyni tę książkę wiarygodnym źródłem wiedzy o sensownym odkładaniu pieniędzy”. Autorka blogu www.Kreatywa.blogspot.pl pisze tak: Autor nie sili się na profesorski, sztywny ton, nie operuje nieustannie skomplikowanymi terminami i niezrozumiałymi wykresami. Pozwala sobie czasem na luźniejszą, bardziej przyjazną formę. Szary obywatel sporo wyniesie z takiej lektury, nie będzie czuł się przytłoczony fachową terminologią, a jednocześnie jego wiedza się wzbogaci”. Blog „Literacka Kanciapa”: „Samcik pisze dość swobodnie, w sposób nieskomplikowany i zrozumiały dla przeciętnego czytelnika. Jeśli ktoś pragnie poznać podstawy działania rynku, zyskać szybko potrzebny zestaw informacji, które ułatwią mu poruszanie się po tej płaszczyźnie życia, to polecam mu właśnie tę pozycję. Nie powinien czuć się zawiedziony”  

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss