Krwawa jatka o 43 zł. Klient nie odpuścił i… wygrał. A bank targował się nawet o 4,08 zł

Czasem nie warto iść w zaparte. Zwłaszcza jeśli gołym okiem widać, że klient może mieć rację, a straty wizerunkowe w razie przegranego sporu mogą być znacznie cięższe, niż straty finansowe po uwzględnieniu reklamacji klienta. Tym razem przekonują się o tej smutnej prawdzie menedżerowie Raiffeisen Polbanku (Austriacy przez przypadek, „Grecy” z własnej winy). Klient dawnego Polbanku postanowił powalczyć o 43 zł naliczone przez bank i… wygrał. Ale łatwo nie było. Rzecz dotyczy słynnej podwyżki prowizji za konta w Polbanku, o której bank chyba „zapomniał” poinformować klientów. Jakiś czas temu było głośno o tej sprawie w blogu. Jednym z klientów, którym naliczono opłaty, był czytelnik blogu. „Dawno temu skuszony wysokim oprocentowaniem konta mocno oszczędzającego stałem się klientem Polbanku. Mijały lata i miesiące, a oprocentowanie obniżało się do coraz mniej atrakcyjnych poziomów, więc postanowiłem wycofać oszczędności. Konto było bezpłatne, więc nie rezygnowałem z niego, bo mogło się w przyszłości przydać” – opowiada czytelnik. To był błąd.

Pewnego dnia tj. 12.08.2012 r. sprawdziłem z ciekawości saldo na koncie w Polbanku. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że mam kilkadziesiąt złotych długu wobec banku, a ten co miesiąc nalicza opłaty za prowadzenie rachunku. Tego samego dnia złożyłem reklamację w infolinii Polbanku, dotyczącą faktu, iż bank nie poinformował mnie o wprowadzeniu opłaty 6 zł za prowadzenie konta, która to opłata obowiązywała od dnia 01.02.2012 r.” – opowiada klient.  Bank na początku września odpowiedział na reklamację ozięble i wysłał mojego czytelnika na przysłowiowe drzewo (prawdopodobnie chodziło o lipę, ale może też o wierzbę płaczącą). Mój czytelnik się zdenerwował i tego samego dnia zamknął rachunek, płacąc Polbankowi 43,73 zł (opłaty za prowadzenie rachunku oraz odsetki karne). Ale walki o swoje nie odpuścił i już kilka dni później wysłał do banku odwołanie od decyzji o odrzuceniu reklamacji. W piśmie rezolutnie poprosił bank o zeskanowany dokument lub kserokopię dokumentu potwierdzającego odebranie przez klienta listu dotyczącego wprowadzenie opłaty 6 zł miesięcznie.

Czytaj też: To był naprawdę tani bank. Ale teraz rusza machina podwyżek

I tu zaczyna robić się wesoło. W Polbanku najwyraźniej pomyśleli, że trzeba pozbyć się upierdliwca, tym bardziej, że żadnego skanu w archiwum nie mieli. Wysłali więc klientowi odpowiedź takiej treści, że jego podpis na odwołaniu od wyników reklamacji… nie jest zgodny z wzorem złożonym na karcie podpisów i z tego prostego powodu odwołanie nie może zostać rozpatrzone. Klient najpierw pozbierał zęby z podłogi, a potem wysłał ponownie odwołanie od reklamacji – tym razem z podpisem wykaligrafowanym jak ta lala, zgodnym co do jednego zaplutego milimetra z wzorem podpisu, złożonym kiedyś w banku. Bankowi prawie miesiąc zajęło wymyślanie jakiegoś kolejnego triku, ale choć czachy dymiły, to ostatecznie urzeźbił tylko odpowiedź, w którym podtrzymał swoje stanowisko, pomijając dyskretnym milczeniem prośby klienta. „W odwołaniu poprosiłem o potwierdzenie otrzymania przeze mnie informacji o podwyżce prowizji, ale oni w ogóle się do tego nie odnieśli. Tego było już za wiele” – opowiada klient, który pod koniec października wysłał do Arbitra Bankowego wniosek o wszczęcie postępowania dotyczącego zwrotu niesłusznie zabranych mu pieniędzy. Uważał, że został okradziony, bo…

100 zł to kradzież

W banku chyba zorientowali się, ze klient ma za dużo wolnego czasu i robi dym, którego się po nim nie spodziewano, więc nie czekał na rozstrzygnięcie Arbitra Bankowego, lecz od razu wysłał do klienta informację, iż nie poczuwa się do winy, ale „wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Skarżącego” podjął decyzję o anulowaniu opłat na rachunku, naliczonych do 12 sierpnia. Dlaczego akurat do tego dnia? Ano dlatego, że wtedy mój czytelnik wszedł na konto i – zdaniem banku – od tego momentu miał pełną świadomość, że bank pobiera opłaty za konto. Więc ów klient – według bankowców – nie może walić ściemy, że „mu nie powiedzieli”. To trochę rozczulające, że bank – oddając klientowi większość pieniędzy z żądanych przez niego 43,73 zł – za wszelką cenę chciał jeszcze ugrać coś dla siebie i kłócił się jeszcze o symboliczne grosze. A dokładniej – o 4,08 zł. Chodziło chyba o to, że w Polbanku nie lubią przegrywać. A gdyby skończyło się tak, że muszą oddać klientowi o 4,08 zł mniej, niż żądał na początku, to nie byliby tak całkiem przegrani.

Czytaj też: Przez 10 lat zatruwał życie bankowcom, którzy zrobili mu kuku

Niestety, Arbiter Bankowy zepsuł chłopakom z Polbanku całą zabawę, bo w całości uwzględnił roszczenia klienta – bank musiał zapłacić 43,73 zł plus jeszcze 50 zł kosztów postępowania. Co gorsza, klient nie poprzestał na zrobieniu bankowi kuku w Arbitrażu Bankowym. „Takich osób jak ja mogą być tysiące. Ten bank nie jest godny zaufania i odradzam go wszystkim: mojej rodzinie, znajomym itp. Sprawa od momentu złożenia reklamacji do wypłacenia należności przez bank trwała pięć miesięcy, co w mojej ocenie świadczy o nieprofesjonalnym podejściu banku do klienta. Można sobie wyobrazić, ile czasu zajęłoby odzyskanie większej kwoty. Chcę uświadomić osobom, które bank naciągnął, żeby walczyli o swoje. Rozumiem, że bank nie jest instytucją charytatywną, ale powinien mieć odrobinę przyzwoitości. Jestem typowym polskim chłopem, który żywemu nie przepuści. Wysłałem swoją historię pocztą elektroniczną do Polskiego Związku Narciarskiego, żeby poinformować ich jakiego mają sponsora – niestety nie otrzymałem żadnej odpowiedzi„. Widząc z jaką konsekwencją mój czytelnik mści się na Raiffeisen Polbanku nie mam wątpliwości, że straty biznesowe banku, nie mówiąc o wizerunkowych, przekroczą wielokrotnie 43,73 zł, o które zaczęła się cała krwawa jatka. To pewnie dlatego Getin Bank bez szemrania oddał pieniądze młodemu pelikanowi płci żeńskiej, o czym pisałem wczoraj. Kosztowało go to 90 zł, ale przynajmniej obyło się bez krwawej jatki, latających tasaków i strzałów z broni krótkiej gładkolufowej.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss