12 października 2019

Kredyty frankowe – najbardziej toksyczny produkt z bankowej oferty. Ale znalazłem kilka innych rodem z kasyna

Jednym z topowych tematów w mediach w ostatnich dniach był wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie kredytów franków. Kto wie, być może wyrok, który otwiera frankowiczom drogę do unieważnienia umowy, będzie początkiem końca najbardziej toksycznego produktu oferowanego przez banki, czyli kredytów walutowych. Ale toksycznych produktów w bankach można znaleźć więcej

Pisząc toksyczne, mam na myśli produkty ryzykowne, niedopasowane do profilu klienta, które nie powinny być mu nigdy sprzedane. Słowem – kasyno. Określenie nie jest moje, tak kredyty frankowe określił kiedyś ówczesny prezes Banku Pekao i były premier Jan Krzysztof Bielecki.

W przypadku kredytów walutowych (denominowanych, indeksowanych) wysokość raty „wisiała” na kursie franka czy euro, w dodatku ustalanego przez banki według wewnętrznych i niejasnych reguł banków. Pamiętam banki, które tuż przed terminem spłaty rat przez większość kredytobiorców, „na chwilę” windowały walutowe spready.

Jak się skończy problem „frankowy” w Polsce? Czy kredytobiorcy masowo pójdą do sądów, a może banki jednak zaproponują „hurtowo” jakąś ugodę? Czas pokaże.

Wyrok TSUE w sprawie frankowiczów skłonił mnie do tego, by poszukać w ofercie banków innych – większych lub mniejszych – „kasyn”, czyli niebezpiecznych produktów.

Przeczytaj też: Kredyt frankowy i klauzula abuzywna: jak żyć po orzeczeniu TSUE? Sześć rzeczy, które powinien zrobić teraz każdy frankowicz

Przeczytaj też: Frankowicze ucieszyli się z wyroku TSUE. Ale czy nie okaże się, że to orzeczenie jest dla nich porażką? Przetarli sobie ścieżkę, a teraz…

Kasyno z opcjami walutowymi

Niewiele dziś mówi się o innym toksycznym produkcie z przeszłości, którym mniej więcej dekadę temu banki „uszczęśliwiały” przedsiębiorców. Chodzi o tzw. opcje walutowe. Dla eksporterów i importerów to chleb powszedni. Płacąc wystawcy opcji, czyli bankowi, tzw. premię opcyjną, firma może zabezpieczyć się przed ryzykiem walutowym, czyli wymienić waluty po z góry określonym kursie.

Firma umawiała się z bankiem, że ten odsprzeda mu euro np. po 3,50 zł. Nawet gdyby kurs na rynku spadł do 3,30 zł, to bank musiał zapłacić za euro 3,50 zł. W sytuacji, gdy kurs rynkowy byłby wyższy niż 3,50 zł, firma mogła o opcji zapomnieć, bo umowa dawała jej prawo, a nie obowiązek realizacji opcji.

Problem w tym, że banki zaczęły oferować tę usługę również jako instrument spekulacyjny, namawiając przedsiębiorców do wystawiania przeciwstawnych opcji. Firma nie płaciła bankowi za możliwość wymiany euro np. po 3,50 zł, ale sama stawała się wystawcą opcji, a więc dawała bankowi prawo do wymiany walut po umówionym kursie. Co więcej, przedsiębiorcy skuszeni łatwym zyskiem, zawierali podobne umowy z kilkoma bankami. A gdy euro wybiło grubo ponad 4 zł, bank przychodził do przedsiębiorcy „z prośbą” o dostarczenie mu euro po 3,50 zł. Bankructwo murowane.

Szacuje się, że w tych instrumentach setki, jeśli nie tysiące firm, umoczyło nawet 10 mld zł. Są firmy, które nadal sądzą się w tej sprawie z bankami.

Przeczytaj też: Najpierw padli ofiarą toksycznych kredytów, a teraz chciwych prawników? Frankowiczu, planujesz iść do sądu? Komu (i za ile) powierzyć sprawę?

Przeczytaj też: T-Mobile i nagła zmiana ceny przy kasie. Nie tak łatwo się zorientować, gdy usługę kupujemy np. przez telefon. UOKiK: „to jest wprowadzanie w błąd!”

Kasyno z UFK-ami

Do toksycznych produktów niewątpliwie zaliczyłbym polisy inwestycyjne, potoczne „UFK-i”, czyli ubezpieczenia z funduszem kapitałowym. Trzeba zaznaczyć, że oferowały je nie tylko banki, ale też firmy ubezpieczeniowe czy pośrednicy finansowi.

Taki produkt to połączenie ryzykownego funduszu inwestycyjnego z polisą na życie. Produkt stary jak świat. Pamiętam jak moja koleżanka po fachu jeszcze pod koniec lat 90-tych ubiegłego wieku ostrzegała przed tymi produktami. Niewielu jej posłuchało. W UFK-i Polacy zainwestowali blisko 60 mld zł.

Dlaczego były toksyczne? Abstrahuję już od wyników inwestycyjnych, jakie te produkty wypracowały. Toksyczne były w nich opłaty za wyjście z inwestycji. Na rynku były umowy, które za ich zerwanie w pierwszych latach przewidywały tzw. opłatą likwidacyjną, która sięgała blisko 100% zainwestowanych środków. Czyli klient, który np. nie był zadowolony z wyników, stawał się niewolnikiem polisy albo zrywając ją tracił prawie wszystko, co do tej pory wpłacił.

Dopiero kilka lat temu zaczęto robić z tym porządek. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wymusił na firmach obniżenie kar za wyjście. A w nowych umowach prowizja za wyjście (opłata likwidacyjna) nie może przekroczyć 4%.

Przeczytaj też: Jacek Jastrzębski na kongresie PIU: „KNF znów przyjrzy się UFK-om”. O co chodzi tym razem? O „przepakowywanie” i zachęcanie

Przeczytaj też: Co zmieniają ostatnie wyroki sądów dla tysięcy posiadaczy polisolokat? Czy po odzyskaniu opłat likwidacyjnych można walczyć o więcej?

Kasyno z funduszami inwestycyjnymi zamkniętymi

Zarówno w przeszłości, jak i dziś za pośrednictwem banków można inwestować. W ofercie są m.in. fundusze inwestycyjne. Ale fundusz funduszowi nierówny. W każdy wpisane jest ryzyko straty. Ale tzw. fundusze otwarte przynajmniej gwarantują płynność. Jeśli postanowimy wycofać się z inwestycji – z zyskiem, na zero czy ze stratą – pieniądze odzyskamy w ciągu kilku dni. Inną grupą są fundusze inwestycyjne zamknięte, tzw. FIZ-y. Z założenia powinny być sprzedawane tylko wybranej grupie inwestorów, świadomych ryzyka oraz gotowych zamrozić pieniądze na dłuższy czas.

Problem pojawia się wtedy, kiedy sprzedawca przedstawi je jako alternatywę lokaty bankowej. A tak było np. w przypadku opisywanych przeze mnie w „Subiektywnie…” grupy funduszy inwestujących m.in. w działki leśne i rolne. Blisko 2000 osób zainwestowało w nie blisko 2 mld zł. Ostatecznie fundusze postawiono w stan likwidacji. Inwestorzy muszą teraz czekać aż likwidator sprzeda ich majątek. Ile i kiedy odzyskają pieniądze, jest znakiem zapytania.

Ze sprzedażą tych FIZ-ów wiąże się pojęcie missellingu (toksyczne działania pracowników), czyli sprzedaży produktów niedopasowanych do profilu ryzyka klienta. To zjawisko powinna tępić tzw. ankieta MIFiD, którą musi wypełnić każdy inwestor. Bywa jednak – co wielokrotnie pokazaliśmy – że mimo ankiety, bankowcom udaje się ubrać klientów w ryzykowne produkty.

Do manipulacji ankietą MIFiD miało też dochodzić przy sprzedaży przez banki obligacji GetBack, co wykazał UOKiK.

Przeczytaj też: UOKiK o sprzedaży obligacji GetBack: zakazane klauzule w umowach, misselling, wprowadzanie klientów w błąd

Przeczytaj też: Nie tylko klienci Idea Banku stracili pieniądze w aferze GetBacku. Poszkodowani przez Citi Handlowy też mają za złe. Dlaczego UOKiK nie daje im wsparcia?

Kasyno z wysokimi prowizjami kredytowymi

Do toksycznych produktów zaliczam też kredyty gotówkowe. Na szczęście problem nie dotyczy wszystkich banków. Przy rekordowo niskich stopach procentowych (utrzymują się od marca 2015 r.), banki nie zarabiają dużo na odsetkach. Dziś odsetkowy sufit to 10% w skali roku.

Banki postanowiły więc rekompensować sobie to uszczuplenie przychodów w polu „prowizja”. I na nią kiedyś był kaganiec – nie więcej niż 5% kwoty kredytu. Też uwierał banki, więc dorzucały do kosztów kredytu różnego rodzaju ubezpieczenia czy opłaty za rozpatrzenie wniosku. W końcu UOKiK „uwolnił” prowizje w zamian za – jego zdaniem – lepsze informowanie klientów np. o kosztach kredytu. To wtedy pojawił się tzw. formularz informacyjny obowiązkowo dołączany do umowy kredytowej. Efekt tego uwolnienia? Prowizje sięgające nawet 20-30% kwoty kredytu. Tak, kredyt z taką prowizją jest według mnie toksyczny.

Skupiłem się tylko na produktach dostępnych w bankach i sprzedawanych „systemowo”. Jeśli Waszym zdaniem należy coś dopisać do listy toksycznych produktów bankowych, piszcie w komentarzach.

Źródło zdjęcia: Pixabay

23
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
15 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
PawelencepencefajnyGrzesiekMaciej Samcik Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Zbigniew
Gość
Zbigniew

Odnośnie opcji walutowych to firmy mają księgowych, radców itp. więc zasoby wiedzy posiadali.

Odnośnie UFK to jak człowiek przeczytał podczas prezentacji produktu tabelę opłat likwidacyjnych to pierwszą reakcją było szukanie najbliższego wyjścia z banku. Te tabele wcale nie były schowane w umowie więc ludzie wiedzieli na co się godzą.

Don Q.
Gość
Don Q.

„jak człowiek przeczytał […] tabelę opłat likwidacyjnych” Ale te produkty były oferowana jeszcze w czasach, gdy legalnie można to było sprzedawać każdemu, nie było np. wymaganych ankiet sprawdzających choćby podstawową znajomość zagadnień finansowych i umiejętność rozumienia tekstu pisanego. W produkcie, który mi oferowano, nie było mowy o „opłatach likwidacyjnych”, a o „Świadczeniu Wykupu”: „Całkowita wypłata Świadczenia Wykupu • skutkuje rozwiązaniem umowy • możliwa w każdym czasie, nie wcześniej jednak niż po upływie okresu na odstąpienie (7/30 dni) • Świadczenie Wykupu równe jest 100% części wolnej oraz określonemu % części bazowej rachunku (zależy od okresu ubezpieczenia i roku, w którym dokonywana… Czytaj więcej »

Zbigniew
Gość
Zbigniew

Mi to coś próbowali wciskać kilka razy w różnych bankach. Konkretnych nazw nie pamiętam ale tabele zawsze były. Obok tabel oczywiście też były piękne symulacje wzrostu wartości.

Co ciekawe jak się pytałem dlaczego te opłaty są takie absurdalne to większość przedstawicieli banku próbowało to przekuć w zaletę tzn. mówili że to jest dla dobra klienta bo zniechęca do nieprzemyślanych działań. I niektórych taka argumentacja podobno przekonywała.

Don Q.
Gość
Don Q.

„ale tabele zawsze były”
— przecież w tym moim przykładzie powyżej też była, nawet ją wkleiłem. Jeśli nie zrozumiałeś 😉, to tłumaczę: likwidując w pierwszym lub drugim roku dostaje się tylko połowę.

E.G
Gość
E.G

Ten bankowy bełkot został stworzony przez oszustów w celu okradania ludzi. Tak , okradzenia ! Legalnie i w majestacie tzw. prawa. Bardzo jestem ciekaw w którym państwie i w którym banku to się zaczęło ? Po nazwiskach proszę .

Anna
Gość
Anna

To prawda – z 1996 roku pamiętam, że były tylko dwie firmy nie: pamiętam nazwy jednej, druga to Amplico Life. A w dodatku do tego,co piszesz to nawet informowanie o charakterze produktu prowadzone było porównawczo:”Amplico robi to-i-to ,daje tyle-i -tyle”.Na pytanie a co jest u was – przechodzono do innego tematu.To było dziwne doświadczenie ta rozmowa z „naganiaczem”. Co roku wysyłali kreatywne sumy, jakie miały być na koncie ale kiedy przyszło do wypłaty, to okazało się, że dobrze, jak się odzyskało wpłacony kapitał.Jeśli ktoś – zgodnie z charakterkiem 😉 przedsięwzięcia dał się namówić na „obwieszenie” umowy polisami ubezpieczeniowymi na ważne… Czytaj więcej »

Anna
Gość
Anna

Odpowiedź-Dopowiedź:ta firma, to Commercial Union.

fajny
Gość
fajny

Ożesz cholera, mam doktorat, a musiałem przeczytać 4 razy zanim zrozumiałem… Chociaż i tak do końca nie wiadomo co to jest Świadczenie Wykupu, trzeba się domyślać z kontekstu. A to tylko jeden paragraf z umowy, która pewnie miała kilkanaście stron!
Jak ktoś ma argument, że „widziały gały co brały”, to właśnie jest dobry przykład, że umowy były tak przygotowywane, żeby te gały nie zobaczyły co tak naprawdę biorą. I nie mówcie mi, że dokładnie czytacie regulamin każdej lokaty, którą zakładacie.

encepence
Gość
encepence

Podstawowa zasada w finansach:

Nie korzystaj z produktu, którego nie rozumiesz.

Don Q.
Gość
Don Q.

„Firma umawiała się z bankiem, że ten odsprzeda mu euro np. po 3,50 zł. Nawet gdyby kurs na rynku spadł do 3,30 zł, to bank musiał zapłacić za euro 3,50 zł.“
— chyba bez ten, w tym przykładzie to bank kupuje euro. Może się czepiam, ale w takich tematach warto dbać o precyzję.

Don Q.
Gość
Don Q.

Warto podkreślać znaczenie ankiety MIFiD. Pewnie dla wszystkich jest oczywiste, że doradca inwestycyjny czy makler papierów wartościowych musi zdać odpowiedni egzamin, by świadczyć usługi dla klientów. Warto jednak zauważyć, że w pewnych dziedzinach także prywatna osoba powinna zdać egzamin poświadczający jej umiejętności. Przykładem może być egzamin na prawo jazdy: osoba, która prowadzi prawo jazdy bez tych uprawnień nie tylko łamie prawo, lecz także stwarza zagrożenie dla samej siebie. Podobnie jest z osobą, która podpisuje ankietę adekwatności produktów finansowych wypełnioną przez bankowego sprzedawcę — taka osoba nie tylko łamie prawo, lecz także ryzykuje, że poniesie nieprzewidziane straty na skutek swoich niewłaściwych… Czytaj więcej »

Sosna
Gość
Sosna

Prawo jazdy nie jest po to, żeby kierowca nie zrobił krzywdy sobie, tylko po to, żeby nie zrobił krzywdy innym.

Don Q.
Gość
Don Q.

Do produktów toksycznych dodałbym jeszcze te o nazwie sugerującej, że jest to produkt bezpieczniejszy niż w rzeczywistości. Przykładem są oferowane przez banki produkty zawierające w nazwie człon „lokata” kojarzący się z bezpiecznym depozytem bankowym: lokata strukturyzowana, lokata funduszowa.

Sosna
Gość
Sosna

Takie lokaty gwarantują zwrot kapitału, a co najwyżej nie przyniosą zysku (czyli klient traci tylko na inflacji). Więc trudno mówić o toksyczności – w sensie dużego zagrożenia dla klienta. No chyba, że są jakieś tego typu „lokaty”, które gwarantują tylko np. 50% kapitału, no to racja (nie widziałam takich).

Don Q.
Gość
Don Q.

Tak, są (choć nie wiem, czy 50%). Nie wszystkie gwarantują zwrot 100% kapitału (a nawet jeśli gwarantują, to w okresie np. 3 lat i tak się traci na inflacji), a do tego często mają jakieś prowizje (jak „opłata początkowa 1,5%), które w praktyce zmniejszają te 100%. Dodatkowo nie są objęte gwarancjami BFG.

Rozumiem, że Ty jako sprzedawca bankowy zarabiający na prowizjach od sprzedaży tego typu produktów będziesz takich nazw bronić; nie zmienia to jednak faktu, że taka nazwa (sugerująca, że mamy do czynienia z gwarantowanym depozytem bankowym) jest toksyczna.

Sosna
Gość
Sosna

„Ty jako sprzedawca bankowy”
– wypraszam sobie takie bezpodstawne insynuacje.

Don Q.
Gość
Don Q.

A lokaty funduszowe raczej żadnego zwrotu kapitału nie gwarantują, gdyż składają się z dwóch części: normalnego gwarantowanego depozytu bankowego oraz (przeważnie w dużo większej części) zwykłego funduszu inwestycyjnego. Z drugiej strony muszę przyznać, że w tej chwili nie mogę tak nazwanego produktu znaleźć w ofercie żadnego banku, są tylko nieco uczciwiej nazwane lokaty z funduszem.

Grzegorz
Gość
Grzegorz

„Dziś odsetkowy sufit to 10% w skali roku.”
W jakim banu z opcją wzięcia kredytu przez internet, dla stałego klienta.
Ostatnio przeglądając ofertę z ciekawości nie z konieczności mbank proponuje mi dużooo więcej niż 10 %

Maciej Samcik
Admin

Ale te 10% dotyczy tylko oprocentowania. Prowizja może być dowolna 😉

Grzesiek
Gość
Grzesiek

dwa pytania:
1/ dlaczego ludzie kupują coś o czym nie mają zielonego pojęcia- znajomość tego w co inwestuję to chyba podstawa, czy nie?
2/ państwo na pewno powinno dbać aby w umowach nie było niedozwolonych klauzul itp. Czy powinno jednak ograniczać dostęp do jakichś produktów, bo „wie lepiej” że to nie dla nas? Dla jednego nie, ale dla kogoś innego może tak, jesteśmy różni, mamy różną wiedzę, doświadczenie, potrzeby itd.

fajny
Gość
fajny

dwie odpowiedzi: 1/ większość ludzi oszukanych przez banki wcale nie chciała inwestować, tylko gdzieś bezpiecznie ulokować swoje oszczędności, a przy okazji dostać z nich jakieś w miarę porządne odsetki – wprowadzeni w błąd przez „doradców” bankowych, którym ufali podpisywali umowy, których nie rozumieli, a często nawet nie czytali (bo to w końcu bank, uczciwi ludzie, co może się stać?), tak samo jak pewnie i ty nie czytasz pełnego składu wszystkich kupowanych produktów, nie sprawdzasz codziennych raportów z badania jakości wody w wodociągach i nie studiujesz publikacji w „Lancet” przed pójściem do lekarza 2/ i właśnie dokładnie tak jest (a przynajmniej… Czytaj więcej »

Grzesiek
Gość
Grzesiek

Ja mam wrażenie że każda wręcz firma na rynku, w dowolnej branży, pomija „niewygodne” fakty w materiałach zachęcających do swoich produktów. Ta w której pracuje czytający (i to wie) też. Pierwszy lepszy przykład: https://tvn24bis.pl/z-kraju,74/kara-dla-znanego-producenta-masla,507905.html
Wystarczy czytać etykiety a nie „duży napis” aby w każdym spożywczaku znaleźć „śmietankowe” które nie jest masłem , „sok o smaku malinowym” (bez malin) dlatego o smaku, wycofywane zabawki z zawartością szkodliwych ftalanów gdzie nie wierzę że firma je sprowadzająca o tym nie wie itp itd.
Sęk w tym że ze „ściemą” łatwiej osiągnąć przewagę konkurencyjną.

Pawel
Gość
Pawel

Wystawienie opcji to moze byc elementem strategii zabezpieczenia a nie spekulacji (np. collar). Prawdziwy problem pojawia sie gdy firmy probuja traktowac instrumenty pochodne jako zrodlo zysku, a nie zabezpieczenie przed ryzykiem.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss