Spłacasz kredyt hipoteczny denominowany lub indeksowany do franka szwajcarskiego. Nie idziesz z nim do sądu, by unieważnić umowę, na razie czekasz na rozwój wypadków i spokojnie spłacasz raty. Ale co zrobić, gdy jednocześnie stać by cię było na to, żeby oddawać bankowi więcej pieniędzy, niż wynosi miesięczna rata kredytu walutowego (lub, jak wolą inni, „walutowego”)? Czy to ma sens? I czy się opłaca?
Mamy w kraju setki tysięcy bardzo podobnych dylematów. Pieniądze na depozytach nie pracują, oprocentowanie kredytów hipotecznych jest najniższe w historii, a więc – o ile mamy poduszkę finansową i stać nas na pozbycie się części „płynności” – teoretycznie bardziej opłaci się nadpłacać kredyt, niż kisić oszczędności w banku. Wcześniejsza spłata części kapitału obniża przyszłe raty. W rzeczywistości rozwiązanie dylematu nie jest tak oczywiste, a więcej na ten temat przeczytacie w tym poradniku.
- Przewiduj zamiast reagować. Oto sześć błędów, które najczęściej popełniają właściciele małych i średnich firm. Jak nie wpaść w pułapkę? Check-lista [POWERED BY EFAKTOR]
- Rosyjskie drony nad Polską zburzyły spokój miłośnikom „betonowego złota”. Czas na dywersyfikację dochodu pasywnego? Jak zrobić to dobrze? [POWERED BY SAXO]
- Spółki kosmiczne dopiero odrywają się od ziemi. Czy to perspektywiczna lokata kapitału na emeryturę? Jak inwestować w podbój kosmosu? [POWERED BY XTB]
A co w sytuacji, gdy mówimy o kredycie denominowanym lub indeksowanym do waluty obcej, na przykład do franka szwajcarskiego? Te kredyty też są dziś rekordowo nisko oprocentowane (bo w Szwajcarii i w Eurolandzie stopy procentowe są zerowe lub wręcz ujemne). Co zrobić w sytuacji, gdy kredytobiorcę zwyczajnie stać na to, aby spłacać znacznie więcej, niż wynika to z bieżącego harmonogramu kredytu? Czy to się opłaca?
Od razu zastrzegamy, że nasze rozważania nie dotyczą kredytobiorców, którzy już zdecydowali się na walkę z bankiem, której stawką jest unieważnienie umowy i rozliczenie kredytu na warunkach „startowych”. Jeśli wierzymy, że takie rozwiązanie da się skutecznie przeprowadzić, to odpowiedź na pytanie o nadpłaty rat jest bezprzedmiotowe. Poniższe rozważania kierujemy do osób, które na podważenie legalności umowy kredytowej się do tej pory nie zdecydowały.
W przypadku kredytów walutowych – lub tylko indeksowanych do obcej waluty – występuje dodatkowy parametr, którego nie ma w kredytach złotowych, czyli kurs waluty obcej. O ile w przypadku kredytu złotowego o sensowności nadpłacania rat decyduje przede wszystkim to, czy jesteśmy w stanie wycisnąć ze swojego kapitału więcej odsetek, niż kosztuje nas spłata kredytu, o tyle w przypadku kredytów walutowych dochodzi jeszcze druga, mniej przewidywalna kalkulacja: czy nie zrobię sobie kuku spłacając większą porcję kredytu, niż trzeba, po niekorzystnym (czytaj: wysokim) kursie.
Z jednej strony kurs franka szwajcarskiego jest dziś relatywnie wysoki, ale wcale nie oznacza to, że w przyszłości jeszcze bardziej nie wzrośnie. Gdyby frank miał jeszcze podrożeć, opłacałoby się spłacić większą porcję kredytu przy obecnym kursie. Natomiast patrząc z drugiej strony: kredyt walutowy (frankowy lub eurowy) ma dziś nominalne oprocentowanie bliskie zeru. Nie ma i nie było na rynku tańszego finansowania.
Jak patrzeć na ten dylemat? Z jednej strony kredyt to zobowiązanie finansowe, które zawsze będzie generowało niepewność oraz ryzyko. Wielu kredytobiorców, niepewnych przyszłości, mając możliwości spłaty części kredytu wcześniej – zawsze z niej skorzysta, niezależnie od okoliczności. Bo dla nich cenniejszy jest święty spokój. Inna sprawa, że kredyt walutowy z definicji niespecjalnie „nadaje się” do niesymetrycznej spłaty rat. Im bardziej rozłożone w czasie i im bardziej równe są raty, tym bardziej uśrednia się kurs, po którym spłacamy kredyt.
Kiedyś (a konkretnie 12 lat temu) frank kosztował ok. 2 zł, obecnie kurs to 4,2 zł. Czy może wzrosnąć do np. 7 zł? Nie jest to niemożliwe, aczkolwiek gospodarka Szwajcarii bardzo ciężko znosi drożejącego franka i tamtejszy bank centralny co i rusz interweniuje, ograniczając „hossę” domowej waluty (po prostu drukuje franki).
Pozbycie się ryzyka kursowego to argument, który do wielu może przemawiać. Ale nadpłacać kredyt z realnym oprocentowaniem 0,1%, gdy inflacja wynosi 3-4%? To się wydaje być bez sensu. Kapitał kredytu jest przecież „zjadany” przez inflację. Ta sama wartość raty z roku na rok jest realnie mniej warta (wyjąwszy różnice kursowe).
Jak powinno zatem wyglądać rozwiązanie idealne? Być może optymalnym wyjściem byłoby lokowanie nadwyżek finansowych, które chcieliśmy przeznaczyć na nadpłacanie rat, w instrumenty wyrażone w walucie naszego kredytu. Gdyby kurs franka skokowo wzrósł, to mamy przecież aktywa finansowe w tej walucie, czyli jesteśmy częściowo „zabezpieczeni”, stojąc po dwóch stronach rynku. Najprostszym i najmniej ryzykownym instrumentem są oczywiście depozyty denominowane we frankach.
Aby to rozwiązanie miało sens, inwestycja w obcej walucie musiałaby przynieść większy zysk, niż wynosi koszt kredytu (a ściślej – tej części kredytu, którą zabezpieczamy oszczędnościami w walucie obcej). Oprocentowanie kredytów frankowych jest niskie, ale dostępne w krajowych bankach depozyty frankowe mają oprocentowanie do 0,1% [1] w skali roku. Po zapłaceniu podatku zostanie ok. 0,08%. Sporo zachodu i jeszcze na tym stracimy. Plus jedynie taki, że to depozyt bankowy (pozbawiony ryzyka) oraz fakt, że mamy poduszkę finansową.
Aby zarobić więcej, niż wynoszą odsetki od kredytu, trzeba zainwestować w bardziej wahliwy instrument. Przykładowo [2] może to być fundusz inwestycyjny z rodziny Franklina Templetona o nazwie Global Convertible Securities Fund denominowany we frankach. To oczywiście tylko przykład, wybraliśmy ten fundusz tylko dlatego, że ma najwyższą ocenę „jakości” renomowanego serwisu MorningStar.
Fundusz inwestuje przede wszystkim w obligacje zamienne (w tym obligacje o ratingu niższym niż inwestycyjny – czyli dość ryzykowne), emitowane przez przedsiębiorstwa z całego świata. Jego roczne stopy zwrotu od 2013 r. wahały się od plus 15% do minus 2-4%, ale generalnie do tej pory fundusz częściej zarabiał, niż „przegrywał” [3].
A zatem, szanowny posiadaczu kredytu walutowego, jeżeli możesz sobie pozwolić na nadpłacanie rat kredytu, to masz do wyboru trzy opcje: robić to bez względu na konsekwencje, żeby mieć szybciej święty spokój, nie robić tego, by nie wystrzeliwać się z oszczędności lub korzystać na coraz mniejszej realnej wartości raty lub ulokować, zainwestować pieniądze w obcej walucie, by uzyskać jakikolwiek zysk albo nawet wyższy, niż koszt związany z obsługą kredytu.
——————
POSŁUCHAJ PODCASTU „FINANSOWE SENSACJE TYGODNIA”
W najnowszym odcinku podcastu „Finansowe sensacje tygodnia” zastanawiamy się co skłoniło Idea Bank, by zaoferować taaaaką lokatę, mówimy o kontrowersyjnym pomyśle pocztowców, załamujemy ręce nad niską moralnością Polaków (gdyby tu chodziło o seks to pół biedy, ale chodzi o pieniądze), zastanawiamy się co zrobić z hulajnogowymi łamaczami szyfrów oraz na tym czy jakiś bank kiedyś wreszcie zaproponuje porządny kredyt o stałym oprocentowaniu na całe „życie”. Cieszymy się też z tego, że coś wreszcie zaczyna się dziać na giełdzie polskich akcji.
Rozpiska odcinka:
00:49 – 2,9% na lokacie do miliona złotych! Czy Idea Bank w ten sposób broni się przed odpływem depozytów?
07:42 – Listonosz przyniesie list i… wciśnie kredycik, czyli o nowym pomyśle Banku Pocztowego.
14:53 – Polak przykładem finansowej uczciwości? Te badania pokazują coś wręcz przeciwnego
20:04 – Włamali się do olsztyńskiego systemu hulajnogowego? Trzeba ich ukarać? A może nagrodzić?
23:51 – Kredyty ze stałym oprocentowaniem już wkrótce w ofercie wszystkich banków. Czy warto z nich skorzystać?
30:33 – Był czas posuchy, ale oferty publiczne znanych firm wracają na warszawską giełdę. Szykować gotówkę?
Do odsłuchania pod tym linkiem albo po kliknięciu w poniższy baner.
źródło zdjęcia do artykułu: PixaBay
Przypisy:
[1] Ekolokata z Frankiem na 2,3 lata BOŚ Bank
[2] Dostępnych funduszy jest więcej, omawiany ma najwyższy rating MorningStar
[3] Dane publikowane na stronie franklintempleton.pl

