Koronawirus z Wuhan. Kontrole na lotniskach, ostrzeżenia przed podróżowaniem. Czy jest się czego bać? Ile może nas kosztować ten wirus?

Koronawirus jest już nie tylko w Chinach, Japonii, czy Korei, ale też w USA i Wielkiej Brytanii. I zaczyna budzić postrach wśród osób podróżujących do Azji oraz… na rynkach finansowych. Złoto jest najdroższe od siedmiu lat, drożeje ropa naftowa. Ile kosztuje nas walka z epidemiami? A może bardziej powinniśmy bać się naszej poczciwej grypy?

Kilkaset osób dziennie ląduje na lotnisku Chopina w ramach rejsów z obszarów, na których występuje wirus z Wuhan. LOT-owskie dreamlinery przywożą pasażerów z Chin, Japonii, Korei Południowej, czy Tajlandii. Wszędzie tam stwierdzono występowanie chorych, których zaatakował koronowirus z Wuhan (jego nazwa wzięła się od tego, że – w dużym uogólnieniu – pod mikroskopem przypomina koronę). 

Alert bezpieczeństwa panuje w Chinach. W Wuhan zarażonych są setki osób osób, kilkadziesiąt już zmarło. To właśnie w tym 11-milionowym mieście stwierdzono „pacjenta zero”, który zaraził się od zwierzęcia). Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) rozważa wprowadzenie stanu globalnego zagrożenia zdrowia publicznego. Wirus infekuje nie tylko organizm człowieka, ale wpływa też na gospodarkę. Jakie mogą być skutki ewentualnej epidemii?

Czytaj też: Jedna trzecia z nas zachoruje na raka. Byle nie za wcześnie. Badania genetyczne: pomoc, by oszukać przeznaczenie czy wielkie naciąganie?

Czytaj też: Gabinet lekarski w galerii handlowej. Wchodzisz z marszu, przy zakupach. Kwadrans z lekarzem za 79 zł. Recepta na zdrowie?

Wuhan jak SARS. Jak epidemia uderza w gospodarkę?

Nowa choroba przywołuje wspomnienia z epidemii SARS z lat 2002-2003. Tamtym wirusem, który również urodził się w Chinach, zaraziło się na całym świecie 8.000 osób z czego 774 zmarło. Oznacza to bardzo wysoką śmiertelność. SARS atakował płuca, podobnie jak wirus z Wuhan. Nowy wirus podobno nie jest aż tak śmiercionośny, ale na dokładne statystki trzeba jeszcze poczekać.

Oceniając potencjalne gospodarcze konsekwencje koronowirusa w scenariuszu, gdyby rozpowszechnił sie na cały świat, trzeba „odbić się” właśnie od danych dotyczących skutków SARS. W sumie tamta choroba kosztowała światową gospodarkę 40 mld dol. – głównie azjatycką, ale skutki odczuły jest USA. Wpływu na Polskę nikt nie oszacował, ale wtedy – trzeba pamiętać – nie byliśmy nawet członkiem Unii Europejskiej. Dziś nasze związki z globalnymi rynkami są większe, więc i potencjalne konsekwencje mogą być dotkliwsze.

Zagrożona jest przede wszystkim turystyka. Daleki Wschód, a szczególnie południowo-wschodnia Azja, to jeden z najpopularniejszych kierunków wycieczek. Chiny, Tajlandia, ale też Seul – to kierunki popularne także wśród polskich turystów, o czym świadczy fakt, że LOT otworzył w ostatnich latach aż pięć nowych połączeń azjatyckich – z Tokio, Seulem, Singapurem i Pekinem. Według danych e-Sky w ciągu ostatnich pięciu lat liczba osób podróżujących do Azji i na Bliski Wschód prawie się podwoiła.

Można się spodziewać, że w efekcie strachu przed nowym wirusem z podróżami wstrzyma się wielu turystów, którzy nie muszą lecieć do Azji, albo mogą przełożyć wyjazd. Lotniska, gdzie przewijają się dziesiątki tysięcy podróżnych z najbardziej egzotycznych krajów świata to nie są najbardziej higieniczne miejsca na świecie i łatwo się tam zarazić.

Zagrożone są przychodzy linii lotniczych oraz sieci hotelowych. Pocieszające się jest to, że po epidemii SARS chluba Kong Kongu, linie lotnicze Cathay Pacific, dość szybko „odbudowały” swoją wartość. Na razie w efekcie doniesień o wirusie z Wuhan notowania Cathay Pacific, United Airlines, spółek z grupy Marriott, czy Las Vegas Sands i Wynn Resorts spadły o kilka procent.

Z drugiej strony warunki są inne – dziś rentowność linii lotniczych jest niższa, niż kilkanaście lat temu (wciąż spadają ceny biiletów), a linie lotnicze już teraz mają problemy z powodu uziemienia trudnej do zastąpienia w tak krótkim czasie całej floty Boeingów 737 MAX.

Nie wiem jaką część przychodów naszego LOT-u stanowi sprzedaż biletów na loty azjatyckie, ale gdyby wirus rozpowszechnił sie na całym świecie, to nie byłoby wesoło w naszych liniach lotniczych. Przewiozły one w zeszłym roku 10 mln pasażerów (o 1,1 mln osób więcej, niż w 2018 r.), ale z powodu uziemienia Boeingów 737 MAX straciły 2 mln kolejnych potencjalnych klientów. Straty z tego tytułu LOT oszacował na 500 mln zł.

Biorąc pod uwagę, że w 2018 r. linia lotnicza miała 209 mln zł zysku operacyjnego i 45 mln zł zysku netto, zaś w nie podsumowanym jeszcze 2019 r. wyniki raczej nie mają prawa być lepsze (więcej pasażerów, ale uziemionych pięć dużych samolotów), nie ma dużego marginesu na ewentualne skutki „kryzysu turystycznego”.  

Analitycy oceniają, że oprócz turystyki epidemia może najbardziej dotknąć branżę handlu i sprzedaży detalicznej (sieci sklepów). Żadna z rodzimych polskich sieci nie jest jednak globalnym brandem, więc trudno spodziewać się bezpośredniego wpływu ewentualnego spadku sprzedaży na naszą gospodarkę.

Czytaj też: Już 2,6 mln Polaków płaci z własnej kieszeni za dostęp do lekarzy! Co dalej? Prywatne leczenie też zaczyna pękać w szwach

Czytaj też: Polisa na życie bez ankiety medycznej, ale z kłamstwem w tle. Przegrana sprawa, czy nie? Rzecznik Finansowy ma wątpliwości

Epidemia wirusa z Wuhan może obniżyć ceny akcji i nasze oszczędności emerytalne. Czy podwyższy ceny złota?

Analitycy giełdowi  już zaczęli w swoich komentarzach do sytuacji rynkowej monitorować rozwój epidemii. Na razie kolejne przypadki nie mają wpływu na notowania spółek, a tym samym giełdowe indeksy, ale jeśli liczba zachorowań będzie rosła, to nastroje na rynku się popsują. Między listopadem 2002 r., a marcem 2003 r. – gdy szalał SARS – indeks amerykańskich spółek S&P 500 stracił na wartości 16%. 

 

Czytaj też: To był dobry rok dla tych, którzy lubią odrobinę ryzyka. Pięć lokacyjnych „złotych strzałów” A.D 2019. I pytanie: w co celować w 2020 r.?

Czytaj też: Hipoteka plus nowotwór, czyli nietypowy klient. Czy chory na raka może się ubezpieczyć na życie i bezpiecznie zadłużyć?

Niektórzy inwestorzy, widząc co się święci, zaczęli kupować złoto. Cena złotego kruszcu, która i tak rośnie już od roku, w połowie stycznia osiągnęła cenę 1580 dolarów za uncję. To najwięcej od siedmiu lat! Co ma złoto do choroby? To czysta psychologia. Inwestorzy uważają, że jeśli świat opanuje globalna pandemia, świat może stanąć na krawędzi kryzysu. A to zawsze skłania do inwestowania w „kryzysowe” aktywa takie jak złoto. 

Czytaj też: Coś ci mówi, że czas „uciekać w złoto”, ale… to nie takie proste? Które złote monety warto kupić z myślą o długoterminowych profitach?

Czytaj też: Rząd szykuje podatek od cukru. Ile zapłacisz wkrótce za słodki napój? I czy tu chodzi o nasze zdrowie, czy o pieniądze? Sprawdzam!

Wirus z Wuhan, a sprawa Polska: powinniśmy bardziej bać się koronawirusa, czy grypy

Jeśli wirus pojawiłby się w Polsce, niemal na pewno „bramką” wejściową będzie dla niego lotnisko Chopina, największy międzynarodowy port lotniczy w kraju. Oczywiście, ktoś może przylecieć przez Katowice, czy Kraków z międzylądowaniem we Frankfurcie, ale to jednak Okęcie jest polskim oknem na świat. Lotnisko Chopina na razie robi jednak niewiele. Co dokładnie? – Nasi medycy działają w porozumieniu z krajowymi służbami sanitarnymi, państwowymi, liniami lotniczymi, a pasażerowie podróżujący z Chin wypełniają specjalne formularze lokalizacyjne.
Osoby, które wykazują objawy grypopodobne są badani przez naszych medyków – tłumaczy nam rzecznik lotniska.

Czy to wystarczy? Na innych lotniskach przynajmniej monitoruje się, czy przybysze z Chin nie mają gorączki. Ale z drugiej strony Warszawa nie ma bezpośredniego połączenia z Wuhan. Oby ostrzejsze środki nie były potrzebne.

Czytaj też: LOT chciałby przejąć niemieckie linie Condor. Czy dzięki temu wszedłby do lotniczej elity? I co by to oznaczało dla polskich pasażerów?

Czytaj też: Szczęśliwego Nowego Jorku! Do USA wreszcie bez wiz. Ale zostają inne bariery. Jak upolować tani bilet na samolot do Stanów i inne dylematy

Boimy się tego co nieznane, więc nic dziwnego, że nowy wirus wywołuje lęki. Trudno ocenić, ile w tym jest realnego zagrożenia, a ile paniki. Tymczasem bardziej powinniśmy obawiać się tego, co grozi nam tu i teraz, czyli wirusa grypy.

Z danych Państwowego Zakładu Higieny wynika, że wirusem grypy co sezon zakaża się w Polsce 35-40% dzieci w wieku do czternastego roku życia, a szczepi się przeciwko niemu mniej niż 1%. W całej populacji szczepiło się w ostatnich kilku latach jedynie 4% Polaków. Ile z nas choruje? To trudno ocenić, bo nie wszyscy zgłaszają się do lekarza. Wiadomo, że coraz więcej.

Jeszcze w ok. 5-7 lat temu rocznie (czyli w trakcie sezonu grypowego od jesieni do wiosny) grypę lub jej podejrzenie stwierdzano u 2 mln pacjentów. A dziesięć lat temu – u mniej niż miliona. Teraz t0 nawet 5 mln! Albo zaczęliśmy częściej chodzić do lekarzy, którzy lepiej diagnozują chorobę, albo grypa staje się bardziej aktywna. Rocznie z powodu grypy i powikłań umiera ok. 50 osób.

 

 

Dlaczego się nie szczepimy, skoro szczepionka chroni przed zachorowaniem nawet w 80-90%? Trudno powiedzieć, zapewne głównie dlatego, żę nam się nie chce. Wymaga to wizyty u lekarza i przejścia kwalifikacji (oceny, czy jesteśmy zdrowi) no i wbicia igły, a niektórzy boją się zastrzyków. Podać szczepionkę może tylko lekarz lub pielęgniarka i trzeba mieć  receptę.

Barierą raczej nie jest cena, bo szczepionka kosztuje ok. 40 zł. W tym roku po raz pierwszy pojawiły się droższe, „szczepionki” bez igły za ok. 90 zł. Preparat podaje się w sprayu do nosa. Niektóre miasta refundują szczepionki seniorom i osobom w grupie ryzyka (dzieciom, lekarzom), ale to zależy od decyzji wydziału zdrowia i spraw społecznych danego urzędu miasta.

Ile naszą gospodarkę kosztuje grypa? Jak policzyła cztery lata temu firma doradcza EY bezpośrednie koszty grypy dla polskiej gospodarki to minimum 43,5 mln zł rocznie. W tej kwocie kryją się koszty leków, hospitalizacji, diagnostyki (np. RTG płuc). Gdy przypadków jest dużo, kwota ta rośnie do 730 mln zł. Dziś ze względu na wzrost cen te kwoty byłby zapewne o kilka-kilkanaście procent większe.

Ale to nie wszystko. EY policzył koszty pośrednie, czyli koszty absencji w pracy, leczenia powikłań, obniżonej wydajności pracowników czy tego, że nie możemy sami odebrać dziecka z przedszkola. Wtedy koszty rosną dodatkowo o kwotę od 836 mln zł do 4,3 mld zł – w zależności od tego, jak wiele przypadków grypy mamy w danym roku. Średnio ten koszt wynosi 1,5 mld zł. Może więc zamiast bać się o wirusa z Chin, warto nie dać się zarazić grypie, która dziś zbiera bardziej obfite żniwo.

źródło zdjęcia:PixaBay/YouTube

17
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
8 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
Maciej SamcikKusioMarcinbartexportanonymous Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
lech
Gość
lech

A ile osób umiera w Polsce z powodu chorób krążenia i nowotworów ? Czy ten chiński wirus robi takie spustoszenie jak swojego czasu ptasia grypa ?

Może zajmijmy się jednak chorobami krążenia i nowotworów ?

Maciej Samcik
Admin

Jak to mówią: słuszna racja

Paradoks
Gość
Paradoks

Ekhem, trochę swobodny ten felieton, zaczynając od tego, że duże wzrosty na złocie miały miejsce zanim w głównych mediach pojawił się jakikolwiek temat wirusów, przez zabawny fragment „jego komórki przypominają koronę” (no nie, wirus nie składa się z komórek, jest dużo mniejszą cząsteczką) aż do peanów na cześć szczepionek „na grypę” (którą?), w przypadku których nie ma w gruncie rzeczy konkretnych, dokładnych i pewnych danych klinicznych (w odróżnieniu np. od krztuśca, czy tężca), dotyczących ich skuteczności, skuteczność ich się zaledwie „szacuje” statystycznie i są to liczby tak oszałamiające, jak np. skuteczność ok. 50% (jak w: pomoże, albo nie pomoże :D).… Czytaj więcej »

anonymous
Gość
anonymous

Dokładnie. Poza tym autor felietonu „zapomniał” napisać że zaszczepienie jest świadomym wprowadzeniem wirusa do organizmu. Po szczepieniu ludzie chorują co powoduje wielomilionowe straty dla gospodarki.

Paradoks
Gość
Paradoks

A ten babol ciągle wisi… „jego nazwa wzięła się od tego, że – w dużym uogólnieniu – pod mikroskopem jego komórki przypominają koronę”

Wirusy to cząsteczki organiczne nie posiadające budowy komórkowej, składające się z białek i kwasów nukleinowych. Kapsyd, kwas nukleinowy i (czasem) osłonka peptydowa. Komórki to one zarażają.

Wstyd, drodzy Panowie.
[komentarz do usunięcia w przypadku poprawienia błędu ;)]

Maciej Samcik
Admin

Poprawione (nie usuwamy komentarzy, nawet jeśli obnażają naszą niekompetencję ;-)).
Chyba, że są niezgodne z prawem lub obraźliwe

Michal
Gość
Michal

Największą barierą przeciwko szczepieniu na grypę jest ta głupia kwalifikacja.

Odstać w kolejce do lekarza (wśród chorych ludzi), żeby – UWAGA – całe badanie polegało na tym, że zapyta „dobrze się Pan czuje?”. Kuźwa skoro i tak nie ma badań, to niech wywalą całą tą kwalifikację w pierona. Będzie sprawniej.

Pielęgniarka potem też bez szału. Proszę przeczytać ulotkę, proszę się oszczędzać, mogą być bóle głowy, brzucha, wymioty. Ja pier… Odstrasza jak nie wiem.

Ja i tak się szczepię co roku.

Statystyk
Gość
Statystyk

„Jeszcze w ok. 5-7 lat temu rocznie (czyli w trakcie sezonu grypowego od jesieni do wiosny) grypę lub jej podejrzenie stwierdzano u 2 mln pacjentów. A dziesięć lat temu – u mniej niż miliona. Teraz to nawet 5 mln!” – najmniej zachorowań było w szczycie kryzysu finansowego. Na pewno nie dlatego, że pracownicy bali się iść na zwolnienie 😉
Wniosek? Najlepszym lekarstwem na grypę jest wywołanie kryzysu gospodarczego!

Paradoks
Gość
Paradoks

Najlepszą prewencją jest (oczywiście) unikanie większych skupisk ludzi, dlatego bardzo dobrym pomysłem jest na przykład umożliwianie i promowanie pracy zdalnej wszędzie tam, gdzie to możliwe, co przy okazji wpłynie na złagodzenie innych problemów (jak korki czy smog) i dodatkowo zostawi pracownikom więcej czasu wolnego, który marnują na dojazdy. A z przedstawionych statystyk i korelacji można wyciągać dowolnie nieuzsadnione wnioski, włącznie z takim, że liczba przypadków grypy rośnie w populacji wraz z liczbą szczepień na grypę. 😀 Oczywiście jeszcze gdzie się nie obejrzeć, tam inne statystyki, bo komu innemu do czego innego potrzebne, na przykład tutaj: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21913459 podają, że liczba udokumentowanych… Czytaj więcej »

Marek
Gość
Marek

Proszę nie przeceniać szczepień na grypę, według ostatnich badań nie mają one wiele do zaoferowania osobom po 50siątym roku życia i u nich efekt szczepionki jest praktycznie żaden. https://portal.abczdrowie.pl/badanie-majace-wykazac-skutecznosc-szczepionki-na-grype-potwierdzilo-ze-u-osob-w-wieku-powyzej-50-roku-zycia-prawie-nie-dzialaja

czarnejestbiale
Gość
czarnejestbiale

Co raz więcej można przeczytać artykułów mówiących o tym, że szczepionka jest mało skuteczna ponieważ wirusy mutują i co z tego, że zaszczepisz się dziś skoro za kilka miesięcy powstanie nowy wirus, na którego się nie zaszczepiliśmy. Za rok szczepiąc się sytuacja się powtórzy. Problem zatem to nawet nie kwestia wieku szczepionego, a przeobrażania się wirusa

Mieczysław
Gość
Mieczysław

Naprawdę trudno zrozumieć dlaczego tam mało ludzi szczepi się przeciwko grypie. Ja na swoim przykładzie potwierdzam, że działa w 100 procentach. Od 12 – tu lat szczepię się co roku i nigdy w tym okresie nie zachorowałem. Przedtem na grypę chorowałem prawie co roku.

Tomek
Gość
Tomek

Ja się szczepiłem przez 6 lat co roku (gratis szczepienia od pracodawcy) i co roku chorowałem. Brak, który w tym okresie się nie szczepił tylko raz miał delikatną gorączkę.

Kusio
Gość
Kusio

Niestety to kwestia szczęścia. Jeśli szczepionka trafi w szczep wirusa to nas uodporni. Jeśli nie trafi to też uodporni, ale nie na ten szczep co trzeba. W najlepszym przypadku nie zachorujemy. W najgorszej sytuacji skończy się na tym, że będziemy chorować dużo ciężej niż bez szczepionki, bo organizm źle przygotował się do obrony. Czyli jak Francuzi przed wojną: fortyfikowali się przed atakiem ze wschodu, ale zaatakowano ich z południa no i pozamiatane.

anonymous
Gość
anonymous

Gdy ten chiński wirus dotrze na Wiejską lub Nowogrodzką to w ramach prewencji służby sanitarne powinny wybić całe stado.

bartexport
Gość
bartexport

„Można się spodziewać, że w efekcie strachu przed nowym wirusem z podróżami wstrzyma się wielu turystów, którzy nie muszą lecieć do Azji, albo mogą przełożyć wyjazd. ” — z tego wynika że może linie lotniczą odnotują mniejsze przychody (bo co to znaczy : strata? ) ale dzięki temu może zyska środowisko bo kilkaset tysięcy czy milionów ton paliwa mniej zostanie spalone? … światem rządzi pieniądz i to jest przerażające. jeśli ze względów na rosnącą świadomość ekologiczną ludzie masowo zaczęliby rezygnować z podróży lotniczych, używania samochodów i innych rzeczy, które powodują zwiększone zużycie energii to nagle okazałoby się, że jest totalna… Czytaj więcej »

Marcin
Gość
Marcin

Ropa drożeje ? gdzie ?

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij