Korekta, czy pęknięta bańka? Złoto spadło o 20%, a miało być po 2000 dolców za uncję

Ci, którzy w pierwszej połowie zeszłego roku dali się namówić na ulokowanie zaskórniaków w złocie, mogą być zaniepokojeni. Spadek ceny liczonej w dolarach o prawie jedną piątą w trakcie zaledwie czterech ostatnich miesięcy – a to największa przecena od 2008 r. – nie jest najlepszą wiadomością. Zwłaszcza, że złoto to kruszec, który wśród rodzimych analityków jest zachwalany jako najpewniejsza inwestycja na kryzys. Tyle, że kryzys się rozwija w najlepsze, a cena złota zaczęła się zwijać :-). Jeszcze na początku września 2011 r. uncja kosztowała 1900 dolarów, zaś analitycy zastanawiali się kiedy pęknie granica 2000 dolarów. Teraz cena uncji spadła do 1600-1650 dolarów, a pod koniec grudnia 2011 r. była nawet po… 1500 dolarów. Wszystko dlatego, że coraz mocniejsza realnie jest amerykańska waluta. Cztery miesiące temu za jedno euro można było dostać aż 1,45 dolara, dziś unijną walutę można wymienić już tylko po 1,26-1,29 dolara (różnica: 14%). Na szczęście relacje walutowe są takie, że licząc w naszym, rodzimym złotym inwestycja w kruszec wciąż daje radę. Uncja – tak jak we wrześniu 2011 r. – wciąż kosztuje ok. 5700 zł. Po prostu złoty – z różnych przyczyn – jest dość słaby i po przeliczeniu dolarowych inwestycji w złoto na zysk w naszej walucie okazuje się, że nic nie straciliśmy.

Cena złota w PLN w 2011

Tym niemniej jest dobry pretekst, by zadać sobie pytanie: czy złoto traci swój blask? Na pewno nie w reklamach instytucji finansowych, które zarabiają na sprzedawaniu Polakom kruszcu jako pewnej inwestycji. Kilka dni temu trafiłem w internecie na reklamy Mennicy Wrocławskiej (mimo nobliwie brzmiącej nazwy to zwykła, prywatna firma, zajmująca się obrotem złotymi i srebrnymi monetami oraz sztabkami). Oczywiście w reklamie obowiązkowy element to spore procenty i bezpieczny zysk. To oczywiście tylko jeden z wielu graczy na „złotym” rynku. Wszyscy miłośnicy inwestowania w złoto znają zapewne fundusze tego typu ze stajni TFI Investors – jego analitycy uważają, a jakże, że złoto może tylko drożeć – a także trójmiejski Amber Gold, pośrednika oferującego wyroby lokatopodobne oparte na złocie. Przed ryzykiem współpracy z Amber Gold w zeszłym roku ostrzegła Polaków sama Komisja Nadzoru Finansowego, ale firma nadal stawia nowe placówki, co oznacza, że blask złota i obiecywanych procentów wciąż bije Polaków po oczach, a niektórych wręcz oślepia. 

Złoto Mennica Wrocławska

Można potraktować ostatnią przecenę złota w dolarach jako korektę wynikającą jedynie z umocnienia dolara i okazję do zakupów, albo… jako przejaw powolnego pękania spekulacyjnej bańki, która spowodowała, że w ciągu dziesięciu ostatnich lat kurs złota wzrósł pięciokrotnie. Zwolennicy teorii, że to tylko korekta, jak zwykle mają tysiąc argumentów. A przede wszystkim ten – cytowany zresztą w blogu „Subiektywnie o finansach” – że historycznie kruszec ten znacznie lepiej trzymał realną wartość, niż jakiekolwiek inne aktywa. Złoto ma chronić świat przed zgubnym wpływem inflacji na wartość pieniędzy, drukowanych masowo przez banki centralne. Obrońcy wysokich cen złota twierdzą, że choć nominalnie cena złota jest wysoka, to w przeliczeniu na zielone papierki, które stale tracą na wartości, kruszec powinien być wyceniany jeszcze wyżej. W 1980 r., w szczycie poprzedniej hossy, notowania złota skoczyły do 850 dolarów za uncję. Ale od tamtego czasu inflacja zabrała tyle z wartości dolara, że gdyby złoto miało być warte realnie tyle samo, to uncja powinna kosztować co najmniej 1800 dolarów, a może i ponad 2000 dolarów.

Złoto Mennica WrocławskaRzeczywiście dolar jest wart dziś – biorąc pod uwagę jego siłę nabywczą – jakieś 10% tego, że co był wart pół wieku temu. Niedawno jacyś analitycy wyliczyli, że za rzecz wartą w 1950 r dolara, teraz należy zapłacić 9 dolarów. Więc dlaczego złoto nie miałoby kosztować np. 2100 dolarów za uncję, bo na tyle wyceniają go specjaliści od historycznych porównań wartości nabywczej? Entuzjaści złotego kruszcu wysuwają i inne argumenty za wzrostem ceny złota. Otóż ma być ono antidotum na spadek zaufania inwestorów do głównych walut. Do tego „złotoustni” analitycy przepowiadają, że banki centralne nie będą pozbywały się swoich rezerw złota (bo to bardzo stabilne aktywa). Że będzie rósł popyt inwestycyjny ze strony funduszy (bo na świecie krąży coraz więcej pieniędzy). Że spodziewają się wzrostu popytu na złoto od jubilerów z Indii, gdzie jest to bardzo modny kruszec. I w Chinach, w których popyt na złoty kruszec w ciągu ostatniego roku wzrósł trzykrotnie. W ostatnim komentarzu Investors TFI pojawiło się odniesienie do analiz technicznych Citibanku, według którego złoto może osiągnąć w drugiej połowie bieżącego roku cenę 2400 dolarów za uncję. A w ciągu następnych dwóch lat wzrosnąć do 3400 dolarów. Ciekawe ile kilogramów złota ma w swoich skarbcach Citi?

Dużo ciszej jest o ryzyku wiążącym się z inwestycją w złoto. Na jego nagłaśnianiu nie zależy większości analityków, którzy się na temat złota wypowiadają. Powód? Zwykle wypowiadają się, bo maczają ręce w jakichś produktach opartych na cenach złota. Albo oferują „złote” fundusze, albo produkty strukturyzowane, albo monety czy sztabki. Tych, którzy w pompowanie popytu na złoto nie biorą udziału, a jednocześnie dobrze znają się na temacie, jest niewielu i mało kto o nich wie. Ale ja – korzystając z „rynkowego” pretekstu – skonfrontuję ich argumenty z urzędowym entuzjazmem tych, którzy żyją z wciskania Polakom złotych sztabek, monet, jednostek funduszy inwestycyjnych, produktów strukturyzowanych itp. A stawka jest większa niż życie 🙂

Po pierwsze przyjrzyjmy się rosnącemu popytowi. Owszem, rośnie on, ale tylko na złoto w postaci papierowych certyfikatów, kontraktów terminowych, opcji – a nie na kruszec w realnej postaci. W latach 2000-2009 łączny popyt na złoto wzrósł  trzykrotnie – licząc w ujęciu wartościowym. Tak wyliczyła Światowa Rada Złota (World Gold Council). W 2000 r. jubilerzy, inwestorzy, przemysł i dentyści wydatkowali na zakup złota łącznie 34,2 mld dolarów, natomiast w 2009 r. popyt na złoto był już wart 108,8 mld dolarów. Ale wzrost wartości zakupów złota wynikał w głównej mierze ze wzrostu cen. Bo popyt na złoto w ujęciu wagowym jest stabilny. W najlepszym ostatnio 2008 r. zakupiono na świecie 3.811 ton złota. W latach 2009 i 2010 popyt był minimalnie niższy. Ludzie kupujący biżuterię i monety są wrażliwi na wzrost ceny i nie kupują złotych kosztowności po każdej cenie. Czy pięciokrotny wzrost ceny czegoś, na co popyt jest stabilny – a wręcz spadający wraz ze wzrostem ceny – można nazwać inaczej, niż tylko bańką spekulacyjną?

Czytaj też komentarz X-Trade Brokers: Złota bańka pęknie lada moment?

Po drugie zastanówmy się czy wszyscy na pewno będą tak kupować złoto bojąc się inflacji. Owszem, drukowanie pieniędzy w idealnym świecie powinno przynieść inflację. I pewnie przyniesie, ale jeszcze nie teraz. Moce produkcyjne w gospodarce światowej nie są dziś wykorzystywane w pełni, banki hamują dostęp do kredytu, wiele krajów wpada w recesję. Nie ma z czego urodzić się żadna inflacja, przynajmniej na razie.  Maciej Bitner z Wealth Solutions przypominał ostatnio taką oto wypowiedź szefa amerykańskiego banku centralnego: „Sygnał, który wysyła złoto jest całkowicie różny od tego, który wysyłają inne aktywa. Na przykład spread między obligacjami nominalnymi, a indeksowanymi inflacją jest bardzo niski – sugeruje inflację na poziomie 2% rocznie w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Inne ceny towarów spadły ostatnio, włączając w to ropę i ceny żywności. (…) Nie bardzo rozumiem ruchy ceny złota”.

Notowania złota 2011

Bitner uważa, że złoto nie będzie wcale tak atrakcyjnym aktywem dla banków centralnych. „Kruszec jest nieatrakcyjny, bo nie generuje przepływów pieniężnych, które zasilałyby budżet państwa”. Chodzi o to, że nie można tego złota nikomu pożyczyć na procent. „Gdyby  na przykład Japonia zamieniła swoje rezerwy dolarowe na złoto, to szybko musiałaby ogłosić bankructwo – przychody z lokowania rezerw walutowych są bowiem konieczne dla obsługi własnego zadłużenia przekraczającego 200% PKB. Kryzys długu na rynkach europejskich, choć przyniósł dalszą zwyżkę notowań złota,  może też przynieść zagrożenie dla jego ceny” – dodaje analityk. Postawione pod ścianą kraje mogą rzucić na rynek setki ton złota, które posiadają w skarbcach. To druga strona medalu, o której naganiacze, wciskający wszystkim złoto jako „bezpieczną inwestycję” nie chcą pamiętać.

Roman Przasnyski z Open Finance ostatnio postawił pytanie czy obecny spadek cen złota – licząc w dolarach – mimo wszystko nie jest okazją do zakupów. Pewnie: lepiej kupować przy korekcyjnych spadkach, niż na wzrostach. „Patrząc na wykres notowań złota trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z uderzającym podobieństwem do tego, co działo się na rynku w 2008 roku, czyli w pierwszej odsłonie globalnego kryzysu finansowego. W marcu 2008 roku, po ustanowieniu rekordu na poziomie 1032 dolarów za uncję, notowania w ciągu kilku dni spadły o ponad 12%. Pierwsza fala zniżki zatrzymała się 18% poniżej szczytu, około półtora miesiąca po jego ustanowieniu. Po pierwszym szoku odreagowanie było równie imponujące i sięgnęło 17%. Kolejna faza przeceny była jeszcze bardziej dynamiczna niż pierwsza. W jej wyniku złoto potaniało o 25%. Ten cykl powtórzył się raz jeszcze. Notowania poszły w górę o 26%. i znów w dół o 27%. Cała spadkowa sekwencja miała więc strukturę trzech fal zniżek, przerywanych dwiema wzrostowymi korektami.

Obecnie jesteśmy w trakcie drugiej fazy spadku. Jeśli założyć analogię do sytuacji sprzed trzech lat, wkrótce powinniśmy być świadkami ruchu w górę, po którym nastąpi ostatnia fala spadków. Mogłaby ona zakończyć się w okolicach marca na poziomie zbliżonym do 1345 dolarów za uncję. Dawałoby to 30%.spadku w całym ostatnim cyklu. Identyczny, jak poprzednio” – pisze Przasnyski. „Obecnie, gdy uncja złota na giełdach kosztuje 1600-1650 dolarów, ryzyko inwestycyjne jest znacznie mniejsze niż przy cenie znajdującej się w okolicach 1900 dolarów. Obserwowane od kilku miesięcy spadki stanowią sygnał ostrzegawczy, ale nie świadczą jeszcze o tym, że trwająca dwanaście lat tendencja wzrostowa dobiegła końca i będziemy mieć do czynienia z długotrwałą bessą. Podstawowe warunki, sprzyjające zwyżce cen złota wciąż są aktualne”.

Kryzys zadłużenia w Europie nie został rozwiązany i można się spodziewać sporych perturbacji z nim związanych. Spowolnienie w globalnej gospodarce już jest widoczne, a zagrożenie recesją jest całkiem realne. To dwie przesłanki, przemawiające za wzrostem notowań kruszcu. Przeciw tej tendencji także mamy dwa argumenty. Pierwszy to wysokie prawdopodobieństwo dalszego umacniania się dolara. Drugim, coraz poważniej branym przez inwestorów pod uwagę, jest groźba deflacji, szkodząca notowaniom złota” – konkluduje analityk. Oczywiście, ja też mam w prywatnym portfelu papiery wartościowe oparte na cenach złota. I liczę na zyski. Wiem, że to ryzykowna inwestycja, która nawet w miesiąc może stopnieć o 20-25%. Sądzę, że większość osób ostatnio namówionych na inwestycje w złoto, może przeżyć jeszcze nerwowe chwile. Na pocieszenie mam dla nich to: wykres ceny złota w dolarach w ostatnich 10 latach. Ładny, prawda? Póki co skala spadku jest typowa dla zwykłej korekty w trendzie wzrostowym, ale niektórzy analitycy techniczni twierdzą, że przed nami już tylko jedna, ostatnia fala wzrostowa cen złota. Naganiacze, którzy wciskają ludziom kit, że złoto może tylko rosnąć, powinni wciskać go co najmniej pół tonu ciszej.

Notowania złota 2001-2011

”SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o ofercie swojego banku lub zobaczyć co myślą na jej temat inni? Albo zapytać czy warto uciec do konkurencji? Zajrzyj na stronę „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji. Możesz też zgłosić własny temat, opowiedzieć co Cię spotkało w banku lub zapytać mnie o radę. Zapraszam!

UDANY ROK SUBIEKTYWNOŚCI. Chcę Wam podziękować za 2011 r. To wciąż jeden z najpopularniejszych blogów finansowych w Polsce. W 2011 r. kliknęliście jego notki 4.303.690 razy. Ta liczba nie uwzględnia osób czytających blog za pomocą czytników RSS. W zeszłym roku – m.in. za ten blog – miałem zaszczyt odebrać na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie nagrodę im. Eugeniusza Kwiatkowskiego, zaś miesięcznik „Press” ogłosił, że „Subiektywnie o finansach” to drugi najlepszy blog dziennikarski w Polsce. W zeszłym roku ukazało się ok. 380 notek, zaś liczba Waszych komentarzy przekroczyła już 10.000. Subiektywność jest też coraz popularniejsza w Facebooku, liczba fanów strony blogu wynosi ponad 9000 osób. Jeszcze raz dziękuję i mam nadzieję, ze w 2012 r. też Wam się na coś przydam. Oto kilka rad dotyczących domowego budżetu w kryzysowych czasach 

SUBIEKTYWNOŚĆ DLA NIEUBANKOWIONYCH. Wziąłem też udział w projekcie serwisu Wyborcza.biz i Narodowego Banku Polskiego, który ma na celu zachęcanie starszych ludzi do zaprzyjaźniania się z bankami. Wiem, banki czasem potrafią zaleźć za skórę prowizjami i kruczkami w umowach, ale jak widzę te kolejki ludzi płacących comiesięczne rachunki na poczcie albo w okienkach kasowych pośredników, to aż mnie serce boli. Kilka stówek rocznie wyrzucane w błoto. Do tego pieniądze trzymane w kopercie lub w bieliźniarce, nie zarabiające ani grosza i kompletnie nie chronione przed inflacją. No i jeszcze brak nawyku płacenia kartą, choćby za większe zakupy w aptece, czy markecie, co czasem daje przyjemne rabaty.

Jak zostać babcią z k(l)asą? Odcinek 1.

Jak zostać babcią z k(l)asą? Odcinek 2.

Jak zostać babcią z k(l)asą? Odcinek 3.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss