Klienci DNB nie odpuszczają. Piszą do UOKiK o „zbiorowym naruszeniu praw konsumentów”

Polityka łapania za gardło, stosowana przez bank DNB wobec części klientów hipotecznych, musi skończyć się w sądzie. Klienci mają zbyt wiele do stracenia, zaś bank uważa, że w egzekwowaniu umowy kredytowej nie ma nic złego, nawet jeśli kara dla klientów jest drakońska – zwiększenie rat o kilkaset złotych miesięcznie przez najbliższych kilkanaście lat. Nota bene także mnie się oberwało po nosie za blogowanie na ten temat. Ale – żeby nie było, że między bankiem i klientami jest tylko walka na noże – Norwegowie próbują się też z polskimi klientami zaprzyjaźnić i poznać jak zachowuje się gospodarstwo domowe, kiedy mu rośnie rata kredytu walutowego. Czy klientom uda się podważyć warunki promocji? Oto jest pytanie. Argumentację jednego z klientów, opartą na „kwestii dużej litery”, już opisywałem w blogu. A gdyby to nie wystarczyło? Klienci szukają wsparcia prawnego gdzie się da, także w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. To niegłupie, bo gdyby udało się wykazać, że postępowanie banku uderza w zbiorowe interesy konsumentów, to bank mógłby się już z tego nie wywinąć. Wiem, że jeden z klientów złożył już, za pośrednictwem wrocławskiej kancelarii Putz-Skrobich, zawiadomienie do UOKiK o łamaniu przez bank DNB zbiorowych praw konsumentów. Najciekawszy jest jednak nie sam fakt, że takie zawiadomienie zostało złożone, lecz jego uzasadnienie.

Otóż klient reprezentowany przez wrocławskich prawników uważa, że bank DNB dopuścił się nieuczciwych praktyk rynkowych, gdyż złamał art. 385 Kodeksu cywilnego (niejednoznaczne zapisy w umowie interpretowane na niekorzyść klienta), art. 457 Kodeksu cywilnego (odmawianie klientom wcześniejszej spłaty zobowiązania), zapisy Rekomendacji S oraz art. 69 Prawa bankowego (nieudzielenie klientowi pełnej informacji o oprocentowaniu kredytu, warunkach zmiany oprocentowania oraz umowy). Trzeba przy tym od razu zaznaczyć, że sprawa nie dotyczy klienta, który podłożył się bankowi w sposób bezdyskusyjny, lecz takiego, który warunki promocji kredytu hipotecznego spełniał, lecz nie robił tego dokładnie w wyznaczonych mu przez bank terminach. Zdarzyło się kilkakrotnie, że przelew w wysokości 5000 zł lub więcej (jeden z wymogów utrzymania promocyjnej marży) wpływał do banku 30-go dnia poprzedniego miesiąca, zamiast pierwszego dnia miesiąca, w którym powinien był wpłynąć. Skutek był taki, że w jednym miesiącu przelew wpływał dwukrotnie, a w kolejnym nie wpływał w ogóle. W banku stwierdzili, że klient nie nadaje się do „ułaskawienia” i odrzucili jego odwołanie. Klient poprzysiągł zemstę i tak wylądowaliśmy w miejscu, w którym sprawa zaczyna zahaczać o UOKiK.

Jeśli chodzi o art. 385 K.c to klient dowodzi, że przepis ten zawiera dyrektywę, by interpretować niejednoznaczne postanowienia umowy na korzyść konsumenta. I powołuje się na orzeczenie Sądu Najwyższego, z którego wynika, iż przedsiębiorcę zawierającego umowę z konsumentem obciążają niekorzystne konsekwencje wadliwej i niedbałej redakcji zawartej umowy. Rekomendację S oraz Prawo bankowe bank miał naruszyć nie zapewniając jednoznaczności i zrozumiałości dokumentów mających znaczenie dla podjęcia przez konsumenta decyzji o zaciągnięciu zobowiązania. Klient twierdzi, iż pod takie postępowanie da się podciągnąć stosowanie przez bank różnych terminów dotyczących tej samej rzeczy. Chodzi oczywiście o to, że raz w papierach mówi się o „terminie 30 dni”, w innym miejscu definiuje się miesiąc jako miesiąc kalendarzowy, co według klienta moze wprowadzać w błąd. Poza tym klient zwraca uwagę, że precyzując okoliczności pozwalające na podwyższenie marży bank odwołuje się odesłaniem do paragrafu zawierającego pięć ustępów, siedem punktów oraz osiem podpunktów. A całość owego odesłania jest zawarta w krótkim zdaniu, mówiącym o „warunku skorzystania z promocji wskazanego w paragrafie 2.”

To nie wszystko. Klient – to już ostatni argument dotyczący nieprecyzyjnego sformułowania zasad promocji – wskazuje, że w regulaminie promocji nie został wskazany termin, w którym bank może skorzystać z prawa do podwyższenia marży oraz od czego zależy to, czy skorzysta z tego prawa, czy nie („bank ma prawo”). I to jest rzeczywiście dość mocne. Pdobne sfomułowania bywały już kwestionowane przez Sąd Ochrony Konkurencji. Jeśli zaś chodzi o art. 457 K.c., klient przypomina, że jest w nim zastrzeżenie, iż dłużnik jest uprawniony do spełnienia swojego świadczenia wcześniej, niż wynosi termin jego wymagalności. A wierzyciel musi takie świadczenie przyjąć. Owszem, wierzyciel może obwarować taką sytuację dodatkowymi warunkami (np. klient musi zapłacić prowizję, albo zawiadomić na piśmie bank o tym, że zamierza spłacić ratę długu wcześniej, ale jeśli żadnych obostrzeń nie było, to wierzyciel nie może czynić fochów, gdy dłużnik ma chęć spłacić dług tzw. górką. Miałbym wątpliwość, czy spełnienie warunku wpływów na rachunek można interpretować jako spłatę jakiegokolwiek długu, bo ani nie jest to kredyt, ani pieniądze te nie stawały się własnością banku, więc akurat ten argument wydaje mi się dość naciągany. Generalnie jednak argumenty klienta wydają się interesujące i sąd oraz urzędnicy UOKiK mogą mieć z nimi niezły zgryz.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss