Kiedy najlepiej kupić euro na wakacje? I czy frankowicze pojadą na wakacje? Akcja Grexit

Czy warto zabezpieczyć się przed droższymi wakacjami i już dziś kupić trochę euro, zanim unijna waluta oszaleje w wyniku greckiej tragedii? Z dnia na dzień dostaję od Was coraz więcej takich pytań, dlatego w blogu wreszcie pojawia się temat „grecki” – to będzie taki mały niezbędnik początkującego panikarza ;-). Jakkolwiek nie chce mi się wierzyć w bankructwo Grecji – a więc że opuści strefę euro, odmówi spłacania wyrażonych w tej walucie długów i wyda swoim obywatelom drachmy – to jednak nie można wykluczyć, że do poniedziałkowego świtu greckiemu duetowi polityków Tsipras-Varoufakis nie uda się przekonać instytucji europejskich do planu restrukturyzacji. Wtedy Grecy nie dostaną 7 mld euro kolejnych pożyczek i budżet tego państwa może stracić płynność finansową, a na pewno stracą ją tamtejsze banki, podłączone do kroplówki z euro. Wtedy jedynym rozwiązaniem będzie właśnie wyemitowanie i rozdanie obywatelom nowej waluty, zaś z punktu widzenia Europy – koniec nadziei na to, że Grecja odda pożyczone pieniądze, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jeśli w ogóle jakieś będą ;-). Ale od początku.

DLACZEGO GRECJA POTRZEBUJE POŻYCZEK? Kraj jest mocno zadłużony, w sumie jego długi sięgają 320 mld euro, czyli 180% PKB (wartości wszystkich wytwarzanych rocznie w kraju dóbr i usług). Z tego jakieś 220 mld euro to zadłużenie wobec instytucji europejskich (Grecja w latach 2009-2010 dostała od nich gigantyczny pakiet pomocowy, żeby mogła spłacić długi wobec zachodnich banków i funduszy inwestycyjnych, dzięki czemu system bankowy w Europie się nie załamał). Te 180% PKB to dużo, bo średnia długu publicznego w Unii Europejskiej wynosi 90% PKB, a np. Polska ma dług nie przekraczający 55% PKB. Powód złej sytuacji Grecji jest prozaiczny: rozbudowany socjał i wydatki publiczne (m.in. na urzędników i armię), niska ściągalność podatków, korupcja i nepotyzm. Będąc w strefie euro Grecja mogła tanio zadłużać się emitując obligacje, z czego obficie korzystała, fałszując przy tym statystyki wysyłane do Brukseli. Kiedy przyszedł kryzys finansowy w 2008-2009 r. i popyt na obligacje spadł, okazało się, że Grecy są bankrutami i bez kolejnych pożyczek nie są w stanie wypłacać pensji, rent i emerytur.

O CO DZIŚ TOCZY SIĘ AWANTURA? Tak naprawdę o drobiazg, nędzne 7 mld euro pożyczek na spłatę kolejnych rat długu wobec europejskich instytucji. Grecki budżet państwa po reformach gospodarki nie jest dziś w złym stanie (jego dochody są mniej więcej takie, jak wydatki nie licząc spłaty rat długów), ale wciąż nie w aż tak dobrym, by móc zgodnie z planem zwracać raty od 220-miliardowego nawisu. Europa jest gotowa rolować zadłużenie Greków, o ile ci „polecą Balcerowiczem”, czyli zetną wydatki budżetu,podwyższą wiek emerytalny, sprywatyzują co się da i zwiększą niektóre podatki oraz ich ściągalność. Tsipras i Varoufakis nie mają na to ochoty (zwłaszcza na cięcie wydatków), bo ich zdaniem to spowoduje pogorszenie sytuacji gospodarki Grecji i budżet będzie wtedy w jeszcze gorszym stanie, co jeszcze zmniejszy szanse Greków na spłatę długów. Kto ma rację? Jedni i drudzy. Dług Grecji jest niespłacalny i dlatego powinien być zredukowany. Tylko dlaczego Europa ma to zrobić, skoro Grecy nie chcą ciąć wydatków budżetowych? Zaklęte koło.

CO SIĘ STANIE JEŚLI SIĘ NIE DOGADAJĄ? Jeśli Grecy nie zdobędą kasy na obsługę długów wobec wierzycieli, to w zasadzie nic nie powinno się stać. Po prostu nie zapłacą i już. Niestety, to nie jest jedyny problem. Ich banki stracą płynność, bo dziś wypłaty depozytów są tak duże, że przy życiu utrzymują bankowców greckich tylko pożyczki z Europejskiego Banku Centralnego w ramach mechanizmu o wdzięcznej nazwie ELA. Załamanie banków, które są krwioobiegiem każdej gospodarki, może oznaczać konieczność ich nacjonalizacji i wydawanie ludziom alternatywnej waluty, drachmy. Nawet jeśli jej kurs wyjściowy będzie równy 1 euro, to wiarygodność międzynarodowa tej waluty będzie żadna, więc jej wartość poleci na łeb, na szyję. Zatrzyma się wtedy, gdy kurs będzie tak niski, że wyrażone w euro, dolarach, czy innej twardej walucie nieruchomości, wakacje i jedzenie będą tak tanie, że zacznie się opłacać inwestować w Grecji. Ale czy do tego momentu wartość greckiego pieniądza spadnie o 50%, czy o 80%? Nie wiadomo. Efekt będzie taki, że każdy kto ma jakiekolwiek oszczędności lub majątek, większość z tego majątku straci. Wyjście Grecji, zwane Grexit lub Grexident (Greek, exit, accident), opłaci się tylko tym, którzy dziś są bardzo biedni lub nie mają nic. Grecja może zostać na długo odcięta od międzynarodowych inwestycji i finansowania. Zacznie od nowa z poziomu bankruta.

O scenariuszach dla Grecji mówiłem też w programie „Minęła 20” w TVP. Obejrzyjcie!

tvpgrecja2

CZY EUROPA TEŻ UCIERPI? W zasadzie odpowiedź powinna brzmieć „nie”. Oczywiście: 220 mld euro to dużo kasy, ale jeśli wierzycielem są takie „firmy” jak Europejski Bank Centralny, czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy, to przecież nic złego się nie stanie, bo te „firmy” i tak nie mogą zbankrutować. Ale za to mogą przeznaczać mniej kasy na pompowanie w europejską gospodarkę (źle w krótkim terminie) lub drukować więcej pieniędzy, żeby załatać dziurę po Grecji (źle w długim terminie, bo to psucie pieniądza). Jak inwestorzy światowi zareagują na każdą z tych opcji? Nie wiadomo, ale wiarygodność euro jako waluty niezniszczalnej może zostać wystawiona na próbę. Wyjście Grecji bez spłaty długów może na dłuższą metę spowodować, że w przyszłości każdy kto będzie miał niespłacalne długi będzie sobie wychodził. To może być początek końca strefy euro. Jeśli inwestorzy światowi tak przeczytają sytuację, to kurs euro wobec dolara może mocno spadać, destabilizując sytuację na giełdach (gigantyczne przepływy kapitału z bardziej ryzykownych aktywów do bezpiecznych) i w bilansach banków. Im gwałtowniejsze byłoby zamieszanie, tym bardziej nieobliczalne skutki i tym większe ryzyko efektu domina. Dla nas np. załamanie kursu euro to w sumie pikuś, ale wtedy euro może też spadać wobec franka szwajcarskiego i jena, a to już nie będzie takie dobre, bo we franku mamy długi. 

Jest też opcja B: że rynki uznają, iż wyrzucenie Grecji ze strefy euro to jak usunięcie zgniłego jajka, które powoduje, że w całym koszyku śmierdzi. Trudno, 220 mld euro pójdzie do piachu, ale to cena wpuszczania do ekskluzywnego klubu euro biedaków i kombinatorów. Przy takiej interpretacji wystawienie Grecji za drzwi wcale nie musiałoby spowodować finansowego tsunami. Ale gwarancji nie ma. Czy opłaca się ryzykować? Tak naprawdę Europie bardziej opłacałoby się zredukować długi Grekom, bo jeśli tego nie zrobi, Grecja sama je sobie „zredukuje” o jakieś 80-90%, emitując drachmę. Przy okazji zniszczy oszczędności swoich obywateli, ale jeśli alternatywą ma być niedojadanie przez następnych 50 lat, żeby oddać co do grosza 220 mld euro z odsetkami, to Grekom może być już wszystko jedno. Z kolei jeśli Europa dokona redukcji greckich długów, to nagrodzi kombinatorów, a w przyszłości każdy kraj w tarapatach będzie jej żądał. 

CO TO MA WSPÓLNEGO Z NASZYMI PORTFELAMI? Wymiana gospodarcza Polski z Grecją jest śladowa, więc nawet gdyby ten kraj został zmieciony z powierzchni ziemi – bezpośrednio nie ucierpimy. Gdyby z jakichś przyczyn osłabił się wzrost gospodarki Niemiec, naszego głównego partnera gospodarczego – to już gorzej. Ale niemieckie banki są już spłacone, więc tu większego zagrożenia też nie ma. Największą niewiadomą jest wpływ ewentualnej greckiej tragedii na wartość złotego, oprocentowanie polskiego długu zagranicznego i ceny akcji na polskiej, prowincjonalnej giełdzie (a mamy tam ulokowanych ponad 100 mld zł oszczędności). W niepewnych czasach inwestorzy światowi uciekają do franka szwajcarskiego i jena, więc najbardziej po kieszeni mogliby oberwać Polacy zadłużeni w tych walutach (frank znów mógłby się bez problemu zbliżyć do 4,5 zł na fali osłabienia euro). Inwestorzy wliczą też w ceny polskich akcji i obligacji ryzyko inwestowania w dzikim kraju na Wschodzie (jeszcze bardziej dla nich dzikim, niż kiedyś Grecja). Ale jeśli przetrwamy turbulencje, to na dłuższą metę Grexit nie powinien nas wiele kosztować. A inwestorzy szybko – w ciągu kilku dni, tygodni – muszą zauważyć, że Polska to nie Grecja (chociaż będą się bacznie przyglądać obietnicom wyborczym polskich polityków). Jesteśmy mniej zadłużeni i choć mamy strukturalny deficyt w budżecie, to nasza gospodarka dość szybko rośnie.

Jeśli masz wkrótce wyjazd zagraniczny i chcesz po najlepszej cenie kupić euro, to oczywiście nie powiem Ci kiedy to zrobić, bo nie jestem wróżką :-). Ale zawsze polecam tę samą strategię – dzielimy wartość zakupu na dwie-trzy transze (im większa kwota tym więcej transz) i kupujemy kolejne porcje waluty systematycznie, w równych odstępach czasu, nie przejmując się bieżącymi kursami i uśredniając cenę. Nie wiemy co się stanie w poniedziałek, więc jeśli euro potrzebujemy na wyjazd, który jest już za np. dwa tygodnie, to nie zaszkodzi trzymać ręki na pulsie i pierwszą transzę kupić jeszcze zanim los Grecji się rozstrzygnie. Choć podkreślam: Europie bardziej opłaca się zredukować Grekom długi, niż stracić prawie wszystko. Zaś Grecy na wyjściu z klubu euro utopiliby się – z dnia na dzień ludzie straciliby 50-80% pieniędzy i majątku tylko po to, żeby zrobić na złość MFW. To wszystko pachnie mi zgniłym kompromisem, a w jeśli tak – to w poniedziałek euro nie powinno być dużo droższe, niż dziś…

SUBIEKTYWNIE W TVN O POLISACH INWESTYCYJNYCH. Posiadaczy polis inwestycyjnych – tych szczęśliwych i tych nieszczęśliwych – zapraszam do obejrzenia rozmowy z Janem Niedziałkiem w programie „Biznes jest dla ludzi”. Mówiliśmy o zmianach szykujących się w polisach inwestycyjnych. Jak widzicie w tej dziedzinie zostaje nam już tylko modlitwa 😉

biznesdlaludzipolisy

SUBIEKTYWNIE O WŁAMANIACH DO BANKÓW. Na fali włamania hakerów do Plus Banku i szantażu, iż zostaną ujawnione dane klientów (500 pechowych firm już zostało obnażonych) miałem okazję gościć nie tylko w Waszych komputerach, blogując obficie na ten temat, ale i w Waszych odbiornikach radiowych i telewizyjnych. Zapraszam do obejrzenia 🙂

 panoramahaker

tvn_hakers 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss