8 października 2009

Karciane podchody mBanku. Dadzą 20% na lokacie, ale płać kartą ile wlezie

Bankowcy nie od dziś wyłażą ze skóry, by skłonić klientów do częstszego używania kart płatniczych. Wyłażą nie bez powodu: im więcej klient płaci kartą, tym więcej bank zarabia na prowizjach od sklepów. Nad tym problemem rozwodziłem się już we wczesniejszych wpisach (znejdziesz je tutaj i tutaj).

Niedawno opisywałem pomysł Banku Pocztowego, który płacił za pieniądze na koncie oszczędnościowym nawet 7,5%, o ile klient aktywnie używał karty płatniczej. Teraz promocja Pocztowego jest jeszcze ponętniejsza, bo przy odpowiednio dużej skali transakcji kartami (bodaj od zakupów wartych 2000 zł miesięcznie) można mieć oprocentowanie nawet 9% rocznie. Niestety, tylko dla kwoty lokaty do 10.000 zł.

Ten sam pomysł twórczo rozwija mBank. Wczoraj otrzymałem z tego banku e-mail z propozycją, bym skorzystał z lokaty łączonej z kartą kredytową. Na czym to polega? Otóż oprocentowanie lokaty będzie uzależnione od tego jak często będę używał wydanej przez bank karty kredytowej.

Podstawowe oprocentowanie lokaty jest raczej nędzne – tylko 4,5% w skali roku. Ale do tego bank dorzuca premię w wysokości 1% wartości zakupów dokonanych w danym miesiącu kartą kredytową (tylko kredytową – nie debetową). Jeśli więc miesięcznie robię zakupy za 2000 zł i za wszystkie będę płacił kartą, a nie gotówką, co miesiąc zarobię dodatkowo po 20 zł premii od mBanku. Fajne, prawda?

Maksymalne oprocentowanie mBankowej lokaty to – uwaga, proszę mocno trzymać się klawiatur – aż 20% w skali roku. A dokładniej 19,99%. Masakra! Ale jeśli już świecą Wam się oczka, by płacić kartą i zarabiać krocie na promocji mBanku, to niestety muszę Was rozczarować. Oferta ma ograniczenia.

Po pierwsze lokata jest tylko trzymiesięczna. O ile we wspomnianym wyżej Banku Pocztowym możesz zarabiać na wyższych odsetkach cały czas, to w mBanku – tylko przez kwartał. Po drugie – na takiej lokacie możesz mieć tylko 10.000 zł. Ani mniej, ani więcej. Po trzecie – promocyjną lokatę możesz załozyć tylko jedną (to akurat pikuś). Po czwarte jednak i najważniejsze – żeby zasłużyć na bardzo wysokie oprocentowanie – trzeba generować gigantyczne obroty kartą.


Jeśli płacisz kartą 2000 zł miesięcznie – to przecież i tak sporo – to po trzech miesiącach uzbiera się 60 zł dodatkowej premii, którą bank doliczy do oprocentowania lokaty. Z 10.000 zł dostaniesz 112,5 zł gołych odsetek i 60 zł premii. Łączne oprocentowanie wyniesie 6,9%. Sporo, ale bez szaleństw. Do 20% jeszcze sporo brakuje. Takie 20-procentowe dobrodziejstwo spotka tylko klienta, którego obroty na karcie kredytowej miesięcznie sięgną – bagatela – 13.000 zł.

A teraz – to po piąte – zła wiadomość dla finansowych krezusów, którzy takie 13.000 zł wydają na jeden wieczór przy dobrym winie z przyjaciółmi. Premia za nabijanie na kartę jak najwyższej wartości transakcji jest ograniczona do maksymalnie 387 zł w ciągu trzech miesięcy. Bank będzie więc płacił premię w wysokości 1% wartości karcianych transakcji tylko do pewnego momentu. Potem powie: stop.

Po części wymusza to polskie prawo. Przy kwocie lokaty 10.000 zł, oprocentowaniu bazowym 4,5% i trzymiesięcznym okresie trwania lokaty premia po prostu nie może być większa niż 387 zł, bo wówczas łączne odsetki przekraczałyby próg wynikający z ustawy o maksymalnych odsetkach (zarówno od kredytów, jak i od lokat nie mogą one przekroczyć czterokrotności stopy lombardowej NBP). Gdyby mBank pozwolił na wyższą kwotę lokaty – miałby większe pole manewru jeśli chodzi o maksymalną premię za płatności bezgotówkowe. A tak – musi to być 387 zł i ani złotówki więcej.

W sumie więc mBankowa lokata z kartą kredytową jest przydatnym gadżetem dla kogoś, kto i tak już kartę kredytową ma i nią dużo płaci w sklepach, hotelach, punktach usługowych. Ale jeśli ktoś miałby specjalnie z powodu mBankowej promocji (będzie trwała tylko od 7 do 20 października) taką kartę sobie założyć, to chyba nie ma to większego sensu. Głównie dlatego, że na lokacie będzie nieźle zarabiał tylko przez trzy miesiące.

Z drugiej strony może to dobrze, że banki wreszcie zaczynają motywować klientów do płacenia kartą nie tylko kijem – w postaci wysokich prowizji za nieużywanie wydanego plastiku – ale i marchewką? Lepszy rydz, niż nic, choć przecież mBankowa premia to nic innego, jak tylko dzielenie się do pewnego momentu z klientem własnymi zyskami, osiąganymi z prowizji od sklepów. Od każdej transakcji bezgotówkowej bank ma średnio 2% prowizji od sklepu, z tego 1% oddaje klientowi i to tylko przez trzy miesiące.

Z informacji, które właśnie uzyskałem z mBanku wynika, że oferta ma charakter testowy i jeśli zainteresowanie klientów będzie duże, może zostać rozszerzona. Oby tak się stało, bo przecież są już banki – np. Alior Bank – w których jednoprocentowy tzw. cashback jest już normą i nie ma żadnych ograniczeń czasowych.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss