Kandydatka na premiera o pomysłach na pomoc dla frankowiczów. Co z przewalutowaniem?

W „Rzeczpospolitej” jest dziś spory wywiad z Beatą Szydło, która być może pokieruje wkrótce polskim rządem. Wśród wielu tematów, które się w nim pojawiły (m.in.skąd wziąć kasę na realizację obietnic PiS: 500 zł miesięcznie na każde dziecko, powrót do wcześniejszych emerytur, wyższa kwota wolna od podatku) pojawił się też drogi memu sercu wątek frankowiczów i tego jak im pomagać. Nadzieje frankowiczów bardzo mocno rozbudził w kampanii prezydenckiej zwycięski kandydat PiS Andrzej Duda, ogłaszając że popiera ideę przewalutowania tych kredytów po kursie z dnia ich zaciągnięcia. Na moje oko oznaczałoby, że ktoś musiałby pokryć różnicę między historyczną wartością franka (np. 2 zł), po której kredyt byłby przeliczony, a wartością aktualną, w której wyrażone są zobowiązania banków z tytułu finansowania udzielonych kredytów. Pan prezydent jednak obiecał co obiecał i kto wie, czy kilku głosów wyborczych, przechylających szalę zwycięstwa, z tego powodu nie ugrał.

Ważniejsze jest jednak to, co myśli o sposobach na franka kandydatka na premiera desygnowana przez ugrupowanie zdecydowanie prowadzące w sondażach, bo to większość parlamentarna musiałaby uchwalić napisaną przez prezydenta lub rząd ustawę o „ułaskawieniu” frankowiczów. „Jak miałby wyglądać model pomocy dla frankowiczów?” – pyta dziennikarz Beatę Szydło w bodaj pierwszym dużym wywiadzie po jej ogłoszeniu jako kandydatki na premiera. Czy frankowicze wciąż mogą mieć nadzieję na to, że ich kredyty zostaną odwrócone, a oni sami „zaliczą” spadek zadłużenia i w wielu przypadkach również zwrot różnicy z już zapłaconych rat? I tu małe zaskoczenie. Z wypowiedzi p. Szydło nie wynika, by była ona zwolenniczką tak radykalnego rozwiązania. Co prawda łaja banki aż miło i podkreśla, że powinno powstać rozwiązanie korzystne dla klientów, ale też podkreśla konieczność „podzielenia się ryzykiem” oraz „znalezienia konsensusu”, by „nie załamać sektora bankowego”

„Banki nie mogą przerzucać odpowiedzialności za swoje działania. To one chciały zrobić biznes na tych kredytach. Pierwszy nasz projekt w sprawie frankowiczów zakładał podzielenie się ryzykiem między bankiem i klientem. Są też propozycje stowarzyszenia frankowiczów czy przewalutowania kredytu po kursie z dnia jego zaciągnięcia. Są na stole propozycje, trzeba znaleźć konsensus korzystny dla klientów. Nie można oczywiście załamać systemu bankowego. Ale nie jest to duży problem”

– mówi najpoważniejsza dziś kandydatka na premiera. Jej zdaniem taki konsensus korzystny dla klientów i nie powodujący załamania systemu bankowego da się wypracować, bo – jak powiedział kandydatce PiS jeden z prezesów banków – „chodzi tylko o to, że banki zmniejszą swój spory zysk”. Hmmm… Na moje oko to musiałby być były prezes banku, który dziś nie odpowiada już za bilans kierowanej przez siebie instytucji. Jeśli rzeczywiście obecny, to jakiś wybitny masochista 😉.

KNF2015hip

Jeśli istnieje rozwiązanie, spełniające wszystkie powyższe kryteria, to chętnie usłyszę jego szczegóły. Bo kiedy trzeba sprawiedliwie podzielić kilkadziesiąt miliardów złotych strat (tak na oko 30 mld zł, licząc górę 40 mld franków kredytów po średnim kursie ich zaciągania i porównując wynik mnożenia z bilansową wartością zobowiązań banków po obecnym kursie), to dobrego rozwiązania szuka się trudno. Tego typu projekt, godzący ogień i wodę, próbował zgłaszać szef Komisji Nadzoru Finansowego, ale zdaniem bankowców jest nierealne i nie do przyjęcia, a i klienci chyba w większości by się nie chcieli w nie pakować. Może Beata Szydło, mówiąc o konsensusie i rozwiązaniu, które jedynie zmniejszy zyski banków, ale ich nie zarżnie, ma na myśli projekt ustawy napisany przez „Sprawiedliwą Polskę”, klub poselski skupiający posłów współpracujących z PiS? Nie jest on wcale zły, ale nie zakłada w ogóle przewalutowania kredytów, jak chciałby prezydent-elekt Andrzej Duda.

Wypowiedzi kandydatkifranki_badania PiS na premiera czytam w taki sposób, że o przewalutowaniu kredytów z datą „startową” raczej nie myśli (a w każdym razie nie potwierdza tej koncepcji wprost). Nie byłby to bowiem „konsensus”, ani „dzielenie się ryzykiem”, tylko obciążenie banków pełną odpowiedzialnością za ryzyko, na które naraziły klientów. A wiele wskazuje na to, że klienci tego ryzyka chcieli, choć na pewno nie wszyscy i nie w takiej skali, jaka przydarzyła się w rzeczywistości. Tak przynajmniej wynika z badań renomowanej firmy sondażowej TNS (patrz screenshot obok). Choć, uczciwie dodajmy, badań przeprowadzonych na zlecenie Związku Banków Polskich. Beata Szydło sprawnie zresztą lawiruje, mówiąc o kredytach frankowych, by zbytnio nie urazić tych, którzy mają kredyty w złotych i których jest dwa razy więcej, niż frankowiczów. A przez lata płacili oni wyższe raty od swoich kredytów, więc na każde hasło „pomóc frankowiczom” reagują alergicznie. Co racja to racja, spójrzcie na sąsiedni wykres:

z18051866QPorownaniekredytowwefrankachiwzlotych

„Znam wyliczenia, które mówią, że frankowicze skorzystali. Na kredyty w naszej walucie działa mechanizm stóp, a kredyty frankowe podlegały innym regułom. To nie jest tak, że zaciągali je tylko zamożni ludzie. Wciskano je ludziom, którzy nie mieli zdolności kredytowej w złotych”

– mówi Szydło w wywiadzie dla „Rzepy”. I tu dotyka istoty problemu. Moim zdaniem wina banku, który zaoferował kredyt we frankach, bo inaczej nie udzieliłby żadnego, jest większa, niż wina banku, który zaoferował klientowi dwa kredyty, zaś klient – mniej lub bardziej świadomy ryzyka, ale jednak zawsze mając o nim przynajmniej blade pojęcie – wybierał ten tańszy. Oczywiście, nawet w tym przypadku nie uważam, żeby można było obciążyć klienta 100% ryzyka. Mój pomysł na rozwiązanie problemu kredytów frankowych zakłada, że bank powinien w pewnym momencie przejmować ryzyko kursowe od klienta. Oczywiście: diabeł tkwi w szczegółach i wcale nie uważam, że ów poziom powinien być taki sam dla wszystkich klientów. Ale to temat na zupełnie inną dyskusję.

„Chcę też jasno powiedzieć: wszyscy klienci banków muszą się czuć bezpiecznie i w kontaktach z nimi muszą mieć równe prawa, bo dzisiaj to banki w tej relacji mają dominującą pozycję”

– mówi Beata Szydło i trudno się z nią nie zgodzić. Generalnie pierwsze wypowiedzi kandydatki PiS na premiera w sprawie franków są znacznie bardziej enigmatyczne, niż ostatnie przed wyborami wypowiedzi w tej samej kwestii kandydata PiS na prezydenta :-). To z jednej strony dobrze, bo to znaczy, iż Beata Szydło jest politykiem, który zdaje sobie sprawę, iż problem jest trudny i że warto wyważyć różne racje, zanim się coś palnie. Chociaż jednocześnie opowiada,że to wszystko „nie jest wielki problem”, co wygląda dość idiotycznie. Gdybym należał do najbardziej radykalnej frakcji frankowiczów (a należę – od razu zaznaczę – do tej umiarkowanej), to pewnie bym wpadł w pewien poprezydencki dysonans poznawczy. Cóż, wyjaśnienie tego dysonansu może przyniosą kolejne dni, tygodnie i miesiące.  

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin