17 listopada 2019

Jeśli plotki się sprawdzą, to Revolut wkrótce może być wart prawie tyle, ile… PKO BP. Liczę „rentowność” klientów i czegoś tu nie rozumiem

Revolut to na pewno najbardziej znany, a za chwilę też prawdopodobnie najcenniejszy fintech w Europie. W brytyjskich mediach krążą plotki, ze w najbliższym czasie chce jeszcze zebrać gigantyczną kwotę 1,5 mld dolarów na dalszy rozwój. To mogłoby podnieść jego wartość w oczach analityków nawet do 10 mld dolarów. Dziwnie to wygląda, przynajmniej patrząc z perspektywy… a, zaszalejmy – PKO BP

Kto z czytelników „Subiektywnie o finansach” nie zna jeszcze Revoluta? To najpopularniejsza w kraju niebankowa aplikacja do wymiany walut i bezspreadowych płatności na całym świecie. Firma na koniec roku będzie miała pewnie 7,5-8 mln klientów w Europie, w tym ponad pół miliona w Polsce. Szykuje się do ekspansji w Azji i w USA.

Przedsięwzięcie, założone kilka lat temu przez Nicka Storonskiego i Vlada Yatsenkę (Rosjan z brytyjskim paszportem – to ci mołodcy na zdjęciu tytułowym) do tej pory przekonało inwestorów prywatnych (głównie fundusze inwestycyjne), by zainwestowali w nie 350 mln dolarów w  dwunastu rundach finansowania rozłożonych na cztery lata.

Czytaj o sukcesie Revoluta w Polsce: Już ponad pół miliona Polaków zabiera Revoluta na wakacje zamiast bankowej karty. Ale co będzie jesienią i zimą? Rewolucja z przeszkodami

Nie tylko Revolut w portfelu: Pojechałem za granicę i sprawdziłem jak działa Revolut, Monese, DiPocket, Curve… Kto wygrywa?

Revolut potrafi pojechać po bandzie: Używasz Revoluta? Właśnie przyznał sobie nowe uprawnienia. Radzę sprawdzić ustawienia prywatności

Revolut ma straty i szykuje się do wielkiego skoku?

Są sygnały, że dopiero teraz Revolut szykuje się do skoku na głęboką wodę. Niedawno brytyjska telewizja Sky News poinformowała, że fintech wynajął amerykański bank inwestycyjny JP Morgan, by pomógł mu zdobyć kolejny miliard dolarów pożyczki zamiennej na udziały oraz 500 mln dolarów za nowe udziały. Ani samego faktu, ani tym bardziej kwot nie potwierdzili sami zainteresowani, jednak źródło wygląda na poważne.

Jeśli ta akcja rzeczywiście jest planowana i jeśli się uda, to Revolut będzie dysponował gigantycznym kapitałem na rozwój, zaś łączna wartość powierzonych mu przez inwestorów pieniędzy sięgnie 1,7 mld dolarów. Media szacują, że wycena „rynkowa” Revoluta sięgnie wtedy 5-10 mld dolarów. Dziś najcenniejszy europejski fintech – Transferwise – jest wyceniany na 3,5 mld dolarów (dla porównania: Uber jest wart na giełdzie 85 mld dolarów).

Jakkolwiek wygląda na to, że na razie nie „grozi” nam kupowanie akcji Revoluta na giełdzie (Storonski niedawno powiedział, że wejście do otwartego handlu na parkiecie planuje po tym jak wartość firmy osiągnie 20-40 mld dolarów), to wielu się zastanawia, czy przypadkiem nie jest to najbardziej przepłacony fintech w historii.

Revolut niedawno podał wyniki finansowe za 2018 r. i wychodzi na to, że mimo pozyskania do tego czasu 6 mln klientów (teraz ma ich 7 mln) wygenerował aż 40 mln dolarów straty netto. To dwa razy więcej, niż w 2017 r. Dlaczego firma przynosi straty? Prawdopodobnie ze względu na koszty ekspansji na nowe rynki i na to, że tylko część klientów Revoluta jest rentowna.

Przychody Revoluta biorą się głównie z abonamentów pobieranych od klientów. Przeciętny abonament to jakieś 8 dolarów (w Polsce pakiet Premium kosztuje 29,99 zł, a Metal 49,99 zł). Jeśli ok. 10-15% wszystkich klientów firmy płaci abonament, to Revolut obecnie ma z nich 10 mln dolarów przychodu. Drugie źródło przychodów to spready od transakcji zagranicznych. Przy szacowanych 30 mld dolarów rocznego obrotu walutami i 0,2% typowego spreadu firma osiągałaby 60 mln dolarów przychodu.

Te moje szacunki, jakkolwiek wzięte spod dużego palca, mniej więcej zgadzają się z kwotą 70 mln dolarów przychodów firmy zaraportowanych za 2018 r. Inna sprawa, że Revolut twierdzi, iż na spreadzie nie zarabia, tylko pokrywa nim swoje koszty transakcyjne.

Ilu klientów musi mieć Revolut, żeby zacząć zarabiać?

Gdyby rzeczywiście Revolut miał osiągnąć wartość „rynkową” rzędu 10 mld dolarów, to każdy z jego klientów byłby „wyceniany” na 1250 dolarów. Horrendalne pieniądze, nieprawdaż?

Biorąc pod uwagę, że ten klient płaci statystycznie 1 dolar abonamentu w skali roku i wymienia w „revolutowym kantorku” 4000 dolarów (to dane wynikające z szacowanej skali biznesu Revoluta), dając firmie 9 dolarów przychodu, jego „wartość rynkowa” jest równa przychodom, które ten klient zapewni w ciągu… 155 lat. Grubo. To wszystko oczywiście przy założeniu, że Revolut będzie rzeczywiście wart tę furę miliardów, o których mówią i piszą w mediach.

Revolut miał na koniec zeszłego roku 110 mln dolarów kosztów i 70 mln dolarów przychodów. Jeśli przyjmiemy, że statystyczny przychód ma klienta to 9 dolarów rocznie, firma potrzebuje mniej więcej 12-13 mln klientów, by przestać przynosić straty, i to zakładając, że będzie miała zamrożone koszty. A one przecież rosną wraz z liczbą klientów i pracami rozwojowymi w firmie. W 2017 r. straty wyniosły 20 mln dolarów, a rok później – już 40 mln dolarów, choć liczba klientów w tym czasie zwiększyła się z 3 do 6 mln.

Przy założeniu, że w 2019 r. koszty działania Revoluta wyniosą 160 mln dolarów i że przychód z przeciętnego klienta radykalnie się nie zmieni, firma będzie potrzebowała… 18 mln klientów, żeby wyjść na zero. Czyli dwa razy więcej, niż dziś. No, chyba, że Revolut będzie takim typowym „jednorożcem” jak Uber, który przynosi tym większe straty, im więcej ma klientów ;-)).

Kiedy „spłaci się” klient Revoluta, a kiedy… klient PKO?

Model biznesowy Revoluta jest wyjątkowo trudny. Owszem, firma posiada atrakcyjną, wyróżniającą się na rynku usługę, dzięki której bardzo łatwo pozyskuje klientów. Ale gdy ich już pozyska – nie ma łatwo z budowaniem rentowności tych klientów. Podstawowa usługa jest cholernie niskorentowna, zaś klienci nieprzyzwyczajeni do tego, że można by coś do niej „dokleić”. A jeśli Revolut już coś „dokleja”, to to coś albo jest tak metaliczne, że się nie sprawdza, albo tak tanie, że się na tym trudno zarabia.

Przeciętny bank w Polsce ma 4,5 zł miesięcznie na klienta z prowadzenia konta osobistego (dane NBP), drugie tyle z używanej przez klienta karty (opłaty plus interchange) i jeszcze dochód z marży odsetkowej od „wyprodukowanych” w oparciu o osad klienta kredytów. A Revolut może co najwyżej liczyć na to, że klienci często będą wyjeżdżali za granicę lub skuszą się na pakiet premium (a skusi się mniejszość, bo to ludzie wielbiący taniość).

Taki PKO BP, czyli bank posiadający 9 mln klientów (niewiele więcej, niż Revolut) po zliczeniu dochodu z prowizji, marży odsetkowej oraz po odjęciu kosztów utrzymania placówek i strat ze złych kredytów – na każdego klienta ma statystycznie 410 zł zysku. Czyli na przeciętnym kliencie zarabia netto dziesięć razy tyle, ile Revolut ma z niego przychodu.

Choć oczywiście nie mówimy tu o zarobku na kliencie detalicznym, ale o średnim zarobku uwzględniającym dochody przynoszące przez klientów firmowych, bankowość korporacyjną i inwestycyjną.  Niechby ten klient detaliczny przynosił 100 zł rocznie (prowadzenie rachunku, karty, interchange, jakiś debet albo kredytówka…) – to i tak byłoby prawie trzy razy tyle, ile przynosi przeciętny klient Revoluta.

Wartość rynkowa PKO BP to mniej więcej 47 mld zł (12,5 mld dolarów). Biorąc pod uwagę liczbę klientów wychodzi, że przeciętny klient tego banku „wyceniany” jest przez rynek na 5200 zł. Gdyby ten klient miał „spłacić” swoją wartość z zysku netto, który generuje, to udałoby mu się to po 12 latach.

Revolut, który też będzie miał za chwilę 9 mln klientów, ma być wart 10 mld dolarów, a więc prawie tyle, ile PKO BP, choć jego przeciętny klient przynosi firmie w przeliczeniu 35 zł rocznie, co oznacza, że mógłby się „spłacić” po 155 latach.

Revolut idzie po pieniądze do małych firm

Jedynym rozwiązaniem tego dylematu jest nadzieja, że klient Revoluta będzie kiedyś choć w części tak dochodowy, jak klient PKO BP. Pytanie brzmi, czy wtedy on będzie chciał być jeszcze klientem Revoluta ;-). Odpowiedzią na ten dylemat może być pomysł, by Revolut zajął się obsługą małych i średnich firm: wielowalutowe konta i karty firmowe, wysyłanie i przyjmowanie przelewów w 28 walutach, system konfigurowania dostępu pracowników do sald, integracja z aplikacjami typu Slack, Xero, FreeAgent czy Zapier, ustawianie zbiorczych płatności, zarządzanie wydatkami służbowymi… Klient firmowy to duży obrót i większa skala oraz częstsze transakcje (a na nich Revolut zarabia).

Być może inwestorzy – wysoko wyceniając Revoluta – wierzą, iż klienci przykładowego PKO BP wreszcie się zorientują, że większość usług, z których korzystają, mogliby mieć w fintechu za darmo lub prawie za darmo? I że sobie z PKO BP pójdą. Do Revoluta na przykład. Warto też pamiętać, że Revolut ma usługę globalną, z której może korzystać nie 9, a 90 mln ludzi (inna sprawa czy Revolut zdoła aż tak urosnąć zanim osaczy go konkurencja), zaś PKO BP to bank w zasadzie tylko polski, nie tylko z nazwy.

 

32
Dodaj komentarz

avatar
12 Comment threads
20 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
21 Comment authors
wx1440DawidMichałola121212Loki Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Don Q.
Gość
Don Q.

Ponoć Revolut planuje wejście na rynek kredytów/pożyczek — na tym się chyba najlepiej zarabia…

Paweł
Gość
Paweł

Chyba, że jak wszystko w Revolucie RRSO będzie bliskie 0% 😉 Choć w to osobiście nie wierzę. Z drugiej strony to nie lokalny bank…

Zenont
Gość
Zenont

To nie jest wycena obecnego biznesu, tylko przyszłych możliwości.
A te są bardzo duże – od aplikacji walutowej do pełno-ofertowej droga wcale nie jest taka daleka. Tu depozycik, tam rozłożenie płatności na raty, agregator rachunków po PSD2 czy płatności rachunków na podstawie zdjęcia i klienci się nie obejrzą gdy to będzie ich główna apka finansowa.
Jeżeli do tego dołożymy akceptację niższego poziomu obsługi, to może być lepszy interes niż bank.
Oczywiście to wymaga wielu optymistycznych założeń, ale to nie pesymiści inwestują w fintechy.

Wojciech
Gość
Wojciech

do momentu aż którykolwiek z globalnych wielkich banków zaproponuje to samo co Revolut. a globalne marki typu citi, hsbc, jp morgan, google – mogłyby skorzystać z przewagi instytucjonalnej jaka maja, budzą zaufanie w tym sensie ze ludzie chcą tam trzymać duże pieniądze. przykład: Charles Schwab obniza ceny usług w reakcji na wejście Revoluta na rynek amerykański. ale Schwab to mały gracz. inni na razie czekają ale dam głowę, ze nie dadzą się pokonać Revolutowi co powoduje, ze w średnim czy długim terminie musza zareagować. a na tym zyska klient. Revolut to tylko jeden z aspektów rewolucji we współczesnej bankowosci która… Czytaj więcej »

Zenont
Gość
Zenont

Żaden bank nie przeżyłby takich poziomów marżowości na całym portfelu produktów. I to nie jest tylko kwestia napływu nowych „optymistów”. To też niższa jakość obsługi, gotowość do chodzenia na skróty w zakresie regulacji, itp. To zupełnie inny model działania i nie ma pewności, że takie Citi będzie w stanie się przestawić, ani że będzie to dla nich opłacalne. Ja raczej się spodziewam dwóch wyraźnie odrębnych segmentów rynku. Finansowych fast-foodów i bankowych restauracji. 20% klientów generujących 80% przychodów zostanie w tradycyjnej bankowości, a pozostałe 80% / 20% będzie korzystało z Revolutów. Przewaga modelu biznesowego Revolutów jest taka sama jak w biznesie… Czytaj więcej »

Wojciech
Gość
Wojciech

Ja sie zastanawiam nad tym modelem biznesowym. Czy Revolut ma jakaś unikalny element dla systemu bankowosci w ogóle? Moim zdaniem nie. Bo kurs międzybankowy mógłby dać każdy bank. Podobnie aplikacje do błyskawicznych przelewów. W USA działa np Zelle i używają tego różne grupy bankowe. Proste i tanie przelewy krajowe. Tak samo brokerage account za darmo lub prawie za darmo. Przykład już wspomniany Charles Schwab w USA czy e-toro. Czyli rozwiązania które proponuje Revolut istnieją już na rynku. Revolut ma póki co te przewagę ze zebrał wszystkie te elementy razem i wg zapowiedzi zamierza dodawać nowe elementy. I wszystko pięknie do… Czytaj więcej »

Łukasz
Gość
Łukasz

To nie o unikalność oferty chodzi (IMHO), a „collness”. To jak kula śniegowa: no co ty, nie masz Revoluta? To jak z Uberem. Uber to, Uber tamto. A jakby popatrzeć na konkurencję Ubera, to lepiej, np.: w Krakowie, jechać FreeNow bo może poruszać się buspasami (jak i reszta opartych o taxi usług).

Zenont
Gość
Zenont

A ja się z Panami nie zgadzam… ” Czy Revolut ma jakaś unikalny element dla systemu bankowosci w ogóle? Moim zdaniem nie.” Czy jakikolwiek bank zdecydowałby się na sprzedaż ubezpieczeń bez wpisu na listę pośredników? Albo na sprzedaż akcji w systemie „kupujesz i przechowujesz swoje akcje z pośrednictwem firmy, która nie ma strony i dokumentów w języku polskim” , albo na „mamy awarię i z tego powodu nie można się z nami skontaktować”, albo … Jeżeli klienci w zamian za pół-darmo zaakceptują taki poziom obsługi i bezpieczeństwa oraz przekonają się do bankowania na podstawie zaufania „internetowego” a nie „licencyjnego”, to… Czytaj więcej »

Wojciech
Gość
Wojciech

„Unikalny” w tym znaczeniu ze nie do powtórzenia przez inny podmiot. Przecież w ten biznes może wejść jakikolwiek fintech z doliny krzemowej i w podobny sposób uprościć procedury finansowe. jakikolwiek duży podmiot może pęknąć i wyodrębnić jakaś strukturę – przykładowo Goldman Sachs stworzył „bank dla ubogich” Marcus. Na poziomie informatycznym przecież stworzenie portmonetki tego typu nie jest dla banków -potentatów finansowych – żadnym wyzwaniem finansowym jedynie czasowym. Może to już trwa. Podobnie ten broker z New Jersey zapewniający Revolutowi uproszczony skrajnie brokerage account. Nie jest to unikatowe rozwiązanie bo każda większa firma może ten model skopiować. Revolut jest po prostu… Czytaj więcej »

Zenont
Gość
Zenont

@Wojciech To kwestia strategii, a nie taktyki. A na pewno nie technologii. 1. Duże banki Żaden „incumbent” nie postawi tak dużych pieniędzy i nie zaryzykuje core biznesu na rewolucyjny scenariusz. Ile Marcus wydał na pozyskiwanie (przekupywanie) klientów? O ile wzrośnie wartość GS gdy Marcus pozyska 5 mln klientów? Czy wzrost Marcusa i przyspieszanie cyfrowej rewolucji i spadku marż jest na rękę GS? Revolut gra all in. I wydając kasę i idąc na skróty w regulacjach. Nie da się tego powtórzyć na pół gwizdka, jako spin-off, z ludźmi, którzy chcą mieć przyszłość w GS w przypadku porażki biznesowej, technologicznej, lub kar… Czytaj więcej »

Don Q.
Gość
Don Q.

@Zenont, rozumiem, że jako pracownik banku piszesz „To [Revolut] też niższa jakość obsługi”, ale to nie jest prawda. Mam doświadczenie z wieloma bankami, także tymi największymi działającymi w Polsce, absolutnie tego nie potwierdza. Znane są pewne problemy z komunikacją z Revolutem, ale komunikacja z pracownikiem wcielającym się w rolę bota wcale lepsza nie jest. Bot przynajmniej nie kłamie. A zaletą Revoluta jest możliwość załatwienia wszystkiego w domu, bez chodzenia do oddziału (akurat to samo dotyczy Citi, o którym wspomniałeś, miałem z nim drobne problemy, ale wszystko się tam da załatwić bez wychodzenia z domu, więc brak oddziału w moim mieście… Czytaj więcej »

Edward
Gość
Edward

Wygląda to raczej na budowanie potencjału, by w odpowiednim momencie opylić interes jakiemuś dużemu bankowi za kilka mld dolarów. IMO o to tu chodzi.

Norbert
Gość
Norbert

Mają za pogmatwane i ukryte zasady, dlatego kiedy tylko wrócę do Polski, biorę aliora kartę, to samo a gwarantowane i rezygnuje z revoluta

Adam
Gość
Adam

Problem taki, że typowe banki też wprowadzają kantorki wymiany i karty wielowalutowe. Krótko fintechy (ich pomysły) szybko propagują się pod strzechy 🙂

Maciej
Gość
Maciej

Trudno mi sobie wyobrazić przeniesienie pieniędzy firmy z banku do Revoluta

lwi
Gość
lwi

Trzymam za nich kciuki. Chociaż powiem szczerze, że model biznesowy TransferWise znacznie bardziej do mnie przemawia. Głównie dlatego, że ich podstawowa usługa jest tak dobrej jakości, że broni się sama. Przy tym jest rentowna, a klienci mają świetny support.
W Revolut największa atrakcją póki co jest „darmowość”, a ze względu na częste awarie, niską jakość obsługi, ciągłe straty i nastawienie na pozyskanie jak największej liczby klientów w jak najkrótszym czasie, ten fintech póki co nie budzi mojego zaufania.

Pawel
Gość
Pawel

Ja jako mały przedsiębiorca widzę jeszcze jeden problem.
Jestem małym przedsiębiorca, sam robię księgowosc sobie. I problem jaki widzę to to, że jak mam konto w banku pl to jestem pewien że podatkowi wszystko robię ok. Gdy konto jest poza pl to nie wiem czy podatkowo wszystko ok… Nie znam się. Wystarczy revilut na prywatnego i tak zasile go z firmowego

Pawel
Gość
Pawel

My między znajomymi używamy praktycznie tylko Revoluta do przelewania sobie środków. W sekundę można transferować pieniądze między użytkownikami. Myślę, że to jest ich ukryta broń. Jeśli Revolut szybko pozyska klientów na całym świecie , to może stać się pierwszym globalnym bankiem. Rozbudowa aplikacji o kredyty i inne funkcje to tylko kwestia czasu. Tak samo jak przyzwyczajenie ludzi. Zawsze każdy na początku mówi, że nie będzie używał bo to i tamto , a potem okazuje sie ze jest inaczej. Walczą o zwycięstwo i jak się im uda to firma może być i warta tyle ile Google, czy Amazon. Co do zysków… Czytaj więcej »

Remigiusz
Gość
Remigiusz

W zamian za tą wygodę oddaliście firmie o wątpliwym pochodzeniu swoje dane, foto dokumentów i informacje o tym gdzie i ile płacicie. Było warto?

Łukasz
Gość
Łukasz

Gdybyście wszyscy mieli konto w tym samym banku, to też przesyłalibyście pieniądze w sekundę.

Don Q.
Gość
Loki
Gość
Loki

Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żeby przelew wewnątrz ING szedł dłużej niż kilka minut.

Arek
Gość
Arek

Tak, tylko w polskim banku trzebaby płacić za to konto albo żeby było za darmo robić wpływy określonej wysokości albo comiesięczne wydatki. I ciągle sprawdzać wiadomości bo co chwilę zmisna zasad i taryf. Już nie wspomnę o przelewach w walutach.

ola121212
Gość

curve jest o wiele lepszy od R… jakieś skarbonki, doładowania.. duperele w apce tylko ja zaśmiecają, a nasz lokalny rynek, żubra dał to samo i gwarancje bankową.. a nie cuda na kiju…

Michał
Gość
Michał

„Przeciętny bank w Polsce ma 4,5 zł miesięcznie na klienta z prowadzenia konta osobistego (dane NBP), drugie tyle z używanej przez klienta karty (opłaty plus interchange) i jeszcze dochód z marży odsetkowej od „wyprodukowanych” w oparciu o osad klienta kredytów.” – można prosić o źródło?

Dawid
Gość
Dawid

A mnie się ten Revolut bardzo podoba, mimo że nie mam najmniejszego zamiaru się z nimi zadawać.
Dzięki temu że istnieje mBank wprowadził opcję wielowalutową do kart płatniczych i znacznie tańszą niż normalnie wymianę walut. Zero wysiłku z mojej strony, zero kontaktów z ruską mafią, a już w 3 krajach płaciłem w tym roku wygodniej niż dotychczas.

wx1440
Gość
wx1440

Revolut zarabia na interchange, a nie na spredach

np:
https://medium.com/@luethistephane/how-revolut-is-making-money-7f4bb330a4fd

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss