1 lipca 2022

Inflacja w czerwcu: 15,6%. Jak można ją zdusić? Przeanalizowałem dane o wzrostach cen różnych rzeczy i… oto wniosek. Tego jednego musimy kupować mniej!

Inflacja w czerwcu: 15,6%. Jak można ją zdusić? Przeanalizowałem dane o wzrostach cen różnych rzeczy i… oto wniosek. Tego jednego musimy kupować mniej!

W czerwcu – według wstępnych danych – roczna inflacja wzrosła do 15,6%. Najbardziej – o 46,7% – podrożało paliwo. Historia pokazuje, że to właśnie ceny paliw w dużej mierze kształtowały naszą inflację: wpływały na jej wzrost lub ją hamowały i obniżały. Wniosek dla nas wydaje się dość oczywisty: musimy inwestować w odnawialne źródła energii, uniezależnić się od dostaw z zewnątrz, a przede wszystkim konsumować mniej paliwa

Główny Urząd Statystyczny podał wstępny odczyt inflacji w czerwcu. Ceny były średnio o 15,6% wyższe niż w czerwcu ubiegłego roku. Paliwo podrożało aż o 46,7%, a nośniki energii o 35,3%. Pozytywnie zaskoczyły ceny żywności, które wzrosły „tylko” o 14,1%. W porównaniu z majem 2022 r. na żywność musieliśmy wydać 0,7% więcej, na paliwo 9,4%, a na energię 3%. Średnio ceny w skali miesiąca wzrosły o 1,5%.

Zobacz również:

Adam Glapiński dostał niedawno fajny prezent od polityków prawicy – drugą kadencję w fotelu prezesa banku centralnego. Czy zasłużenie? Bank centralny powinien przede wszystkim stać na straży wartości polskiej waluty oraz dbać o stabilność cen. Jeśli spojrzymy na efekt tej polityki, czyli już ponad 15-procentową inflację, nie wykonał dobrze swojej pracy, choć sam twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia.

Kiedy już w pierwszej połowie 2021 r. widać było, że ceny zaczynają iść w górę, uparcie twierdził, że to tylko proces przejściowy, wysoka inflacja nam nie grozi, zachęcał Polaków do zaciągania kredytów hipotecznych, których obsługa w tamtym czasie była rekordowo tania. Tłumaczył, że podnosząc stopy procentowe, schłodziłby polską gospodarkę wychodzącą z pandemicznego kryzysu, m.in. przyczyniłby się do wzrostu bezrobocia.

A gdy mleko się rozlało, a więc wzrost cen przyspieszył, tłumaczył, że inflacja przyszła do nas z zewnątrz, m.in. w wyniku drożejących cen paliw, na co Polska nie ma wpływu. Teraz wszelkie niepowodzenia może tłumaczyć wojną w Ukrainie. Zresztą premier Mateusz Morawiecki nazywa inflację „putinflacją”.

Przeczytaj też: Pilnujecie portfeli, bo końca wzrostu cen nie widać. Ile może wynieść inflacja w czerwcu? Zmierzyłem swoją prywatną inflację i…

Inflacja paliwowa sięga już 40%

Choć z antyinflacyjną polityką Narodowego Banku Polskiego trudno się zgodzić, to ma rację prezes Glapiński, mówiąc, że w dużym stopniu wpływają na nią czynniki od Polski niezależne, a więc ceny paliw na światowych rynkach. Problem z paliwem jest też taki, że pośrednio jego cena wpływa na ceny żywności, bo ktoś przecież musi dostarczyć produkty do sklepów.

Ale oczywiście nie tylko żywności. Kilka lat temu rozmawiałem ze znajomym, który pracował na menedżerskim stanowisku w IKEA. Zdradził mi, że największą część ceny kupowanych przez nas mebli czy wyposażenia wnętrz stanowi właśnie transport, a więc koszt paliwa.

Jak już wspomniałem, w czerwcu ceny były średnio o 15,6% wyższe niż w czerwcu 2021 r. To jednak dane szacunkowe, a na pełne rozbicie trzeba poczekać dwa tygodnie. Żeby zajrzeć w strukturę inflacji, trzeba sięgnąć po dane majowe. Już wtedy olej napędowy podrożał o ponad 40% w porównaniu z majem ubiegłego roku, benzyna o ponad 30%, a gaz LPG aż o 54%. Nic nie wskazywało na to, że w czerwcu będzie taniej albo ceny paliw się ustabilizują. Co miesiąc, zanim oficjalne dane poda GUS, mierzę swoją prywatną inflację. O ile w maju za litr benzyny płaciłem ok. 7 zł, to w połowie czerwca już prawie o złotówkę więcej.

Przeczytaj też: Wiemy, co zrobił premier Mateusz Morawiecki ze swoimi oszczędnościami, by ochronić je przed inflacją. Wiedział, co się święci, więc… Jakie wnioski dla nas?

Inflacja paliwowa: podgrzewa albo chłodzi średnią inflację

Jak było z cenami paliwa w przeszłości? Czy ich ceny tylko w obecnym cyklu inflacyjnym dolewają oliwy do ogólnej inflacji? Sięgnąłem po dane od 2005 r. W tym okresie mieliśmy trzy „górki” inflacyjne. Pierwsza ze szczytem średniorocznej inflacji w 2008 r. na poziomie 4,2%, drugą w 2011 r., kiedy inflacja dobiła do 4,3%. Z trzecią – bezprecedensową – borykamy się obecnie.

Zwykle do publicznej świadomości przebija się ogólny wskaźnik inflacji, ale do ciekawych wniosków można dojść, wgłębiając się strukturę inflacji. W koszyku inflacyjnym największą wagę (ponad 50%) stanowią trzy kategorie. Największą wagę ma żywność. Według GUS przeciętny Polak przeznacza na nią 28% budżetu. Następnie – 20% koszyka – stanowią wydatki związane z użytkowaniem mieszkania. W tym worku znajdziemy zarówno czynsz, ale też energię: prąd, wodę, opał. Trzecią kategorią (niespełna 9% wagi koszyka) są wydatki na transport, czyli głównie na paliwo.

Postanowiłem narysować inflację, ale z rozbiciem na inflację żywnościową, mieszkaniową i paliwową. Na poniższym wykresie różowa linia to średnioroczna inflacja. Jak widzicie, inflacja żywnościowa i mieszkaniowa są dość ściśle skorelowane ze średnią inflacją, natomiast rolę stymulującą pełni inflacja paliwowa.

 

W cyklu inflacyjnym z 2008 r. to właśnie spadek cen paliw pociągnął ogólną inflację w dół, ale w cyklu z 2011 r. paliwo było głównym czynnikiem napędzającym ogólny wzrost cen. Warto też zwrócić uwagę na lata 2014–16, kiedy inflacja była zerowa (2014 r.) lub mieliśmy do czynienia z deflacją (2015 i 2016 r.). Do deflacji przyczynił się wyraźny spadek cen paliw.

Ciekawy jest też rok 2020 – pierwszy rok pandemii. Średnia inflacja wyniosła 3,4%, ale inflacja paliwowa była ujemna (-5,6%). Wpływ cen paliw na inflację w 2020 r. może być dobrym podsumowaniem. Dlaczego ceny spadły? Bo z powodu lockdownów przymusowo musieliśmy zostać w domach albo pracowaliśmy zdalnie. Samochód przestał być przedmiotem codziennego użytku. Zadziałały rynkowe mechanizmy popytu i podaży. Popyt na paliwo spadł, jego cena również.

Wniosek nie jest może odkrywczy, ale daje do myślenia. Jeśli nie chcemy być zakładnikami nieprzewidywalnej inflacji, musimy systemowo rozwiązać problem z paliwem, zwłaszcza jeśli jesteśmy uzależnieni od jego importu.

Nie da się tego zrobić propagandowo, czyli „promocją” paliwową na stacjach państwowego Orlenu. Przypomnę, że Orlen oferuje rabat dla klientów programu lojalnościowego Vitay. Promocja przewiduje trzy tankowania miesięcznie do 50 litrów paliwa, każde ze zniżką 30 groszy na litrze w ciągu dwóch wakacyjnych miesięcy.

Tylko że my musimy dywersyfikować źródła dostaw (uniezależnić się od nieprzewidywalnej Rosji), jednocześnie inwestując w odnawialne źródła energii, przesiadać się do samochodów elektrycznych. Przykład z czasów pandemii pokazuje też, że wystarczy zmienić tryb życia – zamiast samochodem jeździć komunikacją miejską lub rowerem.

Przeczytaj też: Miejsce parkingowe dla samochodu prawem czy towarem? On w trzy miesiące zaoszczędził na paliwie 700 zł. Czy to niezawodny sposób na inflację?

Gazety, cukier, masło, czyli inflacyjne rekordy dekady

Domyślam się, że tematy inflacyjne wychodzą wam już uszami. Dlatego na koniec wprawdzie też będzie o inflacji, ale ciekawostkowo. GUS podaje ogólny wskaźnik inflacji z rozbiciem na kategorie (np. inflację cen żywności), ale od kilku lat możemy dowiedzieć się też, o ile wzrosły ceny poszczególnych produktów.

Postanowiłem wybrać rekordzistów, a więc towary lub usługi, które w danym roku zdrożały lub potaniały w największym stopniu. W miarę dokładne dane mamy od 2012 r. W tamtym roku o 4,4% spadły ceny odzieży, a najbardziej wzrosły (o 15,5%) opłaty za żłobek. W 2013 r. liderem wzrostu (+23,4%) były usługi pocztowe, a o 8,1% spadły ceny zagranicznych wycieczek zorganizowanych.

W 2014 r., czyli roku zerowej średniej inflacji, o 16,3% podrożał wywóz śmieci. Nie jest więc tak, że podwyżki cen tej usługi dopiero od niedawna mogą powodować palpitację serca. To był też rok sporych podwyżek cen papierosów (+7%), co było efektem podwyżek od początku 2014 r. stawek podatku akcyzowego. Liderem spadków był cukier, który staniał o 28,8%.

Deflacyjny rok 2015 zawdzięczamy głównie tańszym paliwom. Liderem spadku był gaz LPG, który był tańszy o 22,9% w porównaniu z 2014 r. O 13,3% tańsze były usługi finansowe, zaś najmocniej zdrożały (+10%) gazety i czasopisma.

W drugim roku deflacji, czyli w 2016 r., o 13,9% obniżyły się ceny podręczników, co było efektem wprowadzenia w tamtym czasie darmowych podręczników dla uczniów kolejnych klas szkół podstawowych i gimnazjalnych. Nie był to jednak dobry rok dla miłośników cukru, którego cena skoczyła średnio o 26,9%.

W 2017 r. w dalszym ciągu taniały podręczniki (-13,2%), ale rok nie sprzyjał osobom, które lubią posmarować – masło zdrożało aż o 31%. Tak było też w kolejnym roku. Cena masła poszła w górę o 12,8%. Natomiast liderem spadków w 2018 r. był cukier (-29%). W 2019 r. najbardziej zdrożał wywóz śmieci (+21,4), a staniał sprzęt telekomunikacyjny (-9,7%).

A co przyniósł pierwszy rok pandemii? Jak już wcześniej opisałem, mniejszy popyt na paliwo przyczynił się do spadku jego ceny. I to właśnie paliwa (olej napędowy: -11,3% oraz benzyna: -10,7%) były liderami spadków. Najbardziej zdrożały… usługi finansowe (+28,2%), owoce (+17,6%) i prąd (+11,7%). Na kolejnych miejscach znalazły się ceny usług dentystycznych (11,3%) oraz usług fryzjerskich i kosmetycznych (+11,1%). Nie wiem, czy jeszcze pamiętacie, ale dostanie się w tamtym czasie do stomatologa graniczyło z cudem, z kolei wizytę u fryzjera czy kosmetyczki wymienialiśmy jako usługi, których najbardziej w pandemii nam brakowało.

W 2021 r. o 7,7% mniej płaciliśmy za telefony komórkowe. Inflacja zaczęła przyspieszać. O 29,5% zdrożał gaz LPG, o 22,2% benzyna, o 19,8% olej napędowy. Podobnie jak w 2020 r. drożały usługi finansowe (+15,1%), dentysta (+8,1%) i fryzjer (+7,8%).

I na koniec zajrzyjmy do bieżącego roku. Dane dotyczące wzrostu cen w okresie od stycznia do maja w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. W dalszym ciągu tanieje sprzęt telekomunikacyjny (-7,3%). Rekord wzrostu – i to jaki! – należy do opału (+64%). Dlaczego opał  drożeje (głównie węgiel) przeczytacie w tym artykule.

O 47,2% zdrożał gaz do naszych kuchenek, o 38,4% gaz do samochodów, o 34% drób, o 30,9% olej napędowy, a o 21,9% zorganizowane wycieczki zagraniczne. I tym samym zatoczyliśmy kółeczko, bo co w największym stopniu wpływa na koszt smażenia się na greckich czy tureckich plażach? Ceny paliwa.

Subscribe
Powiadom o
53 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
Stef
3 miesięcy temu

Jaka jest wasza inflacja, tj. realnego człowieka a nie tego statystycznego?

U mnie wychodzi 23,8% a nie wydaje wogóle pieniędzy na paliwo.

Przemo
3 miesięcy temu
Reply to  Stef

Jak Ty to policzyłeś? Serio porównujesz wszystkie ceny w tabelkach?
Jest mega drożej, ale jeszcze nie zwariowałem, żeby to do excela wpisywać, no chyba że ktoś zapłaci.
I tak muszę kupić pewne towary…

Jakub
3 miesięcy temu
Reply to  Przemo

Ty „nie zwariowałeś”, ja mam excelki z danymi o wydatkach osobistych od chyba 10 lat. Dzięki temu wiem ile co mnie kosztuje w życiu, mogę planować wydatki w cyklach rocznych (i dłuższych), wiedzieć kiedy trzeba zareagować bo wychodzę poza budżet a kiedy mogę więcej oszczędzić bo prognozy wyglądają lepiej niż założenia. No ale Ty „nie zwariowałeś” 😉

Koszt tego spisywania? Max kilka godzin pracy miesięcznie, bo kategoryzacją i sumowaniem zajmuje się system banku, ja tylko przepisuję sumy do excela raz na miesiąc.

Olek
3 miesięcy temu
Reply to  Jakub

Przecież ta bankowa kategoryzacja jest do bani. Paragon z hipermarketu na 400zl, z tego powiedzmy 50zl słodycze, 100 chemia domowa, i 250 spożywka – ale dla banku do będzie wszystko „spożywka”. A co z wydatkami gotówką na placu targowym itp?

Jakub
3 miesięcy temu
Reply to  Olek

Narzędzie jest, jakie jest. Pytanie jak z niego korzystasz. Dla ciebie jest „do bani”, kolega ktory sam notuje „zwariował”. Nasuwa mi się refleksja, że jak Ci zależy, to zawsze znajdziesz wymówkę.

Dla mnie nie robi różnicy czy chemia domowa czy spożywka, i jedno i drugie to zakupy domowe potrzebne do utrzymania. Słodyczy nie kupuję, na targowiska nie chodzę, gotówki wydaję mniej niż 50 zł miesięcznie. Jeśli to robię, to wypłacam z bankomatu takie 50 zł i kategoryzuję odpowiednio.

Olek
3 miesięcy temu
Reply to  Jakub

Ja nie neguje spisywania, wręcz przeciwnie – sam wydatki spisywałem bardzo skrupulatnie (w Gnucash, jakby kogoś to interesowało). Niestety jak pojawiło się drugie dziecko to już zabrakło na to czasu. Natomiast dopóki spisywałem, to miałem porównanie moich wpisów z tym co bank klasyfikował i rozjazd był spory. Natomiast fakt, jak ktoś nie spisuje w ogóle to nawet takie zgrubne szacunki z banku coś dają

Jakub
3 miesięcy temu
Reply to  Olek

Korzystam z mBanku, nie znam innych systemów śledzenia wydatków. Ten mBankowy uczy się tego, co w nim spisujemy. Jeśli np. 2 razy przestawię wydatki z danego sklepu z jednej kategorii na inną, to w przyszłości już sam ustawia tę nową kategorię. To daje bardzo dużą dokładność. No i dla mnie jest powodem żeby nie zmieniać banku, nawet gdyby w innym były lepsze warunki jakiegoś produktu, to czas zaoszczędzony właśnie na tej klasyfikacji jest dla mnie wart dużo więcej.

Adam S.
3 miesięcy temu
Reply to  Olek

Dlatego ja mam własny arkusz z dokładnymi kategoriami. Ale koszt to czas wpisywania pozycji. Robię to zwykle oglądając w sieci filmiki wymagające mniejszej uwagi.

Adam S.
3 miesięcy temu
Reply to  Jakub

Ja od 15 lat zapisuję. Gratuluję wytrwałości 🙂

Jarek
3 miesięcy temu
Reply to  Przemo

Też notuje bieżące wydatki. Jest około 30 procent drożej niż rok temu. Także nie kupuje paliwa.

Przemo
3 miesięcy temu
Reply to  Jarek

Ale ja to wiem bez excela i innych czasopożeraczy…

E.G
3 miesięcy temu

Wracamy do transportu konnego ? Tu też kicha , bo zwierzęta jedzą i zwiększają kryzys klimatyczny. Póki lato polecam rowery . Nie ma to jak własny napęd. Zdrowo i tanio.

dawidS
3 miesięcy temu
Reply to  E.G

Najpierw trzeba rower mieć 😉 W branży rowerowej inflacja też nie odpuszcza, a nawet jak kogoś stać, to trzeba brać co jest, bo dużego wyboru nie ma. U większości producentów ceny podskoczyły w latach 2020-22 o 30%, a tegoroczne ceny były ustalone jeszcze w oparciu o kursy walut sprzed sezonu i sprzedawcy zaczynają je aktualizować.

Jacek
3 miesięcy temu
Reply to  dawidS

Rower (a najlepiej rowery) trzeba było mieć od lat.

bar
3 miesięcy temu

Cztery miesiące temu, po podwyżce stóp procentowych, jak zwykle na blogu był wysyp artykułów w tonie dramatycznym, jak to teraz wzrosną raty i że katastrofa. Moim (i nie tylko) zdaniem stopy powinny rosnąć wcześniej i mocniej, żeby dusić galopującą inflację. A pewne skutki uboczne coraz wyższych stóp doprowadziłyby właśnie do uzdrowienia systemu. Pamiętam nawet dyskusję do której można wrócić https://subiektywnieofinansach.pl/podwyzka-stop-procentowych-a-knf-pisze-listy-co-dla-nas-oznacza/#comment-112743 20% inflacji (jeszcze 4 miesiące temu) wydawało się science fiction. To teraz poczekajmy jeszcze ze 3-4 miesiące, dobijemy do 20% 🙂 A stopy NBP nam nadzieję, że ponad 10%. Ale kredyciarzy i to nic nie nauczy, dostali już wakacje, wsparcia… Czytaj więcej »

Jacek
3 miesięcy temu
Reply to  bar

RPP nie pokona inflacji tak długo, jak rząd nie przestanie okradać obywateli przez dodruk fałszywego pieniądza.
Tracą na tym szczególnie posiadacze w efekcie coraz mniej realnie wartych oszczędności.

bar
3 miesięcy temu
Reply to  Jacek

Zgoda, należy zacząć od samej góry, czyli populistycznego rządu. To jest pierwotne źródło problemu. Problem drugi z tą władzą jest taki, że zawłaszcza wszystkie kluczowe instytucje, które co do zasady powinny być apolityczne, np. NBP. I dopiero tu jest trzeci problem, że NBP działa tak, żeby rządowi w drogę nie wchodzić. Najłatwiej było przegrzewać gospodarkę zbyt niskimi stopami procentowymi oraz dodrukiem pustego pieniądza. A pieniądze były lub są dalej wydawane na socjal lub bezsensowne „tarcze”, a potem to już spirala sama się nakręca.

Radek
3 miesięcy temu
Reply to  bar

A to kredyciarze uchwalili sobie prawo do wakacji? Czy za to może jednak odpowiada sejm?

Przemo
3 miesięcy temu
Reply to  Radek

Niekoniecznie sejm tylko tak zwana większość.

Radek
3 miesięcy temu
Reply to  Przemo

Większość jednak sejmowa, nie większość kredyciarzy

Przemo
3 miesięcy temu
Reply to  Radek

No to miałem na myśli, większość w sejmie.

kjonca
3 miesięcy temu
Reply to  Radek

A sejm to miał jakieś cudowne objawienie żeby się tym zająć, czy może jednak posłowie słuchali marudzenia potencjalnych wyborców ktorzy, na dodatek nie rozumieją dość prostych mechanizmów finansowych[1]?
[1] – tak, kredyt nie jest skomplikowanym mechanizmem. Trzeba tylko CHCIEĆ go zrozumieć, PRZED podpisaniem

Radek
3 miesięcy temu
Reply to  kjonca

To się trzeba sejmu zapytać. Warto trzymać się faktów a nie wszczynać kolejną wojnę polsko-polską, że niby kredyciarze coś tam coś tam. Frankowicze też chcieli zmian, ale nic sobie nie uchwalili, bo nie mają takiej mocy, a marudzenia było więcej.
Posłowie głosują i posłów trzeba ocenić i wymienić, to są dosyć proste mechanizmy działania demokratycznego państwa prawa.

PS. Caps lock w komentarzu to zwykły brak wychowania czy problemy z oczami?

kjonca
3 miesięcy temu
Reply to  Radek

Ależ trzymamy się faktów. Istnieje tylko coś takiego jak skrót myślowy.
Jeśli chodzi o wymianę posłów w obecnej sytuacji, to wcale nie jestem pewien czy jest to obecnie prosty mechanizm w PL. Chciałbym sie mylić.
A wycieczki osobiste … no cóż. Życzę miłego dnia.

Krzysztof M.
3 miesięcy temu
Reply to  bar

Tragedią jest, że na stopy procentowe patrzy się przez pryzmat hipotek a nie całej gospodarki. Drogi kredyt jest tym dla biznesu jak miażdżyca nóg dla organizmu ludzkiego.

bar
3 miesięcy temu
Reply to  Krzysztof M.

A czym jest dla biznesu galopująca inflacja i pikująca waluta? Złośliwym nowotworem

Radek
3 miesięcy temu
Reply to  Krzysztof M.

Dlaczego? Ci co siedzą na gotówce mają okazję odskoczyć/dogonić tych jadących wcześniej na kredycie i raczej będą sobie biznes chwalić.

Racjonalny
3 miesięcy temu
Reply to  bar

Stopy % są sztucznie zanizone od ok.5 lat.
15,6 % inflacji a stopy % 6%…czyli 10% zyskuje państwo okradajac ludzi z kapitału,czyli oszczędności. Podobnie było w latach 80tych prl

Iza
3 miesięcy temu
Reply to  bar

To jak chciało się wziąć kredyt hipoteczny w połowie 2021 roku to ile trzeba było założyć że wzrośnie WIBOR by bezpiecznie go wziąć? Ja analizowałam historyczne stopy, spodziewałam się w najgorszym scenariuszu wzrost do 6-7% w 2022, a dziś wiemy że możliwe że się pomyliłam. W połowie 2021 ten WIBOR powyżej 6% brzmiał jak fantastyka, nikt, nawet eksperci z ekonomii nie spodziewali się takiego skoku (4-5% zakładali EKSPERCI, ja byłam większą pesymistką), a Ty myślisz że Kowalski, który ekspertem ekonomii przecież nie jest, miał przewidzieć taki rozwój sytuacji?

jaa
3 miesięcy temu
Reply to  Iza

„by bezpiecznie go wziąć”? Trzeba było wybrać stale oprocentowanie na 5 pierwszych lat. Do wyboru w kilku bankach, np ING oferował kredyt na około 3,5 % (łącznie z marżą). Byłby spokój do połowy 2026, ale ludzie się decydowali na hazard. Właśnie z powodu tego, że nie jest się ekspertem, warto było wziąć trochę droższy (na początku) kredyt o stałym oprocentowaniu, żeby później nie być zaskoczony.

Anna
3 miesięcy temu
Reply to  jaa

Otóż to

Jakub
2 miesięcy temu
Reply to  jaa

Ta, super zabezpieczenie. Kredyt brany w 2017 na stałe oprocentowanie byłby najgorszym wyborem. 5 lat płacenia wyższych niż rynkowe stawek po to, żeby potem wpaść w wysoki WIBOR. Dopóki w Polsce nie będzie kredytów o stałej stopie przez cały okres spłaty to zawsze jest jakaś loteria.

Adam S.
3 miesięcy temu
Reply to  Iza

Dziwne, że mi do głowy by nie przyszło branie kredytu na zmienną stopę gdyż znam ten wykres: https://stooq.pl/q/?s=30usy.b&c=mx&t=c&a=ln&b=1

Anna
3 miesięcy temu
Reply to  Iza

A ja przewidywałam 10 i mam stałe oprocentowanie

Ppp
3 miesięcy temu

Ciekawa analiza historyczna. Psuje ją tylko bezsensowna porada, by kupować mniej paliwa – jak ktoś jeździ samochodem do pracy, bo nie ma sensownego wyboru, to co ma zrobić?
Ceny paliw są problemem systemowym i systemowo należy je rozwiązywać – a nie poprzez apele do ludzi, którzy kupują, bo MUSZĄ.
Pozdrawiam.

ola
3 miesięcy temu

Tylko nie każdy pracuje zdalnie. I ma alternatywę dla samochodu. Przez pandemie obcięto 50 % połączeń z mojej miejscowości a koszt biletu wzrósł o 100%. Płacę teraz za bilety w obie strony równowartość godziny pracy dziennie. Bez samochodu nie zrobię zakupów bo najeżdża stokrotka jest 6 km od domu. Nie mieszkam w dziczy tylko 8 km od miasta Wojewódzkiego. Dla przykładu z wioski gdzie mieszkała moja babcia jeszcze w 2000 roku były 3 autobusy, teraz zero. Mówimy o miejscowości położonej 50 km od miasta Wojewódzkiego.

Iza
3 miesięcy temu
Reply to  ola

Błagam, dojeżdżam codziennie 7,5km rowerem do pracy w jedną stronę. Robię z mężem zakupy raz w tygodniu i przewozimy je rowerami. 6km rowerem to pikuś, jakieś 15-20 min spacerowym tempem. Rower jest jak najbardziej dobrym środkiem codziennego transportu, a nawet czasowo nie jest to znaczna różnica, bo korki i światła w mieście skutecznie spowalniają ruch pojazdem spalinowym.

kjonca
3 miesięcy temu
Reply to  Iza

Ja bardzo proszę. Szanujmy się w argumentacji. Ja sam dojeżdżam rowerem do pracy 7,3 km, tempo niespacerowe i jest to bliżej 30min samej jazdy . I jakkolwiek, sam chętnie polecę rower każdemu i również uważam, że dla zdrowej osoby bez dodatkowych warunków (małe dzieci, duży bagaż, itp ) to najlepszy transport w mieście, to jednak prosze nie naciągać argumentacji.

ola
3 miesięcy temu
Reply to  Iza

Spoko, ja mam do pracy 25 km w jedną stronę, mąż 35 km i pracuje od 6 rano lub od 14 i kończy o 22. Uprzedzając pytanie nie ma bliżej pracy tzn jest w spożywczym.Dodatkowo dzieci wozimy do szkoły bo w pobliskiej nie ma całego rocznika mojej córki.

Przemo
3 miesięcy temu
Reply to  ola

Niektórzy, jak Iza, są oderwani od rzeczywistości. Nie da się mieszkając na przysłowiowym zadupiu nie mieć samochodu. Nie mam nic do zadupi, bo przeważnie fajnie się tam mieszka. Ale… pociąg? Owszem, „dworzec” – 3 km od wioski i kilka pociągów, autobus już dojeżdża do „centrum”, niestety z częstotliwością podobną do pociągu. Dzieci do szkół? No to weź sobie Izo nastolatka do rowerowego koszyka. Albo w sumie co tam, niech czeka na pociąg w mieście powiatowym 2-3 godziny. Przecież to tylko dziecko… Do tego dochodzi pogoda i inne podobne okoliczności. Albo kobieta w wieku 50+ pracująca w fabryce silników, na 3… Czytaj więcej »

Adam S.
3 miesięcy temu
Reply to  Iza

Brawo!

Robert
3 miesięcy temu
Reply to  Iza

Chciałabym Panią pocieszyć, że ekowariactwo to choroba, można to leczyć, zapraszam do psychiatry.

Admin
3 miesięcy temu
Reply to  Robert

Nieuctwo bardziej się nadaje do leczenia. Jak ktoś przez całe życie był nieukiem, to nie powinien się wypowiadać na żaden temat. Dlatego Robert ma bana dopóki nie przedstawi zaświadczenia od psychiatry

Przemo
3 miesięcy temu

Ale nie było inflacji ani wojny. A to może nie są dosłownie powody, ale za to doskonałe preteksty do podnoszenia cen.
Zobacz co się z węglem stało – parę milionów ton brakuje i ceny wzrosły trzykrotnie. To nie jest wolny rynek tylko czysta spekulacja i [SARKAZM[ przydałaby się na to jakaś IRCh`a (starsi wiedzą co to było)…

Marcin Staly Czytelnik
3 miesięcy temu

Żadnej inflacji nie ma. Na plażach dalej tlumy a na ulicach nadmorskich miasteczek same drogie fury…a tak powaznie to pierwszy raz na otwarciu sezonu widze takie pustki na Polwyspie Helskim. Chyba faktycznie ludziom brakuje kasy. Luksusowych aut tez jak na lekarstwo. Az dziwnie jak sie porowna do poprzednich lat.

jaa
3 miesięcy temu

moim zdaniem po prostu ludzie wyjechali za granicę pierwszy raz po 2 sezonach wakacyjnych spędzonych w kraju

Radek
3 miesięcy temu

„ Przykład z czasów pandemii pokazuje też, że wystarczy zmienić tryb życia – zamiast samochodem jeździć komunikacją miejską lub rowerem.” Naprawdę w czasie chińskiej zarazy przesiadł się pan redaktor z prywatnego auta do komunikacji miejskiej celem wspólnej podróży z innymi ludźmi? Tak mało czasu minęło, a już piszemy alternatywną historie. Przecież w czasie pandemii, gdy istniało ryzyko złapania wirusa od pasażera oraz limit miejsc w pojazdach komunikacji zbiorowej, ludzie masowo przesiadali się do prywatnych środków transportu. Do tego był dużo mniejszy ruch na drogach, a przejazd autem przez miasto znacznie sprawniejszy co dodatkowo zachęcało do tej formy transportu. I jeszcze… Czytaj więcej »

Waldek
3 miesięcy temu
Reply to  Radek

Ale wirusa zabiła wojna więc nie ma się czego obawiać, można śmiało wsiadać do autobusu!

Monika
3 miesięcy temu
Reply to  Waldek

Jesienią ma zmartwychwstać.

Fronczewski
3 miesięcy temu

Mnie inflacja nauczyła dwóch rzeczy: nie kupować od spekulantów oraz zrezygnować z wielu niepotrzebnych rzeczy, które wcześniej kupowałem bo były tanie. Poza tym marnuję pewnie mniej żywności i przede wszystkim odżywiam się zdrowo.
I tym sposobem zamiast narzekać powstaje całkiem miła kupka oszczędności, które wydaję na przykład na podróże motocyklem.

Mike
3 miesięcy temu

Uwielbiam te bzdury rowerzystów o przesiadaniu się na rowery jakby każdy mógł to zrobić gdyby tylko chciał a nie robi tylko dlatego ze nie chce. Idę o zaklad ze taki typowy rowerzysta „dobra rada” na luzie zamawia sobie bez przerwy paczki kurierami, a przeciez nie powinien bo taki transport produktów to tez „niepotrzebnie” zużywane paliwo. Anty paczkowiec „dobra rada” na analogiczniej zasadzie poradzilby pewnie zakupy tylko w okolicy i to lokalnych produktów bo te dalsze też trzeba przeciez czyms przywieźć – rowerem? Fakty sa takie ze o inflacji wiadomo bylo juz po pierwszych miesiacach pandemii bo wystarczylo popatrzec na irracjonalne… Czytaj więcej »

Marcin
2 miesięcy temu

rząd a w zasadzie NBP przegapił w tamtym roku moment zduszenia inflacji. Dzisiaj byłaby o połowę niższa. Ale populistyczny rząd nigdy tego nie zrobi. Będzie szedł w zaprte. a potem już równia pochyła.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!