26 października 2016

Hmm… W minutę zajrzeli mi w Facebook, Twitter, LinkedIn, Google, PayPala i dali… Czas się bać?

Hmm… W minutę zajrzeli mi w Facebook, Twitter, LinkedIn, Google, PayPala i dali… Czas się bać?

Jeśli o bankach mówi się, że są mało elastyczne i zbyt wolno dostosowują się do zmieniającej się rzeczywistości, to nie ma lepszego przykładu na poparcie tej tezy, niż system oceny ryzyka kredytowego. Opisywałem już w blogu przypadki ludzi, którzy mają dobre zarobki, oszczędności, pokazali się z najlepszej strony jako osoby przedsiębiorcze, a mimo to mają zamkniętą drogę do bankowego kredytu. Dlaczego? Ot, po prostu, nie pracują na etacie, nie mają umowy na czas nieokreślony, więc system scoringowy „wypluwa” ich jako osoby niewiarygodne finansowo. Jak ci bankowcy wpadli na to, że jeśli ktoś pracuje na umowę o dzieło, to jest mniej stabilny „dochodowo”, niż ten, kto ma etat na czas nieokreślony? To dla mnie zagadka, bo przecież etatowca też można znienacka zwolnić i wcale nie jest powiedziane, że sobie w życiu poradzi lepiej, niż człowiek, który pracodawców zmieniał w przeszłości jak rękawiczki. Inny przykład: brak historii kredytowej w BIK jako element dyskredytujący kandydata do kredytu. Dlaczego ten, kto kiedyś kupił żelazko na kredyt, albo ma siedem kart kredytowych, jest bardziej wiarygodny, niż ten, kto nigdy się nie zadłużał?

kokospoyczkiByć może banki do tej pory miały za dobrze i mogły sobie pozwolić na wyrzucanie poza nawias całych grup potencjalnych kredytobiorców. A być może po prostu są zbyt skostniałe, by szybciej łapać wiatr w żagle. W końcu właśnie na większej elastyczności w podejściu do potencjalnych klientów swój sukces zbudowały m.in. firmy pożyczkowe (takie jak Vivus, czy Wonga). One potrafią użyć innych parametrów, niż tylko historia kredytowa, by ocenić wiarygodność klienta. Czasem są to parametry bardzo innowacyjne, jak np… znajomi na Facebooku. Jeśli przyjaźnisz się w sieci z oszołomami, albo należysz do grupy „total deprecha”, to być może nie jesteś zbyt bezpiecznym pożyczkobiorcą. Teraz na podbój serc millennialsów, czyli grupy klientów niezbyt poważanej przez banki, uderza największy w Polsce serwis pożyczek społecznościowych – Kokos.pl. Za jego pośrednictwem posiadacze nadmiaru gotówki mogą udzielać pożyczek osobom potrzebującym. Oprocentowanie jest niższe od bankowego (bo z zysków z pożyczki nie trzeba utrzymywać setek placówek i tysięcy pracowników), ale wyższe od oprocentowania depozytów. Większość wystawianych obecnie aukcji pożyczek na Kokos.pl ma oprocentowanie w okolicach 10% w skali roku.

Zobacz również:

Kokos.pl spróbuje za pomocą tzw. social scoring powalczyć o to, żeby móc obniżyć oprocentowanie pożyczek dla osób młodych, bez stałej umowy o pracę i bez historii kredytowej (czasem nawet bez konta bankowego). Liczy na to, że dzięki temu odciągnie tę klientelę od niebankowych firm pożyczkowych. Jeśli pomysł się uda – może z tego wypączkować najbardziej opłacalna forma pożyczania pieniędzy przez millennialsów. Przy tak niskich stopach procentowych, jakie mamy dzisiaj (i żałosnym oprocentowaniu lokat bankowych) inwestorzy w pożyczki społecznościowe będą w stanie zaakceptować niższe oprocentowanie, o ile organizator aukcji – w tym przypadku Kokos.pl – zapewni porządne prześwietlenie pożyczkobiorców i wystawi im wiarygodny scoring. Do współpracy przy social scoring Kokos.pl zaprosił firmą FriendlyScore, która zajmuje się tym biznesem na rynku brytyjskim. Na czym ma polegać społecznościowe prześwietlanie potencjalnych klientów na pożyczki społecznościowe?

Czytaj też: Idzie czas finansowych Fejsbuków? Dzięki znajomym twój kredyt potanieje!

Czytaj też: Fotografujesz paragony, chwalisz się zakupami na Fejsie i… zarabiasz

Otóż FriendyScore i Kokos.pl poproszą potencjalnego pożyczkobiorcę o podłączenie jego kont w serwisach społecznościowych (LinkedIn, Google, Twitter i Facebook) do konta na Kokos.pl. Z serwisów społecznościowych będą od tego momentu zaciągane informacje dość dokładnie odzwierciedlające jestestwo klienta, nawet jeśli w BIK jest na jego temat wpisana nicość. W FriendlyScore twierdzą, że na podstawie danych, które większość z nas zostawia o sobie na portalach społecznościowych da się bez problemu określić sytuację rodzinną delikwenta, jego doświadczenie zawodowe, a nawet poziom dochodów. Oczywiście Kokos.pl nie zamierza nikogo zmuszać do poddania się takiej wiwisekcji, ale jeśli ktoś się na to zgodzi i przejdzie taki social scoring pozytywnie, to będzie mógł w Kokosie pożyczać taniej pieniądze.

Poszedłem na stronę FriendlyScore i zalogowałem się przez swoje konto w Facebooku. Natychmiast wyświetlił mi się ekran, na którym poproszono mnie, bym zalogował się też na konto Google (tam zbadają moją codzienną aktywność, zainteresowania i kontakty), na Twittera (tu prześwietlą kto mnie śledzi i kogo ja śledzę oraz czym się interesuję), na LinkedIn (tu zweryfikują moją historię zawodową) oraz na konto PayPal (gdzie przeanalizują co, kiedy i za ile kupowałem, a więc ile mniej więcej mogę zarabiać, pobiorą moje dane adresowe i sprawdzą czy mam kartę kredytową i ewentualnie jaką). Social scoring bazuje m.in. na algorytmie, który bierze pod uwagę zidentyfikowane wcześniej korelacje. Np. sprawdza spójność wpisywanego miejsca pracy w różnych mediach społecznościowych (wykrywając ewentualne nieścisłości). W ramach konta Google system sprawdzi z jakich aplikacji googlowskich korzystam, np. czy prowadzę kalendarz (to działa na plus, bo oznacza, że jestem systematyczny i skrupulatny). Podobno nie sprawdzają liczby, ani tematyki wrzucanych przez klienta postów, bo to ponoć nie ma znaczenia. Ale ja im nie wierzę ;-)). No dobra, koniec pieprzenia, jedziemy z tym koksem… Tfu, z Kokosem, chciałem powiedzieć ;-).

friendlyscore

Przeszedłem przez weryfikację scoringową na FriendlyScore i powiem szczerze, że jestem pod wrażeniem jak to chodzi. Przypięcie do Facebooka zajęło kilka sekund, a potem – przy weryfikacji w kolejnych portalach społecznościowych – system już sam rozpoznawał mnie po nazwisku lub po zdjęciu, więc tylko klikałem zgodę na przekazanie aplikacji wszystkich danych oraz nerki. Strach obleciał mnie przy PayPalu. FriendlyScore obiecuje, że nie sprzedaje żadnych danych na temat swoich klientów, ani nie gromadzi żadnych haseł. Jest też obietnica, że żaden żywy człowiek nie będzie czytał danych, które system wysysa z portali społecznościowych, podobno wszystko jest automatyczne. Obleciał mnie cykor i weryfikację PayPala odpuściłem. Mimo wszystko FriendlyScore przepuścił mnie do finalnej oceny i po jakichś 10 sekundach wypluł wynik: 913 na 1000 możliwych punktów i ocena „impressive”.

friendlyscorefinal

Powiem szczerze, tak dobrze nie ocenia mnie nawet BIK (pewnie dlatego, że mam tam dużo „pustych” zapytań wynikających z tego, że testuję dla Was różne produkty kredytowe). Ale jeśli tak ma wyglądać aplikowanie o pożyczkę… jest moc. W półtorej minuty dostałem glejt, na podstawie którego mogę aplikować o pożyczkę. W banku w tym czasie zdążyłbym wypełnić najwyżej jedną z siedemnastu stron formularza aplikacyjnego (no, chyba że miałbym już przyznany jakiś limit w ramach prescoringu oraz podpisaną z bankiem umowę ramową na produkty kredytowe, to wtedy wystarczyłoby kliknięcie).

Zakładam, że duża część danych, które można pozyskać z Facebooka, Twittera, LinkedIn, czy z konta Google oraz z Paypala to te same dane, które podaje się we wniosku kredytowym w banku. Tyle, że tutaj to dzieje się naprawdę błyskawicznie. No i dla banku zebranie tych wszystkich danych (najczęściej pracowicie wklepywanych do formularzy) to jest dopiero pierwszy krok, potem następuje słynna weryfikacja klienta w BIK. A tutaj wnioskowanie na podstawie danych z portali społecznościowych jest posunięte tak daleko, że wystarcza do wystawienia scoringu decydującego o oprocentowaniu ewentualnej pożyczki. Czy to będzie skuteczne? Cóż, sprawdzą to na własnej skórze ci, którzy w oparciu o taki „społecznościowy scoring” udzielą komuś pożyczki. Każdy model jest tak dobry, jak jego najsłabszy element. Czy model FriendlyScore ma jakieś poważne słabości? Wyjdzie w praniu. Wydaje mi się, że banki powinny bać się tego typu nowinek, bo młodzi ludzie i bez tego uważają chodzenie do banku za obciach. Płatności mogą wykonywać u niebankowych pośredników (jak SkyCash, czy opisywany w blogu DiPocket), oszczędności nie mają, a jeśli będą też mieli do dyspozycji tani, szybki i nieinwazyjny sposób uzyskania oceny wiarygodności kredytowej, to bankom – o ile szybko nie nauczą się tego samego – bardzo trudno będzie odzyskać dla siebie to pokolenie.

OBEJRZYJ TRZECI ODCINEK „KASOWNIKA SAMCIKA”. To mój nowy tygodnik wideo. W trzecim odcinku głónym tematem są sprytne sposoby na oszczędzanie, a w poprzednich było m.in. o studiowaniu, pracowaniu, czy zaciąganiu kredytu hipotecznego. Poza poradami finansowymi w każdym wydaniu solennie obiecuję czerstwy żart prowadzącego :-)), ciekawostkę o pieniądzach oraz finansowy trik Samcika. Żeby nie przegapić kolejnych odcinków – zapraszam do subskrybowania kanału YouTube „Subiektywnie o finansach”  

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!