Getin gra ostro: płać telefonem za zakupy, to oddamy ci 15% wydatków. Ale musisz…

Odbierz aż 15% zwrotu za swoje zakupy” – krzyczy od kilku dni baner reklamowy Getin Banku. Co prawda zaraz obok widnieje gwiazdka oznaczająca, że oferta jest obwarowana jakimiś warunkami, ale… i tak wygląda ze wszech miar kusząco. Dziś banki rzadko oddają klientom więcej, niż 1-2% za zakupy opłacone kartą. Alior Bank jakiś czas temu wyskoczył z ofertą zwrotu do 7% wydatków, ale dotyczyła ona wyłącznie tych klientów, którzy „zwątpili” i chcą się nawrócić. Na tym tle money-back proponowany przez Getin – aż 15% – wygląda jak oferta z kosmosu. Dla znających realia bankowego świata nie jest zagadką, że to nie może być prawda, ale tak zwany przeciętny zjadacz bułek ma w zamierzeniu marketingowców Getinu stanąć jak wryty, potem paść na kolana i się rozpłakać, a następnie odpalić mapy Google i znaleźć najbliższą placówkę Getin Banku, by tam błagać o możliwość podpisania umowy na cokolwiek.

Getin reklama karty NFC

Dobra, koniec żartów. Przekonajmy się co trzeba zrobić, żeby dostać zwrot 15% pieniędzy, które wydajemy w sklepach. Promocja dotyczy karty NFC, czyli takiej, która nie występuje w formie plastikowego kartonika, tylko jest umieszczona na czipie smartfona. Getin Bank jest jednym z trzech pierwszych banków, biorących udział w projekcie T-Mobile i MasterCard, dzięki któremu kartę płatniczą klient może umieścić w telefonie. Jak to działa? Jeśli klient chce zapłacić za coś kartą, wyciąga z kieszeni telefon, uruchamia aplikację płatniczą i zbliża kartę do terminala (telefonem można płacić tylko tam, gdzie są terminale działające na zbliżenia, 30% terminali w polskich sklepach tak ma). Przy transakcji poniżej 50 zł nie trzeba nawet podawać PIN-u. Potrzebny jest telefon obsługujący technologię NFC, abonament komórkowy opłacany w T-Mobile i konto w Getin Banku, który w pakiecie dorzuci też tę mobilną kartę NFC, wydawaną wspólnie z MasterCardem. I to tej karty trzeba używać na zakupach, by odzyskiwać 15% wydatków.

Czytaj też: Gwarantują 8% odsetek na koncie przez pięć lat. Ile zarobisz?

To chyba najbardziej spektakularna próba popularyzowania płacenia przez zbliżenie, którą kiedykolwiek podjął jakikolwiek polski bank. Getin wyszedł z prawidłowego założenia, że jeśli chce się przekonać ludzi do jakiejś innowacji, to nie ma innego wyjścia, jak przemawiać do klientów językiem korzyści. Z własnej, nieprzymuszonej woli płatności mobilne przetestuje może 10% klientów, cała reszta będzie się po prostu obawiała tej nowinki. I bijąca po oczach nagroda w wysokości 15% zwrotu za zakupy ma uśmierzyć owe obawy. W czasach, kiedy płatności zbliżeniowe uchodzą za dziurawe jeśli chodzi o bezpieczeństwo, inicjatywa Getinu jest podwójnie cenna. Przynajmniej z punktu widzenia branży bankowej, dla której NFC – czy to „załadowane” w telefonie, czy też umieszczone na zwykłej, plastikowej karcie płatniczej – jest strategicznym projektem na drodze do skasowania z naszych portfeli gotówki.

No, koniec pieszczot. Jak wspomniałem na początku, 15% zwrotu za zakupy nie może być prawdą, bo Getin poszedłby szybko z torbami. Przyjrzyjmy się więc gwiazdce w getinowej promocji. „Oferta dostępna dla nowych i obecnych posiadaczy rachunku Getin Up” – zastrzega bank. Getin Up to rachunek, który tylko pod pewnymi warunkami (wpływy plus transakcje kartą) jest darmowy. W przeciwnym razie kosztuje najmarniej 9,99 zł miesięcznie. Zarabianie 15% dzięki mobilnym płatnościom w sklepach wymaga więc przeniesienia do Getin Banku przynajmniej części naszych finansów. Drugie ograniczenie to limit miesięczny – bank przestanie naliczać money-back po tym, jak korzyść klienta w danym miesiącu osiągnie 40 zł. Liczą się wszystkie zakupy – zarówno te małe, bez PIN-u, jak i przekraczające 50 zł, w których trzeba podać PIN. Miesięcznego limitu zwrotu dotkniemy już przy transakcjach kartą rzędu 260 zł, a więc bardzo szybko. A potem już kiszka. W dodatku promocja trwa (tylko?) przez pół roku, co oznacza, że maksymalnie bank odda za zakupy 240 zł. Oczywiście, takie pieniądze piechotą nie chodzą, ale warto mieć świadomość, że te 15% działa tylko do pewnego momentu. A „moment” nadchodzi zwykle dość szybko.

Czytaj też: Gwarantowali ceny paliwa, a teraz kupisz u nich leki po… 4,99 zł

Co ciekawe, promocja Getinu dotyczy nie tylko nowych klientów, ale i tych, którzy mają już konto w tym banku. Dla nowych Getin ma jeszcze dodatkowe zachęty, by spróbować płacenia telefonem – za pierwszą płatność zbliżeniową z użyciem karty zainstalowanej w smartfonie da w prezencie 50 zł. A jeśli klient przez trzy miesiące z rzędu będzie miesięcznie nabijał po 300 zł takich transakcji lub więcej, to dodatkowo dostanie 100 zł bonusu. W sumie więc Getin przez pół roku, w ramach kursu nauki płatności mobilnych, jest skłonny dotować niektórych z nas kwotą nawet 390 zł. Nawet jeśli te 15% z banera reklamowego jest po części ściemą, to w sumie pakiet korzyści wygląda sensownie. Zerknąłem też na bezpieczeństwo całej zabawy, bo tam, gdzie wchodzi technologia NFC i transakcje bez PIN, można się zaniepokoić. Getinowe karty mobilne są autoryzowane zawsze online, na czipach jest dzienny licznik transakcji (na wypadek, gdyby ktoś ukradł telefon i chciał nim płacić „hurtowo”), a aplikację elektronicznej portmonetki w telefonie można dodatkowo zabezpieczyć drugim hasłem.  Ciekaw jestem ilu adeptów płatności mobilnych wychowa sobie Getin Bank tym dotowaniem klientów?

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss