Gdy w Turcji nie ma już skarbów, towarzystwo udaje Greka, a klienci tańczą na lodzie

Kto inwestuje pieniądze w funduszach inwestycyjnych wie, że zdarzają się tu bolesne rozczarowania. Wysokie opłaty, mizerna jakość zarządzania, zmieniająca się radykalnie polityka inwestycyjna (zdarzają się sytuacje, kiedy fundusz inwestujący np. w małe spółki z branży budowlanej przepoczwarza się w fundusz obiecujących spółek meksykańskich – co zresztą, jak twierdzi główny analityk Wealth Solutions, nie byłoby wcale takim głupim pomysłem 😉). A jak bardzo źle idzie to… likwidacja z powodu nadmiaru inwestycyjnych fakapów. To wszystko sprawia, że obietnice zysków dużo wyższych, niż na lokacie w banku są okupione sporym ryzykiem. Jedną z najbardziej niefajnych sytuacji jest taka, w której firma zarządzająca funduszem dochodzi do wniosku, że już jej się nie chce i… zamyka interes, przymuszając inwestorów (albo przynajmniej mocno ich zachęcając) do umorzenia posiadanych udziałów. Opisywałem już takie przypadki związane z funduszami Legg Mason sprzedawanymi przez Citibank (w tym przypadku klienci zapowiadali, że będą żądać odszkodowań), a także z brytyjskimi funduszami HSBC, którym też już działać w Polsce się nie chce. Dziś świeżutki przypadek funduszu, którego udziały sprzedawał kiedyś grecki Polbank, a od pewnego czasu Raiffeisen Polbank.

W połowie grudnia zostałem poinformowany przez mój bank Raiffeisen Polbank), że akcyjny fundusz inwestycyjny, w który zainwestowałem niecałe trzy lata temu, zostanie zlikwidowany, a posiadane przeze mnie jednostki przymusowo umorzone. Fakt ten wywołał moje zdumienie i oburzenie. Wspomniany fundusz (Skarby Turcji) miał charakter otwarty, a sugerowany przez bank horyzont inwestycji wynosił 3-5 lat. Nagłe, arbitralne zmuszanie klienta do umorzenia jednostek funduszu w obecnej, niefortunnej sytuacji rynkowej uważam za skandaliczne. Fundusz Skarby Turcji miał swoje lepsze i gorsze chwile. Przez kilka miesięcy ubiegłego i bieżącego roku wartość jednostki fluktuowała między 60 zł a 70 zł, ostatnio jednak spadła poniżej 50 zł. Umorzenie obecnie jednostek funduszu nie tylko pozbawia mnie możliwości osiągnięcia potencjalnych zysków w przypadku poprawy koniunktury, ale wręcz stanowi stratę w stosunku do momentu dokonania inwestycji” – pisze do mnie jeden z czytelników. Sprawdziłem kartę funduszu Skarby Turcji i rzeczywiście, jest to trup. Fundusz został po cichu zamknięty 20 grudnia 2013 r. Cześć jego pamięci.

Jako doświadczony inwestor brałem oczywiście pod uwagę ryzyko spadku wartości mojej inwestycji w wyniku słabej koniunktury na rynku. Nie brałem jednak pod uwagę możliwości jednostronnego umorzenia jednostek przez pośredniczący w inwestycji bank. Czy takie działanie instytucji finansowej jest prawnie dopuszczalne? Czy mam możliwość domagania się rekompensaty za poniesione w wyniku tej decyzji banku straty? Będę wdzięczny za pomoc w tej bulwersującej mnie sprawie” – pisze do mnie pan Piotr. Cóż, obawiam się, że w statucie funduszu taka możliwość, jak jego zamknięcie (np. z powodu zbyt niskich aktywów, by opłacało się nimi zarządzać) jest ujęta. Choć pewnie warto by to było sprawdzić, bo jeśli nie… otwierałaby się droga do żądania rekompensat. Ale sądzę, że tak dużej wtopy nawet Grecy by nie zrobili ;-). Rozczarowanych uczestników może być wielu, bo jeszcze w połowie 2013 r., przed załamaniem giełdy tureckiej, fundusz ten przyniósł 40% zysku i stał się jednym z najbardziej rentownych funduszy działających w Polsce. Fundusz był zarządzany przez luksemburską spółkę greckiego Eurobanku (były właściciel Polbanku) inwestował głównie w spółki z sektora finansowego, przemysłowego i nieruchomości. I był jednym z 13 subfunduszy w ramach parasolowego funduszu Polbank Zagraniczny.

fundusz Skarby TurcjiZamknięcie funduszu – nie wiadomo czym spowodowane, być może odpływem pieniędzy inwestorów po tym, jak Turcja wyszła z mody – dla zdecydowanej większości członków Skarbów Turcji musi oznaczać straty. Choć fundusz formalnie zamyka się na podobnym poziomie wartości jednostki uczestnictwa, jak ta startowa (trzy lata temu), to większość uczestników zapewne dołączyła dopiero w połowie „tureckiej hossy”, albo i później. I przymusowe umorzenie oznacza dla nich 10-20% straty. Najwięksi pechowcy pewnie są na minusie jeszcze więcej. Czy można mieć pretensje? Ja mimo wszystko mam. Zarządzający miał prawo się wypiąć, ale polscy sprzedawcy (w tym wypadku Raiffeisen Polbank) mogliby wykonać gest w kierunku klientów i zaproponować wymianę udziałów w likwidowanym funduszu na inny, o podobnej polityce inwestycyjnej, z pokryciem przez bank opłat manipulacyjnych. Kto chciałby nadal inwestować w Turcji, udzieliłby sprzedawcom banku pełnomocnictwa i po kilku dniach obudziłby się z udziałami innego „tureckiego” funduszu. Oczywiście, pan Piotr i tak może sobie sam coś kupić, a strat nikt mu i tak nie wyrówna, ale od strony PR-owej by to wyglądało znacznie lepiej.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss