Ganiał się z duchem molocha, wysłał nas do lekarza, chciał ro(z)bić bank. I go pogonili

Ganiał się z duchem molocha, wysłał nas do lekarza, chciał ro(z)bić bank. I go pogonili

lLfcoWDl_400x4001Kto ma polisę PZU powinien dziś wychylić kielonek – np. z sokiem marchewkowym 🙂 – w intencji swojego ubezpieczyciela (no, chyba, że nie dostał odszkodowania lub dostał za niskie, to zwalnia z wychylania kielonka :-)), bo w tej firmie kończy się pewna era. Na prośbę Ministra Skarbu rezygnację z zarządzania nią złożył Andrzej Klesyk, człowiek który przez osiem lat trzymał stery największego koncernu ubezpieczeniowego w naszej części Europy. Tak długie panowanie to rzadkość w polskich firmach, a w największych koncernach z udziałem Skarbu Państwo to już w ogóle. Należy się więc panu prezesowi kilka słów subiektywnego podsumowania jego rządów. Kiedy obejmował władzę w PZU, firma była gigantem, który rocznie zbiera 15,5 mld zł składki i zarabiała 3,2-3,6 mld zł rocznie. Wartość zarządzanych przez firmę aktywów wynosiła 53 mld zł, a z każdej złotówki zainwestowanego przez akcjonariuszy kapitału firma wyciskała 25-30% zwrotu (tzw. wskaźnik ROE). Trudno więc, by za czasów prezesa Klesyka gabaryty firmy mogły urosnąć o rząd wielkości, ale… Wartość zbieranej rocznie składki zwiększyła się do jakichś 17 mld zł, zaś zarządzane przez firmę aktywa wynoszą prawie 68 mld zł. Firma więc przez te osiem lat trochę urosła przy zachowaniu podobnej rentowności ROE (w zeszłym roku była w okolicach 24%).

To plus dla Klesyka, bo w usługach finansowych – i w ogóle w biznesie – panuje zasada „bij mistrza” i każdy z konkurentów to właśnie odbicie klienteli największemu, najbardziej nieruchawemu graczowi stawia sobie za cel. A PZU po ośmiu latach rządów prezesa Klesyka co najmniej obronił swoją pozycję na rynku ubezpieczeń. Dziś firma ma 33% rynku ubezpieczeń majątkowych (drugie miejsce ma Talanx, właściciel Warty, z udziałem 17% oraz Hestia z 13-procentowym udziałem) oraz 43% rynku ubezpieczeń na życie (drugie miejsce ma Aviva z udziałem 10% i Nationale Nederlanden mające 8%). To od PZU zaczęła się w Polsce era bezpośredniej likwidacji szkód. Ale trzeba też zauważyć, że w zeszłym roku zysk netto wyprowadzony przez PZU spadł o jedną trzecią do 2,5 mld zł, co częściowo można tłumaczyć niskimi stopami procentowymi (firma inwestuje własne rezerwy i składki klientów m.in. w obligacje) oraz kosztami realizacji mocarstwowej strategii.

Zobacz również:

z11698428WStareinowelogoPZUAle największym dzieła prezesa Klesyka to unowocześnienie firmy oraz jej ekspansja – zarówno w nowe obszary w kraju, jak i w branży ubezpieczeniowej za granicą. Ekipa Klesyka kilka lat temu podjęła szalenie ryzykowną próbę rebrandingu – zamiast nobliwego „starego” logo z ozdobnikami pojawiła się „opona”, która wzbudziła kontrowersje, ale chyba ostatecznie się przyjęła. Za kadencji Klesyka pracę straciło jakieś 5.000 pracowników PZU, ale „duch molocha”, opętujący PZU przez lata, chyba udało się zwalczyć. Dziś największa polska firma ubezpieczeniowa nie kojarzy się już z urzędem i zeszła z pierwszych pozycji w rankingu firm, na które klienci się najbardziej skarżą. Pojawiło się trochę dobrego humoru i marketingu z luzem w… biodrach.

Prezes też miał luz na konferencjach prasowych: na jednej opowiadał, że wynik finansowy firmy rośnie, bo „ludzie nie pukają się na ulicach”. Równie kolorowo jak Klesyk wypowiadał się – przynajmniej wśród finansistów – na konferencjach prasowych tylko prezes NBP Marek Belka (chociaż w jego przypadku i tak nic nie przebije imprezy przy ośmiorniczkach :-)). W wywiadach ostrzegał przed idiotami prosił ministra, żeby i jego nie zastępował jednym z półgłówków 🙂

Klesykowi chwali się to, że mógłby leżeć do góry brzuchem i patrzeć jak interes sam się kręci – bo PZU, zwłaszcza po odchudzeniu o rebrandingu w jakimś sensie jest maszynką do robienia pieniędzy. Tymczasem szefowie PZU ciągle coś mącili w strategii. Po pierwsze zaczęli mocno inwestować w przychodnie i szpitale. Polska jest krajem coraz bogatszym i o ile dziś prywatne leczenie jest jeszcze luksusem zarezerwowanym dla najlepiej zarabiających, to za 3-5 lat być może będzie na nie stać większość rodzin. Klesyk zaczął przygotowywać firmę do tego, żeby zarabiała nie tylko na ubezpieczaniu klientów od chorób, ale i na leczeniu ich. To może być albo wielki sukces, albo spektakularna porażka, bo inwestycje w służbę zdrowia są potwornie drogie. Jeśli Klesyk się nie pomylił, to pomógł swojej firmie uchronić się przed losem wielu innych przedsiębiorstw, które dały sobie zabrać łańcuch usług otaczających podstawową działalność. Np. sieci hotelowe dały sobie zabrać biznes rezerwacyjny i teraz chodzą na pasku portali typu Booking.com.

W zeszłym roku przychody PZU z działalności na rynku ochrony zdrowia wyniosły 180 mln zł, więc jeszcze niewiele, ale w 2020 r. mają wynieść 650 mln zł. Tyle. że do tego czasu firma musi zainwestować w ten biznes… 800 mln zł, więc o zarabianiu wielkich pieniędzy na leczeniu możemy mówić dopiero za jakiś czas. Ale, do cholery, przecież Polska będzie się nie tylko bogaciła, ale i starzała. Kto wie czy Klesyk za 20 lat nie będzie miał pomnika w centrali firmy. Poza „wszczepieniem” w DNA PZU komponentu w postaci działalności na rynku ochrony zdrowia prezes Klesyk pokazał się też jako rynkowy drapieżnik. W Polsce kupił Link4 (swoją drogą dziwię się, że UOKiK pozwolił mu na konsolidację rynku przy takich gabarytach) i Alior Bank. Kilka miesięcy temu prezes zeznawał, że chętnie kupiłby też Raiffeisena i BPH, tworząc z trzech banków instytucję numer pięć na polskim rynku bankowym. Nie wiadomo czy Klesyk sam wpadł na to, czy też udział PZU w tzw. repolonizacji banków był ceną, jaką musiał zapłacić za utrzymanie się na stołku. Pomysł na budowanie „banku PZU” był mocno kontrowersyjny, zwłaszcza że zaczął się od zakupu Alior Banku za koszmarnie duże pieniądze.

pzuudzialrynek

O ile idea kupowania i łączenia banków nie wygląda na sensowną (a w obecnych okolicznościach wygląda wręcz na totalnie głupią), o tyle ekspansja zagraniczna na rynku ubezpieczeniowym się prezesowi Klesykowi udała. Po przejęciu kilku zagranicznych ubezpieczycieli PZU jest dziś największą firmą na Litwie i Łotwie i ma solidny (14%) udział w rynku estońskim. To, czego nie osiągnął PKO BP, który nie dał rady wychylić nosa z kraju (nie licząc nieudanej, starszej od żółwia inwestycji na Ukrainie), prezes Klesyk może prezentować jako swój sukces – polska firma ubezpieczeniowa jest dominatorem nie tylko u nas, ale i na sąsiednich rynkach. Pewnie,że lepiej byłoby mieć udziały w rynku niemieckim, czeskim, słowackim, węgierskim, czy austriackim, ale pierwszy krok został zrobiony. Po stronie minusów Klesykowi trzeba zapisać nieudaną ekspansję na rynku funduszy inwestycyjnych. Dziś TFI PZU – jeśli chodzi o zarządzanie pieniędzmi innymi, niż te ze składek – np. prywatnymi oszczędnościami Polaków, którzy samodzielnie lokują swoje pieniądze poza bankiem – nie ma więcej, niż 5% rynku. Jak na firmę, która ma potężne doświadczenie w zarządzaniu aktywami,dużą sieć dystrybucji, znaną markę, jest to dość żenujący udział w rynku.

Co by jednak nie mówić, prezes Klesyk, wprowadzając PZU na giełdę, pokazał jak się dostarcza akcjonariuszom wartość.Kto na początku giełdowej kariery PZU zaufał tej firmie i kupił jej akcje, może być zadowolony zarówno ze wzrostu cen tychże akcji jak i – a może przede wszystkim – z dochodu z corocznych dywidend. PZU pod rządami Klesyka był firmą idealną dla drobnego inwestora – stabilną, rosnącą i płacącą dywidendę. W ciągu pięciu lat kariery giełdowej akcje PZU podrożały o jakieś 25%, ale w tym czasie firma wypłaciła 175 zł dywidendy na każdą akcję, wartą na początku 2010 r. nieco ponad 300 zł.

pzukursdiv

Biorąc pod uwagę wzrost cen akcji i dywidendę akcjonariusze PZU „zaliczyli” wzrost wartości swoich pieniędzy o 80% w ciągu pięciu lat. Oby następca mógł się za pięć lat pochwalić podobnym wynikiem. Po ośmiu latach rządów zmiana na stanowisku prezesa PZU nie jest czymś kontrowersyjnym, ale wolałbym dowiedzieć się co nie pasuje ministrowi skarbu w sposobie pracy prezesa Klesyka, skoro poprosił o dymisję. Z szacunku do pozostałych akcjonariuszy przydałoby się mocniejsze uzasadnienie niż „potrzebujemy stołka dla naszego człowieka”. Jeśli tak się to ma skończyć, to kto wie,czy wygoniony przez Klesyka duch molocha nie wróci… Jego następcą ma być „zote dziecko PiS”, Michał Krupiński, który jednakże ducha nie przypomina 🙂

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Pobierz e-booki autorstwa

Macieja Samcika

i pomnażaj swoje oszczędności!

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi.
Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu