30 stycznia 2018

Najsłynniejszy polski frankowicz powraca. Czy precedensowa skarga odmieni bieg procesów o franki?

W polskim sądzie przegrał w pierwszej instancji, poległ w drugiej, a Sąd Najwyższy nie przyjął złożonej przez niego kasacji. Złożył precedensową skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Jeśli wygra, może uratować się od gigantycznego długu i… narobić zamieszania w polskich sądach. A jakie ma szanse?

 

W sądach – na różnym etapie – jest co najmniej kilka tysięcy spraw dotyczących kredytów indeksowanych do franka szwajcarskiego. W procesach wytaczanych bankom ludzie domagają się najczęściej odwalutowania lub unieważnienia kredytów (z powodu istnienia w umowach nieprecyzyjnych, niewiążących zapisów dotyczących kosztów kredytów).

Wynik tych spraw nie jest przesądzony, bo orzecznictwo w sądach jest bardzo rozbieżne. Procesy w znakomitej większości nie dotarły jeszcze do Sądu Najwyższego, a duża część nigdy tam nie dotrze (bo wartość sporu jest poniżej 50.000 zł). A nawet jeśli… stanowisko Sądu Najwyższego też może być różne (jak dotąd pozytywnie dla kredytobiorców wypowiadał się tylko w przypadku spraw, w których klienci kwestionowali wypowiedzenie umów przez banki).

Czytaj też: Nowy patent w sądowej wojnie o franki. Niektórzy klienci grają va banque i… wygrywają

Czytaj też: Po jakim kursie spłacać kredyt, gdy klauzula „walutowa” wypadła z umowy? Sąd Najwyższy filozofuje

Czytaj też: Sąd Najwyższy o kredycie frankowym. Dług istnieje, ale jaki?

Przegrana sprawa w sądzie to właściwie koniec nadziei na odwalutowanie kredytu, bo nie ma co liczyć na rozwiązanie ustawowe (czyli odgórne zmuszenie banków do zdjęcia z klientów „nawisu” długów wynikającego ze wzrostu kursu franka). Chyba, że… uda się skutecznie zaskarżyć wyroki polskiego wymiaru sprawiedliwości w europejskim trybunale. A więc udowodnić, że przy osądzaniu sprawy zostały złamane prawa człowieka.

Czytaj też: Dziwczny wyrok sądu pogrzebe szanse frankowiczów? Nie tak prędko

Tę właśnie drogę obrał najsłynniejszy onegdaj polski frankowicz, krakowski tłumacz Tomasz Sadlik. W polskim sądzie przegrał w pierwszej instancji, poległ w drugiej, a Sąd Najwyższy nie przyjął złożonej przez niego kasacji. Po spłaceniu 600.000 zł kredytu pan Tomasz wciąż ma dług wartości 1.200.000 zł i w zasadzie żadnych szans, by za życia wyjść z zadłużenia.

Są tacy, którzy uważają, że Sadlik po prostu zrobił głupotę, biorąc kredyt we frankach na duże biuro. Gdy wybuchł kryzys finansowy okazało się, że przeinwestował. I tak by nie miał z czego zwracać pieniędzy, a rosnący kurs franka dokończył dzieła zniszczenia. A potem Sadlik – nie mając już nic do stracenia – z premedytacją „kręcił” awanturę wokół swojego kredytu, by nie musieć płacić za swoje błędy,

Przegrał w Polsce, więc złożył precedensową skargę w Luksemburgu

Niezależnie od tego jak ocenimy przyczyny tej sytuacji (być może klient nie powinien brać na siebie tak dużego kredytu w relacji do obecnych i spodziewanych dochodów), to jest ona beznadziejna. Pan Tomasz, po wyczerpaniu drogi prawnej w kraju, złożył skargę do najwyższej możliwej instancji – Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Czytaj też: Był pierwszym frankowiczem, który poszedł do sądu. Trudny jest los wynalazców

Nie wiadomo jeszcze kiedy sprawa będzie rozpatrywana, ale – o ile mi wiadomo – jest w pewnym sensie precedensowa. To prawdopodobnie jedyna „polska” sprawa dotycząca kredytu walutowego, która znalazła się w trybunale praw człowieka. Choć oczywiście sprawy przeciwko Polsce w innych „tematach” się zdarzają (ostatnio rocznie zapada mniej więcej po 30 wyroków w różnych sprawach wytaczanych przez obywateli naszego kraju).

Gdyby Europejski Trybunał Praw Człowieka podzielił zarzuty Tomasza Sadlika, to otworzyłby nową argumentację dla wszystkich frankowiczów. Byłby to sygnał, iż mówimy już nie tylko o abuzywności zapisów w umowach kredytowych, nierzetelnej sprzedaży, niewłaściwym informowaniu o kosztach kredytu, lecz o łamaniu praw obywatelskich czy praw człowieka.

Bolesne losy pioniera frankowej awantury

Czy jednak Tomasz Sadlik ma sensowne argumenty i realne szanse na zwycięstwo na uznanie skargi w Europejskim Trybunale Praw Człowieka? Skargę może przecież złożyć każdy. Szanse na jej pozytywne rozpatrzenie to zupełnie inna sprawa.

Sadlik walczył w sprawie swojego kredytu w latach 2014-2016, gdy orzecznictwo w polskich sądach było skrajnie nieprzychylne konsumentom. Poza tym nie istniała jeszcze lwia część z całego prokonsumenckiego orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, które nakazuje sądom w państwach członkowskich bardzo szeroko interpretować konsekwencje istnienia nieprecyzyjnych zapisów w umowach kredytowych.

Na domiar złego Sadlik poszedł złą ścieżką. Chciał udowodnić, że nie został właściwie poinformowany o istocie kredytu indeksowanego w walucie obcej. I że gdyby on, jako kredytobiorca, wiedział jakie mogą być konsekwencje, nigdy by takiej umowy nie zawarł. Wprowadzenie w błąd co do ryzyka kursowego powinno skończyć się – jego zdaniem – unieważnieniem całej umowy. Dopiero w trakcie procesu pan Tomasz zaczął wspominać też o możliwości przewalutowania kredytu. Chociaż gdyby to była Hiszpania, a nie Polska… wystarczyłby brak właściwej informacji…

Czytaj więcej: Sąd Najwyższy ostry jak chilli. Bank ma poinformować klienta o ryzyku i to tak, żeby klient zrozumiał

W pierwszej instancji kredytobiorca przegrał, bo sąd uznał, że „widziały gały co brały”, zaś w papierach wszystko się zgadza. Zaś fakt, że przez sześć lat warunki umowy klientowi nie przeszkadzały, uznano za niezbity dowód, że klient zdawał sobie sprawę z istoty kredytu. Sąd Apelacyjny uznał, że zapisy umowy kredytowej zawartej przez Sadlika i bank były zgodne z prawem obowiązującym w dniu jej podpisania. Powiedział też, że klient miał wystarczającą wiedzę o ryzyku kursowym i że został o nim poinformowany tak, jak trzeba.

Europejski Trybunał Praw Czlowieka sprawdzi czy polskie sądy nie pokpiły sprawy

Czy w tej sytuacji jest szansa, by cokolwiek ugrać w Europejskim Trybunale Praw Człowieka? Z treści skargi wynikają dość poważne zarzuty pod adresem polskiego wymiaru sprawiedliwości. Patrząc na to jakich argumentów dziś używają sędziowie w rozstrzyganiu spraw frankowych rzeczywiście wydaje się, że obie instancje polskich sądów podeszły do umowy kredytowej pana Tomasza dość beztrosko.

Co mam na myśli? Otóż kredytobiorca zarzuca, że sąd pierwszej instancji (co „przyklepał” później sąd odwoławczy) odmówił powołania biegłego, który zbadalby faktyczne koszty kredytu i porównał z tym, co wynikało z dokumentów przedstawionych klientowi przez bank oraz z umowy kredytowej. „Sąd bezkrytycznie przyjął twierdzenia banku w zakresie rzetelności przedstawionych przez niego wyliczeń bez żadnej weryfikacji”.

W skardze jest też argument, że sądy obu instancji błędnie oceniły, że umowa kredytowa „była zgodna z przepisami obowiązującymi w chwili jej zawarcia” przy braku sprawdzenia czy była zgodna z zasadami współżycia społecznego, słuszności kontraktowej oraz uczciwego obrotu.

Pan Tomasz kwestionuje stwierdzenie sądu, iż „sytuacja, w której znalazł się powód powinna być rozstrzygnięta na szczeblu władzy ustawodawczej”, gdyż „nie ma w tym zakresie regulacji prawnych”. Rzeczywiście, dość kategoryczne i niekoniecznie zgodne z rzeczywistością.

Kolejny argument to ten, że ani w pierwszej, ani w drugiej instancji sądy nie poświęciły ani minuty kwestii abuzywności klauzul umownych. Co prawda prawnicy pana Tomasza o to sądu nie prosili (to prawdopodobnie była jedna z przyczyn przegranego procesu), jednak uważa on, że w uczciwym procesie nie można było tej sprawy pominąć, zwłaszcza w kontekście całej góry orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej oraz konsumenckiej dyrektywy Unii Europejskiej.

Czytaj też: Zanim pójdziesz z frankami do sądu musisz wyciągnąć informacje od banku. A gdy bank zachowuje się jak nieszlachetny rycerz?

Kredyt frankowy i… prawa człowieka?

Trudno oprzeć się wrażeniu, że pierwszy w Polsce zbuntowany frankowicz wyprzedził swój czas. Nie ulega wątpliwości, że dziś w sądzie miałby łatwiej. Być może uniknąłby fatalnych błędów w argumentacji (jak można było nie powołać się na abuzywność klauzul, tylko poprzestać na kwestii niedoinformowania?), mógłby też trafić na sędziów obeznanych w orzecznictwie europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Dziś sędziowie są też bardziej prokonsumenccy, niż w 2014-tym.

Czytaj też: TSUE odpowiada na trzy ważne pytania o franki. Nie wszystko poszło po myśli frankowiczów, ale…

Czytaj też: TSUE nie zostawia złudzeń. Nie wolno ograniczać odszkodowań wynikających z abuzywności klauzul!

Dziś pan Tomasz miałby w ręku opinię UOKiK, prawdopodobnie też wspierające go stanowisko w sprawie Rzecznika Finansowego oraz orzeczenie Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów przeciwko bankowi, który udzielił mu kredytu (Raiffeisen) potwierdzające, że w umowie są klauzule abuzywne, które nie wiążą konsumenta.

Czytaj też:  Czy bank wprowadzał kredytobiorców w błąd odrzucając ich reklamacje w sprawie franków? Tak twierdzi UOKiK

Czytaj też: Skruszony bankoweic w sądzie. „Klienci nie mieli prawa wiedzieć co podpisują. Nawet my nie rozumieliśmy”

Gdyby udało się udowodnić, że polskie sądy w tej sprawie nie zachowały się rzetelnie, może udałoby mu się „przewrócić stolik” i wygrać przegraną grę. Ale czy miałoby to wpływ na sytuację prawną frankowiczów w polskich sądach? Wprost oczywiście nie. Ale wprowadzenie kwestii franków na poziom praw człowieka i praw obywatelskich mogłoby dorzucić dodatkowe argumenty w procesach oraz uczulić sądy, by również ten aspekt brały pod uwagę. Zresztą Rzecznik Praw Obywatelskich już teraz czyni w tej sprawie starania  włączając się do procesów:

„Na etapie postępowań sądowych Rzecznik Praw Obywatelskich ma prawo działania – na wcześniejszych etapach może tylko informować – może się więc przyłączać do spraw przed sądem, a jego argumentacja prawna jest jawna i może być wykorzystana w innych sprawach. I niedawno zrobił to po raz pierwszy”

W podobny sposób Rzecznik Praw Obywatelskich wspiera spory konusmentów z urzędnikami w sprawach podatkowych. To w dużej mierze odpowiada na pytanie, czy sprawy frankowe mogą mieć związek z prawami człowieka. Zobaczymy jak w tej sprawie wypowie się Europejski Trybunał Praw Człowieka. I czy najsłynniejszy swego czasu polski frankowicz, który jako pierwszy ruszył do sądowej walki z bankiem, znów wyprzedzi swój czas (co ma zwykle słabe konsekwencje) czy też zmieni bieg historii.

Czytaj też: Szkolenie z orzeczeń. Czy ktoś podpowiadał sędziom jak mają gwizdać w sprawach frankowych?

Czytaj też: Ważny bój o prejudykat. Dla bankowych prawników to kluczowa linia obrony. Jakie mają argumenty?

 

43
Dodaj komentarz

avatar
14 Comment threads
29 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
24 Comment authors
Przedsiębiorcaa.s.aaaJWQba Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
mariusz korpalski
Gość
mariusz korpalski

„Gdyby to była Europa ….” . Zob. wyr. TSUE C186/16 z 20.09.2017.

JK
Gość
JK

Panie Redaktorze,
Sąd powinien badać abuzywność zapisów w umowie z urzędu, nawet jeśli zarzut taki nie byłby podniesiony w pozwie. Niewątpliwie był to początek wojny frankowej konsumentów z bankami i argumentacja była niedostateczna, wynikała z niskiego poziomu wiedzy, ale obydwie instancje naszego wymiaru sprawiedliwości nie pochyliły się należycie nad tą sprawą

Tomasz Sadlik
Gość
Tomasz Sadlik

Mam nadzieję, że tak, czy inaczej wygram……
Tomasz Sadlik
Pro Futuris

annato
Gość
annato

i tak będzie !!!!

Przedsiębiorca
Gość
Przedsiębiorca

Serdecznie Panu życzę, Panie Sadlik, aby Pan wygrał.

Ruza
Gość
Ruza

Banki osukali i daley ukradnom nam doc

mborus
Gość
mborus

Mimo, że jestem zaciekłym wrogiem banków i tak zwanych „instytucji” (bo to nie są żadne instytucje, tylko prywatne firemki) finansowych, to uważam, że banki mają 100% racji w sprawie tak zwanego franka. „Widziały gały co brały”. Tłumaczenie „nie wiedziałem” jest po prostu śmiechu warte. Po to się czyta, aby zrozumieć. Jeśli się nie rozumie, to po tą są inni, aby się zapytać albo samemu się dokształcić. Taki kredyt to poważna sprawa, p-o-w-a-ż-n-a. Jeśli ktoś w takiej sprawie wierzył pracownikowi w banku, który zarabia 2000zł i jeździ autobusem, często ledwo wiążąc koniec z końcem (wniosek: na finansach się nie zna), to… Czytaj więcej »

Tomasz Sadlik
Gość
Tomasz Sadlik

Szanowny Panie, zostało naruszone moje prawo do sądu:

poważne zarzuty są co najmniej trzy:

– brak powołania biegłego
– niezabezpieczenie przed egzekucją na czas procesu (wbrew wnioskowi o to i wbrew orzeczeniu TSUE, na które się powołuję w tym wniosku)
– brak zbadania z urzędu abuzywności klauzul umownych (znowu obowiązkowe z orzeczeń TSUE)

Ale to zbada już Trybunał Praw Człowieka,
pozdrawiam i życzę miłego dnia,

mborus
Gość
mborus

Dziękuję Panu za zabranie głosu. Co do braku zabezpieczenia przed egzekucją to ma Pan rację, że nie powinno to mieć miejsca. Jeżeli faktycznie tak było (a myślę, że tak było) to rozumiem Pana postępowanie. Co do „abuzywności” to mam mieszanie uczucia i podtrzymuję „widziały gały co brały”. Ja na przykład nie mam obecnie nawet konta w banku, bo mi każą podpisywać jakieś ecie pecie, że się zgadzam na jakieś BIK’i, marketing, na to, na siamto i ja się im śmieję w twarz, kiedy coś takiego widzę. Nigdy bym nie podpisał żadnego weksla in blanco oraz poddawanie się dobrowolnej egzekucji, bo… Czytaj więcej »

Hieronim
Gość
Hieronim

Bez konta w banku jakoś można żyć. Ale co do zasady podobnie ‚klient’ jest traktowany w szpitalu, u operatora telekomunikacyjnego itp. Kilkadziesiąt stron tekstu do podpisania sformułowane prawniczym żargonem.

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Banki są insytucjami zaufania publicznego i dlatego Polacy, którzy wychowali się w innym systemie gospodarczym im zaufali. Jeśli idę do mechanika to nie muszę znać się na naprawie samochodu, do lekarza nie idę z innym lekarzem żeby go sprawdzać. To pan nie wie, że te kredyty są kredytami złotówkowymi? Same banki się do tego przyznają. Banki nie miały żadnych franków ub miały ich niewilką ilość(mówię o kredytach indeksowanych), Ludzie masowo nie idą do sądów bo jeśli nie mają problemów ze spłata (tak ja ja) to biorą na klatę to, że zaufali bankowcom. UNWW, ubezpieczenie pomostowe- ludzie wygrywają sprawy z bankami… Czytaj więcej »

mborus
Gość
mborus

Cytuję: „Banki są insytucjami zaufania publicznego”.

Proszę Pani. Z całym szacunkiem, ale to jest nieprawda.
Banki nie są ani instytucjami, a po roku 2008 z całą pewnością wiadomo, że nie zasługują na zaufanie.

Przykład Pana Sedlika jest między innymi dowodem na to, że ufanie tym tworom (bo to nie są instytucje) jest błędem.

Oczywiście nie musi się Pani znać na mechanice i tak dalej, ale brak wiedzy szkodzi. Przykład „frankowiczów” dowodzi tej tezie.

aaa
Gość
aaa

Określanie banków mianem instytucji zaufania publicznego oparte jest między innymi na założeniu, że działają zgodnie z prawem. Poza tym z obowiązujących je zasad jasno wynika, iż muszą w kontaktach z klientami uwzględniać także ich interesy.
Na miano banku trzeba sobie zasłużyć, ponieważ aby zostać bankiem, przedsiębiorca musi spełniać liczne wymogi i poddawać się kontroli nadzoru.

Kristov
Gość
Kristov

Widziały gały… To już wyświechtany frazes. Tłumaczenie oszusta, że był świetny w oszukiwaniu jest miałkie. I przerzucanie winy na klienta, że dał się oszukać. Brawo, ciekawy system wartości, a raczej ich braku. Świadomie niczego nie robię, nie kupuję, nie żenię się bo mogą mnie oszukać. Proponuję być konsekwentnym. W życiu. W sprawie powietrza też kłamią i oprócz azotu i tlenu zawiera ono mnóstwo innych substancji potencjalnie śmiertelnych. Zatem w ramach mojej wielkiej świadomości konsumenckiej, nie oddycham. Nie? Tu argumentacja jest inna? Oj….

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Ma pan racje, banki nie są instytucjami zaufania publicznego. Nam się tak wydawało. Co do braku wiedzy też się z tym zgadzam, wiele osób się na tym przejechało. Dlatego teraz każdą umowę, którą podpisuję czytam uważnie, nie biorę żadnych kredytów, kart.

Katarzyna
Gość

1 Niestety żyjemy w kraju, w którym jesteśmy zmuszani do zakładania rachunku w banku (inaczej nie mogłabym zarabiać prowadząc DG) 2 Nawet pracownicy banków udzielających owych „kredytów” przyznają, że nie wiedzieli co sprzedają. Nie dano man możliwości zabrania umowy do domu i skonsultowania z kimkolwiek. 3 Przy kredytach indeksowanych były wypłacane PLN i nie są to jakieś dziwne pogłoski czy plotki 4 Nazwisko pana Tomasza – Sadlik 5 Jak nie ma się pojęcia o temacie proponuję wstrzymać się z wydawaniem opinii 6 Skoro pan uważa, że pracownik banku to kmiot, który sprzedając kredyt na kilkaset tysięcy złotych plecie, co mu… Czytaj więcej »

mborus
Gość
mborus

Myślę, że nie będzie mi Pani zakazywać wypowiadania się. Jedyną osobą mającą takie prawo jest Pan Samcik ponieważ to jest jego blog, więc niech Pani będzie uprzejma powstrzymać się od takich żądań. Po drugie, nie napisałem, że pracownik banku to „kmiot.” Oczywiście, nie ma Pani obowiązku znać znaczenia słów. Na zakończenie, nikt nikogo nie zmusza do zakładania konta w banku. Ja nie mam konta od lat, a pracuję i jakoś mi to nie przeszkadza. Więc może Pani nie pisze tutaj ewidentnej nieprawdy. Zwróciła mi Pani uwagę na pisownię nazwiska bohatera artykułu. Dziękuję Pani i zwracam uwagę, że w języku polskim… Czytaj więcej »

Sauk
Gość
Sauk

Zgadzam się w całej rozciągłości. Po pierwsze, trzeba rozumieć dlaczego bierze się kredyt w obcej walucie i dlaczego w danym momencie rata kredytu w walucie przeliczonej na złotówki jest niższa od raty analogicznego kredytu branego w złotówkach. Po drugie, trzeba być szalonym, żeby brać kredyt w walucie, która osiąga najniższą cenę w stosunku do złotówki w ciągu ostatnich 10 lat. Po trzecie, jeśli nie rozumie się powyższych rzeczy, a mimo to chce się brać kredyt, idzie się do doradcy finansowego z prawdziwego zdarzenia. Nie żadnego naganiacza z Open Finance czy innego Expandera, tylko prawdziwego doradcy, któremu trzeba sowicie zapłacić. Ale… Czytaj więcej »

aaa
Gość
aaa

Nie masz racji.To przedsiębiorca zawierający umowę z konsumentem musi zadbać o jej rzetelność, a w przypadku banku-także o interes kredytobiorcy. Może spróbujesz wytłumaczyć, dlaczego taka instytucja, jak KNF, zupełnie nie przejmowała się tym, że jej rekomendacja nie uwzględniła faktu znacznej aprecjacji złotego w roku 2008? O ile założenia Rekomendacji S dla zalecanych bankom symulacji – wzrost kursu waluty o 20 %, w roku 2006 były jeszcze w miarę rozsądne, to do sytuacji w 2008r. założenia te powinny być ustalone na znacznie wyższym poziomie. Oczekujesz znajomości rzeczy od przeciętnego zjadacza chleba, podczas gdy właśnie w kontakcie z bankiem był on zapewniany,… Czytaj więcej »

Sauk
Gość
Sauk

Jak kupisz garnki od domokrążcy za cenę 10x większą niż rzeczywista, też będziesz narzekał, że to przedsiębiorca zawierający umowę z klientem powinien zachować się rzetelnie? Nie żyjemy w idealnym świecie. Żyjemy w czasach drapieżnego kapitalizmu i każdy powinien odpowiadać za swoje decyzje. Od logicznego myślenia nie ma wakacji.

a.s.
Gość
a.s.

Zmartwię Cię – zabawa z logiką wymaga nieco więcej wysiłku. Twoje porównanie jest chybione.
Jeżeli znasz cenę garnków u domokrążcy przed podpisaniem umowy, to nie jest on nierzetelny ( chyba że naciąga osobę np. niedołężną). Cała batalia dotycząca umów frankowych toczy się wokół tego, że cena kredytu była nieokreślona, a wpływ na to ma zarówno ryzyko walutowe, o którym banki nie informowały zgodnie ze swoją wiedzą, jak i dowolność ustalania kursów waluty stosowanych do przeliczeń.
P.S. Banki na pewno ucieszy porównanie do domokrążcy sprzedającego garnki.

modern_monkey
Gość
modern_monkey

Co za bzdura z tym Luksemburgiem? Chyba autor nie odrobił pracy domowej i pomylił państwa.

T1000
Gość
T1000

Panie Macieju, Europejski Trybunał Praw Człowieka ma siedzibę w Strasbourgu, a nie w Luksemburgu (pomylił Pan z Trybunałem Sprawiedliwości UE). Niech Pan to poprawi na miłość boską!

Tomasz Sadlik
Gość
Tomasz Sadlik

Ogromne biuro to mieszkanie na parterze, a bank udzielił mi kredytu mieszkaniowego….. wiedząc, że przez jakiś czas mogę go wykorzystać jako biuro, co stało jak wół w umowie przedwstępnej, którą bank miał jako załącznik do wniosku kredytowego…. Tak, gwoli ścisłości….
Tomasz Sadlik

bartezzz
Gość
bartezzz

Też w pewnym momencie myślałem o łamaniu praw człowieka przez mój bank, i to za przyzwoleniem systemu. Chodziło o przewalutowanie z CHF -> PLN. Bank (Deutsche Bank) rozesłał po swoich klientach informację o możliwości przewalutowania zależnej od indywidualnej decyzji klienta. Nadal są na ich stronie te komunikaty. W praktyce okazało się, że musiałem po złożeniu wniosku 3 miesiące czekać na ich decyzję – musiałem się starać jak o nowy kredyt. W tym czasie ponosiłem ryzyko kursowe wbrew swojej woli i to ryzyko niczym nie ograniczone. I stresowałem się, że bank może dojdzie do wniosku, że nie mam wystarczającej zdolności i… Czytaj więcej »

Skalar
Gość
Skalar

To dobrze że autor już na początku informuje że Pan Sadlik „przeinwestował” jak by miało to istotne znaczenie gdy w samym momencie bank łamie polskie prawo. Umów pseudofrankowych nie da się obronić i zasadne jest sprowadzanie argumentacji do – przeinwestował, robi raban, zbuntowany frankowicz….. zamiast banki łamały polskie prawo na etapie sporządzania umowy, oszukały klientów wprowadzając ich w błąd co do możliwych wahań kursu franka, świadomie nadużyły dominującej pozycji, niedochowały należytej staranności narażając klientów na straty.

gege
Gość
gege

No i Pan Tomasz donosi na Polskę ……
A gdyby CHF spadł (już po podpisaniu umowy kredytu ) do 1,5 zł to też Pan Tomasz twierdziłby, że został błędnie poinformowany o istocie kredytu indeksowanego w walucie obcej, że został wprowadzony w błąd co do ryzyka kursowego ? Jestem na 100 % pewien – że nie.

mborus
Gość
mborus

Przecież nikt tutaj na nikogo nie donosi, tylko walczy o swoje. Każdy ma prawo walczyć do końca i o swoją sprawę. Poza tym Pan Sadlik napisał, że nie został zabezpieczony przed egzekucją. Ma prawo domagać się realizacji swoich praw.

Czy nie uważa Pan, że pytanie co by zrobił gdyby było po 1,5zł jest bezzasadne, ponieważ powinno się rozważać stan faktyczny, a nie co by było gdyby. Fakt jest taki że cena tej waluty wynosi obecnie około 3,5zł, a nie 1,5zł i od 10 lat nie było 1,5zł. Ale gdyby …. niewykluczone, że wtedy to banki próbowałyby unieważnić te umowy.

gege
Gość
gege

” Ale gdyby …. niewykluczone, że wtedy to banki próbowałyby unieważnić te umowy”

Tak jak teraz frankowicze chcą unieważnić umowy ?

Znaczy jeden poziom moralny ? Czy może jednakowy poziom swoje kasy w kieszeni ?

Tomasz Sadlik
Gość
Tomasz Sadlik

Proszę przeczytać odpowiedź na wpis innego trolla bankowego poniżej, kłaniam się.
Ps. ile teraz płacą za takie wpisy?

gege
Gość
gege

Jak zaczyna brakować argumentów i wiedzy – zaczyna Pan obrażać ……

Z ciekawością będę oczekiwał na wyrok.

Qba
Gość
Qba

Gdyby, gdyby… jakby wygrał szóstkę w lotto to też by się sprawy inaczej miały. A agresywne udzielanie w tym czasie kredytów pseudofrankowych było obliczone przez banki właśnie na wzrost kursu, o którym banki doskonale wiedziały w odróżnieniu od zwykłych frankowiczów. Jednocześnie zapewniały ze frank nie ma prawa zdrożeć więcej niż o 20%. Nawet był taki zapis w umowach.

gege
Gość
gege

W jakich umowach ?
Prosimy o skan umowy .

ja
Gość
ja

szkoda, że arbuzowy wyrok nie trafił do sądu europejskiego. Ciekawe jak skomentowałby konieczność poszukiwania oprocentowania , które miało zagwarantować „uczciwy zysk” dla banku.

Opiekun Finansów
Gość

A gdyby frank CHF był dziś po 2 zł albo niżej to czy bohater artykułu i rzesze frankowiczów ciągałyby banki po sądach? Wątpię…

Na tapecie byłaby afera „złotówkowiczów”, którzy oskarżaliby, o łamanie ich praw człowieka, że nie wolno im było brać kredytu w CHF ani że nie mogą go przewalutować

mborus
Gość
mborus

Niewykluczone, że wtedy banki próbowałyby unieważnić umowy? Realia są takie, że od 10 lat nie było ceny poniżej 1,95zł.

ja
Gość
ja

moja umowa zobowiązuje mnie do zwrotu wykorzystanego kredytu, a klauzule indeksacyjne są w regulaminie. Sprytne nie?
Bank przyznał sobie prawo do wyznaczania kursu w Tabeli. W Tabeli mogłby więc wpisać kurs sprzedazy 2,5zł . i kto by mu zabronił?

Tomasz Sadlik
Gość
Tomasz Sadlik

Gdyby banki przeliczały wartość tych „kredytów” według stawki tego czegoś, co nazwały CHF albo frankiem szwajcarskim, równej 2 lub mniej złotego, wówczas spełniłyby warunki swoich oświadczeń – to jest że nie ma ryzyka zmiany przelicznika, albo jest minimalna zmiana, a więc cel umowy, to jest to, na co strony się umówiły byłby spełniony i wystarczyłoby usunąć zapisy czyli klauzule abuzywne, np. UNWW, spread przelicznikowy, itp „badziewia” i byłoby w porządku. Mnie Pani z banku Raiffeisen oświadczyła na piśmie, że przez 30 lat koszt spłaty czyli rata będzie mniejsza i podała precyzyjne dane na to. Miała być mniejsza o 279 pln… Czytaj więcej »

Tomasz Sadlik
Gość
Tomasz Sadlik

Warto zauważyć, że sądy, w tym SO i SN tab bardzo szanują swoją „europejskość” i acquis (dorobek) UE, a kiedy zasiadają w ławach, to ignorują (nie znają, albo znają, ale nie stosują) ani Dyrektyw, ani obowiązujących ich, często z nimi uzgadnianych (są konsultacje TSUE z sądami i sędziami wszystkich krajów przy ważniejszych orzekanych kwestiach) orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W takiej sytuacji wielu z sędziów ignoruje nawet powołanie ich wprost w pozwie, a w mojej sędziom dwóch instancji nawet przez myśl nie przeszło, żeby się do nich stosować…. . Temat do szkoleń wszystkich sędziów SO i SN – orzeczenia UE… Czytaj więcej »

taki
Gość
taki

Ostatnio głośno o sędzi SN, który bierze pieniądze od mbank i szkoli sędziów z niższych instancji z wyroków jakie powinni oni wydawać w sprawach kredytów pseudo-frankowych.

JW
Gość
JW

Na razie to SSN Mirosław Bączyk, znany z delikatnie mówiąc niechęci do kredytobiorców „frankowych” ale przyjaznego stosunku do sektora bankowego, dla którego kiedyś pracował (jak sądzę za spore pieniądze, których Mu nie zazdroszczę zresztą), przeszkolił sędziów orzekających w tych sprawach w Sądzie Okręgowym w Warszawie zgodnie z własną linią orzeczniczą, która nijak ma się do nie tylko do dyrektyw UE (np.93/13) ale także do polskiego prawa.
JW

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany