Fatalna decyzja: Aegon nie pozwala już klientom „odejść za darmo”. Co teraz będzie?

Aegon, jedna z największych firm ubezpieczeniowych specjalizujących się jeszcze do niedawna w oferowaniu polis inwestycyjnych, ogłosiła dziś niezwykle kontrowersyjną decyzję: od 8 czerwca zawiesza klientom polis inwestycyjnych typu unit-link możliwość odejścia „za darmo”. Aegon był jedyną firmą ubezpieczeniową, która pod koniec listopada zeszłego roku zdecydowała się na otwarcie klientom możliwości rezygnacji z polisy bez płacenia opłaty likwidacyjnej. Owszem, Aegon nie zrobił tego tak całkiem z własnej, nieprzymuszonej woli: dostał astronomiczną karę od UOKiK za samowolne zmienianie klientom warunków odejścia (zamianę jednych opłat likwidacyjnych na drugie), a w sądzie miał ruszyć proces zbiorowy wytoczony przez kilkuset klientów. Firma wcześniej była znana z wyjątkowego kombinatorstwa, zaś jej prawnicy – z soczystych przedstawień na salach sądowych. Tym bardziej decyzja Aegonu pozytywnie mniej zaskoczyła. Firma mogła – jak wszyscy inni sprzedawcy polis inwestycyjnych – iść w zaparte, lecz zamiast tego spróbowała „wygrać” tę sytuację wizerunkowo. Bo przecież otwarcie klientom furtki do odejścia nie oznacza automatycznie, że wszyscy pójdą precz (firma proponowała niektórym klientom przejście na inne polisy, niekoniecznie dużo lepsze). Rzeczywiście, z 90.000 polis systematycznego oszczędzania typu unit-link sprzed „kryzysu” dziś Aegon wciąż obsługuje 70.000.

Dlaczego więc firma zdecydowała się na zamknięcie tego swoistego okresu happy-hours? Prawdopodobnie dlatego, że poczuła się jak ostatni frajer. Plan był taki, że na tej decyzji Aegon zyska wizerunkowo i wykreuje się na ubezpieczyciela przyjaznego klientom, zaś inne firmy – jak Axa, Generali, czy Skandia – będą zmuszone do wykonania podobnego gestu. Owszem, Aegon był w nieco trudniejszej sytuacji, bo jest jedną z trzech firm ubezpieczeniowych, których zapisy dotyczące umów likwidacyjnych zostały umieszczone w rejestrze klauzul niedozwolonych (po przegranej rozprawie w Sądzie Ochrony Konkurencji). Jednak wszystko wskazywało na to, że UOKiK wkrótce dobierze się też do skóry pozostałym ubezpieczycielom. Tymczasem nic takiego się nie stało. W ciągu pół roku nie zakończyło się żadne postępowanie UOKiK w sprawie polis inwestycyjnych (a urząd prowadzi ich 16). Wiem skądinąd, że zarząd Aegonu zwracał się do UOKiK-u z pytaniem czy i kiedy jest szansa na uregulowanie rynku. Dostał podobno odpowiedź, że sprawy są „w toku” i żeby nie wkładał nosa w nie swoje sprawy.

aegonowiadczenie

Skończyło się tak, jak musiało. W Aegonie – i to nie tylko w polskim, bo sprawa była podobno konsultowana w holenderskiej centrali – doszli do wniosku, że nie ma wielkiego sensu utrzymywanie ekstra-oferty, skoro jest ona wykorzystywana przez sprzedawców konkurencyjnych firm do podbierania klientów. Już od kilkunastu tygodni dochodziły mnie wieści, że klienci Aegona są „atakowani” przez agentów innych firm jako łatwy cel – jako jedyni mogli odejść „za darmo”, a agenci chętnie wciskali im bardzo podobne do aegonowskich produkty, obłożone równie wysokimi prowizjami. Pojawiły się też przypadki „agencyjnej dywersji”, czyli przechodzenia przez aegonowych dystrybutorów do konkurencji, a potem masowego likwidowania klientom polis Aegonu i „ubierania” ich w inne. Aegon nie jest już tak atrakcyjnym pracodawcą dla agentów skupiających się tylko na osiąganiu jak największych przychodów, bo od kwietnia nie sprzedaje już żadnych polis inwestycyjnych z systematyczną składką. Jedyną czysto inwestycyjną polisą jest omawiany kiedyś w blogu „Program swobodnego inwestowania”, czyli inwestycja ze składką jednorazową (trzeba wpłacić od razu min. 20.000 zł), w której firma zarabia na zarządzaniu tylko wtedy, kiedy klient notuje zyski z lokowania pieniędzy.

Zawieszenie przez Aegon możliwości bezkosztowego wycofywania się klientów z polis inwestycyjnych to rozczarowujący krok wstecz w rozwiązywaniu problemu toksycznych produktów oszczędnościowych. Wydawało się, że jesteśmy u progu przełomu. Że inne firmy ubezpieczeniowe pójdą tą samą drogą i też zdejmą klientom kajdany. To byłoby absolutne minimum przyzwoitości, należne klientom firm, które na rzekomym „zarządzaniu” setkami tysięcy polis (choć przecież wiadomo, że wielkiego zarządzania tam nie było, tylko wkładanie pieniędzy w fundusze inwestycyjne) zarobiły miliardy złotych. A jeszcze większe miliardy chciały zarobić na likwidowaniu tych polis przez klientów. Niestety, nic takiego się nie wydarzyło i zamiast przełomu wróciliśmy do punktu wyjścia. Winę za to – poza ubezpieczycielami, którzy trzymają się złodziejskich opłat likwidacyjnych jak pijany płotu – ponoszą przede wszystkim urzędnicy UOKiK oraz Komisji Nadzoru Finansowego, którzy przez pół roku nie potrafili skłonić innych firm ubezpieczeniowych, by poszły w ślady Aegonu. Powtarzam, bo to prawdziwy wyrzut sumienia: 16 postępowań UOKiK, dotyczących producentów i dystrybutorów polis inwestycyjnych, od wielu miesięcy nie może się skończyć ani karami finansowymi, ani przyznaniem, że klienci zostali „ubrani” w kajdany w majestacie prawa.

W poniedziałkowym komentarzu do decyzji Aegonu urzędnicy KNF dali upust swojemu rozczarowaniu postawą holenderskiego ubezpieczyciela: „Powstaje pytanie, czy decyzja biznesowa Aegona nie jest zbyt krótkowzroczna, czy zakład ubezpieczeń właściwie zarządza ryzykiem prawnym i reputacyjnym, dlaczego zabrakło konsekwencji?” – czytam w komunikacie. Obawiam się, że powstaje też inne pytanie – co zrobił nadzór finansowy oraz UOKiK, żeby uporządkować sytuację dotyczącą klientów polis typu unit-link? Przecież to absurd: jedna z firm wycofuje się z pobierania opłat likwidacyjnych, zaś organy nadzoru zamiast przycisnąć pozostałe firmy, żeby zrobiły to samo, doprowadzają do sytuacji, w której ten „rodzynek” wycofuje się z danych klientom obietnic. Sytuacja jest więc taka, że dziś o zwrot opłaty likwidacyjnej wciąż trzeba się bić w procesach cywilnych, choć przecież zostały one kilkakrotnie zdelegalizowane przez Sąd Ochrony Konkurencji. Niektóre firmy ubezpieczeniowe odpuszczają po przegranej pierwszej instancji, inne mają w sądzie fory, bo okazuje się, że sędziowie nie bardzo wiedzą na czym polega zarządzanie pieniędzmi w ramach takiej polisy, jeszcze inne – do spółki z sędziami – wyłudzają od klientów nie zawsze opłacalne dla nich ugody. Szansa na zrobienie pierwszego kroku w drodze do naprawy sytuacji na rynku polis inwestycyjnych została zaprzepaszczona. Oczekuję od urzędników, że natychmiast zabiorą się do roboty, żeby naprawić to, co schrzanili. A od firm ubezpieczeniowych – sam nie wierzę w to, co piszę – elementarnej przyzwoitości i rezygnacji z opłaty likwidacyjnych.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss