Dzień dobroci dla skarbówki? „Bank zrealizował przelew egzekucyjny, choć miałem debet”

Debet może być ryzykowną „zabawką” nie tylko ze względu na koszty, które się z nim wiążą (a te, nota bene, są niemałe – można zapłacić rocznie nawet 2-3% udostępnianej kwoty, niezależnie od tego, czy jest wykorzystana w całości, czy w części, czy w ogóle). Jeden z moich czytelników podpadł ostatnio organom skarbowym. I tak go z tego powodu przetrzepało, że… wpadł debet pomimo faktu, że zajęć komorniczych zasadniczo nie realizuje się w ciężar kredytów.  „Pewnego pięknego dnia mBank dokonał przelewu zewnętrznego w wysokości 610,42 zł na podstawie zajęcia komorniczego. Tych środków nie było na moim rachunku bankowym, ponieważ tego dnia stan konta był ujemny i wynosił minus 768,08 zł” – pisze do mnie pan Piotr. I załącza wyciąg z eKonta. Zdaniem pana Piotra mBank złamał prawo, gdyż postanowił zaciągnąć kredyt w wysokości 610,42 zł w imieniu klienta i obciążyć tym długiem jego rachunek tylko dlatego, że chciał się przypodobać skarbówce. Z papierów wynika, że tym samym mBank zwiększył zadłużenie pana Piotra do 1378,48 zł poniżej kreski. 

Ponadto mBank, mając mnie za frajera, postanowił dodatkowo doliczyć za tę miłą usługę 30 zł, tym samym zwiększając moje zadłużenie aż do w wysokości 1408,48 zł” – pisze pan Piotr. I dodaje, że zgłosił telefonicznie reklamację na infolinię mBanku z żądaniem zwrotu kwot : 610,42 zł wytransferowane do komornika, 30 zł wynikające z samej usługi zajęcia oraz odsetek naliczanych od kredytu. „Moim zdaniem reklamacja jest uzasadniona, a mBank milczy jak zaklęty. Proszę Państwa  o rozwiązanie tego problemu” – pisze pan Piotr. Sprawa rzeczywiście wyglądała podejrzanie, więc przyjrzałem się jej z wielu stron. Najmniej wątpliwości wzbudziła 30-złotowa prowizja za zajęcie komornicze, którą naliczył mBank. Została ona uznana przez Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów za nielegalną, ale mBank w międzyczasie zmienił nieco brzmienie punktu regulaminu, na którego podstawie nalicza opłaty. W efekcie zabawa w chowanego z urzędem antymonopolowym trwa w najlepsze, a klienci – niestety, wygląda na to, że w majestacie prawa – płacą wysokie prowizje. Zresztą inne banki też lubią tę zabawę.

Te 30 zł to w sumie pikuś w porównaniu z masakrą, którą banki – różne, nie myślę teraz konkretnie o mBanku – urządzają klientom, którzy mają konta firmowe. Ich nie ochroni Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, ani Arbiter Bankowy. Więc banki robią, co chcą. „BZ WBK przegiął do granic możliwości. Wczoraj pogratulowałem temu „miłemu” bankowi dbałości o klientów, najniższych opłat i prowizji bankowych i jeszcze wielu pseudo-prawd serwowanych przez BZ WBK . Na początku grudnia urząd skarbowy wystawił tytuł egzekucyjny na 126,60 zł (dwa mandaty za parkowanie byłego handlowca, o mandatach nic nie wiedzieliśmy). BZ WBK egzekucję wykonał, bo musiał, ale przy tym pobrał 100 zł prowizji i opłat. 30 zł za przyjęcie zajęcia, 60 zł za realizację zajęcia i 10 zł za przelew. No po prostu pełna obsługa, jestem zachwycony” – pisze jeden z moich czytelników. I kolejny, pan Łukasz. „Chcę nawiązać do drakońskich opłat prowizji pobieranych przez banki od realizacji zajęcia egzekucyjnego. Mój bank, czyli Alior jest w tym wybitnie podły. Na mój rachunek firmowy wpłynęło zajęcie z ZUS na kwotę ok. 2000 zł. Na moje nieszczęście na to konto wpływają kwoty ok. 150-200 zł raz dziennie lub raz na dwa dni. Co robi bank? Po zaksięgowaniu wpływu na konto pobiera opłatę 75 zł, a resztę odsyła do ZUS-u. W ten sposób np. po pierwszych trzech przelewach do ZUS-u wpłynęło ok. 270 zł, a opłaty banku wyniosły 225 zł„.

Sprytny klient prostym trikiem przechytrzył komornika. Niegrzeczne, ale…

No dobrze, wróćmy do pana Piotra. Czy bank miał pobrać pieniądze w ciężar debetu? Według banku procedura w podobnych sytuacjach wygląda następująco. Do banku wpływa zawiadomienie-nakaz zajęcia rachunku. Na tej podstawie bank zobowiązany jest do założenia blokady na określoną kwotę na wszystkich rachunkach klienta. Nie oznacza to jeszcze, że pieniądze zostają od razu ściągnięte z konta. „Zgodnie z prawem klientowi przysługuje przywilej tzn. kwoty wolnej od zajęcia egzekucyjnego. Co oznacza, że mimo blokady na rachunku klient może swobodnie korzystać ze zgromadzonych na nim środków, aż do momentu, gdy suma wpływów na rachunek nie przekroczy kwoty wolnej od egzekucji” – pisze bank. Ta kwota wolna od zajęcia to trzykrotność przeciętnego wynagrodzenia wyliczonego przez GUS. Po przekroczeniu tej kwoty wpływów na konto przez klienta bank powinien natychmiast pobrać wskazaną przez komornika kwotę. „Egzekucja jest realizowana niezależnie od stanu konta i tego czy do rachunku przypisany został debet. Jeśli po przekroczeniu kwoty wolnej od egzekucji na rachunek klienta wpłyną jakieś środki, bank dokonuje realizacji zajęcia„.

mBank  zajęcie

Bank przyznaje, że „środki przyznane klientowi w ramach kredytu nie podlegają egzekucji, tak więc bank nie może z nich zrealizować zajęcia„. Dlaczego więc tym razem ściągnął klientowi pieniądze mimo ujemnego salda na koncie? Z wyjaśnień bankowców wynika, że mógł zawinić – jak to często bywa – tryb offline stosowany dla niektórych transakcji. A więc saldo konta zamuliły jakieś transakcje „wiszące” w systemie, ale jeszcze nie rozliczone. Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak wziąć te wyjaśnienia za dobrą monetę. Bank obiecał mi, że wszystko dokładnie sprawdził i wysłał klientowi szczegółowe wyjaśnienia. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin