Dlaczego czasem ubezpieczenie samochodu jest takie tanie? Wystarczy, że firma ubezpieczeniowa zastosuje ten prosty trik!

Dlaczego czasem ubezpieczenie samochodu jest takie tanie? Wystarczy, że firma ubezpieczeniowa zastosuje ten prosty trik!

Jak to jest, że jeden ubezpieczyciel za ubezpieczenie samochodu żąda 1000 zł, a inny 3000 zł? Nie potrafią oszacować ryzyka ubezpieczeniowego? Droższa z firm chce z premedytacją zedrzeć ze mnie skórę lub po prostu chce żebym sobie poszedł, bo nie pasuję jej do profilu? Tańsza specjalnie dyktuje dumpingową cenę, żeby wykończyć tę droższą? Te wszystkie rzeczy są możliwe, ale… W tym roku przedłużając ubezpieczenie postanowiłem wziąć byka za rogi i nie tylko porównałem same ceny ubezpieczeń, ale też to, co jest w środku.

Przyznam, że wskutek tego eksperymentu włosy stanęły mi dęba. Już wcześniej niektóre firmy ubezpieczeniowe usiłowały mi wciskać tani kit „polisopodobny”, żeby wyróżnić się niską ceną, ale to, co dzieje się w tym roku przekracza już ludzkie pojęcie. Czegóż sprzedawcy ubezpieczeń nie zrobią, żeby było tanio?

Zobacz również:

Czytaj: O bezpośredniej likwidacji szkód, czyli wyznania kierowcy stukniętego

Czytaj również: Zeskanuj dowód rejestracyjny, kliknij i… ubezpieczenie kupione

Klasyka rocka, czyli jak ogołocić sobie ubezpieczenie samochodu?

W przypadku polis auto-casco klasyka to zapisanie wkładu własnego w każdą szkodę (co oznacza, że nie opłaca się zgłaszać małych szkód), gotówkowe rozliczenie odszkodowania (firma ubezpieczeniowa sama wycenia wtedy koszt naprawy i zwykle jest to znacznie gorsza wycena, niż ta z warsztatu) i zmienna suma ubezpieczenia.

Dorzucą jeszcze najtańszą wersję assistance (np. holowanie tylko w przypadku, gdy auto rozkraczy się co najmniej 50 km od domu) i już mamy atrakcyjną cenę za ubezpieczenie, które w razie nieszczęścia okaże się wypustką.

A i to nie wszystko. Na cenę ubezpieczenia rzutuje też rzecz tak podstawowa, że nawet nie zwracamy na nią uwagi – suma ubezpieczenia. Większość z nas przyjmuje tę wartość jako daną, z którą się nie dyskutuje. Firmy ubezpieczeniowe korzystają przecież z katalogów firm wyceniających auta i jeśli z takiego katalogu wynika, że mój samochód wart jest 20.000 zł, to widocznie tyle jest wart.

Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Na rynku funkcjonują bowiem dwa katalogi – Info Expert i Euro Tax. I niekoniecznie ich wyceny muszą się pokrywać. Ostatnio, gdy ubezpieczałem auto, zebrałem oferty z kilku firm ubezpieczeniowych i okazało się, że różnica już na poziomie wartości samochodu – nie dochodząc nawet do szczegółów poszczególnych polis – sięga 15%.

W jednym katalogu auto jest warte znacznie więcej, w drugim – mniej. Co to oznacza? Wystarczy, że firma ubezpieczeniowa weźmie wycenę z tańszego katalogu i już może zaoferować klientowi znacznie niższą składkę (bo jest ona procentem od sumy ubezpieczenia).

Czytaj też: Skandal? Od 10 lat jeździsz bez wypadku, a i tak podwyższyli cenę OC

Czytaj: Zaczyna się! W tej firmie cena ubezpieczenia ma zależeć od tego jak jeździsz

Wykłócamy się o detale, a nie zauważamy najważniejszego elementu!

Rozmawiałem prywatnie z kilkoma osobami, które „rzeźbią” w ubezpieczeniach i przyznały, że ich klienci generalnie nie ogarniają tej sprawy. I że rzadko kojarzą niższą składkę z niższą sumą ubezpieczenia. Wykłócają się o taką czy inną opcję likwidacji szkód, czy amortyzacji części, ale nie zauważają, że już na „wejściu” polisa ma założenie, że auto jest znacznie mniej warte.

Firmy prowadzące katalogi z wycenami – wspomniany Info Expert i Euro Tax – dane o wartości danego samochodu udostępnią, ale niekoniecznie za darmo. Więc żeby sprawdzić, czy firma ubezpieczeniowa nie „podrasowała” wyceny z katalogu, trzeba jeszcze dodatkowo zapłacić.

Ostatnio regularnie pokłóciłem się ze sprzedawcą ubezpieczenia, żądając podwyższenia sumy wpisanej na polisie. Mój rozmówca nie mógł zrozumieć dlaczego chcę płacić więcej. A ja nie mogłem zrozumieć dlaczego on tego nie rozumie. Im niższa suma ubezpieczenia, tym przecież łatwiej – w razie stłuczki – doprowadzić so szkody całkowitej.

Firmy ubezpieczeniowe głównie na tym „jadą”, że każdy wypadek starają się albo wycenić za nisko, albo jak najwyżej, by przekroczył 75% wartości samochododu na polisie – wtedy można orzec szkodę całkowitą, tzw. „całkę”. Udało mi się wywalczyć podwyższenie sumy ubezpieczenia auta o 10%.

I wiecie co? Kwota dodatkowej składki, którą mi za to policzono, to były jakieś grosze – na pewno nieproporcjonalne do kwoty o jaką zwiększyłem wartość mojego auta na polisie. Wam też radzę zwrócić uwagę nie tylko na kwestię amortyzacji części, sposobu ikwidacji szkody, czy udziału własnego, ale też na punkt wyjścia – na ile poszczególne firmy wyceniają Wasze auto.

Czytaj: Dorzuć 100 zł, a w razie „stuknięcia” auto zastępcze dowiozą ci…

Taka sytuacja: Zapłać 7 zł miesięcznie, a każdy będzie chciał cię podwozić

Klient zaniżył wartość ubezpieczanego mieszkania? Odszkodowanie ma dostać w całości

Jeśli już jesteśmy przy wycenach – ostatnio był w Sądzie Najwyższym precedensowy wyrok, w którym uznano, iż klient, który zaniżył wartość ubezpieczanego majątku, nie powinien ponosić konsekwencji tego zaniżena. Tam nie chodziło o samochód tylko o mieszkanie, które zostało ubezpieczone na bardzo niską kwotę (połowę wartości), a potem spłonęło. Firma ubezpieczeniowa zgodziła się wypłacić kwotę wynikającą z polisy, a klient się upierał, że chce dostać tyle pieniędzy, żeby mógł wrócić do poprzedniego standardu życia.

„Jeśli poszkodowany zaniżył wartość ubezpieczanego majątku, a dzięki temu zapłacił mniej za polisę, to firma ubezpieczeniowa i tak musi mu wypłacić pełne odszkodowanie. Postanowienia umowne zawierające tzw. klauzulę proporcjonalności w związku z niedoubezpieczeniem są niedozwoloną klauzulą umowną

W ubezpieczeniach majątkowych ma być tak, że odszkodowanie wypłaca się w wysokości poniesionej szkody, a górną granicę odpowiedzialności stanowi suma ubezpieczenia. Klient z reguły nie wie jak powinien wycenić nieruchomość, a tym bardziej jej wyposażenie. A firma ubezpieczeniowa jest profesjonalistą i powinna w tym pomóc.

Tyle, że zazwyczaj spycha sprawę na klienta i w ogóle nie sprawdza majątku klienta przy zawieraniu umowy. Według sądu proporcjonalne obniżenie odszkodowania wynikające z zaniżonej wyceny może się zdarzyć pod warunkiem, że klient się na to zgodzi i jest świadomy, że ma zaniżoną sumę ubezpieczenia.

Firmy ubezpieczeniowe powinny więc dawać w takiej sytuacji do podpisu oświadczenie, w którym klient przyjmuje do wiadomości, że zdaniem ubezpieczyciela polisa jest „za słaba”. I dopiero wtedy ubezpieczyciel jest kryty. W przypadku polis samochodowych jest ciut inaczej, ale efekt może być podobny – zaniżona suma ubezpieczenia, niska składka, marna wypłata.

 

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu