1 maja 2020

To już nie są żarty. Deutsche Bank wprowadza ujemne oprocentowanie depozytów dla klientów indywidualnych. Dokąd nas to zaprowadzi?

To już nie są żarty. Deutsche Bank wprowadza ujemne oprocentowanie depozytów dla klientów indywidualnych. Dokąd nas to zaprowadzi?

Ujemne oprocentowanie depozytów w bankach, które jeszcze niedawno wydawało się mrzonką (zwłaszcza jeśli myśleliśmy o pieniądzach tzw. drobnych ciułaczy lub w ogóle klientów prywatnych), dziś staje się rzeczywistością. Od połowy maja Deutsche Bank – jedna z największych instytucji finansowych w Europie – wprowadza ujemne oprocentowanie depozytów klientów indywidualnych

Świat bankowy stanął na głowie i stoi tak już dłuższy czas. Jedną z przyczyn są ujemne stopy procentowe, które obowiązują w Europie już od 2014 r. – wtedy wprowadził je Europejski Bank Centralny.

Zobacz również:

Era taniego pieniądza miała skłonić oszczędzających do wydawania pieniędzy w sklepach, zaś tych, którym brakuje pieniędzy – do ich taniego pożyczenia z banków. Z kolei dla banków ma to być zachęta, by puszczały w obieg jak największą część pieniędzy pozyskiwanych z depozytów.

Ujemne oprocentowanie w banku centralnym. Dlaczego to kłopot dla banków?

Z punktu widzenia banku komercyjnego ujemne stopy procentowe narzucone przez bank centralny są o tyle kłopotliwe, że bankowcy mają problem z korzystnym lokowaniem pozyskanych od klientów depozytów. Jeśli nie są w stanie ich wykorzystać do udzielania kredytów, przechowują nadwyżki w obligacjach rządowych (z ujemnym oprocentowaniem) lub w banku centralnym (też na ujemny procent).

Banki dość długo nie chciały przerzucać tych kosztów na swoich klientów w obawie o to, że deponenci po prostu wezmą swoje pieniądze i pójdą do innego banku, który nie każe im dopłacać do depozytów. Pomysł, żeby klient miał płacić bankowi za przywilej przechowywania przez ten bank pieniędzy, jest dość ekstrawagancki.

Ale banki zaczęły się w końcu łamać. Najpierw ujemne stawki zagościły w tabelach depozytowych dla klientów korporacyjnych, którzy nie mogą zakopać w ogródku, ani schować w sejfie swoich setek milionów euro (a nawet gdyby mogli, to też by to niemało kosztowało – sejf, ubezpieczenie, ochrona, transport). Takie praktyki można już zaobserwować nawet w polskich bankach.

Potem ujemne stawki zaczęły narzucać dużym klientom małe banki, dla których koszty wynikające z ujemnych stóp procentowych banku centralnego są najbardziej dotkliwe (bo najtrudniej je zrefundować innymi przychodami). Opisałem kilka miesięcy temu pierwszy niemiecki bank – jeden ze spółdzielczych – który postanowił obciążyć ujemną stawką oprocentowania depozytów nowych klientów, którzy nie mają w nim żadnych innych produktów i chcą przechować duże pieniądze.

To już był przełom, ale dopóki duże banki nie przekroczyły tego rubikonu, to można było traktować to jak zapowiedź nowego trendu, a nie jego emanację. Naprawdę niewesoło robi się dopiero teraz, gdy wprowadzenie ujemnego oprocentowania dla klientów indywidualnych zapowiada Deutsche Bank – największy bank w Niemczech i jeden z największych w Europie. Jeśli zasady zmienia tak duży gracz – zmieni się cały rynek.

———————

Nie przegap nowych tekstów z „Subiektywnie o finansach” i korzystaj ze specjalnych porad Macieja Samcika na kryzysowe czasy – zapisz się na newsletter i bądźmy w kontakcie!

———————

Masz na koncie 100.000 euro lub więcej? Dopłacisz do depozytu

Jeszcze w listopadzie ubiegłego roku prezesi Deutsche Banku przysięgali, że ujemne stopy procentowe mogą dotyczyć tylko największych klientów korporacyjnych. Potem zaczęto wspominać o możliwości ujemnego oprocentowania dla zamożnych osób fizycznych.

Ale teraz polityka banku się zmienia. Rzecznik Deutsche Banku oświadczył w rozmowie z gospodarczym dziennikiem „Handelsblatt”, że presja ujemnych stóp procentowych EBC jest zbyt silna i Deutsche Bank od 18 maja zacznie naliczać ujemne oprocentowanie dla wszystkich pieniędzy na nowych rachunkach, przekraczających 100.000 euro. Ujemne oprocentowanie wyniesie 0,5%, czyli dokładnie tyle, ile EBC pobiera od banków za „zaparkowane” tam pieniądze.

Oznacza to, że klient Deutsche Banku, który wpłaci na nowe konto depozytowe 100.000 euro, po roku będzie miał na tym rachunku o 500 euro mniej. Bank nie tylko nie zapłaci mu żadnych odsetek, ale zabierze mu część jego pieniędzy.

„Pomaga nam to ograniczyć straty, ale przede wszystkim zapobiegać dalszemu napływowi wysokich depozytów, których przechowywanie kosztuje” – napisał do swoich pracowników Manfred Knof, szef działu zajmującego się obsługa klientów prywatnych Deutsche Banku. Między wierszami można wyczytać, że w trudnych czasach, gdy banki zakręcają raczej kurek z kredytami, nie potrzebują więcej depozytów, bo nie mają co z nimi zrobić.

Pieniądze, których nie da się „zainwestować” w kredyty, bankowcy mogą przeznaczyć na zakup obligacji, ale przecież oprocentowanie obligacji najbardziej wiarygodnych krajów też jest zerowe lub ujemne. Skąd więc banki mają brać ochotę na płacenie klientom za depozyty? Zwłaszcza tym, którzy i tak nie mają gdzie przechować swoich wysokich kwot?

Dokąd nas to zaprowadzi?

Szczerze pisząc, polscy klienci mają już i tak znacznie gorzej, niż niemieccy. Tam zdeponowany w banku pieniądz traci na wartości niewiele więcej, niż tyle, ile wynosi jego ujemne oprocentowanie. Inflacja w Niemczech nie przekroczyła w zeszłym roku 1,4%. W Polsce oprocentowanie depozytów jest może i ciut wyższe (dla większości klientów wciąż dodatnie, ale coraz częściej jest to np. 0,1% w skali roku, a do tego może dojść np. opłata za prowadzenie rachunku), lecz inflacja wciąż jeszcze szaleje (choć może wkrótce spadnie).

Czytaj też: Niskie stopy procentowe, wysoka inflacja i podatek Belki – idealny miks, by niszczyć oszczędności Polaków. Apeluję: znieśmy podatek Belki, gdy inflacja boli!

Poza tym – to też trzeba pamiętać – kwota 100.000 euro w Polsce wydaje się być dużą, ale biorąc pod uwagę zamożność Niemców i przechowywane przez nich w bankach kwoty – to trochę tak, jakby w Polsce ujemnie oprocentować oszczędności powyżej 60.000 zł. Przeciętna wartość oszczędności finansowych Polaka – 8.100 euro. Przeciętna wartość oszczędności finansowych Niemca – 53.000 euro.
100.000 euro to mniej więcej dwukrotność przeciętnej wartości oszczędności Niemca. W Polsce dwukrotność tej kwoty wyniosłaby równowartość 16.000 euro.

Branża bankowa – a przede wszystkim banki centralne – stąpa po cienkim lodzie. Ujemne oprocentowanie pieniędzy w bankach może spowodować wzrost chęci do trzymania pieniędzy w gotówce oraz odwrót do inwestycji w fizyczne aktywa (np. złoto i metale szlachetne).

Czytaj też: Jednak jesteśmy wyjątkowi. Polska jest krajem, w którym… najbardziej na świecie nie opłaca się oszczędzać. Jak oni to zrobili?

Niebezpieczny dla bankowców i rządów byłby zwłaszcza ten pierwszy trend – finansiści i politycy uwielbiają pieniądz bezgotówkowy, bo łatwiej go monitorować i opodatkować – dlatego właśnie wciąż dodatnim oprocentowaniem cieszą się posiadacze małych depozytów, którym najłatwiej byłoby zabrać pieniądze z konta i schować je pod poduchą. W ich przypadku to łatwiejsza decyzja, niż zabranie z banku np. 50 mln zł.

Czytaj też: Było miło, ale się skończyło. Ministerstwo Finansów masakruje nam oprocentowanie obligacji

———————-

Obawiasz się inflacji? Sprawdź „Okazjomat Samcikowy” – aktualizowane na bieżąco rankingi lokat, kont oszczędnościowych, a także zestawienie dostępnych dziś okazji bankowych (czyli 200 zł za konto, 300 zł za kartę…). I zacznij zarabiać:

>>>  Ranking najwyżej oprocentowanych depozytów

>>> Ranking kont oszczędnościowych. Gdzie zanieść pieniądze?

>>> Przegląd aktualnych promocji w bankach. Kto zapłaci ci kilka stówek?

———————-

33
Dodaj komentarz

avatar
10 Comment threads
23 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
25 Comment authors
TomBartekzxcvGrzesiekMariusz Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
irinka
Gość
irinka

Już dawno pozabierałam pieniądze z funduszy inwestycyjnych, z IKE, z konta. Konto (ustawowo gwarantowane bezpłatne PRP) służy mi tylko do przyjmowania wypłaty, później zabieram wszystko z bankomatu. W Polsce inflacja jest wysoka, więc trzymam oszczędności w euro. Po ostatnich wzrostach kursu mój „wirtualny” przychód miło mnie zaskoczył. Po prostu, zabierzcie pieniądze z banków i kupcie waluty. Przy inflacji 8% w Polsce (podawaną przez NBP 3,4% można włożyć między bajki) każdy kurs EUR/USD/CHF jest dobry. Cash is the king, w banknotach.

~marcin
Gość
~marcin

Niniejszy artykuł jest o oszczędzaniu. A to, co robisz, to nie oszczędzanie, tylko spekulacja na wzrost kursu waluty.

Anna
Gość
Anna

Droga wolna:każdy z nas tu jest dorosłym człowiekiem i sam/a odpowiada za swoje pieniądze.A ja tu widzę „miazmaty kapitalizmu” w wydaniu sprzed 1989r.,kiedy to „spekulant” był dla rządzących wrogiem publicznym Nr1.Przy czym Spekulant był synonimem Przekupnia.Historią mi tu powiało 😉

Piotrek
Gość
Piotrek

Obawiam się, że kompletnie nie potrafi Pani czytać ze zrozumieniem…

Rob
Gość
Rob

Unikałbym waluty euro, lepszy jest dolar amerykański, bo w USA przynajmnije chce się ludziom pracować, w UE mamy państwo socjalne z krajami PIGS, które i bez kryzysu były na skraju bankructwa.

zxcv
Gość
zxcv

tylko ,ze euro drukuja jak dolara… drukarki az gorace i za chwile bedzie jak za „balcerowicza” ci co „kisili” w dolarze wszystko stracili 1/3 jednego dnia i bedzie krzyk i placz,w zloto tez nie bo za duzo z wolframem w obiegu ,najbezpiecznie i najbardziej stabilnie „jakis grunt-dzialka budowlana ” kupic i niech czeka na lepsze czasy.

Mariusz
Gość
Mariusz

Przestałem czytać po 100.000 euro dla osoby indywidualnej w DE to jak 30.000 złotych dla osoby indywidualnej w PL. Autor stracił w tym momencie całą swoją wiarygodność.

Kamil
Gość
Kamil

Możesz rozwinąć? Jestem ciekaw jaki „przelicznik” powinien być zastosowany Twoim zdaniem

Kamil
Gość
Kamil

A co tutaj minusujecie? Byłem ciekaw ile wg. Mariusza powinien wynosić przelicznik — najwyraźniej ma jakąś gotową odpowiedz, skoro tak kategorycznie stwierdza czy autor jest wiarygodny (swoją drogą — opinia z wiarygodnością ma niewiele wspólnego). Chyba minusujących boli, że jesteśmy biednym społeczeństwem.

E.G
Gość
E.G

Polak da radę , kupi porządny zamek antywłamaniowy , sporą skarpetę i na pewno nie da się łupić. A emeryci ze swoimi dochodami znikną z banków i z …. lokali wyborczych.

Edward
Gość
Edward

Rząd Polaka złupi wysoką inflacją. Na to skarpeta odporna nie jest.

Jas
Gość
Jas

ale waluta juz moze byc

Michał
Gość
Michał

Uważam że to jest skandal, że bank pobiera prowizję za przechowywanie pieniędzy. Dlaczego? Ponieważ w razie niewypłacalności banku nie odzyskam przynajmniej części swoich środków. Czyli poniosę koszt przechowania i poniosę też ryzyko kredytowe kontrahenta. Pobieranie opłat za przechowanie gotówki ma jak najbardziej sens i tak powinny działać normalne banki ALE pod warunkiem że nie działają w ramach cząstkowej rezerwy. Bank ma pokrycie 100% w fizycznych banknotach i monetach które trzyma w sejfie (nie w depozytach innych instytucji), a wszystkie operacje np. kredyty, przelewy międzynarodowe wykonuje z wykorzystaniem kapitału własnego. Osoba która jest zainteresowana wzięciem kredytu płaci bankowi wszystkie koszty związane… Czytaj więcej »

Mariusz
Gość
Mariusz

I tu pojawia się cały problem. Żaden bank nie jest w stanie pokryć swoich depozytów. Zabronili trzymać dewizy w skrzynkach depozytowych. Pieniądz jest fikcyjny i taka sytuacja jak obecna może doprowadzić do momentu w którym „król jest nagi”. Ostatecznie zapłacą zwykli ludzie.

Bartek
Gość
Bartek

Pojęcie „kreacji pieniądza w systemie bankowym” jest Państwu znane? Wypisywanie rzeczy typu „depozyty maja pokrycie w banknotach” wprowadza ludzi w błąd – jak nie mają Państwo pojęcia jak działa bank to proszę się nie wypowiadać.

qwerty
Gość
qwerty

Do czego nas to doprowadzi? Do gigantycznego wzrostu cen nieruchomości pod pewnymi warunkami i może cen akcji choć juz sa tak absurdalnie drogie na niektórych rynkach ze trudno sobie wyobrazić że bea jeszcze droższe a) dalsze pompowanie kasy przez banki centralne c) wychodzimy z kryzysu i bezrobocie jest niskie c) utrzymuje się rynek pracownika a przez to presja na płace co bedzie się równało znów polityce kredytowej. Do tego deglobalizacja wywoła lawinę inflacyjną w Emerging Markets. Nie na już , nie na jutro ale to nastapi bo USA będa wysysać moce produkcyjne z CHin i reszty biednego świata. A co… Czytaj więcej »

Petro
Gość
Petro

Rząd i tak zabierze Polakom oszczędności przez „podatek” inflacyjny, do tego dorzuci po wyborach mnóstwo nowych podatków, takich jak :
-podatek cukrowy
-podatek cytrusowy
-podatek od elektroniki (smartfony itp)
-podatek od serwisów streamingowych
-podatek akcyzowy

I wiele innych…

Jaykob
Gość
Jaykob

Nie zgadzam się. Podatek od VOD już wprowadzili przed wyborami.

Sherlock
Gość
Sherlock

Czy moze mi ktos napisac co jest gorsze dla gospodarki i dla oszczedzajacych, deflacja czy inflacja? pytam bo sie na tym nie znam…. a przeczytalem przed chwila ze glapa i mora, ostrzegaja przed deflacja w polsce z tad moje pytanie co gorsze dla oszczedzajacych….

IGS
Gość
IGS

Dla kredytobiorców inflacja jest OK -realnie moja coraz to mniej do spłaty. Dla posiadaczy oszczędności już niekoniecznie (wartość realna się zmniejsza). I odwrotnie, jeśli na rynku istnieje deflacja. Tak pokrótce – chociaż temat jest bardziej kompleksowy.

Marcin
Gość
Marcin

Oczywiście deflacja jest lepsza dla oszczędzających. Straszą, że gospodarka zwolni, bo ludzie nie będą wydawać. Elektronika tanieje, obuwie rzekomo też, a przecież nie wstrzymujemy się z tego powodu z zakupami. Deflacja może być naturalnym procesem dzięki postępowi technologicznemu, robotyzacji. Inflacja to ukryty podatek, by dewaluować zadłużenie rządu. Szkoda, że odbywa się kosztem klasy średniej

Agnieszka
Gość
Agnieszka

Przecież nie ma w Polsce Deutsche Banku tylko wszystko to Santander
Jakiś fake news

Fafik
Gość
Fafik

Ale dlaczego odwrót od kruszcu? Jeśli bank każe sobie płacić za przechowywanie pieniędzy, inflacja (przynajmniej w Polsce) na horyzoncie to złoto fizyczne wydaje się być bardzo dobrym wyjściem na lokowanie kapitału. Ewentualnie waluta (dolar).

Tom
Gość
Tom

I tym artykułem sam Pan Redaktor udowodnił, że domagania się przez banki pieniędzy za tzw. „bezumowne korzystanie z kapitalu”, w przypadku nieważności kredytów „frankowych” – jest idiotyzmem prawnym i ekonomicznym.

Bo to, że bank nie udzieliłyby kredytu „frankowego”, wcale nie oznacza, że te „pieniądze” mógłby pożyczyć komuś innemu – i w inny sposób zarobić. Na kolejny kredyt musi bowiem być chętny. A to wcale nie jest oczywiste.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu