Czy warto wziąć auto na minuty? Przetestowałem nową usługę! Tu i ówdzie już działa. I to jak!

Czy warto wziąć auto na minuty? Przetestowałem nową usługę! Tu i ówdzie już działa. I to jak!

Od kilku lat trwa w Polsce rewolucja tzw. sharing economy, czyli idei świadczenia usług na zasadzie „współdzielenia zasobów”. Jeśli mam czegoś za dużo, to wypożyczam to komuś w zamian za parę groszy, dzięki czemu ja zarabiam, a ten ktoś nie musi kupować danej usługi wielokrotnie drożej. Na obrazku wygląda to pięknie – ludzie sobie pomagają i dzięki temu wykańczają kapitalistów – ale oczywiście za ekonomią współdzielenia stoją klasyczne korporacje, które dostarczają narzędzia do tego, byśmy mogli „współdzielić” wygodnie i szybko. Mamy więc Ubera, który jest „tylko” aplikacją łączącą osoby mające czas i te potrzebujące się przejechać (dziwnym trafem prawie wszyscy kierowcy pracują tam po kilkanaście godzin na dobę, jak niewolnicy, żeby wyrobić „normę”), mamy BlaBlaCar, który robi to samo, lecz na dłuższych dystansach, mamy AirBnB, dzięki któremu możemy taniej wynająć pokój, mamy Kokos.pl, dzięki któremu możemy znaleźć chętnego na pożyczkę społecznościową.

Czytaj też: Kogoś nieźle pogrzało? Uber teraz chce bć lux-torpedą 😉

Zobacz również:

Czytaj również: Taksówkarze nie chcą taniej konkurencji? Tak ubiją Ubera

Wkurzaj się ze mną: AirBnB naciąga klientów? Robisz rezerwację, a tu… 

Czasem to współdzielenie zasobów jest korzystne dla wszystkich i wspierane przez władze. Tak jest np. w przypadku transportu miejskiego: samorządy bardzo przychylnie patrzą np. na firmy udostępniające w miastach rowery, które można wypożyczyć do przemieszczenia się za niewielką opłatą pomiędzy „stacjami” rozmieszczonymi w różnych dzielnicach. Do centrów wjeżdża dzięki temu mniej aut. Kiedy kilka miesięcy temu usłyszałem, że są plany, by wprowadzić podobny najem krótkoterminowy samochodów, pukałem się w czoło. Wydawało mi się, że to musi być zbyt drogie i zbyt skomplikowane, by się mogło opłacić (choć przecież w Europie Zachodniej taki wynajem samochodów na minuty działa w najlepsze). Mocno się zdziwiłem, gdy niedawno zobaczyłem w internecie reklamy firmy Traficar, która udostępniła mieszkańcom Krakowa kilkadziesiąt samochodów do wypożyczania na minuty. A kilka dni temu podobna firma – 4Mobility – zaczęła działalność w Warszawie.

NA CZYM POLEGA CARSHARING? Nie byłbym sobą, gdybym nie przetestował dla Was od razu pierwszego dnia nowej usługi. Tym bardziej, że sam niedawno pisałem jak drogie jest posiadanie własnego samochodu i że czasem bardziej opłaca się jeździć taksówkami (nie mówiąc już o różnych „uberach”, które są jeszcze tańsze). Opisywałem też ciekawy pomysł Raiffeisen Banku, w którym za kilkaset złotych miesięcznie można wynająć auto na rok lub dwa i mieć z głowy to całe kupowanie, sprzedawanie, serwisowanie, ubezpieczanie… Skoro więc mogę już porzucić własne auto i zacząć jeździć Uberem (lub taksówką), skoro mogę porzucić je i wynająć od banku, to może skorzystam też z trzeciej opcji, czyli będę je wynajmował na minuty? Auta w tym modelu stoją zaparkowane w wyznaczonych „stacjach”, można je zarezerwować na bieżąco lub wcześniej przez smartfona, a zostawić albo na innej „stacji” albo w dowolnym miejscu w ścisłym centrum.

traficarrrr

ILE KOSZTUJE WYNAJEM AUTA NA MINUTY? Jeśli więc mam niedaleko postój samochodów na wynajem, to zamiast własnym autem mogę pojechać do centrum wynajętym, a potem je tam zostawić, bądź wrócić na miejsce startu. Przy założeniu, że stacje są gęsto rozsiane nie tylko w ścisłym centrum – to może być sensowny pomysł na tanie, wspólne podróżowanie ze znajomymi np. do pracy. No właśnie, ale czy tanie? Stawki za najem samochodu na minuty wyglądają dość atrakcyjnie. W krakowskim Traficar (w mieście ma 90 aut) płacę 80 gr. za każdy kilometr jazdy oraz 50 gr. za każdą minutę (przy założeniu, że jeżdżę ze średnią prędkością 60 km na godzinę wychodzi, że jazda traficarem kosztuje mniej jakieś 1,3 zł za kilometr (czyli prawie dwa razy taniej, niż najtańszą taksówką). W warszawskim 4Mobility ceny są podobne, bo każdy przejechany kilometr kosztuje 80 gr., zaś każda minuta spędzona w aucie – dodatkowo 40-60 gr., w zależności od standardu samochodu. Aha, druga godzina jest prawie gratis (1 grosz). Też wychodzi jakieś 1,3 zł za kilometr (w opcji dwugodzinnej – nawet mniej).

Czytaj też: Wszystko za zero? Tak, ale myślałem, że są jakieś granice! A oni…

JAK SIĘ ZAPISAĆ DO CARSHARINGU? No dobra, czas opowiedzieć jak się jeździło. Tak, jak wspomniałem, jako miłośnik aut na minuty zarejestrowałem się na stronie 4Mobility.pl już pierwszego dnia. Było trochę dłubania, bo musiałem podać trochę danych o sobie – imię, nazwisko, PESEL, numer telefonu oraz dane z posiadanego prawa jazdy. Musiałem też to prawo jazdy zeskanować i załączyć skany obu stron do wniosku o zarejestrowanie. A potem poczekać na zielone światło od firmy. W drugim rzucie musiałem przypiąć do systemu (niestety, odpowiada za to druga aplikacja, co rodzi wrażenie chaosu) kartę płatniczą, z której firma będzie potrącać pieniądze. Link do aplikacji, w której można zarejestrować kartę, dostałem e-mailem. Niestety, nie zadziałał na mojej przeglądarce Chrome, musiałem go przekleić do Firefoksa. Potem poszło z górki – podałem numer karty, datę ważności, kod CVC z odwrotu, a firma pobrała z karty 1 zł, sprawdzając przy okazji z danym przelewu, że ja to ja.

4mobbaner

JAK REZERWUJE SIĘ SAMOCHÓD? Ściągnąłem sobie na smartfona aplikację 4Mobility.pl i z duszą na ramieniu zarezerwowałem auto. Na początku nie bardzo ogarniałem opartą na osiach czasu koncepcję tej części serwisu, która odpowiada za rezerwację, ale po czasie stwierdzam, że to raczej ja jestem niegramotny, niż serwis skomplikowany. Najpierw trzeba wybrać bazę, z której chcę „pobrać” auto, samochód (może to być auto klasy ekonomicznej lub limuzyna typu BMW serii 1-3), a potem określić czas najmu oraz dystans kilometrowy, który zamierzam pokonać. Te dane są tylko orientacyjne, ja jeździłem autem o pół godziny dłużej, niż zadeklarowałem i jedyną niedogodnością była konieczność formalnego przedłużenia najmu (czego dokonałem przy tzw. check-oucie, czyli zakończeniu najmu).

IMG_0709JAK MI SIĘ JEŹDZIŁO? Wybrałem jedną z baz na północy Warszawy i stawiłem się w określonym miejscu o zadelarowanej godzinie (do auta „doprowadziła” mnie aplikacja 4Mobility.pl w smartfonie). Auto otworzyłem… smartfonem. Kliknąłem ikonkę z otwartą kłódką, a smartfon połączył się z samochodem i go otworzył. Po zajęciu fotela kierowcy zobaczyłem karteczkę z instrukcją gdzie znajdę kluczyki i jak się „odpala” auto (chwilę mi to zajęło, bo na codzień używam samochodu z manualną skrzynią biegów, a moja „beemwica” była wyposażona w automatyczną). Jak już opanowałem jak „to” uruchomić i co zrobić, żeby jechało do przodu lub do tyłu, poszło z górki. Jazda takim autem jest o tyle beztroska, że w zasadzie nic cię nie interesuje (no, może poza przepisami, bo koszty mandatów ponosisz sam). Auto jest czyste, zatankowane (gdyby paliwa jakimś cudem zabrakło, to w schowku jest specjalna karta paliwowa), ubezpieczone (w razie stłuczki dzwoni się na infolinię i czeka na assistance), wygodne.

Pojeździłem sobie i poparkowałem w różnych miejscach – w centrum za darmo! – bitą godzinkę, a IMG_0708mógłbym i dłużej, bo druga byłaby prawie za friko, by ostatecznie wylądować w „mojej” bazie na północy Warszawy (choć mógłbym zaparkować auto gdziekolwiek w ścisłym centrum). Zaparkowałem auto, wyłączyłem silnik i wyszedłem beztrosko z auta. Drzwi się zablokowały, ale… rezerwacji nie można było zakończyć. Po konsultacji z call-center okazało się (potem zauważyłem, że sygnalizował to także komunikat wyświetlany przez apkę na smartfonie) niedokładnie zamocowałem kluczyk w schowku. Musiałem znów otworzyć auto smartfonem, naprawić błąd, zamknąć auto i dopiero wtedy zakończyłem rezerwację. Za godzinę jeżdżenia z karty zeszło mi mniej więcej 50 zł. Sporo, zwłaszcza, że to mój prywatny test, a nie „ustawka”, więc i koszty prywatne. Choć gdybym chciał przejechać ten sam dystans taksówką, to wyszłoby nieco drożej.

JAKIE SĄ SŁABE STRONY CARSHARINGU? Czy będę stałym klientem tego typu usług? Na razie raczej nie. I to z kilku powodów. Po pierwsze: cena. Fakt, że wybrałem sobie najdroższą limuzynę, ale tańszych – odnoszę wrażenie – nie ma w ofercie (albo są stale zarezerwowane). Gdybym chciał przejechać 20 km i wynająć najtańsze auto na godzinę, to zapłaciłbym 24 zł za wynajem i 12 zł za dystans. Te 36 zł to mniej, niż „moje” 50 zł, ale też nie można powiedzieć, że car-sharing będzie „za półdarmo”. Inna sprawa, że przejażdżka Uberem kosztowałaby 1,5 zł za kilometr i 30 gr. za minutę plus jeszcze opłata startowa, a więc drożej. Gdybym był studentem i poruszał się w większej grupie tylko po centrum (wynajętym autem parkuję w płatnej strefie za free) – to być może rachunek zysków i strat byłby dla mnie bardziej pozytywny.

IMG_0710

Po drugie: liczba baz, z których mogę pobrać auto. Jest ich raptem 20, co wyłącza z usługi spore grono potencjalnych klientów (nie będę jechał przez kwadrans autobusem, żeby dojechać do bazy z autami do wynajęcia na minuty). Taka usługa może mieć sens, o ile z każdego miejsca w mieście mogę dotrzeć do bazy z autem w ciągu kilkunastu minut, ale spacerkiem. Trzeci kłopot z wynajmem auta na minuty polega na tym, że obszar, w którym można to auto bezpłatnie zostawić, jest bardzo ograniczony i w zasadzie pokrywa się z obszarem, w którym potencjalny klient ma do dyspozycji metro i dużą sieć autobusowo-tramwajową. Zaletą tego sposobu poruszania się po mieście byłaby możliwość „zassania” samochodu z jednej z wielu baz (położonych tak, żeby można było do nich łatwo dotrzeć z każdego miejsca w mieście, nie będącego totalnym zadupiem) i „porzucenia” gdziekolwiek na terenie miasta. W przypadku usługi 4Mobility jest to niestety niemożliwe, pozostawienie auta poza ścisłym centrum oznacza, że operator usługi pobierze opłatę za odholowanie auta do bazy.

Niewykluczone, że wkrótce popularność car-sharing wzrośnie. Niedawno „Wyborcza” pisała, że aż 13 firm zainteresowanych jest uruchomieniem tego typu usług. Podobno z danych wynika, że na tysiąc mieszkańców w Warszawie jest znacznie więcej samochodów, niż w Paryżu, a na pięć jadących ulicą aut przypada tylko sześć osób. I że w takim np. Turynie cztery lata temu było zarejestrowanych 660 aut na tysiąc mieszkańców, a po uruchomieniu bezobsługowej sieci wypożyczalni aut – jest 600. Ceny też podobno nie zabiają ani wschodnich, ani zachodnich Europejczyków. W Wilnie wypożyczenie auta kosztuje 70 gr. za minutę, więc ceny obowiązujące w Krakowie, czy Warszawie, nie odbiegają od średniej europejskiej. Bardzo jestem ciekaw czy rozważylibyście skorzystanie z tego typu usługi, gdyby tuż przed Waszym domem (albo w promieniu 10 min spacerkiem) pojawiła się stacja car-sharingowa?

——————————————————————-

UWAGA, WEBINARIUM! Już w najbliższy wtorek, 6 grudnia, o godz. 19.00 organizuję wspólnie z blogiem Longterm.pl webinarium online. Opowiemy na nim dlaczego – naszym zdaniem – warto przynajmniej część swoich oszczędności lokować w spółki dywidendowe i jak się do tego zabrać. Żeby posłuchać i zadawać pytania trzeba się zarejestrować pod tym linkiem. Warto się pospieszyć, bo liczba miejsc ograniczona! Jest to część akcji „Dywidenda jak w banku”. W jej ramach ukazało się do tej pory około dwudziestu tekstów, pięć klipów wideo, odbyły się też trzy webinaria. Wszystkie te rzeczy są zebrane na stronie www.dywidendajakwbanku.pl. Znajdziecie tam również e-booka, którego można uzyskać zapisując się na nasz newsletter.

ebinariumdywidenda

A poniżej wszystkie klipy, które powstały w ramach akcji „Dywidenda jak w banku”. Zobacz czym się kończą nieleczone choroby, co robią inwestorzy na rybach i kto przy ruletce inwestycyjnie obżerał się BigMac’ami i na nich zarabiał 😉

OBEJRZYJ KOLEJNY ODCINEK „KASOWNIKA SAMCIKA”! W dzisiejszym wydaniu mojego cotygodniowego wideocyklu głównym tematem jest pytanie czy i na jakich warunkach warto kupić polisę od raka. Wiadomo, że już jedna czwarta opuszczających ten padół łez opuszcza go z powodu nowotworu. Być może część z nich udałoby się wykaraskać z problemów, gdyby odpowiednio wcześnie badziewie zostało wykryte, zdiagnozowane i leczone według najlepszych światowych standardów, niekoniecznie w ramach państwowej służby zdrowia. Jaką polisę od raka warto rozważyć, a jaka będzie tylko wyrzucaniem pieniędzy w błoto? O tym dziś w „Kasowniku”. A jeśli chcesz prześwietlenia konkretnych ofert antyrakowych, to zapraszam do wpisów blogowych. Poza tym tematem w programie rozkminiam też polisy ze zwrotem składki oraz sprawdzam na ile trzeba się ubezpieczyć, żeby zapewnić naszym bliskim bycie rentierami.

Przed tygodniem radziłem jak zapłacić za zakupy, gdy zapomnisz wziąć z domu portfel. Policzyłem też ile pieniędzy tracimy przy bankomacie, sprawdzałem dlaczego warto pilnować smartfona przed kolegami oraz jak nie wpaść w pułapkę wielkiej prowizji od debetu:

Ranking produktów oszczędnościowych
LogoBankNazwa produktuOprocentowanieCzas trwania 

Nest Bank

Lokata Witaj

4 proc.

3 miesiące

Sprawdź

BGŻ Optima

Lokata Bezkarna

3,5 proc.

3 miesiące

Sprawdź

BZ WBK

Konto Oszczędnościowe

2,7 proc.

Do 30.07.2017

Sprawdź

BGŻ Optima

Lokata Bezkompromisowa

2,7 proc.

3 miesiące

Sprawdź

Getin Bank

Konto Oszczędnościowe

2,5 proc.

Bez ograniczeń

Sprawdź

Getin Bank

e-Lokata Prrogresywna

2,05 proc.

12 miesięcy

Sprawdź

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!