Czy najnowsze dane NBP o cenach nieruchomości powinny zapalić czerwoną lampkę tym, którzy dziś gotowi są kupować mieszkanie za każdą cenę? „Coś” się dzieje

Czy najnowsze dane NBP o cenach nieruchomości powinny zapalić czerwoną lampkę tym, którzy dziś gotowi są kupować mieszkanie za każdą cenę? „Coś” się dzieje

Czy najnowsze dane Narodowego Banku Polskiego z rynku nieruchomości można interpretować jako przesłankę, że mamy już spekulacyjną bańkę? I że „coś” się święci? Nawet jeśli nie, to z kilku powodów warto się zastanowić, zanim zgłosimy się do dewelopera gotowi kupić mieszkanie za każdą cenę

Czy czekać z zakupem mieszkania do przyszłego roku, łudząc się nadzieją, że w końcu przyjdzie uspokojenie i ceny przestaną szaleć? A może – jak mówią deweloperzy – nie ma na co czekać, bo „taniej nie będzie”? Patrząc na dane dotyczące popytu i podaży na rynku mieszkań, które właśnie opublikował Narodowy Bank Polski, można zauważyć pewne oznaki „zmęczenia” nieruchomościową hossą. Tyle że dotyczy ono głównie tych obszarów, które w większym stopniu są poddane działaniu wolnego rynku.

Zobacz również:

Deweloperzy robią z nami co chcą

Co mam na myśli? Analizując dane widać rozwierające się nożyce pomiędzy sytuacją na rynku pierwotnym (czyli tam, gdzie kupujemy mieszkania od deweloperów) oraz wtórnym (gdzie panuje rozdrobiony handel mieszkaniami z ręki do ręki). Rynek pierwotny – przede wszystkim w Warszawie (to te żółte linie) jest rozgrzany do czerwoności. Ceny nowych mieszkań rosną coraz szybciej, a różnica między cenami ofertowymi i transakcyjnymi (między przerywaną linią a ciągłą) się zawęża. To oznacza, że ceny wyjściowe są coraz wyższe, a deweloperzy dają coraz mniejsze rabaty.

Co ciekawe, dają je coraz mniejsze pomimo tego, że sami coraz więcej zarabiają. Mimo rosnących kosztów materiałów budowlanych oraz kosztów pracy mogą sobie pozwolić na podwyżki cen mieszkań jeszcze większe. I ich rentowność rośnie. Zobaczcie wykres pokazujący udział kosztów budowy w cenie mieszkania. Jest on coraz mniejszy.

Koszt samej budowy – nie licząc zakupu gruntu i kosztów marketingu – wzrósł w ciągu pięciu lat z 2900-3300 zł na każdy metr do 3500-3900 zł na każdy metr kwadratowy. Ale ceny mieszkań wzrosły w tym czasie o 2000 zł na metr.

A z kolei wykres obrazujący strukturę ceny mieszkania nie pozostawia złudzeń: obszar zysku deweloperskiego jest coraz szerszy.

I jeszcze jeden wykres, na którym widzicie relację ceny mieszkania na rynku pierwotnym i wtórnym. Od kilkunastu lat na rynku warszawskim nie była ona tak korzystna dla mieszkań na rynku pierwotnym (które generalnie bywały tańsze, ze względu na kiepściejsze en bloc lokalizacje oferowane przez rynek pierwotny oraz konieczność czekania na zakończenie inwestycji, ryzyko opóźnień oraz koszty urządzenia mieszkania).

Kupić mieszkanie za każdą cenę? Na rynku wtórnym to już nie działa

Z kolei na rynku wtórnym sytuacja jest zgoła inna. Tutaj – zwłaszcza patrząc na rynek warszawski – widać zdecydowany spadek cen transakcyjnych. Te ofertowe rosną, i owszem, co oznacza, że sprzedający bardzo często szukają „jeleni”, ale z kolei kupujący mają coraz większą zdolność negocjacyjną.

NBP podaje w swoim raporcie, że na rynku wtórnym podaż jest duża, ale wciąż nie widać masowego „wyrzucania” na rynek mieszkań kupionych w celach inwestycyjnych. To oczywiste, że część (nie wiemy jak duża) nabywców takich mieszkań nie jest w stanie zarobić na nich, ale jeszcze niewielu decyduje się na wyjście z inwestycji.

Patrząc na stawki czynszów widać, że w ciągu roku obniżyły się o 11-15% w zależności od miasta. To oczywiście wartość nie uwzględniająca faktu, że część właścicieli nie może znaleźć najemców, więc ich zysk z najmu nie spadł o 15%, lecz o 100%.

Ciekawe są dane z ankiety, która pokazuje, czym kierowały się osoby kupujące na w 2020 r. mieszkanie. Okazuje się, że blisko połowa popytu był inwestycyjno-spekulacyjny. To ważny sygnał, bo potencjalnie duża część tych mieszkań – w przypadku kontynuowania załamki na rynku najmu – może trafić na rynek wtórny. A to na pewno wpłynęłoby na ceny.

Na razie ci, którzy sprzedają mieszkania, raczej nie sprzedają ich dlatego, że „pękli” i nie są w stanie płacić czynszu za niewynajęty lokal. Ludzi, którzy kupują mieszkanie w celu inwestycyjnym jest więcej niż tych, którzy je sprzedają, bo przekonali się, że inwestowanie w mieszkanie na wynajem nie jest wcale gwarantowaną żyłą złota:

Tymczasem stopa zwrotu z najmu mieszkania (nawet przy założeniu, że uda się znaleźć najemcę) na rynku warszawskim spadła już do 2,8%. To znacznie mniej niż można dostać z inwestycji w obligacje detaliczne Skarbu Państwa. A wielu inwestorów jeszcze do końca nie zdaje sobie sprawę, że mieszkanie „niepracujące” oznacza kilka procent straty w skali roku (czynsz, ubezpieczenie, amortyzacja).

Dwie rzeczy, które mogą zatrzymać rajd cenowy

Zastanawia mnie skąd bierze się rozrzut – widoczny zwłaszcza na rynku warszawskim – między sytuacją na rynku pierwotnym i wtórnym. Na pierwotnym podaż w pewnym sensie jest „kontrolowana”, a ostateczna cena w mniejszym stopniu jest efektem negocjacji dwóch równorzędnych stron. Tutaj jest deweloper, który dyktuje cenę, starając się wycisnąć klienta, jak cytrynę, zaś jego głównym ogranicznikiem w tych zapędach jest konkurencyjny deweloper i jego oferta cenowa niż negocjujący klient.

Popyt jest duży, nowych mieszkań ograniczona liczba, więc deweloperzy testują klientów – jaką jeszcze podwyżkę ci ostatni „wytrzymają”? A ponieważ na rynku panuje stres, to pozycja kupujących jest jeszcze słabsza niż zwykle. Trochę mi to przypomina układ sił w czasie bańki cenowej.

Są dwie rzeczy, które mogą zatrzymać ten rajd. Pierwsza to oczywiście sytuacja na rynku wtórnym. Im bardziej będzie się on schładzał, tym szerzej będą rozwarte nożyce między realnymi cenami na obu rynkach. I w końcu kupujący opuszczą licytację. Widzimy w dodatku rekordowo wysoką – jak na rynek warszawski – relację ceny nowego mieszkania do używanego. Widzimy też wypłaszczenie cen ofertowych, co oznacza, że deweloperzy powoli tracą wiarę w to, że sprzedadzą metr mieszkania jeszcze drożej.

Drugi argument, który do mnie przemawia, to obawy ludzi, którzy zajmują się zawodowo remontowaniem mieszkań, urządzaniem ich, meblowaniem. Rozmawiałem ostatnio z takim człowiekiem – oczywiście roboty ma teraz w huk, jest zakontraktowany do wiosny przyszłego roku „po kokardę”, ale powiedział mi, że… boi się, iż nie będzie miał wkrótce co robić.

Jak to możliwe? Ten facet widzi co dzieje się z kosztami materiałów i surowców. Jeśli ten sam mebel musi u niego kosztować 9000 zł, a nie 5000 zł, jak w ubiegłym roku, to klienci mogą tego nie wytrzymać.

Zdaniem tego człowieka – a słowa „insajdera” są cenne podwójnie – popyt na mieszkania schłodzi się jeszcze zanim przyjdą podwyżki stóp procentowych. To będzie wynikało z gigantycznego wzrostu ceny doprowadzenia mieszkania do „stanu używalności”. Ludzie, którzy kupują dziś mieszkania, jeszcze nie zdają sobie sprawy, że powinni pomnożyć swój budżet remontowy razy dwa. Ale jak już się dowiedzą i go pomnożą – to będzie sygnał dla tych, którzy do kupowania mieszkań się dopiero przymierzają. Zwłaszcza jeśli miałby to być zakup inwestycyjny, w którym ma znaczenie koszt „startowy”.

Czytaj też: Jak zatrzymać ceny mieszkań? Gwarancje? Państwowy deweloper? (subiektywnieofinansach.pl)

Czytaj też: Metr mieszkania coraz bardziej się oddala. Widać to nawet z Londynu (subiektywnieofinansach.pl)

Czytaj też: Czy deweloper może podnieść cenę mieszkania po podpisaniu umowy? (subiektywnieofinansach.pl)

Jeśli kupić mieszkanie, to nie za każdą cenę

To są sygnały, które zdają się świadczyć na korzyść tezy, że górka cenowa jest już blisko. I że nie warto dziś kupować mieszkania za każdą cenę. Oczywiście, są też argumenty sugerujące, iż hossa nieruchomościowa się jeszcze nie skończy.

Koronnym jest utrzymująca się wciąż wysoko inflacja i to, że ludzie posiadający oszczędności, nie mają co z nimi zrobić. Ten argument wciąż pozostaje w mocy. Popyt może „pompować” dodatkowo „Polski Ład” – o ile wejdzie w życie – a konkretnie jego mieszkaniowa część, czyli finansowanie przez państwo wkładu własnego do kredytu. Ten kredyt nie będzie ani tani, ani atrakcyjny (banki nie mają obowiązku tanio pożyczać pieniędzy ludziom nieposiadającym wymaganego wkładu własnego), ale drogi kredyt to też kredyt, a jego posiadacz zwiększy popyt na mieszkania.

Po której stronie się opowiadacie? Górka cenowa już blisko czy też nożyce będą nadal się rozwierać? Kupić mieszkanie za każdą cenę, bo taniej przez lata nie będzie z powodu inflacji, czy poczekać, aż ludzie „wymiękną” z powodu rosnących stóp procentowych albo rosnących kosztów wykończenia mieszkań, albo nieopłacalności najmu, albo wszystkich tych rzeczy naraz?

————————–

Posłuchaj podcastu „Finansowe sensacje tygodnia”

W tym odcinku podcastu „Finansowe sensacje tygodnia” naszym gościem jest Andrzej Karpiński, który w Biurze Informacji Kredytowej (BIK) odpowiada za zagadnienia związane z ochroną danych oraz cyberprzestępczością. Wzięliśmy pana Andrzeja na spytki, by zdradził nam jak dziś najczęściej próbuje się okradać klientów banków z danych i pieniędzy, na jakie cyberprzestępstwa jesteśmy bardziej narażeni w wakacje oraz jak się bronić. Zapraszam do posłuchania pod tym linkiem oraz w Spotify, Google Podcast, Apple Podcast i na kilku innych platformach!

————————–

Zobacz zapis webinarium o inwestowaniu w nieruchomości

zdjęcie tytułowe: Ryan Parker/Unsplash

Subscribe
Powiadom o
43 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze
olo
3 miesięcy temu

Prawdziwym testem dla rynku nieruchomości byłaby podwyżka stóp procentowych do poziomu 4-5%. Wtedy okazałoby się 'kto pływał bez majtek’ i czy rzeczywiście mamy do czynienia z bańką spekulacyjną. Ostatnio rozmawiałem ze znajomym – wynajmuje mieszkanie w atrakcyjnej części Warszawy. Ma bardzo fajnego landlorda, cena jest bardzo korzystna, mieszkanie ma wysoki standard i znajduje się w uroczej okolicy, niedaleko centrum miasta. Znajomy zarabia dużo, bez problemów gromadzi coraz większe osczędności. Stwierdził jednak, że przymierza się do kupna własnego mieszkania. Kiedy zapytałem po co, odpowiedział: bo inflacja… Zastanawia mnie jak wielu ludzi decyduje się na to z tego samego powodu. Mam wrażenie,… Czytaj więcej »

Danek
3 miesięcy temu
Reply to  olo

No i niestety to ostatnie zdanie jest bardzo wazne. W krajach rozwinietych naturalnym miejscem lokowania kapitalu jest gielda (chocby poprzez prywatne fundusze emerytalne), u nas niestety nie bardzo (przynajmniej nie GPW, bo kto chce przepalac kase w PIS-owskie spolki i PIS-zarzady w przyszlosciowych spolkach napedzanych weglem). Wiec jak ktos ma wieksza kase, to nieruchomosci wydaja sie jedyna alternatywa.

Pan Krzysztof
3 miesięcy temu
Reply to  olo

Wzrost cen nieruchomości jest jednocześnie skutkiem (popyt spowodowany ucieczką w rzeczy trwałe) a jednocześnie przyczyną (ekspansja kredytowa) inflacji. Robi się sprzężenie dodatnie. Martwiące jest to, że rządzący mają zamiar to sprzężenie wzmocnić dopłatami do mieszkań. To spowoduje mega kryzys w przeciągu kilku lat.

Jacek
3 miesięcy temu
Reply to  olo

(…)Stwierdził jednak, że przymierza się do kupna własnego mieszkania. Kiedy zapytałem po co, odpowiedział: bo inflacja…(…)
Jeśli faktycznie kupuje mieszkanie, a nie wehikuł inwestycyjny to mamy sygnał, że odpaliło się sprzężenie zwrotne, kupują bo drożej, a będzie drożej bo kupują.

Danek
3 miesięcy temu

Mi obecna systuacja bardzo przypomina 2008 rok. Wprawdzie przyczyny inne, ale efekt ten sam. Deweloperzy mowiacy, ze idzie tylko w gore. Kredyty tanie (wtedy bo CHF, dzis niski %). Kiedys argument za wzrostem to to, ze PL wstapila do UE, dzis, ze demografia i popyt inwestycyjny i ze nie ma co z kasa robic. Bardzo mnie to zastanawia, co sie wydarzy. Sam niemalze kupilem mieszkanie 2 miesiace temu, ale zrezygnowalem, jak deweloper mnie zaczal traktowac jak mieso armatnie, a nie jak klienta.

Marek
3 miesięcy temu
Reply to  Danek

Sytuacja z demografią (a jest niekorzystna) argumentem za wzrostem cen nieruchomości – w jaki sposób?

Danek
3 miesięcy temu
Reply to  Marek

nie chodzi o ubytek mieszkancow, ale raczej o strukture kto gdzie mieszka (miasto+/wies-, wiec wiecej ludzi potrzebuje mieszkania), wiecej osob zamoznych itd.

Abc
3 miesięcy temu
Reply to  Marek

Byc moze chodzi o to, ze pokolenie wyzu demograficznego lat 80-tych osiaga teraz maksymalna wartosc zdolnosci kredytowej. Do emerytury jeszcze troche czasu a zarobki juz wieku dojrzalego.

Jacek
3 miesięcy temu
Reply to  Marek

W taki sposób jak na rynku pracownika.

Marcin staly czytelnik
3 miesięcy temu

Zdecydowanie nie kupowac teraz. To najgorszy moment na zakup. Spokojnie przeczekac az rynek sie przegrzeje i schlodzi. Widac, ze to powoli nastepuje zwlaszcza w Warszawie. Kilku moich znajomych wycofalo sie z zakupu mieszkania po tym jak deweloper zerwal umowe wstepna i podniosl cene mieszkania o 20 kilka tysiecy zlotych. Ludzie nie sa glupi i nie dadza sie tak traktowac zwlaszcza ci ktorych spokojnie stac na zakup nieruchomosci gdzie indziej.

olo
3 miesięcy temu

Ludzie nie są głupi i nie dadzą się tak traktować… Polemizowałbym 😉

Dawid
2 miesięcy temu
Reply to  olo

Dokładnie, z tego co rozmawiałem z agentami ludzi wykruszyło, to mądrość banku i brak zdolności kredytowej, wkładu własnego, niż mądrość i przemyślenie ludzi. Ja osobiście zrezygnowałem z zakupu w szalonej cenie i miałem niedaleko taniej, o czym bardzo się nie chwaliłem (nie krzyczyczy się „tu są prawdziwki”). PS. Za przykład mądrości inaczej, to jest zaprojektować tak dom z własnym projektem lub wyborem gotowego, że nie ma się miejsca na graty, które lądują w garażu, a auto na dworze ;D chyba, że ktoś lubi wysiadać z torbami w deszczu/śniegu i jak auto rdzewieje szybciej, ale później na fb są żale, jak… Czytaj więcej »

Last edited 2 miesięcy temu by Dawid
olo
3 miesięcy temu

Da tu się komentować?

Editor
3 miesięcy temu
Reply to  olo

Da się 🙂 Zachęcamy.

Stef
3 miesięcy temu
Reply to  olo

Da się tylko akceptacja komentarza to do kilku godzin.

Marcin staly czytelnik
3 miesięcy temu
Reply to  olo

da sie i redakcja czesto odpisuje takze polecam 🙂

Stef
3 miesięcy temu

Mnie ciekawią dane w tabelce ROR. Jak to policzono nawet jeśli kawalerka w Warszawie z wykończeniem to 300000 a, za mc jest 1200, zł to wychodzi 4,8%? Tylko kawalerka może kosztować 250 000 z wykończeniem a za mc 1500.

Aha
3 miesięcy temu
Reply to  Stef

Gdzie niby? Chyba 30km pod Warszawą, 250K za kawalerkę to w Poznaniu czy Łodzi może.

BdB
3 miesięcy temu

Niskie stopy, drukowanie pieniądza to ceny rosną. Nie tylko dobra konsumpcyjne muszą drożeć, ale i inwestycyjne.

Lena
3 miesięcy temu

Ostatnio rozmawiałam z osoba co chce kupić teraz mieszkanie w celach inwestycyjnych. Pytałam dlaczego nie kupić po prostu obligacji indeksowanych inflacja albo jakiejś innej inwestycji. Os ta zgodziła się ze mną ze viezko z wynajmem w naszym mieście ale i tak kupi kolejne mieszkanie. Odp na pyt dlaczego nie cos innego: bo się na tym nie znam. Ludzie się nie znają i nie chcą się doszkolić. Wola kupować i nie mieć nawet zysku lub nawet miec stratę niż zastanowić się nad różnymi alternatywami.

Sławek
3 miesięcy temu

Wyczytałem kiedyś, że na zachodzie zysk dewelopera na mieszkaniu wynosi przeciętnie kilkanaście procent. Zastanawiam się, czy w ostatnich kilku/kilkunastu latach zysk dewelopera w Warszawie spadł poniżej 30 procent…

Rozsądny kropka PE EL.
3 miesięcy temu
Reply to  Sławek

Na spożywce Biedronka ma 40% zysku netto. Widać analogię?
O zysku z usług typu dentysta, pazurki, kosmetyczka czy fryzjer już nie wspomnę, a czepiasz się deweloperów. Też bym chciał żeby było taniej gdy kupowałem, ale widzę że nie tak ten świat skonstruowany.

Sławek
3 miesięcy temu

Na czym konkretnie ma 40% zysku netto? Znam dostawcę nabiału oraz pieczywa i wiem, że na tych produktach Biedronce jest daleko do uzyskania takiego zysku jak napisałeś.

Jagniątko
3 miesięcy temu
Reply to  Sławek

Bardzo zabawne bo ja znam osobiście dostawców, dyr. handlowych ciastek do Biedry chociażby….

Jagniątko
3 miesięcy temu
Reply to  Sławek

Sprzadaję za pół ceny, Biedra ma z tego prawie 50% zysku

Sławek
3 miesięcy temu
Reply to  Jagniątko

Ok, Biedronka sprzedaje „prawie 50%” drożej niż kupuje od Ciebie. A teraz dolicz koszty jakie ponosi, w tym straty i koszt utylizacji za produkty którym skończyła się data ważności. Nadal „ma z tego prawie 50%zysku”?

Jagniątko
3 miesięcy temu
Reply to  Sławek

Jakie straty?
Straty rzędu 2% asortymentu fmcg z winy pracowników/kierowników działów. Jak straty przekroczą konkretną wartość to szefostwo ścina premie – kasa się zgadza. Poza tym na przecenie ludzie kupią wszystko.

Ludzie którzy w sklepach nie pracowali się wypowiadają…

Sławek
3 miesięcy temu
Reply to  Jagniątko

Widzisz, sam przyznałeś że są straty na towarze. A ten towar jeszcze trzeba przewieźć, zmagazynować, zareklamować, schłodzić, opłacić pracowników, podatki itd. itd. no i gdzie teraz podziało się te Twoje „prawie 50% zysku” dla Biedronki?

Jełob
3 miesięcy temu
Reply to  Sławek

Ooo Panie… Szkoda gimnastykować palce na takie zaczepki…
Taki omnibus nie przyjmie żadnych twardych danych.
Robi Pan dla Biedronki że tak broni „biednego monopolisty”? Nie ma Pan pojęcia o handlu – zatrudnij się proszę na 3 miesiące do działu księgowości lub jako kierownik sklepu/magazynu.

Kamil
3 miesięcy temu
Reply to  Sławek

Biedronka chwali się marżą EBITDA około 7%.

Pan Krzysztof
3 miesięcy temu
Reply to  Sławek

Polecam raporty NBP
https://www.nbp.pl/home.aspx?f=/publikacje/rynek_nieruchomosci/index2.html
Tam można znaleźć średni koszt budowy 1m2.

Rozsądny kropka PE EL.
3 miesięcy temu
Reply to  Pan Krzysztof

Średni koszt produkcji koszulka Polo Hilfigera to 4 PLN, a ludzie kupują za 110 PLN.

Buty w CCC/Deichmann koszt produkcji to 5 PLN, a kupujesz za 100 PLN.
Nawet Nike czy NewBalance to produkcja 10 PLN, a Ty kupujesz za 300+ PLN.

Produkt kosztuje tyle ile klient zgodzi się płacić.

Sławek
3 miesięcy temu

Produkcja to jedno, a transport, magazynowanie, reklama, pośrednicy, pracownicy, utrzymanie sklepu, podatek itd. to drugie.

Marek
3 miesięcy temu

Żadnej bańki nie ma. Nieruchomości w realcji do zarobków są znacznie tańsze niż podczas górki w 2007/8 roku a nominalnie tańsze nie będą, bo koszty materiałów, robocizny idą w kosmos.

EKD
3 miesięcy temu
Reply to  Marek

A przestaną iść w kosmos, jak popyt na mieszkania i wykończeniowe zaniknie, bo ceny tak bardzo poszły w kosmos. I wtedy się okaże czy była bańka czy jej nie było.

Rozsądny kropka PE EL.
3 miesięcy temu

Skoro istnieje na świecie potężne narzędzie spekulacji jakimi są: kryptowaluty i giełdy, to nie dziwcie się że potem coś „namacalnego” drożeje. Moim zdaniem, dopóki giełdy i kryptowaluty drożeją, dopóty nieruchomości (ziemia, mieszkania, domy) będą szły w górę. Spuszczacie się na te mieszkania od kilku lat, ja kupiłem 1,5 roku temu gdy też byłem pewny że pewnie kupiłem na szczycie górki i jestem frajer… okazuje sie że już jest obok 20% drożej, już nie mówiąc o tym że 1 dzień po ogłoszeniu przedsprzedaży 50 z 200 mieszkań miało rezerwację… Mieszkania powinny drożeć jeżeli drożeje giełda, a pozostali trzepią grube miliony/miliardy na… Czytaj więcej »

Jacek
3 miesięcy temu

(…)Skoro istnieje na świecie potężne narzędzie spekulacji jakimi są: kryptowaluty i giełdy, to nie dziwcie się że potem coś „namacalnego” drożeje.(…)
W czasach tulipanowej gorączki nie słyszano o czymś takim jak kryptowaluty, a ówczesne giełdy raczej nie miały takiej płynności, żeby napompować bańkę,

Marek
3 miesięcy temu
Reply to  Jacek

Porównujesz zakończony cykl tulipanowej gorączki ze środkiem cyklu obecnej gorączki. W czasach hossy tulipanowej też ludzie czuli się bogaci… przez pewien czas.

Dominik
3 miesięcy temu

Czy rynek jest rozgrzany? Jestem na etapie kupna mieszkania z rynku wtórnego. Wielka płyta – można na nią narzekać ale wolę 80m2 w wielkiej płycie na osiedlu na obrzeżach Poznania gdzie jest dużo zieleni, a sąsiada z bloku obok co najwyżej przez lornetkę mogę obejrzeć, niż 40m2 „apartament” na nowym wybetonowanym blokowisku gdzie bloki stoją jeden przy drugim.

Mieszkanie zadbane – cena niecałe 6000,- za metr. Podczas rozmowy przy kawie w biurze kumpel zaoferował odkupienie mieszkania za 1000,- więcej za metr. Jest ssanie na rynku.

Przemek
3 miesięcy temu

Mało kto zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny czynnik – pogarszającą się „jakość najemców”. Ci co maja stabilne zarobki i w miarę dobrą sytuację finansową zdołali już kupić mieszkanie, no chyba że chcą z przekonań ideologicznych mieszkać w wynajmowanym. Natomiast obecnie sporo osób które chcą wynająć mieszkanie to obcokrajowcy (smsy w stylu ja chcieć wynająć mieszkanie), osoby które przyjechały do Warszawy za zarobkiem i ledwo utrzymują się na powierzchni (chcą rozłożenia kaucji na raty albo pożyczają pieniądze na kaucje), rodziny z małymi dziećmi, które tez z jakiś powodów musza wynajmować mieszkanie. To powoduje dodatkowe czynniki ryzyka przy i tak iluzorycznej… Czytaj więcej »

Last edited 3 miesięcy temu by Przemek
Jagniątko
3 miesięcy temu

Będziecie bulić miliony za mieszkania.

Marek
2 miesięcy temu

Stopy procentowe od września pójdą w górę o 3 %

Dawid
2 miesięcy temu

Nie wiem czy jest górka czy nie, ale porównywanie sytuacji do cen z 2008 r. kiedy średnia pensja (chyba 2900 zł) i wartość koszyka z biedronki były o połowę niższe 😀 jest niepoważne. Teraz średnie wynagrodzenie to chyba 5500 zł, a 2900 to chyba już tyle wynosi pensja minimalna, przynajmniej za mniej nikt D nie ruszy. Patrząc czysto matematycznie aby mówić o sytuacji jak w 2008 r. cena za m2 powinna osiągnąć pułap 15K-16K za metr w dużym mieście.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!