Czy prezes PKO BP straci stołek z powodu afery dywidendowej?

Wygląda na to, że sprawa dywidendy w PKO BP może położyć się cieniem na karierze Jerzego Pruskiego, prezesa banku. W poniedziałek Pruski ogłosił, że chciałby przekazać na dywidendę prawie cały ubiegłoroczny zysk banku – 2,88 mld zł. Analitycy pukają się w czoło. We wczorajszym komentarzu nazwałem tę decyzję sabotażem. (przeczytasz go tutaj). Bo drenowanie PKO BP z pieniędzy w czasie, kiedy bank ma w warunkach kryzysu ciągnąć akcję kredytową całej branży, to rzeczywiście byłby sabotaż.

Było niemal pewne, że zmiana frontu prezesa PKO BP musi wynikać z nacisków ministerstwa skarbu, które ma kontrolny pakiet akcji w PKO BP i decydujący głos co do obsady rady nadzorczej (więc i zarządu). Ale z wypowiedzi rzecznika resortu skarbu, którą cytujemy w dziesiejszej ”Gazecie Wyborczej” wynika, że dywidendowy wyskok prezesa Pruskiego mógł być jego samodzielną inicjatywą!

Otóż rzecznik mówi: – Tak wysoka dywidenda to propozycja zarządu banku, ustosunkujemy się do niej podczas walnego zgromadzenia. W ocenie skarbu państwa potrzebne jest przede wszystkim wzmocnienie kapitałowe PKO BP, by bank mógł zwiększać liczbę udzielanych kredytów. Cały tekst przeczytasz tutaj

To dość jasna sugestia, że ministerstwo skarbu nie popiera dążeń prezesa PKO BP, by wydrenować bank z dywidendy. A więc samowolka Jerzego Pruskiego? A może jego układ z ministrem finansów Jackiem Rostowskim ponad głową ministra skarbu Aleksandra Grada? Rostowski z otwartymi ramionami przyjąłby w budżecie państwa półtoramiliardowy prezent z dywidendy od PKO BP.

W obu przypadkach prezes PKO BP kładzie głowę pod topór. Minister Skarbu zapewne nie będzie tolerował szefa dużego banku, który podejmuje ważne decyzje o dywidendzie bez konsultacji ze swoim przełożonym lub po konsultacjach z… innym ministrem.

Ale jest też trzeci scenariusz: otwarcie mówię, że najmniej prawdopodobny. Może być też tak, że sprawa dywidendy była wcześniej uzgodniona przez Pruskiego i Grada, ale po pierwszych – miażdżących – reakcjach na ten chory pomysł minister Grad postanowił się od całej afery odciąć. Wtedy Jerzy Pruski, jako piorunochron ministra Grada, zapewne ocaliłby stanowisko prezesa PKO BP. Ocaliłby stanowisko, ale stracił twarz, biorąc na siebie ciężar wyjątkowo głupiego pomysłu.


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss