Czy firmy fintech wygryzą banki? W których segmentach mają największą szansę?

Czy banki zostaną niebawem wyrzucone z naszych portfeli przez pozabankowe firmy technologiczne, czyli różnego rodzaju „finansowe Ubery”? Cóż, patrząc na to, że taki np. SkyCash ma znacznie więcej funkcji, niż dowolna aplikacja bankowa na smartfona, że internetowe kantory przejęły dużą część handlu walutami, że PayPal, PayU, czy BlueCash są coraz bardziej znanymi platformami do rozliczania transakcji, że rozpychają się w Polsce społecznościowe platformy pożyczkowe i crowdfundingowe, że szybko rosną firmy pożyczkowe bazujące na dostarczaniu kasy przez smartfona

Zatrudniająca 170.000 ludzi branża bankowa może mieć z tzw. fintechami problem. Jak duży? Ostatnio wpadły mi w ręce dwa ciekawe raporty, które o tym opowiadają. Pierwszym jest doroczny raport firmy konsultingowej Cap Gemini o bankowości detalicznej. Analitycy stawiają w nim tezę, że tym, co może uratować banki przez zanikaniem jest zaufanie klientów, które w stosunku do banków wciąż jest większe, niż do pozabankowych firm rozliczających transakcje, pośredniczących przy pożyczkach, czy wymianie walut.

Ów poziom zaufania do banków i zadowolenia z ich usług zależy w dużej mierze od tego jaki serwis bankowcy zapewniają oraz jak sprawne mają różne kanały dostępu. Poniżej macie dwa wykresy, które m.in. o tym opowiadają. Pierwszy jest o tym jak duża część klientów używa przynajmniej raz w tygodniu poszczególnych kanałów komunikacji z bankami oraz jak duża część z korzystających jest przy tym zadowolona z oferowanych usług.

Największy odsetek zadowolonych użytkowników ma kanał oddziałowy (61% korzystających „lubi to”) oraz internetowy (64% zadowolonych). Stosunkowo najwięcej niezadowolonych klientów pojawia się przy korzystaniu z bankowości mobilnej, co jest o tyle istotne, że jednocześnie to ten kanał komunikacji już dla 33% klientów jest kluczowy (korzystają co najmniej raz w tygodniu). Spada natomiast „używalność” bankowości internetowej (do 59%) oraz oddziałowej (do 13% klientów). Na kolejnym wykresie macie odsetek klientów na tyle wkurzonych różnymi niedostatkami obsługi, że ich lojalność do głównego banku jest już bliska zeru.

Im więcej klientów ma znikomy poziom lojalności do swojego banku, tym łatwiej wbijają swój klin firmy fintechowe. Ale banki wciąż mają pewną przewagę jeśli chodzi o poziom zaufania klientów. Pamiętacie dyskusje o tym czy platformy społecznościowej wymiany walut, albo serwisy do przelewów błyskawicznych ą bezpieczne, skoro działają na zasadzie zrzucania wszystkich pieniędzy klientów do wspólnego worka. W naszym regionie Europy tylko co trzeci obywatel deklaruje swoje absolutne zaufanie do pozabankowych firm finansowych, podczas gdy do banków silne zaufanie deklarują dwie trzecie klientów.

Mimo wszystko bankowcy są przekonani, że jeśli chodzi o działalność polegającą na wydawaniu kart i pośrednictwie w płatnościach firmy FinTech mają dużą szansę wygryźć banki. Jak ograniczyć pole strat? Ano bankowcy kombinują, żeby z pozabankowymi firmami fintechowymi współpracować. Skoro są bardziej „zwrotne”, mają lepsze, bardziej przyjazne klientom produkty, to trzeba się z nimi sprzymierzyć, oddając im część marży (może nawet większość), aby korzystać przynajmniej z części tortu.

Jak duże straty banki mogą ponieść z tytułu ekspansji firm fintechowych? O wyszacowanie tej sprawy postarała się CitiGroup, która co jakiś czas publikuje raporty Citi GPS. W ostatnim przypomniał, że pojawienie się na rynku nowych, innowacyjnych firm takich jak Netflix (platforma streamingowa), czy iTunes spowodowało utratę przez „tradycyjnych” graczy 30-40% rynku. I tyle mogą stracić banki podgryzane przez firmy technologiczne. Kolejny wykres pokazuje w jakich częściach rynku finansowego firmy fintechowe rozwijają się najszybciej. Citi publikuje tez zestawienie największych z nich.

O tym, że to nie są żarty przekonuje ta część raportu Citi, która opowiada o wielkiej karierze pozabankowych firm w Chinach, czyli na największym rynku e-commerce świata. W Chinach największe firmy fintechowe mają więcej użytkowników, niż największe banki klientów. Chiński odpowiednik PayPala, który zwie się Alibaba, ma już dwukrotnie większe przychody, niż jego amerykański rywal.

Działa to-to podobnie do naszego rodzimego systemu IKO, czy PeoPay – czyli w oparciu o kody kreskowe prezentowane sprzedawcy. Z kolei platforma WeChat, pozwalająca przesuwać pieniądze bezpośrednio pomiędzy smartfonami użytkowników systemu, bez pośrednictwa banków, jest większa – jeśli chodzi o liczbę klientów – niż największy tamtejszy bank detaliczny. A przesuwanie kasy do Andy’ego poprzez WeChat wygląda tak:

Chińczycy rozbijają bank – i to dosłownie – ale pomysły na przesuwanie kasy bezpośrednio pomiędzy użytkownikami platform technologicznych, z pominięciem banków, są znane też w innych krajach i mają najróżniejsze mutacje. Także takie oparte na pieniądzu cyfrowym (najsłynniejszym takim pieniądzem jest bitcoin), czyli banknotach zapisywanych w smartfonie i szyfrowanych za pomocą specjalnych algorytmów (będących odpowiednikiem znaków wodnych i mikrodruków znajdujących się na „normalnych” banknotach) . W USA karierę robi działający właśnie na tej zasadzie system Abra, w Polsce wystartował jakiś czas temu system Billon.

Jest takich przedsięwzięć bardzo dużo i każde z nich jest w pewnym sensie zagrożeniem dla banków. Te systemy – jeśli mają odpowiednio dużo użytkowników – pozwalają bowiem użytkownikom na przekazywanie pieniędzy bez korzystania z bankowej infrastruktury. Jeśli np. ja i wszyscy moi znajomi jesteśmy użytkownikami systemu Billon, to dopóki nie muszę uregulować żadnej płatności poza systemem, to w ogóle nie potrzebuję złotówek w tradycyjnej postaci. A kiedy już dojdzie do konieczności wyjścia z systemu peer-to-peer, to można zrobić przelew do współpracującego z systemem banku, albo wymienić pieniądz „wewnętrzny” na złote w formie gotówkowej w bankomacie sieci współpracującej z systemem.

Pytanie brzmi: czy te wszystkie systemy do płacenia, wymiany walut, wirtualne portmonetki wykoszą 20% czy np. 40% bankowych zysków. Banki wciąż pozostaną „skarbcem” dla naszych pieniędzy oraz „zapleczem” dla firm fintechowych. No bo skąd taki Vivus bierze pieniądze na udzielanie swoich „smartfonowych” pożyczek? Ano z obligacji, które kupują banki. Systemy służące do przelewów peer-to-peer też nie mogłyby działać bez interfejsu z tradycyjnym systemem bankowym.

Pytanie brzmi: czy banki zdołają tak ustawić współpracę z firmami fintechowymi, żeby nie dać się sprowadzić wyłącznie do roli „hurtowni pieniędzy”. To trochę tak, jak z hotelami i systemami rezerwacyjnymi typu Booking.com. Hotele pozwoliły się rozplenić różnym „bookingom”, które zabrały im większość marży. Ale teraz trend się trochę odwraca – niektóre sieci hotelowe tworzą własne systemy rezerwacyjne i ograniczają swoją obecność w „bookingach”, bo mogą sobie na to pozwolić. Dobry, wysoko jakościowy pakiet produktów bankowych z dobrą, wielokanałową obsługą też może się obronić nawet działając w otoczeniu różnego rodzaju firm fintechowych, a być może nawet z nimi współpracując.

najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
trackback

[…] Czytaj też: W których segmentach fintechy mają szansę, żeby zagrozić bankom? Ojjj, jest tego trochę […]

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss