Czy banki do cna popsują wizerunek?

Czy banki do cna popsują wizerunek?

Bank jest od tego, by sprzedawać. Jeśli pracownik jest niezadowolony, że każemy mu sprzedawać konta, karty, ubezpieczenia, to może wybrał niewłaściwą pracę – mówił bez ogródek w zeszłotygodniowym wywiadzie dla „Gazety” Artur Klimczak z zarządu Banku Millennium. Nie jestem zadowolony, że bankowcy mają takie podejście do swojej pracy. Wolałbym, żeby poza wciskaniem mi kolejnych produktów finansowych potrafili doradzić, przestrzec, pomóc w podjęciu decyzji jak zainwestować lub gdzie ulokować pieniądze. Nie bez powodu o bankach mówi się, że to instytucje zaufania publicznego.

Zobacz również:

Kit wciskają klientom sprzedawcy większości  banków. Niedawno zgłosiła się do mnie klientka PKO BP, której zamiast przedłużenia inwestycji w obligacje pani z okienka wcisnęła fundusz inwestujący w… spółki japońskie. Bo akurat od sprzedaży takiego funduszu wtedy bank płacił prowizję.

Problem nierzetelnych sprzedawców dotyczy zresztą nie tylko banków, to plaga we wszystkich instytucjach finansowych. Wiosną 2008 r. jedno z towarzystw funduszy inwestycyjnych suto opłaciło sprzedawców i pośredników finansowych, by wciskali klientom udziały nowego funduszu inwestującego w giełdowe spółki nieruchomościowe. Pod namowami doradców ludzie przenosili do niego wszystkie swoje oszczędności. Do dziś stracili 70 proc. pieniędzy.

Co można zrobić, żeby sprzedawcy w bankach, funduszach, u pośredników finansowych przestali nas naciągać? Te banki, które chcą walczyć z nieetyczną sprzedażą, powinny opracować specjalny kodeks ograniczający prowizyjny system wynagrodzeń w instytucjach finansowych. Całkiem wyeliminować prowizji nie można, bo takie nagrody mają również pozytywne, mobilizujące znaczenie dla pracowników. Ale system, w którym 90 proc. wynagrodzenia zależy od wyników sprzedaży wręcz wymusza naciąganie klientów. Nie umiesz wpuszczać ludzi w maliny – w bankowej dżungli nie przeżyjesz. Banki, w imię walki z nieetyczną sprzedażą, mogłyby dobrowolnie ograniczyć wpływ prowizji na wynagrodzenie pracowników np. do 60-70 proc.

Banki powinny też spasować ze słynnymi planami sprzedażowymi. W ostatnich latach był to modny bat na pracowników w okienkach – nakładało się na niego plan sprzedaży i straszyło zabraniem premii za jego niedotrzymanie. Z planów sprzedażowych też nie da się całkiem zrezygnować, ale te banki, które mają jeszcze w ogóle jakąkolwiek ochotę na to, by dbać o własny wizerunek, powinny inaczej je konstruować. Np. podchodzić do sprzedaży pakietowo. Niech pracownik ma w planie zapis, że ma sprzedać klientowi sto dowolnych produktów finansowych z oferty banku. To brzmi dużo lepiej, niż plan, w którym trzeba wcisnąć klientowi sto kart kredytowych.

Takie podejście do planów sprzedażowych pewnie skutkowałoby trochę niższymi zyskami banków. Lepiej zarabia się na stu kredytach gotówkowych, niż na stu kontach osobistych. Może jestem naiwny, ale mam wrażenie, że przynajmniej niektorym bankom mimo wszystko bardziej zależy na wizerunku, niż na wciskaniu ludziom kitu.

Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss top-search top-menu