Citi dla podróżników: zero spreadów i opłat za przewalutowanie transakcji kartowych…

Bankowe zdzierstwo na wymianie walut zawsze mnie wkurzało. Choć oczywiście przelewy międzynarodowe wciąż kosztują słono (może z wyjątkiem tych w euro, choć i tu można zapłacić 15.000 zł prowizji za jeden przelew), a płacenie kartą w egzotycznym kraju w przypadku większości kart wciąż naraża na niezliczone przewalutowania, nim wreszcie zostanie zaksięgowana ostateczna kwota w złotych. Są banki, które z zachowania fair wobec klientów wyjeżdżających za granicę chcą uczynić przewagę konkurencyjną. Pisałem jakiś czas temu o staraniach Citi Handlowego, który udostępnił swoim klientom darmowe, błyskawiczne przelewy w różne strony świata. Dziś kolejna nowinka z tego banku – tym razem dotycząca transakcji kartowych za granicą. Od początku tego roku klienci Citi mogą w ogóle uniknąć jakichkolwiek przewalutowań, jeśli płacą swoją „polską” kartą w dolarach amerykańskich, funtach brytyjskich i euro. Do tej pory bez przewalutowań były tylko transakcje w euro. Jak ta usługa wygląda w praktyce? Otóż zakładamy sobie, obok zwykłego, złotowego ROR-u, także konto walutowe, a przed wyjazdem „przepinamy” naszą kartę debetową, przypisując ją do konta walutowego.

CZYTAJ TEŻ: Czary? Prowizja za przelew, do której żaden bank się nie przyznaje.

Dzięki temu płacimy kartą w walucie konta walutowego, a więc ani Visa, czy MasterCard, ani sam bank nie ma potrzeby nic przewalutowywać. Podobnie przy podejmowaniu gotówki z bankomatu – wypłata odpowiada kwocie dolarów lub funtów pobranych z konta i jedynym kosztem może być prowizja za wypłatę z obcego bankomatu (acz wyjmując pieniądze z zagranicznego bankomatu Citibanku prowizji i tak nie płacimy). Citi jest chyba jedynym bankiem w Polsce, który stosuje możliwość „przepinania” karty debetowej między subkontami w różnych walutach. I dzięki takim gadżetom ma szansę podbić portfele najbardziej mobilnych klientów, którzy wyjeżdżając za granicę lubią wiedzieć ile zapłacą za zakupy. Podobno 80% wszystkich zagranicznych transakcji klientów „polskiego” Citi jest realizowanych w euro, dolarach lub funtach, co oznacza, że prawie każdy klient będzie mógł teraz uniknąć przewalutowań, o ile nie zapomni „przepiąć” swojej karty do konta walutowego i nie zapomni napełnić tego konta pieniędzmi ;-). Wszystko można zrobić online, w serwisie internetowym banku, bez płacenia prowizji.

Trochę podobną funkcję wprowadził w zeszłym roku PKO BP: klienci mogą zamówić kartę debetową do konta walutowego i „przepinać” tę kartę pomiędzy kontami w różnych walutach. „Karty walutowe przeznaczone są dla posiadaczy rachunków w USD, EUR lub GBP i pozwalają realizować transakcje z rachunków prowadzonych w różnych walutach przy użyciu jednej karty. Za ich pomocą klienci bez dodatkowych przewalutowań można płacić za granicą, wypłacać gotówkę w bankomatach oraz płacić w Internecie. Jeśli klient ma więcej niż jeden rachunek walutowy, karta wydana do rachunku głównego może być jednocześnie podpięta do dwóch innych rachunków walutowych. W praktyce jeśli klient posiada kartę wydaną do rachunku np. w EUR ma możliwość podpięcia do niej swojego rachunku w innej walucie np. w USD. Wszystkie transakcje zrealizowane w walucie USD automatycznie zostaną rozliczone z tego rachunku – bez żadnych przewalutowań” – przypomnieli mi w PKO BP, gdy opublikowałem wpis dotyczący nowinki w Citi. Różnica między oboma bankami jest taka, że w Citi opcja „przepinania” występuje także między kontem w złotych, a walutowym. „Różnic pomiędzy ofertą Citi a PKO jest więcej – w PKO do każdej transakcji bezgotówkowej w walucie rachunku podpiętego zapłacimy 2,5% prowizji. Wypłata gotówki będzie kosztować jeszcze więcej bo 1,50 + 2,5%. No i karta jest dodatkowo płatna” – to z kolei przypomina ludziom z PKO jeden z nieocenionych czytelników blogu.

Tendencję do upraszczania kartowych transakcji za granicą widać też w innych bankach. Taki np. mBank kilka miesięcy temu zmienił walutę rozliczeniową wydanych klientom kart debetowych Visa z euro na złote. Podobno wszystko po to, żeby było prościej, ale zupełnie nie po to, zeby było taniej ;-). Wszystko przez wprowadzoną jednocześnie prowizją za przewalutowanie – dla niektórych kart nawet 6%!  Z tej okazji dostaję sporo listów od klientów z wiadomościami, że mBank mocno podwyższył opłaty dla transakcji zagranicznych. Tak naprawdę nie jest drożej. Jeśli klient mBanku zrobi transakcję kartą Visa w walucie innej, niż euro (np. w dolarach), to będzie ona przewalutowana bezpośrednio na złote (bez „przechodzenia” przez euro). Wcześniej jednak inny był podział prowizji – najpierw 3% pobierała Visa za przewalutowanie na euro, a potem drugie 3% brał mBank za przewalutowanie z euro na złote. Teraz przewalutowanie jest od razu z waluty transakcji na złote, a całą prowizję 6% zgarnia mBank. Szkoda, że trzeci największy bank w Polsce nie skorzystał z okazji, żeby pokazać się klientom od lepszej strony, niż jako wciąż taki sam zdzierca.

MBANK NA GORĄCYM UCZYNKU. Nie zatrzymał błędnych przelewów, żeby zarobić?.

dolars cinkciarzJak długo operowanie kartami płatniczymi za granicą będzie drogie, tak długo będzie pole do popisu dla niebankowych pośredników, którzy też wydają karty walutowe wspólnie z organizacjami płatniczymi. W zeszłym roku na taki pomysł wpadł internetowy kantor Cinkciarz.pl, który wypuścił karty „The easy way to pay”. To najzwyklejsze karty pre-paidowe, tyle, że związane z kontami w walutach obcych. Można wziąć kartę dolarową, eurową, albo w funtach. Po napełnieniu konta karty określoną walutą możemy płacić nią w zagranicznych sklepach bez przewalutowań i spreadów. Co prawda wypłaty z bankomatów za granicą nie są już darmowe (kosztują równowartość 10 zł), ale interes i tak może się opłacać. Walutę potrzebną na zasilenie karty można kupić od razu u Cinkciarza (przelać złote ze swojego ROR-u, wymienić na ich platformie na euro, dolary lub funty i przerzucić je na kartę walutową). Po stronie kosztów jest 15 zł za kartę, już razem z kosztami jej wysyłki do klienta. Trzeba przyznać: jest to jakaś alternatywa dla kart bankowych, zwłaszcza jeśli np. ich waluta rozliczeniową jest euro, a my mamy fantazję zwiedzać akurat Londyn i jesteśmy skazani na dwukroetne przewalutowanie (z funtów na euro, a potem na złote).

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss