Ciężki zgryz? Gdy Temida miłuje pokój i zgodę. Komu opłaca się iść na kompromis w sądzie?

Wymiar sprawiedliwości w Polsce nie działa sprawnie i wie o tym każde dziecko. Niestety, w najbliższym czasie lepiej z sądami nie będzie, a jedną z przyczyn jest fakt, że będą zasypywane pozwami klientów instytucji finansowych. Polisy inwestycyjne, bezprawne zapisy w umowach kredytowych, lewe ubezpieczenia dorzucane do kredytów… no, tematów na pewno nie zabraknie. A po sądowej porażce pozwu zbiorowego słynnych „Nabitych” mamy też jak w banku, że część klientów pozwów zbiorowych uzna, iż cała zabawa nie ma sensu i… złoży pozwy indywidualne, wychodząc z słusznego założenia, że jeśli w ogóle jakieś pieniądze da się ugrać, to na pewno nie poprzez „zbiorówkę”. Cała nadzieja dla sędziów jest w tym, że być może więcej będzie też ugód pozasądowych, albo zawieranych przed sądami polubownymi, bo i taka droga negocjowania z instytucjami finansowymi ostatnio pokazała się na horyzoncie (o czym zresztą było ostatnio w blogu). A także w tym, że prawnicy też okażą się niezłymi ziółkami i będą zdzierać z klientów taką kasę, iż ci ostatni w ogóle przed oblicze żadnego sądu nie dotrą, bo nie będzie ich na to zwyczajnie stać. Krew w żyłach burzą też kuriozalne wyroki, wydawane w sprawach dotyczących polis inwestycyjnych.

Czytaj też: Wzruszyłem się czytając ten wyrok. Nikt im nie wmówi, że…

Coraz częściej jednak – takie słuchy dochodzą mnie od zaprzyjaźnionych prawników – zasypywani ogromną ilością spraw dotyczących sporów na linii klient-bank, starają się zakończyć sprawy jak najszybciej i… nieformalnie naciskają na zawarcie ugody. Z punktu widzenia sądu ugoda ma dwie niepodważalne zalety. Pierwsza polega na tym, że nie ma drugiej instancji, a druga na tym, że nie trzeba sporządzać uzasadnienia wyroku. Zwykle jest tak, że z propozycją ugody występuje strona pozwana, czyli bank albo towarzystwo ubezpieczeniowe. Ugoda przeważnie opiewa na 60-70% roszczeń klienta. Pełnomocnik klienta zwykle kręci nosem, zaś sędzia dopytuje dlaczego strona powodowa nie chce się dogadać i wzdycha ciężko. A straty klienta wynikające z ugody – w stosunku do sytuacji, gdyby się nie ugiął i wygrał proces – mogą być spore, zwłaszcza w przypadku sporów o opłaty likwidacyjne: może to być brak odsetek, brak możliwości dochodzenia innych roszczeń (z tytułu innych opłat, poza likwidacyjną), albo brak zwrotu kosztów prawników (w przypadku zakończenia procesu strona przegrana musi pokryć część kosztów tzw. zastępstwa procesowego). 

Oczywiście, w wielu przypadkach taka ugoda to rzeczywiście dobry pomysł, ale są sprawy – do tej kategorii zaliczają się np. te dotyczące opłat likwidacyjnych – które z punktu widzenia klienta dają dużą szansę na wygraną. Jest w umowie ryczałtowa opłata, niezależna od faktycznych kosztów firmy ubezpieczeniowej, jest wyrok Sądu Ochrony Konkurencji, który mówi, że ów ryczałt jest niezgodny z prawem… Czegóż chcieć więcej? Znam kilka tego typu historii i w większości przypadków pełnomocnicy klientów walczących z ubezpieczycielem się jednak nie ugięli i nie przyjęli propozycji ugody, choć sędzie wzdychał baaardzo ciężko. Ale są i tacy klienci, którzy brali ugodę, obawiając się „retorsji” w postaci niekorzystnego wyroku. Jak zobaczycie sędziego, który taśmowo „załatwia” sprawy ugodami, nie patrząc na indywidualne okoliczności, to nie zapomnijcie dać mi znać ;-). Chętnie pojawię się na rozprawię i sprawdzę jak to jest, że wszyscy klienci trafiający pod jego „opiekę” nagle nabierają chęci do zawierania ugód ;-).

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss