Banki płaczą, że nikt ich już nie lubi? To niech przejdą na… Islam. Są już takie konta!

Banki w Polsce nie mają dobrej opinii i – szczerze pisząc – może się to dla nich źle skończyć. Bankowcy co prawda przy każdej okazji wachlują się danymi z różnych badań opinii publicznej, z których wynika, iż ufamy im bardziej, niż własnej matce, ale obawiam się, że wynika to raczej z państwowych gwarancji dla depozytów, niż z reputacji samych banków. Dziś jeszcze nie ma twardej alternatywy dla trzymania oszczędności w bankach, bo finanse pozabankowe i społecznościowe nie uzyskały wystarczającej popularności. Wiele osób o nich nie wie, wiele się ich obawia (lub nie rozumie), wielu konsumentów jeszcze nie korzysta z nowoczesnych narzędzi, bez których nie da się lokować, inwestować i transferować pieniędzy bez pośrednictwa banków. Ale to się będzie zmieniało. Według McKinseya tylko w ciągu najbliższych pięciu lat banki stracą 10% przychodów, a na niektórych rynkach – nawet 25%.

Jak bankowcy mogą się uratować? Pomysłów jest kilka. Po pierwsze: mogą się nam podlizać będąc w tle innych naszych konsumenckich aktywności, np. oferując nam rabaty dopasowane do naszych potrzeb tak dobrze, że nie będziemy umieli się oprzeć. Po prostu: doceniając nas za lojalność lepiej i w sposób bardziej dopasowany, niż dziś to robią. Opowiadałem o tym m.in. w niedawnym „Kasowniku Samcika”:

Po drugie: stając się „centrum autoryzacji”, korzystają z naszych danych. Skoro w banku się już zidentyfikowaliśmy i jesteśmy znani z imienia, nazwiska oraz innych identyfikatorów, to nic nie stoi na przeszkodzie, by konto bankowe pozwalało autoryzować nam dostęp do różnych miejsc i usług. Wtedy bankowcy nie przestaną być postrzebni. Trzecia droga to… skończyć z lichwą. Odciąć się od oferowania bandyckich produktów, które opłacają się tylko bankowcom. Przestać myśleć o klientach w kategoriach rekordów w excelu i marży odsetkowej, cross-sellingu i przychodów prowizyjnych. Przestać przetwarzać depozyty na kredyty, lecz inwestować te pieniądze dla wspólnego dobra i dzielić się z klientami zyskiem.

bankowoscislamska2Czy to możliwe? W zasadzie oznaczałoby to spadek rentowności o 90% oraz wzrost uczciwości o 990% ;-).Tak sobie myślę, że może bankowcy, chcą się nam pokazać z najlepszej strony – nie jako banda chciwych spekulantów – powinni zacząć oferować w Polsce… rachunki islamskie. To nic nowego, widziałem w bankach zachodnich specjalne odmiany rachunków bankowych (oraz całych pakietów usług) autoryzowane przez islamskie autorytety, których klienci – nazywa się to-to „islamic account” mają pewność, że pieniądze będą „używane” zgodnie z wytycznymi Islamu. A te powinny być bliskie każdemu polskiemu klientowi banku, który został naciągnięty na polisę inwestycyjną, kredyt frankowy oraz ubezpieczenie niskiego wkładu własnego. Bo gdyby taki klient miał „islamic account”, to ani razu naciągnięty by nie został.

Bankowość islamska charakteryzuje się tym, że nie ma w niej pojęcia odsetek – nie wolno ich formalnie naliczać od złożonych w banku pieniędzy. Bank może natomiast zainwestować te pieniądze w legalne, bezpieczne i korzystne dla społeczeństwa przedsięwzięcia (czyli w tzw. realną gospodarkę). Ewentualnie może też handlować z użyciem tych pieniędzy – coś kupić taniej i sprzedać drożej. A jeśli coś na tym zarobi, to klient ma zysk. W bankowości islamskiej teoretycznie nie ma odsetek, więc… nie ma też lichwy. Banki islamskie kiedyś w ogóle nie udzielały klasycznych kredytów, poza pożyczkami „bezpłatnymi”, przy czym bardzo drastycznie różniły się one od „pożyczki bezzwrotnej” oferowanej jakiś czas temu przez jeden z polskich banków. Gdyby jakiś wyznawca Islamu zobaczył polską „pożyczkę bezzwrotną”, to albo by się przekręcił, albo nawrócił ;-).

Bank działający w oparciu o model bankowości islamskiej nie pomnaża pieniędzy na zasadzie kreacji długów, ale operuje rzeczywistym kapitałem pochodzącym z depozytów. Deponent ponosi zatem rzeczywiste ryzyko, które daje mu prawo do udziału w realnie osiągniętym zysku. Wielkość zysku nie jest wcześniej znana, nie wynika bowiem z ustalonego wcześniej procentu tylko z zysku wypracowanego w procesie gospodarowania. Zgodnie z bankowością islamską bank i klient działają razem, dzieląc między siebie zarówno zysk oraz ryzyko straty, jak i samą stratę

– przeczytałem w Wikipedii. Pierwszy bank islamski w pełnym znaczeniu tego zwrotu powstał w Dubaju w 1977 r. (Dubai Bank, istnieje zresztą do dziś). Teraz są ich dziesiątki, a i w niektórych europejskich bankach pojawiają się produkty mające odpowiadać na popyt wyznawców religii islamskiej. No, ale skoro np. we Francji mieszka ponad 5 mln wyznawców Islamu… Ostatnio świat obiegła informacja, że trzy największe banki w Maroku będą działały po islamsku. Nota bene są ekonomiści, którzy uważają, że jak już cały system bankowy się rozpadnie jako oparty na rezerwie cząstkowej, czyli na kreowaniu kredytu przez banki komercyjne (bank w oparciu o posiadany kapitał kreuje 10x więcej kredytu, niż wartość tego kapitału), to tylko bankowość islamska zostanie :-).

islamic_banking1

Ja na islamski rachunek bankowy natrafiłem w brytyjskim banku Lloyds, który przecież jest jak najbardziej tradycyjną (czytaj: „lichwiarską”) instytucją finansową. Mimo swej „lichwiarskiej” natury wyodrębił cały dział, który działa na innych zasadach i poddał go audytowi. Pieczątkę jakości przybili Mufti Muhammad Nurullah Shikder oraz szejk Nizam Yaquby. Nie znam gości, ale sądząc po nazwiskach – mogą znać się na prawie Szariatu.

Przejrzałem to, co Lloyds oferuje w ramach bankowości islamskiej – a przynajmniej co deklaruje w specjalnym przewodniku udostępnianym klientom – i przyznam, że mógłbym ewentualnie w taki sposób lokować oszczędności i używać takiego rachunku bankowego na co dzień ;-)). Bank deklaruje, że pieniądze zdeponowane na rachunku islamskim nie będą używane do żadnych działań nakierowanych na uzyskiwanie przez bank odsetek (nie mówiąc już o wysokich, lichwiarskich odsetkach). Na tym rachunku nie ma też kart kredytowych, nie ma odsetek od debetu i nie ma produktów typu kredyt odnawialny, czyli planowego długu w rachunku. Bank wydaje oczywiście karty debetowe, ma usługi mobilne (czyli możliwość bankowania przez smartfona), oferuje wypłaty gotówki z bankomatów (wszystkie bankomaty Lloyds są darmowe, z obcych można bez opłat dziennie wypłacić do 500 funciaków, darmowy jest też cashback w sklepach do 50 funtów dziennie).

bankowoscislamska3Bank nie oferuje co prawda możliwości planowanego zejścia z saldem pod kreskę (jest drobny, bezpłatny limit od 25 do 500 funtów, w zależności od klienta), ale może się zdarzyć, że klient popełni grzech i popadnie w debet nieplanowany. Wówczas już bankowcy mogą naliczyć 1,5% opłaty w skali miesiąca (choć wcześniej wyślą SMS-a ostrzegającego, spłacając pieniądze do godz. 15.30 każdego dnia można uniknąć opłaty). Kiedyś nieplanowany debet był w ogóle bezpłatny, ale bank się z tego wycofał, bo został oskarżony o dyskryminowanie klientów nie-islamskich, którzy płacili za przekroczenie limitu debetowego. Od „zwykłego” kredytu, o ile klient będzie miał potrzebę coś pożyczyć – Lloyds naliczy 2% w skali roku. Od transakcji zagranicznych kartą pobiorą też opłaty rzędu 3%. Przelew przychodzący z zagranicy kosztuje maksymalnie 7 funtów. Miesięczna opłata za prowadzenie konta wynosi 3-25 funtów (w zależności od „jakości” i aktywności klienta). Aha, no i nie ma gwarantowanych odsetek 😉

Lloyds nie jest oczywiście jedynym bankiem islamskim. Wspomniany przeze mnie wcześniej Dubai Islamic Bank zamiast klasycznego debetu oferuje coś takiego jak „salary in advance”, czyli możliwość pociągnięcia z rachunku kwoty odpowiadającej do 90% wynagrodzenia miesięcznego, które wpływa na rachunek. Samo konto kosztuje równowartość 6 euro miesięcznie, ale w tej cenie wszystko jest już gratis (no, poza pożyczką na zakup samochodu lub domu ;-)). Dubai Islamic Bank co prawda nie oferuje gwarantowanych odsetek od depozytów, ale publikuje tabele ze „spodziewanymi” zyskami z depozytów i są to wartości niemałe. Mają tam produkt depozytowy Maximizer Wakala, który jest odpowiednikiem naszej lokaty progresywnej. „Oprocentowanie” (nazywane tu „spodziewanym zyskiem”) w pierwszych miesiącach wynosi 1% w skali roku, w ostatnich – a produkt jest osiemnastomiesięczny – już 6% w skali roku.

johara_account

Jest też w Dubai Islamic Bank zwykły depozyt na termin – Wakala Deposit – który ma minimalny próg 25.000 dirhamów (jeden dirham jest wart trochę więcej, niż nasz złoty, dziś kurs to 3,9 dirhamów za euro), termin pięcioletni i spodziewany zysk w granicach 12,6%. Podobny depozyt na trzy lata daje jakieś 7%. Oczywiście to tylko spodziewany zysk, żadna gwarancja. Nie ma też ochrony kapitału, ani żadnych gwarancji państwowych ;-). Aha, mają też w dubajskim banku specjalne odmiany rachunków dla kobiet (chociaż w tabeli opłat i prowizji nie zauważyłem, żeby się czymś różniły od „męskich”). Jest też  ubezpieczenie od poważnych chorób kobiecych, w tym od siedmiu najpoważniejszych odmian raka – suma ubezpieczenia wynosi równowartość ok. 10.000 euro (więc relatywnie niewiele), a miesięczna opłata to jakieś 2 euro ściągane bezpośrednio z rachunku.

flydubai

O dziwo są w dubajskim banku najróżniejsze karty kredytowe, łącznie z kartą partnerską z liniami lotniczymi. Jak wiadomo nie wolno naliczać odsetek, bo to by była lichwa, więc w tej karcie kredytowej żadnych odsetek nie ma. Są za to opłaty za posiadanie tej karty. Nie żeby były lichwiarskie, równowartość 50 euro miesięcznie ;-)). A jak się takiej karty w terminie nie spłaci, to oczywiście też nie pobierają żadnych odsetek, co najwyżej 50 euro prowizji.

W sumie więc ta bankowość islamska aż tak bardzo nie różni się od naszej, „lichwiarskiej”. Różni się tym, że odsetki od depozytów nie są gwarantowane i można się ich co najwyżej „spodziewać”. I tym, że pieniądze klientów inwestowane są w jakieś islamskie przedsięwzięcia, a nie konwertowane na kredyty, a bank i klient dzielą się ewentualnym dochodem (nie mając żadnych gwarancji, że ten dochód będzie). I że nie ma związanych z rachunkiem bankowym klasycznych produktów kredytowych, takich jak płatny debet. I że zamiast tego można liczyć na darmowe zejście pod kreskę do pewnego poziomu. Fajna ta bankowość islamska, nie? No, jest jeszcze drobiazg – nie mają tam żadnych „kont za zero”, ani money-backów, ani innych gratisów. Ale może jakiś polski bank powinien wprowadzić taki „islamski rachunek”, bez lichwy i bez procentów na depozycie? Procentów na depozycie już i tak nie ma więc, jesteśmy w połowie drogi do islamskiej rewolucji bankowej. Ale nie ma co kryć – to ta łatwiejsza połowa 😉

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss