3 lipca 2017

Bank przegrał proces, a teraz… stawia klientce ultimatum. Co to ma być? Atrapa zemsty?

Nie rozumiem dlaczego nasz klientowski czas jest wciąż zajmowany sprawą trefnych ubezpieczeń niskiego wkładu własnego. Były one dołączane do kredytów hipotecznych (dzięki nim banki udzielały klientom kredytów „pod korek”), ale dziś już każde dziecko prawnicze wie, że były to ubezpieczenia nielegalne. Jest sporo wyroków sądów, które stwierdzają, że UNWW to nie jest żadne ubezpieczenie, bo klient – choć jest ubezpieczony – nic nie dostaje w zamian za zapłaconą składkę. A ten stan jest niezgodny z ideą umowy ubezpieczenia. Sam fakt, że dzięki tej składce otrzymał kredyt zgodnie ze swoim wnioskiem, się nie liczy.

Na zdrowy rozum banki powinny więc po prostu wysłać do wszystkich posiadaczy polis UNWW listy z przeprosinami oraz przelewy opiewające na kwotę zapłaconych od momentu zaciągnięcia kredytu składek. A były to zauważalne pieniądze, najczęściej „duże” kilka tysięcy złotych płatne co dwa lub trzy lata (taki był okres tego „ubezpieczenia”). Niektóre banki zamiast przeprosin i przelewów wysłały klientom propozycje zamiany ubezpieczenia na prowizję, ale… prowizja też bywa kwestionowana przez sądy jako zabezpieczenie niskiego wkładu własnego.

Strategia bankowców jest mniej więcej taka, że oddają pieniądze tylko tym klientom, którzy pójdą do sądu i wytrwają przez dwie instancje. W przypadku pozostałych klientów udają, że nic się nie stało. I to już samo w sobie jest frustrujące, bo dobitnie pokazuje, że „państwo działa teoretycznie”. Jest nielegalny produkt finansowy – co widać zarówno w indywidualnych wyrokach sądowych, jak i w orzecznictwie Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – a banki nie mają najmniejszej ochoty rozliczyć się z klientami. Żeby to chociaż kogoś obchodziło. Ale nie, ważniejsze są pomniki.

Czytaj też: Bank zamienił ubezpieczenie na prowizję. Ale się na tym przejechał

Bankowcy poczynają sobie coraz odważniej. Po przegranym procesie otrzepują marynarki i… zaczynają się dobierać do klientów, żądając rewanżu. Obiektem takiej właśnie ofensywy stała się ostatnio pani Lucyna, która walczyła jak lwica o delegalizację UNWW i zwyciężyła – sąd w pierwszej instancji uznał, że bank ma zwrócić składki, zaś sąd odwoławczy przyklepał ten wyrok. Bank w ciągu dwóch tygodni po uprawomocnieniu się wyroku zwrócił zasądzone pieniądze – w sumie 26.000 zł – ale równocześnie wysłał do klientki czułe pisemko.

A w nim czytamy, że aby „umowa mogła być kontynuowana na obecnych warunkach” klientka musi wpłacić brakujący wkład własny w gotówce – jakieś 250.000 zł, by wskaźnik LtV osiągnął 80% (w momencie udzielania kredytu był ów wkład zerowy i nadal jest niewielki ze względu na wzrost kursu franka szwajcarskiego, w którym wyrażony jest dług). Ewentualnie może ustanowić dodatkową hipotekę na innej nieruchomości albo zgodzić się na zastąpienie ubezpieczenia prowizją płatną w 36 ratach. Jako jeszcze jedno potencjalne rozwiązanie bank wskazał podwyższenie o 0,5 pkt. proc. marży kredytu do momentu, gdy jego saldo spadnie poniżej 80% wartości nieruchomości.

„Nie wiem czy bank ma prawo takie żądania stawiać. Czy spotkał się Pan z podobnym przypadkiem? Co w tej sytuacji robić? Najchętniej przeniosłabym kredyt do innego banku, ale to nemożliwe. Dodam, że na wezwanie sądu ubezpieczyciel pokazał swoją umowę z bankiem, z której wynikało że bank zostawiał sobie ok 40% składek na UNNW, które wpłacałam. Czyli coś, co w 40% stanowiło ukrytą prowizję banku teraz mam bankowi oddać w innej formie?”

– pyta pani Lucyna, która myślała, że po wygranym procesie o UNWW będzie miała już z górki. Bank Millennium, który jest drugą stroną tego sporu, nie widzi nic zdrożnego w żądaniu innej formy zabezpieczenia niskiego wkładu własnego, zarzucając klientce, że ta „odrzuciła” proponowaną przez bank formułę.

Klientka, piórem swojego pełnomocnika, odpisała bankowi, że niczego nie „odrzuciła”, a jedynie okazało się, że proponowana przez bank opcja jest niezgodna z prawem i nie wiąże konsumentów.

„Nie można zatem mówić o „odrzuceniu” postanowienia umownego – nie mogłoby ono bowiem być dokonane w sposób skuteczny jednostronnie – a jedynie o zakwestionowaniu w przepisanym prawem trybie jednego z postanowień umownych, które jednakowoż nie rzutują na możliwość wykonywania umowy kredytowej w sposób wynikający z jej brzmienia i celu”

– odpisali pełnomocnicy klientki. Zauważyli też, że ani podwyższenie marży banku, ani wprowadzenie prowizji za zwiększone ryzyko banku nie stanowią zabezpieczenia w rozumieniu przepisów ani utrwalonych zwyczajów. Stanowią natomiast dodatkowe źródło dochodów banku, który dąży do zrekompensowania ubytku spowodowanego zakwestionowaniem UNWW.

„Potwierdza to w sposób jednoznaczny fakt, że od początku składka na UNWW nie stanowiła świadczenia kredytobiorców nakierowanego na zabezpieczenie kredytu w związku z brakiem wkładu własnego, ale właśnie dodatkowe źródło dochodów banku”

– piszą prawnicy klientki. Dodają, że postanowienia umowy kredytowej nie dają podstawy żądania przez bank ani uzupełnienia wkładu własnego (ponieważ bank zgodził się na kredytowanie zakupu nieruchomości w 100%), ani ustanowienia dodatkowego zabezpieczenia. A na etapie starania się o kredyt oprócz typowych zabezpieczeń (hipoteka, cesja polisy) bank otrzymał dodatkowe zabezpieczenia w postaci dołączenia dwojga dodatkowych kredytobiorców (ich dochody też stanowią zabezpieczenie spłaty kredytu).

Czytaj: Bank prawomocnie przegrał proces z klientem. I… Nie do wiary!

Przyznacie, że z kredytobiorczyni jest ostra zawodniczka. I, powiem szczerze, w dużym stopniu ją rozumiem. Bank ma z nią umowę, z której sąd wyrzucił jeden z zapisów. Zamiast wykonywać umowę bez tych zapisów, bank próbuje wymusić na klientce dodatkowe rzeczy, nie przewidziane – jak sądzę – w tej umowie. Co prawda nie widziałem tejże umowy, ale zakładam, że gdyby istniała w niej jakakolwiek podstawa do żądania dodatkowych zabezpieczeń, to bank nie omieszkałby się powołać na stosowne paragrafy. Skoro tego nie zrobił, to chyba stąpa po dość grząskim gruncie.

Grunt jest tym bardziej grząski, że w procesie wyszło, iż poprzenio wymuszone przez bank zabezpieczenie niskiego wkładu – to, które ostatecznie okazało się nielegalne – nie było zabezpieczeniem, tylko ukrytą prowizją. Sytuacja jest więc podwójnie paradoksalna. Nie dość, że bank domaga się dodatkowych trybutów od klientki, to jeszcze powołuje się na kontrowersyjną podstawę faktyczną – czyli niski wkład własny, który musi być zabezpieczony. Poprzednio bank nie widział potrzeby, by go zabezpieczać, bo prawie połowę kasy płaconej przez klientów przeznaczał na swój zysk.

Czytaj też: Płacisz ubezpieczenie niskiego wkładu? Rośnie szansa na odzyskanie pieniędzy w sądzie! 

Jak wiecie, jestem skłonny w wielu przypadkach zrozumieć bankowców i ich potrzebę dobrego zabezpieczania spłaty kredytów – pamiętam bowiem, że po drugiej stronie tego bilansu są depozyty klientów, których bezpieczeństwo jest równie godne zabezpieczania. W tym jednak przypadku wydaje mi się, że bank mógłby skorzystać z okazji, żeby siedzieć cicho. Zwłaszcza, że trudno sobie wyobrazić, by mógł kredytobiorcę ukarać.

Groźby związane z ewentualnością wypowiedzenia umowy brzmią dość słabo, biorąc pod uwagę, że sądy bardzo często oddalają prośby banków o klauzule wykonalności do tytułów egzekucyjnych (argumentują to nieprezycyjnymi klauzulami w umowach, które sprawiają, że nie wiadomo ile klient jest winny i na jaką kwotę – w polskich złotych – powinno opiewać roszczenie banku). A zresztą wypowiadać umowę komuś, kto od dziewięciu lat wzorowo spłaca raty? To byłoby postępowanie na kształt zasady „na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Na miejscu bankowców odpuściłbym sobie tę atrapę zemsty. Choć być może chodzi tu raczej o rodzaj „dupokrytki” dla Komisji Nadzoru Finansowego, która nie lubi, gdy bank ma w portfelu kredyty hipoteczne o wartości większej, niż zabezpieczenie.

Dodaj komentarz

125 komentarzy do "Bank przegrał proces, a teraz… stawia klientce ultimatum. Co to ma być? Atrapa zemsty?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
niezawistny.polak
Gość

Pytanie:
dlaczego jeszcze nikt w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów nie wpadł na pomysł, że mamy do czynienia z naruszaniem zbiorowych interesów konsumentów?
Ile jeszcze procesów o IDENTYCZNE zapisy umowne Bank Millennium musi przegrać, żeby to się stało?

Tom
Gość

Dawno na to wpadli, ale lobby bankowe jest bardzo silne 😉

Irmina
Gość

Samcika na mydło! Kłamie jak pies! Co maja depozyty do BANKOWEGO BEZPRAWIA? To toksycznych produktów bankowych, stworzonych tylko po to, żeby OKRADAĆ POLSKĘ!!!! I że ci nie wstyd!!! Dziennikażyno

mmk_mikor
Gość

Pani Irmino, za takie wpisy jak Pani grozi pozew cywilny…

Redaktorze, dziękuję za ten wpis. Dzięki temu co przeczytałem przelała się czara goryczy i dziś biorę się za napisanie wezwania banku by oddali kasę z unww. Od dawna się zbierałem – ale taka bezczelność banku mnie ostatecznie zmobilizowała.

Tom
Gość

Poziom wpisu żenujący! Takich ludzi trzeba blokować raz na zawsze, odcinać od internetu, komentowania itp.

gil
Gość

Irmino, Twój wpis nie dość że jest chamski, to jeszcze-niezbyt mądry. Przecież to oczywiste, że bank swoimi działaniami nie może narażać depozytów. A chronić ma je między innymi poprzez nie wprowadzanie na rynek umów zawierających zapisy niezgodne z prawem. Temu służyła Rekomendacja S wydana przez KNF zawierająca wytyczne, jakie wymogi powinny spełniać umowy kredytów tzw. frankowych.

Marek
Gość

Irmina, poczytaj dokładnie. Pan Maciej ma rację.

pozwalembank
Gość

Bank Millenium wypowie umowę….i wyliczy zobowiązanie klientki (jeśli ma ,,kredyt CHF”) w oparciu o klauzulę, która jest niedozwolona (w rejestrze klauzul niedozwolonych – wg. kursu CHF z tabeli banku).
Tylko czekać kolejnej porażki bankierów z Millenium w sądzie… 🙂

Swoją drogą jestem ciekaw na jakiej KONKRETNEJ podstawie opierają swoje żądania? Jak brzmią zapisy umowy/regulaminu upoważniające bank do formułowania tych żądań?

Kolejne pytanie. Czy klientka zawiadomiła już KNF i UOKiK? Jeśli nie, to warto to zrobić.

pozwalembank
Gość

Po wysokości ,,składek”, wnioskuję, że był to kredyt indeksowany kursem CHF z tabeli kursowej Banku Millenium. Czy tak Panie Redaktorze…?

A.G.
Gość
Numer stosowany już w marcu 2009 r. przez Polbank i to na masowa skalę. Dzwonili do klientów i szantażowali ich, że jak nie podpiszą aneksów zwiększających marżę, lub nie dadzą dodatkowego zabezpieczenia, to bank wypowie umowę. Aż 1000 klientów dało się na to nabrać podpisując owe aneksy. Sprawa odbiła się szerokim echem w mediach. KNF pogroził paluszkiem i bank się wycofał z tych praktyk. Jak widać jednak, temat wciąż żywy. Wkrótce przewiduję masowe zapchanie sądów sprawami frankowiczów, zbliża się okres przedawnienia umów z 2008 r. Zaraz potem wzrost WIBORu, skumulowany ze wzrostem odsetek za RNS (rodzina na swoim). KNF, UOKiK… Czytaj więcej »
Marek
Gość

Generalnie w sporach na linii banki-frankowicze częściej rację przyznaję tym pierwszym, ale w tym wypadku muszę przyznać, że z pracownika Millennium wyszła bezczelna kanalia.

niezawistny.polak
Gość

@Marek

Jasne – z pracownika jest kanalia, pracodawca na pewno do teraz o niczym nie wie xD

Marek
Gość

Tak, z pracownika – tego, który podjął decyzję, by tak potraktować klientkę.

Marek Rz
Gość

W sporach na linii banki-frankowicze nie spotkałem się z argumentami, które przemawiały za stanowiskiem banków. Takich argumentów po prostu nie ma. W sądach banki czasami wygrywają, bo sędziowie litują się nad „biednymi bankami”, które szantażują nas, że jak zaczną przegrywać, to wszyscy „utracimy nasze depozyty”. Ale prawda jest taka, że gdyby nie ta pobłażliwość w sądach dla bankowego bezprawia, to banki już dawno żebrałyby o rozwiązanie ustawowe.

pozwalembank
Gość

Na sprawę można także spojrzeć przez pryzmat tego, że Bank Millenium przegrywa setki takich spraw (dot. UNW), a o wygranych kredytobiorców jest głośno. Działanie banku poza wygenerowaniem dodatkowych zysków, ma na celu zastraszenie tych, którzy do tej pory nie pozwali banku.

samozl0
Gość

Generalnie trzymam stronę klientów, ale zastanawiam się czy umowa po wykreśleniu z niej jakiegoś elementu nadal ma sens(nawet jeżeli był nielegalny)?
Weźmy np. umowę kredytu opartą na kursie franka. Sąd podważa kurs na podstawie którego wyliczane są raty. Więc wykreśla się ten zapis. I co teraz? klient nie musi spłacać kredytu, bo nie ma zapisu, jak wyliczyć zobowiązanie?

A co do ubezpieczenia z powyższego artykułu, to uważam, że najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby bank zażądał od klientki ubezpieczenia, które sama by wykupiła.
Ubezpieczenie w której strona był bank, faktycznie nie było ubezpieczeniem klienta. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby klient sam się ubezpieczył..

niezawistny.polak
Gość
1. Umowa bez klauzuli niedozwolonej MUSI być utrzymana, jeśli tylko może być wykonywana dalej – taki jest reżim Dyrektywy 93/13 i art. 385 KC. Oczywiście mówię tu o stanie idealnym/pożądanym w myśl tych przepisów, bo polskie sądy stają tu niekiedy na głowie, żeby ich właściwie nie zastosować. 2. Najlepszym rozwiązaniem – bo przewidzianym prawem – jest realizować umowę bez klauzuli niedozwolonej i tyle. Czyli: jak bank chce, to niech sobie sam ten niski wkład ubezpiecza. Niedopuszczalna i skandaliczna jest natomiast sytuacja, w której bank próbuje (PO RAZ KOLEJNY!) przerzucić na klientkę odpowiedzialność za to, że sam zachował się sprzecznie z… Czytaj więcej »
mmk_mikor
Gość

Ale ubezpieczenie od czego? Od śmierci/trwałego kalectwa ubezpieczenie – już jest. Od utraty zdolności do pracy i zarobkowania – już jest. Od zniszczenia przedmiotu kredytu – czyli ubezpieczenie mieszkania/domu/domu w budowie – już jest.
Rozwiązaniem prawidłowym – zabezpieczeniem odpowiednim do ryzyka jest podniesione oprocentowanie kredytu do czasu wejścia w oczekiwany LTV (oczywiście prawidłowo określony). Ale banki wolały robić wały – i powinny za to odpowiedzieć (oddać nieprawnie pobrane wszystkie składki i zapłacić karę za niegodną praktykę).

Jagoda
Gość

Pomijając chciwość banku, która objawia się głównie łamaniem prawa i straszeniem klientów nie chce mi się wierzyć, że dziennikarz zajmujący się sprawami finansowymi pisze o finansowaniu kredytów depozytami klientów ! Panie Samcik, jestem pewna, ze Pan wie, jaka część kredytów była zabezpieczona depozytami klientów. Jestem tez przekonana, ze zna Pan pojęcie rezerwy cząstkowej. Czemu więc służą takie wpisy ? Bronimy banksterki ? Skłócamy Polaków ? Społeczeństwo się edukuje ( szczególnie ta część oszukana przez banki ), więc aż nieładnie taki kit wciskać czytelnikom.

gege
Gość

prosimy Jagodę o opisanie zasady rezerwy cząstkowej …..

tylko proszę nie na podstawie filmów z youtube

Ryszard Styczynski
Gość

Czy to znaczy, że 250.000 stanowi 20% długu? Czy to znaczy że nieruchomość kosztuje 1.250.000 zł? Sporo. Ładna musi być.

Należy jednak zwrócić uwagę, że bank ma do tego prawo. Prawnicy powinni powstrzymać się z pozwami do momentu spłaty 20% kapitału lub minięcia okresu wykupu surogatu NWW.

Ten przypadek pokazuje niestety lekkość prawników w zarabianiu pieniędzy na swoich klientach.

Klienci muszą teraz uważać tak samo jak powinni uważać 10 lat temu. Wtedy byliśmy głupi. Teraz nie popełniajmy podobnych błędów. Pecunia non olmet i nie ważne czy to bierze od nas bankster czy prawnik.

Ppp
Gość

To, że “bank ma prawo” (o czym nie jestem przekonany) nie jest usprawiedliwieniem dla działania złego, głupiego, nielogicznego, bezsensownego, nieadekwatnego itp. itd. Źle napisane prawo może dopuszczać niewłaściwe zachowania, ale te zachowania nadal są niewłaściwe i powinny być piętnowane.
Pozdrawiam.

Jerzy Kulej
Gość

jeszcze raz przeczytam o tych Twoich depozytach bankowych to nie wytrzymam… jak beton jesteś Ale ludzie płacą życiem swoim.

gege
Gość

Jurek Kulej

to dlaczego przy upadku SKOK – ów oddajemy depozyty klientom – przecież ich tam nie ma – zgodnie z youtubową zasadą rezerwy cząstkowej …….

Henryś
Gość

Jednej rzeczy nie rozumiem, jeśli jest coś nie zgodne z prawem i jednocześnie nie legalne, dlaczego odpowiednie instytucje nie egzekwują tego prawa? policja ściga złodziej, oszustów, a czym działania banków się różnią od przestępców? albo są legalne albo nie. Jeśli nie to z urzędu ścigać, ot co. W sądach mniejsze kolejki, ludzie szczęśliwi, mniejsze koszty. Świat w kolorach tęczy.

pozwalembank
Gość

Dlatego, że mamy państwo teoretyczne lub jak kto woli ch..j, d..pa i kamieni kupa. Nadal.

nie katolik a Polak
Gość

widzę że twój mózg działa również teoretycznie

dzik
Gość

Panie PO już od 2 lat nie rządzi

pozwalembank
Gość

… o kurde, nie zauważyłem. Hasło pasuje doskonale.

J.V.
Gość

Oczywiście zgadzam się z p.Henrysiem. To jest tak proste ,że aż boli ,że nie działa w normalnym życiu. Byłoby spokojne życie ,że nikt nas nie „wyroluje”,a już na pewno banki ,czy urzędy, działając zgodnie z prawem.

Sas
Gość

Na miejscu pani Lucyny najpierw potwierdził bym z prawnikami, że bank nie ma podstaw do takich żądań, a następnie zabawił się z nim w kotka i myszkę skrobiąc pismo następującej treści: „niestety oczekiwanie banku zostało rozpatrzone negatywnie, istnieje jednak możliwość odwołania się od tej decyzji w terminie do 2 dni, następnie kredytobiorca ustosunkuje się do odwołania w terminie do 90 dni roboczych, w razie pytań służymy pomocą w formie telefonicznej w godzinach 20:10 do 20:30 w każdą drugą sobotę miesiąca. Pozdrawiam i czekam na dalszą owocną współpracę” 😀

Y
Gość
Dlaczego nikt nie spojrzy na to z takiej strony. Co to znaczy „wnieść wkład własny”? Gdy kupujemy mieszkanie, wniesienie wkładu skutkuje tym, że nasze pieniądze wpłacamy na konto dewelopera i z banku bierzemy brakującą część. Załóżmy, że jest to 50k naszego wkładu i bank pożycza brakujące 150k. W powyższym przykładzie pani wzięła z banku całość (załóżmy 200k). Teraz bank wzywa do „wniesienia wkładu”. Co to dokładnie miałoby oznaczać? Bo jeśli prawdziwy wkład własny, to wpłacenie tych 50k powinno spowodować obniżenie kredytu o te 50k. Czyli bank i tak nie dostaje tych pieniędzy (bo i nie powinien) tylko obniża saldo długu.… Czytaj więcej »
Tomek
Gość

Witam,
Panie Macieju temat z innej nieco beczki. W październiku mija mi 10 lat kredytu hipotecznego. Chciałbym uniknąć przedawnienia. Czy aby ruszyć z bankiem sprawy abuzywnych wpisów i UNWW wystarczy do października wysłać im pismo??
z góry dziękuje

JW
Gość
w zastępstwie p.M.: Panie Tomku, nie wystarczy ! Ma Pan 4 opcje: 1/ Złożyć reklamację i po jej (jak sądzę) odrzuceniu przez bank złożyć wniosek o postępowanie polubowne przed Rzecznikiem Finansowych. Z dniem złożenia prawidłowego wniosku przedawnienie przerywa swój bieg. Koszt 50 zł. 2/ Złożyć w sądzie zawezwanie do próby ugodowej. Koszt nieco większy (zależny od wartości roszczenia; max 300 zł.), ale też przerywa bieg przedawnienia. 3/ Złożyć w sądzie pozew o zwrot nadpłaconych części rat. Może Pan zacząć od postępowania upominawczego (EPU) w sądzie w Lublinie. Opłata odpowiednia do wartości roszczenia. Poniżej 10 kzł coś około 120 zł. 4/… Czytaj więcej »
nie katolik a Polak
Gość

to idź do adwokata, on ci wyjaśni co masz zrobić

Joasia
Gość

Z tego wychodzi że szary Kowalski ściska zęby i płaci wszystko to co bank mu przedstawi. No bo statystycznie ile procent kredytobiorców walczy o swoje prawa. Ludzie nie mają czasu bo praca bo wychowanie dzieci, raj dla bankowców.

nie katolik a Polak
Gość

dziś już każde dziecko prawnicze wie, że były to ubezpieczenia nielegalne – litości redaktorku. Język polski to się miało jedynie w podstawówce? I ta retoryka, jak przystało na specjalistę z branży…. Nie dość, że nie szanujesz języka, to jeszcze merytorycznie nie wiesz o czym piszesz człowieku.

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany