28 sierpnia 2017

Przez kilka miesięcy bank podawał błędne dane o klientce. I zapłacił jej za to! Klientka: „To jakiś żart?”

Ile powinno kosztować zaniedbanie banku polegające na tym, iż przez wiele miesięcy publikował w bazach BIK błędne dane na temat swojej klientki? Jeszcze kilka lat temu bankowcy tylko uśmiechali się z politowaniem, gdy ktoś ośmielił się sugerować, że opieszałość w zmienianiu danych dotyczących wiarygodności kredytowej klientów mogłaby być karana finansowo. Na szczęście to się powoli zmienia. Bankowcy coraz częściej dobrowolnie wypłacają za takie zaniedbanie pieniądze. A klienci są pod tym względem coraz bardziej wymagający.

I trudno się dziwić. W końcu błędne dane w BIK – np. publikowanie informacji, iż klient nie spłacił jakiegoś długu, gdy wszystkie zaległości już uregulował (lub gdy w ogóle ich nie miał) – to prosta droga do odcięcia tej osoby od możliwości zaciągania kredytów. Znam przypadki, w których przez taki błąd banku klient musiał zrezygnować z zakupu mieszkania na kredyt po okazyjnej cenie, bo ze wszystkich banków wylatywał przez okno. Moc ngatywnego wpisu w BIK jest olbrzymia i tym większa jest odpowiedzialność banków za to, by nie publikować danych nieaktualnych bądź krzywdzących klientów.

Czytaj też: Chciał mieć lepszą opinię w BIK. Napisał więc do banku czuły list: „Nie życzę sobie…”. Pomogło!

Czytaj też: Nieprawdziwy wpis w BIK kosztował go 5000 zł. A bank windykuje… 1,5 zł prowizji. Paranoja?

Pani Joanna jest moją czytelniczką od kilku lat. Od czasu do czasu wymieniałem się z nią e-mailami, kibicując jej próbom wykaraskania się z problemów finansowych. Straciła pracę, nie była w stanie spłacić długów. Próbowała – m.in. z moją pomocą – dogadać się z kilkoma bankami, by rozłożyły spłaty na mniejsze raty. Z niektórymi bankami udało się dogadać, ale dwa były nieugięte i plan restrukturyzacji długów się nie powiódł. Pani Joanna złożyła więc do sądu wniosek o upadłość konsumencką, godząc się na utratę całego majątku.

W styczniu 2015 r. sąd rejonowy ogłosił upadłość konsumencką moej czytelniczki. Pod kuratelą syndyka sprzedała mieszkanie i oddała na poczet długów wszystkie cenne rzeczy. Sąd zgodził się umorzyć część długów, w tym te, które miała wobec Citibanku. To oznaczało, że pani Joanna powinna odzyskać dobre imię również na kartach BIK-u, gdzie od lat jej nazwisko widniało jako nierzetelnej klientki z przeterminowanym długiem. Nie spłacona część długu została prawomocnie umorzona.

Citibank nie spieszył się jednak ze zmianą statusu klientki z „nie spłaca długu” na „dług został umorzony”. Nowy wpis pojawił się dopiero w maju, po pięciu miesiącach od wyroku sądu! I to mimo, że prawo bankowe w takich okolicznościach daje bankowi 7 dni na poprawienie wpisu w BIK. Postanowienie sądu stało się prawomocne na początku marca 2015 r. i wtedy też pani Joanna złożyła w banku pismo z prośbą o zamknięcie zobowiązania i usunięcie wpisu dotyczącego jego niespłacania ze wszystkich baz, w których on mógł figurować.

Od tego momentu Citibank przez dwa i pół miesiąca nie znalazł czasu na zaktualizowanie statusu długu mojej czytelniczki. Ba, nie raczył nawet – jak twierdzi kredytobiorczyni – w ciągu 30 dni przesłać odpowiedzi na jej prośbę. W połowie maja pani Joanna pobrała z BIK swój raport kredytowy, w którym przeczytała, iż kwota 130.000 zł, którą była winna bankowi i którą są umorzył, wciąż jest otwartym kredytem w fazie windykacji. Dopiero po awanturze bank „wyczyścił” sprawę.

Czytaj też: Czy da się za pieniądze wyczyścić BIK? Sprawdziłem i…

Pani Joanna była na Citibank wkurzona, więc zażądała… 130.000 zł odszkodowania za publikowanie nieprawdziwych danych na jej temat w BIK i tym samym naruszanie jej dóbr osobistych. Zapewne mocno przesadziła, ale częściowo ją rozumiem – wszak konieczność ogłoszenia upadłości konsumenckiej wynikała m.in. z nieprzejednanej postawy m.in. tego banku, który nie chciał z nią rozmawiać o restrukturyzacji długu.

Bank i tak musiał on umorzyć część długu – tyle, że na mocy wyroku sądowego, a nie z własnej woli. I na koniec jeszcze ten numer z błędnym wpisem w BIK… W banku też mojej czytelniczki nie lubili, bo od dawna obrzucała jego pracowników oskarżeniami i – jak twierdzi bank – obraźliwymi stwierdzeniami. Więc wysłali przez swoich adwokatów pismo, żeby pani Joanna przestała się awanturować, bo też skończy się procesem o naruszenie dóbr – tym razem banku przez panią Joannę.

Czytaj też: Klient żądał od banku 383.000 zł odszkodowania za fałszywy wpis w BIK. Bo bank nie poprawił go przez… 1000 dni!

Czytaj też: Wreszcie nagrodzą nas za rzetelne płacenie rachunków? Będzie wspólna „laurka” dla uczciwych?

Bankowcy twierdzą, że zmiana w rejestrze BIK, o której brak ma pretensje klientka, nie polegała na usunięciu wszelkich informacji o kredycie, ale na zmianie statusu zobowiązania i dodaniu informacji o upadłości konsumenckiej.

„Nawet gdyby tak zmiana została dokonana w pierwszym możliwym dniu, to i wówczas Pani wiarygodność finansowa nie byłaby nieskazitelna, a więc nie można mówić o naruszeniu Pani dóbr osobistych, a w konsekwencji nie można także mówić o jakichkolwiek roszczeniach przysługujących Pani z tego tytułu”

– napisali prawnicy banku. Jednocześnie jednak bank, „wykazując się ugodową postawą i wolą polubownego zakończenia sporu” przelał pani Joannie 5000 zł zaznaczając, że nie jest to uznanie roszczenia. Pani Joanna uznała z kolei – i poinformowała o tym bank – iż te 5000 zł traktuje jako zaliczkę na poczet całego odszkodowania, którego zamierza się domagać na drodze sądowej. Bo na żadne 5000 zł się z bankiem nie umawiała.

Sprawy zaszły już tak daleko, że trudno się będzie dogadać. Dwa i pół miesiąca publikowania nieaktualnego wpisu kształtującego wiarygodność kredytową pani Joanny to długi okres. Czy poniosła z tego tytułu jakieś wymierne straty? Być może nie, ale mimo wszystko nie podoba mi się podejście bankowców, sugerujących, że wszystko jedno czy w rejestrze BIK kredyt jest opisany jako „w windykacji” czy jako „umorzony”. To jest dość aroganckie. I nie dziwię się, że klientkę szlag trafił.

Czytaj też: Szczyt roztargnienia? Bank przez pięć lat publikował w BIK nieprawdziwe dane. Kara? 3000 zł

Nie wiem jak skończy się ta historia, ale jedno jest pewne – już dziś bankowcy wiedzą, że jeśli zdarzy im się niesłusznie „obsmarować” klienta w bazie BIK, to trzeba mu tę niedogodność jakoś zrekompensować. Bo wiarygodność płatnicza to w dzisiejszych czasach ważny atut. I pozbawienie go klienta ma wymierną wartość finansową.

źródło zdjęcia tyułowego: Pixabay.com

 

Dodaj komentarz

17 komentarzy do "Przez kilka miesięcy bank podawał błędne dane o klientce. I zapłacił jej za to! Klientka: „To jakiś żart?”"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Wik
Gość

Pani Joanno – walczyć, nie dać się, ścigać leni, nieodpowiedzialnych „banksterów” i zwyczajnych nieudaczników. Życzę powodzenia a bankowi życzę prawomocnego wyroku zasądzającego na poczet Pani Joanny 180 a nie 130 tysięcy.

Kalson
Gość

Po co Pani bluzga na bankowców, 5000zl to w tej sytuacji na prawdę nieźle odszkodowanie. Bank i tak już stracił na tej Pani sporo pieniędzy, ciekawy jestem jakby Pani ktoś nie oddał pieniędzy to jaką miała by Pani życzliwość wobec tej osoby. 2,5 miesiąca to wcale nie tak znowu długo, tym bardziej że strat finansowych pewnie nie było żadnych. Dziwię się że ktoś tutaj jeszcze staje po stronie tej Pani, zwłaszcza że to przez tych co nie splatają kredytów, kredyty drożeją.

oszustom bankowym STOP
Gość

Rozumiem, że każą ci Kalesionie pisać te komentarze niby jako bezstronnej osoby i,że masz taka kur..ą prace w banku. Ale tej pani się nalezy odszkodowanie jak psu kość. Koniec kropka. I tak sie w swoim banku cieszcie ,że nie mamy takiego prawa chroniącego konsumentow jak w europie, tej cywilizowanej, gdzie sedziowie znaja prawo (bo nasi nie do końca) a urzedy kontrolujace banki nie boja się dawać im horrendalnych kar za nadużycia. Bo byście popłynęli na grubą kasę. Ale w polsce konsumneta sie nie chroni, bo takich , łatwobiorących łapówki niskopłatych urzędników , mamy w kraju.

Rumun
Gość

Jakie to „polskie”, nie spłacać długów i jeszcze żądać odszkodowanie 🙁
A później wszyscy się dziwią że banki podnoszą opłaty uczciwym klientom…

Lolca
Gość

Bohaterka artykułu straciła pracę. Zależało jej na dogadaniu się z bankami by móc spłacać na miarę swoich możliwości, ale nie wszystkim bankom zależało na rozmowie. Dlatego przeszła przez procedurę upadłości konsumenckiej.
A teraz poprostu postępuje w myśl przysłowia „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”

Wik
Gość

I dobrze. Bank, podobno instytucja zaufania…, nadużył tego zaufania i zwyczajnie potraktował ją źle. Nie widze powodu by mu to darować.

Wik
Gość

Klientka spłacała póki mogła. Potem, zgodnie z prawem, ogłosiła upadłość. Nie unikała niczego, nie ukrywała się, nie oszukiwala. No tak jej się w życiu po układało, że nie dała rady spłacić pozyczki zgodnie z planem. Więc postąpiła zgodnie z prawem i zrobiła wszystko, by bankowi oddać pieniądze. Jak wiemy upadłość równa się licytacja, pozbycie się majątku, etc. I to się stało. Bank otrzymał to co mógł. Więc gdzie tu jest jakieś „nie spłacać długów”. Klientka, gdy już na pewno nie mogła spłacać, wykorzystała inną, prawem przysługującą możliwość oddania bankowi pieniędzy.

Wacuś
Gość

W Starożytnych czasach trafiła by wraz z rodziną do niewoli a nie do Biku. Dobrze że czasy się zmieniły.

dsffgf
Gość

Rumun, rzuć prace w banku. Wiem ,ze tam kasa, bo banki łupią klientów na miliardy, ale zobacz co z ciebie ta praca robi !!! Nie rozumiesz problemu. Bank powinien przez 12-18 miesięcy wspomagać klienta jak w normalnej Europie aby ten wyszedł z tarapatów i spłacił resztę wraz z zaległościami. Ale w polsce banki wolą zmusić do upadłości klienta bo lepiej wygląda to w statystykach i nie musza płacić niektórych podatków.

Bartek
Gość

Nie pochwalam praktyki banku, który nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Jednak opisane tu zachowanie bohaterki artykułu oceniam jeszcze bardziej negatywnie. Skąd taka walka o zaktualizowanie wpisu w BIK? Czyżby ponownie planowała się zadłużyć mimo, że jak widać ma problemy z wywiązywania się ze swoich zobowiązań? I jeszcze uważa otrzymane 5000 zł za kwotę niewystarczającą? Wydaje mi się, że Pani Joanna jest typowym pieniaczem, który nie dostrzega własnych błędów, ale za to chętnie wykorzystuje potknięcia innych.

Mateusz
Gość
Właśnie, to niebywałe… Niewątpliwie bank zawalił, ale przecież pani Joanna nic nie straciła na tych kilku miesiącach opóźnienia – ani pod względem materialnym (bo i tak po upadłości zdolności kredytowej praktycznie nie ma – i dobrze), ani pod względem moralnym (bo jest faktem, że nie spłaciła swoich długów)… 5000 zł to mnóstwo pieniędzy, Citibank zachował się wspaniale dając taką kwotę za formalny błąd nie mający praktycznego znaczenia! Dla porównania: gdy pracownik oddziału Millennium bezczelnie publicznie mnie znieważył, zarzucił mi kłamstwo i odmówił wykonania mojego zlecenia, to bank nie zrekompensował mi tego w żaden sposób, nawet symbolicznie, choć moją sytuację uważam… Czytaj więcej »
dsffgf
Gość

brawo pani co ciagnie bank do sadu aby płacił kasę . Nic tak nie boli banku jak oddawanie zagrabionej od klientów kasy.

Tosiencja
Gość

Jak problemy z BIKiem, to możesz nawet artykułu za 1000 zł nie dostać na 12 rat.
Ale fakt – 5000 zł to dość sporo w takiej sytuacji; kiedy zaczynałam pracować, to były moje 3 wypłaty z jakimiś premiami, czyli kwartał życia

MK windykator
Gość
Trudno doszukac sie w opisanej historii tego jakie realne straty poniosla klientka. Gdyby takowe byly to z pewnoscia redaktor Samcik by o nich wiedzial wszak jest z klientka w dobrych relacjach, reprezentowal jej interesy. Bank popelnil formalny blad, ktory nie wyrzadzil jednak zadnej realnej szkody. Mimo to zaplacil za niego sowicie. Kwota 5 tys. PLN w zaistnialych okolicznosciach jest wiecej niz przyzwoita. A co na to klientka? „WINCYJ!!!!”. Rece opadaja. Pani wg mnie reprezentuje typ dluznika roszczeniowego. Reprezentanci tej grupy sami miesiacami nie reguluja swoich zobowiazan. Wina za ich powstanie czesto obarczajac innych a szczegolnie wierzyciela (bo nie pomaga, bo… Czytaj więcej »
Hookah
Gość

Więcej empatii, szanowny.

stanisław
Gość
Dziś właśnie byłem na rozprawie w sądzie w podobnej sprawie. Pewna firma pożyczkowa udzieliła kredyt na fikcyjne dane (mój PESEL i nazwisko – nieważny zastrzeżony dowód). Udowodniłem sprawą w prokuraturze że ja nie brałem żadnego kredytu. Sprawa została umorzona. Nie przeszkadzało to tej firmie umieścić mnie w BIK i nadal windykować czy handlować długiem, którego nie mam. Mimo próśb i gróźb nadal byłem w BIK. Skierowałem sprawę do sądu o usunięcie wpisu i wypłatę odszkodowania na zawrotną sumę 2000 PLN. I co zrobił sąd po upływie roku. Z przyczyn formalnych oddalił powództwo o wykreślenie zapisu tłumacząc to proceduralnie -choć nie… Czytaj więcej »
Hookah
Gość

Z chwilą, gdy długopis klienta banku oderwie się od umowy po wykonaniu podpisu, informacja o wziętym kredycie jest już widoczna w BIK (lub za momencik). Jakież szybkie działanie, łoł. Natomiast, gdy klient spłaca kredyt w całości (np. przed czasem), to bank potrzebuje (w erze komputerów i innych jajcarnych usprawnień) 7 dni na łaskawe wysłanie informacji o tym fakcie do BIK, zaś BIK ma kolejne 7 dni na wprowadzenie takiej informacji. Czyli – frontem na klienta, czy tyralierą?

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany