Bank i szybki kredyt: nim przyjdziesz po kasę, zgromadź sto(s) papierków

Banki lubują się ostatnio w promocjach kredytów gotówkowych. Licytują się zwłaszcza na procenty, bo czas gotówki wręczanej do ręki w kwadrans od złożenia wniosku kredytowego chyba się skończył – banki zbytnio pilnują ryzyka kredytowego.  Tym niemniej wyścig zbrojeń wciąż trwa, także na niwie marketingowej. Sporo wystrzałów wypuszcza z armat m.in. internetowy mBank, który ostatnio zniechęca klientów do posiadania „kont po Wuju”, a jeszcze do niedawna promował akcję „Gotówka na mały procent”.

I właśnie na temat tej promocji napisał do mnie pan Janusz, który przekonał się przy okazji, że nie wszystko złoto, co się świeci. „Od wielu lat jestem lojalnym klientem mBanku. Od kilku lat spływają tam wszystkie moje dochody. Z umów o pracę oraz działalności gospodarczej. Moja lojalność została „nagrodzona” przez bank możliwością udzielenia kredytu gotówkowego do kwoty 4.000 zł w ramach akcji ”Gotówka na mały procent”. Promocja!

Pracownice mLinii przez kilka kolejnych dni wydzwaniały do mnie. ”Szybko, prawie żadnych formalności, tylko trzy kroki aby uzyskać pożyczkę”. Z chęcią przyjąłem propozycję. Przeczytałem regulamin oraz przewodnik jak uzyskać promocyjny kredyt. Wypełniłem elektroniczny wniosek, poczekałem kilka dni i zaczęły się schody. Na skrzynkę e-mail otrzymałem litanię wymaganych przez bank papierków.

A więc: zaświadczenie o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej, zaświadczenie o nadaniu REGON, zaświadczenie z ZUS o niezaleganiu ze składkami ubezpieczeniowymi, PIT 36 za rok 2009, oświadczenie o wynikach finansowych firmy osiągniętych w bieżącym roku, kopia książki przychodów i rozchodów dotycząca zestawienia sprzedaży i kosztów za miesiące objęte oświadczeniem. Wszystkie powyżej wymienione dokumenty są konieczne do dalszego rozpatrzenia wniosku.

Uśmiałem się po pachy. Więcej wymagań w życiu nie widziałem. Co do dostarczenia papierów firmowych się zgadzam, tych ZUS-owskich też. Ale po co do pożyczki  4.000 zł, którą mi tak usilnie wciskają, wymagają ode mnie dodatkowo  oświadczenia o wynikach finansowych firmy, kopii książki przychodów i rozchodów? Toż to absurd! Na czym polega łatwość i prostota tej oferty?

Jakiś czas temu brałem kredyt na zakup mieszkania w BGŻ. Bank wymagał ode mnie o połowę mniej papierków. A dotyczyło to kwoty znacznie większej niż te marne 4.000 zł. Pracownica kiosku mBanku w jednej z galerii handlowych rozmawiała ze mną na temat powyższych absurdów i prywatnie przyznała mi, że większość osób, starających się u niej o te 4.000 zł, mając jako źródło dochodów działalność gospodarczą, widząc tę gigantyczną listę wymagań i kwitów do przyniesienia macha ręką i rezygnuje. Znajomy starał się o leasing na auto – około 60.000 zł. Przyniósł do banku raptem cztery papierki. Nawet nie musiał okazywać zaświadczenia z ZUS. Dobrze, że mBank nie oczekuje ode mnie zaświadczenia, że dziadek nie był w Wehrmachcie…” – kończy sarkastycznie pan Janusz.

Może klient troszkę przesadza i – jak cały tabun klientów mBanku – chciałby mieć wszystko zbyt łatwo i zbyt szybko. Ale z drugiej strony… prawnicy mBanku już mi kiedyś podpadli, więc niewykluczone, że znów przesadzili z zabezpieczaniem interesu banku. Z całą pewnością jeśli w mBanku będą przeprowadzali kolejne edycje „Gotówki na mały procent”, to powinni lepiej sprofilować akcję telemarketingową. I nie wydzwaniać do klientów-przedsiębiorców z zachętami do wzięcia pożyczki w sytuacji, gdy jednocześnie stawiają im dość wygórowane wymagania. W ten sposób mBank może niepotrzebnie wkurzyć ludzi i sprawić, że niektórzy z nich… napiszą list do red. Samcika.

Co na to mBank? Jego rzecznik Krzysztof Olszewski wyjaśnia: „Procedury weryfikowania zdolności kredytowej klienta w mBanku nie różnią się od praktyki rynkowej. Warto zaznaczyć, iż liczba dokumentów do przedstawienia wynika przede wszystkim ze źródła uzyskiwanego przychodu. Inaczej mówiąc, związana jest z faktem, iż Klient – choć rozważany jako Klient indywidualny, a nie firmowy – osiąga dochód z prowadzonej działalności gospodarczej, nie zaś z przekazywania wynagrodzenia przez pracodawcę. Kwota kredytu nie ma zatem w tym wypadku znaczenia – jako że weryfikowana jest zdolność kredytowa klienta. Ten przypadek nie różni się pod kątem oceny zdolności kredytowej od innych, podobnych mu”.  Co o tym myślicie? Rację ma rzecznik, czy klient?

Czytaj też: Kredyt gotówkowy online w mBanku. Świetna rzecz, dopóki się nie popsuje , a także o tym jak mBank walczy o nowych klientów. Zapłaci nawet 1200 zł rocznie za to, że będziesz rekomendował jego konto znajomym!

SUBIEKTYWNIE O FINANSACH” JEST NA FACEBOOKU! Chcesz podyskutować o powyższym wpisie? Masz własną opinię lub chcesz zobaczyć co myślą na ten temat inni? Zajrzyj na stronę blogu „Subiektywnie o finansach” w Facebooku, zarejestruj się jako fan blogu i weź udział w dyskusji!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij
social-facebook social-feed social-google social-twitter social-instagram social-youtube social-linkedin social-rss