Apel do ‚producentów’ polis inwestycyjnych: przestańcie płacić sprzedawcom z góry!

W „Gazecie” od kilku tygodni zajmujemy się buntem klientów, którzy kupili w bankach polisy inwestycyjne, ale nie przeczytali dokładnie warunków udziału w całym tym interesie. A te są trudne, bo czynią z klienta niewolnika na 10-15 lat. Interes życia polega na tym, że klient wpłaca pieniądze systematycznie przez ileś-tam miesięcy lub jednorazowo większą kwotę, a kasa jest inwestowana w fundusze. Fundusze zarabiają albo nie (zależy co się wybierze), ale opłaty i prowizje są dość wysokie (przeciętnie jakieś 3-4% w skali roku). Wycofać się nie można, bo opłaty likwidacyjne sięgają 100% wpłaconych pieniędzy. Niekiedy sprzedawcy polis zatajają przed klientami ciemne strony tych produktów. Pisałem o tym problemie również w blogu, porównując posiadaczy takich polis do chłopów pańszczyźnianych, przywiązanych do ziemi. Można powiedzieć: naiwni, albo nieprzystosowani. Ale widziałem w życiu trochę umów na polisy inwestycyjne i ostatnią rzeczą, jaką można o części z nich powiedzieć jest to, że napisano je przejrzyście i czytelnie. A mając przed sobą skamlącego agenta trudno się odmawia… Potem zaś – o czym piszemy dzisiaj w „Gazecie Wyborczej” – zdesperowani klienci wystawiają swoje polisy na Allegro za połowę wartości składek, które w te polisy zainwestowali. Chcą odzyskać choćby okruchy pieniędzy, bo jeśli przestaną płacić – opłata likwidacyjna może zabrać im wszystko.

Odnoszę wrażenie, że to, co kiedyś było marginesem, czyli ordynarny misseling, naciąganie klienta i kłamanie w żywe oczy, teraz staje się niepokojąco popularnym sposobem zarabiania pieniędzy przez bandytów podających się za pośredników finansowych. Wydaje mi się, że wynika to z kryzysu na rynku kredytów hipotecznych, który zmusił pośredników do poszukiwania nowych źródeł zysków. Pośrednik jak to pośrednik – ma w nosie wizerunek i interesy firmy ubezpieczeniowej. Zależy mu na prowizji, więc jeśli w celu jej otrzymania trzeba klienta oszukać, nawciskać mu kitu i nakłamać w żywe oczy – to trudno. Chciwy pośrednik, który traktuje klienta jako jednorazowego dostawcę dochodu z prowizji, przed takim postępowaniem się wzbraniał nie będzie. Rynek psują dziś głównie doradcy finansowi (zwani doradcami zupełnie na wyrost) i agresywne banki, które wpadły na szatański pomysł dodawania planów regularnego oszczędzania do każdego kredytu.  A firmy ubezpieczeniowe nie potrafią się zdobyć na odesłanie tych specjalistów od misselingu na drzewo. Rozmawiałem z szefami firm ubezpieczeniowych wielokrotnie i prosiłem – wstawcie na półkę program regularnego oszczędzania sprzedawany przez internet, bez pośrednictwa agentów i doradców finansowych. Przynajmniej będziecie mieli czyste sumienie, że próbowaliście zmienić coś na rynku. Niestety, nie posłuchali.

Dziś sytuacja jest taka, że pośrednicy toną w prowizjach, a firmy ubezpieczeniowe mają problem wizerunkowy i prawny. Tak, prawny, bo ci, którzy postanowili wyrwać się z kajdan i wycofali z polis inwestycyjnych, nie dostając w zamian ani grosza, w sądach już wygrywają. Znamy trzy wyroki sądowe, z których wynika, że niektóre zapisy umów na polisy inwestycyjne są po prostu bezprawne. Bunt klientów spowodował nawet, że jeden z banków – konkretnie Getin Bank – niektórym z nich zaczął zwracać pieniądze (ale spokojnie, w Getinie nie są przecież altruistami: oddają kasę głównie emerytom, którym polisy wciskano jako odpowiednik depozytu terminowego, więc każdy sąd potwierdziłby, że to misseling i kazał płacić klientowi odszkodowanie). Firmy ubezpieczeniowe zaczynają zmieniać klientom umowy (indywidualizując kwestię opłat likwidacyjnych, zgodnie z tym, na co wskazują sądy) lub wycofują ze sprzedaży polisy zawierające kwestionowane sąd zapisy. Polska Izba Ubezpieczeń i Związek Banków Polskich opracowały też kodeks dobrych praktyk, w którym obiecują, ze klienci będą informowani w sposób pełny i rzetelny. Wzruszające jest głównie to ostatnie…

Ale dopóki firmy ubezpieczeniowe nie zmienią sposobu sprzedawania polis – działając z pominięciem agentów i pośredników, albo korygując zasady ich wynagradzania – nie zabraknie przypadków wciskania klientom polis inwestycyjnych wbrew ich woli. O skali misselingu decydują ogromne prowizje, których ubezpieczyciele nie wahają się wypłacać agentom za każdą przyniesioną polisę, podpisaną przez klienta. Prowizja jest wypłacana od razu, bo klient na mocy umowy i tak jest już „uwięziony” w polisie na 10-15 lat i ubezpieczyciel wie, że odbije sobie prowizję wypłacaną agentowi w kolejnych latach. Do „Gazety Wyborczej” napisała pani Genowefa z Kołobrzegu, która wpłaciła do polisy inwestycyjnej w Getin Banku 15.000 zł. Po niecałym roku z tych pieniędzy zostało 8.000 zł Co stało się z resztą? Ano rozpłynęły się m.in w prowizjach dla sprzedawców. Z informacji przesłanej przez Getin Bank wynika, że opłata za zarządzanie, pobierana przez pierwsze pół roku trwania umowy, pochłonęła… ponad 4300 zł!

Albo przypadek innego czytelnika, któremu firma Aegon postanowiła zmienić sposób wyliczania opłaty za wycofanie się z interesu. Nowa opłata jest ustalona indywidualnie i składa się na nią koszt wystawienia polisy (260 zł), koszt rozwiązania umowy (280 zł) i koszt dystrybucji – uwaga! – 8.300 zł. Czy dla takich pieniędzy warto posunąć się do niegodziwości? Pewnie zdaniem niektórych zdemoralizowanych sprzedawców – warto. Dlatego apeluje do firm ubezpieczeniowych – nie płaćcie agentom i pośrednikom całej prowizji od razu! Uwalniajcie ją w ratach, przez kilka lat, wraz z potwierdzeniem, że klient jest zadowolony z zakupionej polisy. Gdyby w tym czasie okazało się, że nie do końca wiedział co kupuje, pośrednik musiałby się wytłumaczyć lub reszty prowizji po prostu zostać pozbawiony. Wiem co mi teraz powiecie, drodzy szefowie firm ubezpieczeniowych. Że się nie da, że dystrybutorzy się obrażą, że wycofają Wasze produkty ze swoich półek… Że nie możecie się umówić na wspólny front wobec dystrybutorów, bo to byłaby zmowa monopolistyczna. Ale pamiętajcie: to Wasz wizerunek schodzi na psy, nie ich. To Wy będziecie przegrywać setki lub tysiące procesów sądowych, a nie oni. Im zależy tylko na szybkiej prowizji, Wy chcecie robić w tym kraju biznes obliczony na lata. Nawet jeśli wizerunek psują Wam tylko nieliczne czarne owce, to przecież – do cholery – można ich zbojkotować i powiedzieć: „nie chcemy Waszych brudnych pieniędzy”. No, chyba, że tak naprawdę tych pieniędzy chcecie… 

„Gazeta” dowiedziała się, że niektóre z firm oferujących polisy inwestycyjne albo wycofały ze sprzedaży kontrowersyjne plany oszczędzania, albo zmieniają zapisy dotyczące opłat likwidacyjnych.

Pan Marek trzy lata temu kupił polisę inwestycyjną w towarzystwie Aegon. Gdyby chciał wycofać pieniądze w pierwszym lub w drugim roku, ubezpieczyciel zabrałby mu 99 proc. wpłat. A np. w czwartym roku – 70 proc. To identyczny zapis z tym zakwestionowanym przez sąd.

– Tak sformułowane postanowienie narusza dobre obyczaje i interesy konsumentów, bo umożliwia ubezpieczycielowi przejęcie prawie wszystkich pieniędzy w całkowitym oderwaniu od skali poniesionych przez firmę wydatków – komentuje mec. Dariusz Rozpara z kancelarii Barczak, Rozpara.

Na początku września – po wygranej w sądzie jednego z klientów Aegona – firma przesłała panu Markowi nowe warunki umowy z innym wyliczeniem opłaty likwidacyjnej za wcześniejsze rozwiązanie umowy. Co miałoby się na nią składać? Koszt wystawienia polisy (260 zł), koszt rozwiązania umowy (280 zł), koszt dystrybucji (8,3 tys. zł!) plus 1 proc. wypłaconych pieniędzy. A jeśli inwestycja zarobi – 19-proc. podatek od zysków kapitałowych. „Gdy suma powyższych kwot będzie wyższa niż wysokość opłaty likwidacyjnej pobieranej w dotychczasowej wysokości, zostanie pobrana kwota niższa, czyli według dotychczasowych zasad” – poinformował ubezpieczyciel.

Read more: http://wyborcza.biz/finanse/1,105684,12807321.html#ixzz2CYszzy1d

„Gazeta” dowiedziała się, że niektóre z firm oferujących polisy inwestycyjne albo wycofały ze sprzedaży kontrowersyjne plany oszczędzania, albo zmieniają zapisy dotyczące opłat likwidacyjnych.

Pan Marek trzy lata temu kupił polisę inwestycyjną w towarzystwie Aegon. Gdyby chciał wycofać pieniądze w pierwszym lub w drugim roku, ubezpieczyciel zabrałby mu 99 proc. wpłat. A np. w czwartym roku – 70 proc. To identyczny zapis z tym zakwestionowanym przez sąd.

– Tak sformułowane postanowienie narusza dobre obyczaje i interesy konsumentów, bo umożliwia ubezpieczycielowi przejęcie prawie wszystkich pieniędzy w całkowitym oderwaniu od skali poniesionych przez firmę wydatków – komentuje mec. Dariusz Rozpara z kancelarii Barczak, Rozpara.

Na początku września – po wygranej w sądzie jednego z klientów Aegona – firma przesłała panu Markowi nowe warunki umowy z innym wyliczeniem opłaty likwidacyjnej za wcześniejsze rozwiązanie umowy. Co miałoby się na nią składać? Koszt wystawienia polisy (260 zł), koszt rozwiązania umowy (280 zł), koszt dystrybucji (8,3 tys. zł!) plus 1 proc. wypłaconych pieniędzy. A jeśli inwestycja zarobi – 19-proc. podatek od zysków kapitałowych. „Gdy suma powyższych kwot będzie wyższa niż wysokość opłaty likwidacyjnej pobieranej w dotychczasowej wysokości, zostanie pobrana kwota niższa, czyli według dotychczasowych zasad” – poinformował ubezpieczyciel.

Read more: http://wyborcza.biz/finanse/1,105684,12807321.html#ixzz2CYszzy1dNa początku września – po wygranej w sądzie jednego z klientów Aegona – firma przesłała panu Markowi nowe warunki umowy z innym wyliczeniem opłaty likwidacyjnej za wcześniejsze rozwiązanie umowy. Co miałoby się na nią składać? Koszt wystawienia polisy (260 zł), koszt rozwiązania umowy (280 zł), koszt dystrybucji (8,3 tys. zł!) plus 1 proc. wypłaconych pieniędzy. A jeśli inwestycja zarobi – 19-proc. podatek od zysków kapitałowych. „Gdy suma powyższych kwot będzie wyższa niż wysokość opłaty likwidacyjnej pobieranej w dotychczasowej wysokości, zostanie pobrana kwota niższa, czyli według dotychczasowych zasad” – poinformował ubezpieczyciel.Read more: http://wyborcza.biz/finanse/1,105684,12807321.html#ixzz2CYtIegQ9

 

 

 

 

W innych krajach prowizje dla agentow są rozłożone w czasie, agent nie od razu dostaje całość wynagrodzenia. Pozytywnym przykładem są takie towarzystwa, jak Aviva i ING, które płacą agentom niższe prowizje, więc ich opłaty likwidacyjne również nie są tak wysokie.
Rabiej dodaje, że najlepiej byłoby sprzedawać polsiy inwestycyjne w systemie direct, czyli przez internet. Wtedy ubezpieczyciel mógłby ponosić istotnie mniejsze koszty na polisę. – Ale niestety nie jesteśmy jeszcze na tym etapie – mówi ekspert. 
Dariusz Rozpara z kancelarii radców prawnych Barczak Rozpara, uważa że skoro w polisach inwestycyjnych większe znaczenie ma aspekt inwestycji kapitału niż aspekt ochronny, to klient powinien mieć możliwość wypłacenia pieniędzy w każdym momencie trwania umowy, a opłaty likwidacyjne powinny pochłaniać minimalną część kapitału. – Rozwiązaniem kwestii wysokich  opłat likwidacyjnych mogłoby być ich rozłożenie w czasie, proporcjonalnie przez cały okres trwania umowy. Spowodowałoby to wydłużenie okresu wypłacania prowizji dla pośredników, co mogłoby zmniejszyć liczbę zawieranych przez ubezpieczycieli umów – mówi mec. Rozpara. I to chyba odpowiedź na pytanie dlaczego na proste rozwiązanie, by nie płacić sprzedawcy całej prowizji od razu, do tej pory nie wpadł żaden ubezpieczyciel.

Historia zna mnóstwo przypadków, kiedy nieetyczne praktyki firm finansowych kończyły się gigantycznymi odszkodowaniami płaconymi klientom. W latach 2002-2003 firmy ubezpieczeniowe w Wielkiej Brytanii zostały dosłownie zalane skargami klientów na polisy na życie, sprzedawane w pakiecie z kredytami hipotecznymi. Do ichniejszego rzecznika praw klientów (Financial Ombudsman Service) wpłynęło jakieś kilkadziesiąt tysięcy skarg, a po jego interwencji banki i firmy ubezpieczeniowe musiały oddać pieniądze prawie 500.000 klientów. Z kolei w zeszłym roku jeden z największych brytyjskich banków Lloyds przyznał, że musi zapłacić 3,2 mld funtów (równowartość 15 mld zł)  klientom, od których pobierał opłaty za ubezpieczenie, choć ich wiek lub stan zdrowia w ogóle wykluczał korzystanie z takiego ubezpieczenia. Szanowni szefowie firm ubezpieczeniowych – jeśli szybko nie ustawicie do pionu sprzedawców Waszych produktów, czeka Was to samo, co firmy w Wielkiej Brytanii.

„Gazeta” dowiedziała się, że niektóre z firm oferujących polisy inwestycyjne albo wycofały ze sprzedaży kontrowersyjne plany oszczędzania, albo zmieniają zapisy dotyczące opłat likwidacyjnych.

Pan Marek trzy lata temu kupił polisę inwestycyjną w towarzystwie Aegon. Gdyby chciał wycofać pieniądze w pierwszym lub w drugim roku, ubezpieczyciel zabrałby mu 99 proc. wpłat. A np. w czwartym roku – 70 proc. To identyczny zapis z tym zakwestionowanym przez sąd.

– Tak sformułowane postanowienie narusza dobre obyczaje i interesy konsumentów, bo umożliwia ubezpieczycielowi przejęcie prawie wszystkich pieniędzy w całkowitym oderwaniu od skali poniesionych przez firmę wydatków – komentuje mec. Dariusz Rozpara z kancelarii Barczak, Rozpara.

Na początku września – po wygranej w sądzie jednego z klientów Aegona – firma przesłała panu Markowi nowe warunki umowy z innym wyliczeniem opłaty likwidacyjnej za wcześniejsze rozwiązanie umowy. Co miałoby się na nią składać? Koszt wystawienia polisy (260 zł), koszt rozwiązania umowy (280 zł), koszt dystrybucji (8,3 tys. zł!) plus 1 proc. wypłaconych pieniędzy. A jeśli inwestycja zarobi – 19-proc. podatek od zysków kapitałowych. „Gdy suma powyższych kwot będzie wyższa niż wysokość opłaty likwidacyjnej pobieranej w dotychczasowej wysokości, zostanie pobrana kwota niższa, czyli według dotychczasowych zasad” – poinformował ubezpieczyciel.

Read more: http://wyborcza.biz/finanse/1,105684,12807321.html#ixzz2CYszzy1d

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij