A może być jak norweski emeryt? W co lokuje pieniądze na emerytury największy państwowy fundusz?

Czego najbardziej zazdroszczę Norwegom? Nie, nie pogody, ani fiordów, ani natury drwala. Funduszu emerytalnego im zazdroszczę. Może by też mieć taki?

Jak być może wiecie, Norwegia to kraj, w którym ludzie generalnie czują się bezpieczni i szczęśliwi. Jak również czują się inwigilowani i opodatkowani, bo tam państwo naprawdę wie wszystko lepiej i we wszystko się wtrąca. Patrząc na rankingi „najlepszych krajów do życia” wygląda na to, że bilans Norwegom wciąż wychodzi na plus.

Ale wiecie czego najbardziej im zazdroszczę? Nie, nie pogody, ani fiordów, ani natury drwala. Funduszu emerytalnego im zazdroszczę. Otóż Norwegia ma największy na świecie państwowy fundusz inwestycyjny, który służy temu, by zapewnić swoim obywatelom godną emeryturę gdyby państwo już nie dało rady. Do funduszu trafiają pieniądze uzyskane m.in. ze sprzedaży ropy naftowej (największe bogactwo naturalne kraju).

Government Pension Fund Global raz w roku podaje do publicznej wiadomości swoje wyniki i uważam, że powinien to być benchmark, czyli punkt odniesienia do Waszych inwestycji emerytalnych. Jeśli jesteście już na tym etapie, że wiecie, iż ZUS nie zapewni Wam sensownych pieniędzy po zakończeniu kariery zawodowej, ale nie macie pojęcia co zrobić z kasą, którą odkładacie na dopłatę do swojej emerytury, to spójrzcie na Norwega.

Norweski fundusz inwestycyjny ostatnio przekroczył wartość biliona dolarów, co w przeliczeniu na jednego obywatela Norwegii daje możliwość sfinansowania emerytury do wysokości 200.000 dolarów. Przy średniej długości życia na emeryturze sięgającej 20 lat mówimy o dodatkowej – niezależnej od „standardowego” systemu emerytalnego – wypłacie w wysokości ponad 800 dolarów miesięcznie.

Masz 40 lat? Twoja emerytura wyniesie 850 zł

Oczywiście: patrząc z naszej perspektywy człowieka nieufnego w stosunku do państwa trzeba się zastanawiać czy te pieniądze z zarządzanego przez pańsstwo funduszu pójdą rzeczywiście na wypłaty emerytur dla Norwegów – my już mieliśmy przykład grabieży w postaci konfiskaty kasy z OFE – ale nie zmienia to faktu, że każdy z nas z osobna powinien być jak Norweg.

Czyli powinien mieć swój fundusz emerytalny. Niezależny od ZUS-u, niezależny od OFE (niezależnie czy – jak planuje rząd – resztki zgromadzonych tam pieniędzy zostaną nam „oddane”), niezależny od planowanych przez rząd nowych programów dobrowolnego oszczędzania (jak Pracownicze Plany Kapitałowe).

Prof. Joanna Tyrowicz z UW ostatnio na łamach „Rzeczpospolitej” opowiadała o finansowej przyszłości 40-latków po zakończeniu ich kariery zawodowej.

„Przygotowaliśmy ekonomiczny model polskiego społeczeństwa, w którym uwzględniliśmy różne postawy Polaków w kwestii pracowitości, wydajności i podejścia do oszczędzania na przyszłość. Wyszło, że 75% osób z rocznika 1975 i młodszych, jeśli przejdzie na emerytury w obecnym wieku emerytalnym 60/65 lat, dostanie w przyszłości minimalne świadczenia”

Z tych samych badań wynika, że nawet ewentualne podniesienie wieku emerytalnego i zrównanie go na poziomie 67 lat, zmieni sytuację tylko w niewielkim stopniu. Minimalne emerytury dostałoby wtedy ok. 40% przyszłych emerytów. A minimalna emerytura to będzie odpowiednik dzisiejszych 850 zł i to w najlepszym wypadku. Nic tylko położyć się pod palmą.

GUS ostatnio podał, że zobowiązania państwa wobec przyszłych i obecnych emerytów – czyli de facto ukryty dług – wynoszą niecałe 5 bln zł. Słownie: pięć bilionów. Tyle pieniędzy państwo będzie musiało ściągnąć z naszych dzieci żeby móc nam wypłacić emerytury. Tylko czy nasze dzieci będą chciały, by z nich ściągać? I czy będzie z kogo ściągać?

Ile pieniędzy trzeba zgromadzić, żeby mieć choćby drugi tysiąc złotych miesięcznej wypłaty – niezależny od tego z ZUS-u? Czytaj: Jak mieć „niemiecką” emeryturę?

Oto przykład. Jeśli teraz zarabiasz 2500 zł na rękę, a Twoje „zapotrzebowanie” emerytalne (czyli pożądana emerytura) wynosi 2000 zł miesięcznie, wiek emerytalny wynosi 65 lat, a Ty będziesz żyć przeciętnie 78 lat, to potrzebujesz łącznie jakieś 310.000 zł. Załóżmy, że będzie Ci przysługiwać coś w rodzaju emerytury obywatelskiej z ZUS – 1000 zł. Drugi tysiąc musisz sobie „zorganizować” sam. A więc już dziś zadbać, żeby mieć po 65-tce ponad 150.000 zł. Jeśli jesteś kobietą, to 200.000 zł (bo kobiety żyją dłużej).

Żeby ten cel osiągnąć, to mając przed sobą 35 lat pracy – przy założeniu, że odkładane systematycznie pieniądze będą pracowały w tempie 4% rocznie (to średnia długoterminowa, dziś może to być mniej, ale kiedyś da się nawet z banku wycisnąć więcej) – powinieneś odkładać mniej więcej 170-200 zł miesięcznie. To mniej więcej… 8-10% obecnego wynagrodzenia.

Jak Norwegowie inwestują na swoje emerytury? Zdziwicie się. Zupełnie nie tak jak my

Ten przykład dotyczy bezpiecznego oszczędzania w banku, ale można też być nie jak niemiecki emeryt, który oszczędza właśnie głównie w banku, ale jak… norweski, który ma największy na świecie fundusz inwestycyjny. Gdyby tak spróbować w swoich prywatnych inwestycjach emerytalnych spróbować skopiować Norwegów?

Norweski fundusz – jak pisałem wyżej – jest zasilany przychodami z wydobycia ropy naftowej. Został założony w 1998 r., ma dziś równowartość 3,6 bln zł, a jego przeciętna roczna stopa zysku od początku działalności wynosi 6,1% rocznie. To bardzo podobna stopa zysku do tej, która jest celem – zwykle osiąganym bez większego wysiłku – przez mój prywatny portfel inwestycji, którego emanacją jest „zasada czterech ćwiartek”.

W zeszłym roku norweski fundusz zarobił na inwestycjach emerytalnych dla swoich obywateli 13,7%. Jak Norwegowie inwestują pieniądze na przyszłe emerytury obywateli? Ryzykownie. Dziś aż 66,6% aktywów ma on w akcjach giełdowych spółek z całego świata (najwięcej w Apple, Nestle i Royal Dutch Shell – bo musimy „konsumować” żywność, nowe technologie i paliwo). Pozostałe 30,8% stanowią obligacje, zaś tylko 2,6% – nieruchomości.

Norweskie emerytury będą po części ufundowane na wzroście wartości polskich spółek, notowanych na warszawskiej giełdzie. To o tyle smutne, że Polacy w tym samym czasie albo w ogóle nie mają oszczędności, albo lokują je w banku lub pod poduchą. Zamiast do polskich kieszeni zyski z rozwoju polskich firm idą do kieszeni m.in. norweskich.

A przecież ci norwegowie – mając ponad ćwierć miliarda dolarów w polskich spółkach – nie inwestują w Pekao, PKO BP i Aliora, KGHM czy mBank (to największe pozycje z liczącego 91 spółek „polskiego” portfela norweskiego funduszu) po to, żeby stracić pieniądze i żeby emeryt-drwal miał mniej pieniędzy, prawda?

Chcesz być jak norweski emeryt? Przeczytaj o tym jak – niepatriotycznie, lecz bezpiecznie – buduję swoje oszczędności emerytalne za granicą

Norwegowie zwariowali? A może po prostu umieją liczyć?

W zeszłym roku norweski fundusz na inwestycjach w akcje z całego świata zarobił aż 19,4%, zaś na inwestycjach w obligacje – 3,3%. Pieniądze ulokowane w nieruchomościach zwiększyły wartość o 7,5%. Fundusz zapowiada, że będzie chciał zwiększyć część portfela inwestowanego w akcje do 70%, nawet licząc się z większą wahliwością wartości inwestycji.

W ostatnich 200 latach – tyle liczy historia giełd – indeksy (czyli agregaty mierzące zmiany wartości wielu giełdowych firm) szły w górę w tempie mniej więcej 7-8% rocznie. Im dłuższy jest mój horyzont inwestycji, tym mniejsze jest ryzyko, że stracę pieniądze (tak to przynajmniej wygląda przez pryzmat średniej statystycznej).

Są ciekawe statystyki dotyczące amerykańskiego indeksu S&P 500. Analitycy sprawdzili jakie były zmiany indeksu w krótkiej, średniej i długiej perspektywie we wszystkich możliwych kombinacjach dat dotyczących startu i zakończenia inwestycji. Wyszło im, że inwestując pieniądze na jeden dzień w 54% przypadków w ciągu ostatnich 90 lat inwestor by zarobił, a w 46% przypadków – by stracił. To słabe. Ale…

Wydłużając horyzont inwestycji do jednego kwartału zwiększyłby prawdopodobieństwo zysku do 68%, lokując na rok miałby już 74% szans na zysk, a przy 10-letniej inwestycji – 94%. Przy 20-letniej prawdopodobieństwo osiągnięcia zysku osiąga 100%. Norwegowie wiedzą, że horyzont inwestycyjny ich funduszu jest najdłuższy z możliwych. I stąd chcą aż 70% pieniędzy „funduszu bogactwa narodowego” lokować w akcjach spółek.

Czytaj też: Trzy strategiczne dylematy każdego z nas. Jak rozsądnie zebrać fundusz na spełnianie marzeń?

Czytaj też: Fundusze Aviva w upraszczaniu inwestowania idą na całość. Ale czy nie przesadzają?

Czytaj też: Dlaczego warto trzymać pieniądze nie tylko w banku? Jeden, ale za to miażdżący argument

zdjęcie tytułowe: Henning Sorby/Pixabay.com

 

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "A może być jak norweski emeryt? W co lokuje pieniądze na emerytury największy państwowy fundusz?"

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sauk
Gość

Wszystko fajnie jak podaje się jako przykład giełdę amerykańską. Zresztą po raz już kolejny, bo pamiętam Pana tekst z dokładnymi wyliczeniami, które tutaj tylko zasygnalizowano. Dla pełnego obrazu warto przedstawić analogiczne wyliczenia dla np. giełdy polskiej czy japońskiej. Tutaj nie będzie tak różowo i pojawi się wiele długich okresów (np. rzędu 5-10 lat), w których nie tylko nie zarobimy, ale zauważalnie stracimy.
Mając dane o indeksach nie jest trudno napisać program, który takie rzeczy obliczy. Mam nadzieję, że kiedyś takiego tekstu się u Pana doczekam 🙂

Sosna80
Gość

U nas był kiedyś Fundusz Rezerwy Demograficznej. Coś jeszcze z niego zostało?

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Subiektywny newsletter

Bądźmy w kontakcie! Zapisz się na newsletter, a raz na jakiś czas wyślę ci powiadomienie o najważniejszych tematach dla twojego portfela. Otrzymasz też zestaw pożytecznych e-booków. Dla subskrybentów newslettera przygotowuję też specjalne wydarzenia (np. webinaria) oraz rankingi. Nie pożałujesz!

Zamknij

Gratulacje! Jesteś zapisany