Kopiowanie dowodów osobistych w urzędach lub przez pracowników firm telekomunikacyjnych, energetycznych, czy nawet banków, jest praktyką ze wszech miar ryzykowną. U wielu moich czytelników wzbudza ona – i słusznie! – niemało kontrowersji. W dowodzie osobistym znajduje się bowiem całkiem spora porcja informacji na nasz temat i przy odrobinie szczęścia jakiś zły człowiek mógłby z tego zrobić użytek np. klonując naszą tożsamość i zaciągając na nasze dane pożyczkę.

Czytaj też: A jeśli złodziej skopiuje mój dowód osobisty? Co mi grozi?

W wielu pożyczkodajniach klient po prostu deklaruje, że nazywa się Jan Kowalski, że jego PESEL ma numer taki i taki, że mieszka tu i tu. Login do konta klienta pożyczkodajnia przekazuje przez internet, a hasło – SMS-em na podany numer telefonu, zaś weryfikację danych osobowych załatwia tzw. przelew kontrolny, który trzeba wykonać ze swojego banku.

Jeśli w tym banku złodziejowi uda się wcześniej założyć „lewe” konto zdalnie, bez pokazywania dowodu osobistego, to już jest w domu. Uwiarygodni się tym kontem w pożyczkodajni i ukradnie pieniądze na nasze nazwisko. Banki co prawda nie chcą już zakładać kont całkiem online, ale przez kuriera – i owszem. Zbałamucić kuriera nie jest łatwo, ale nie jest to niemożliwe – opisywałem takie przypadki. Poza tym mając kopię dowodu można spróbować zrobić lepszą lub gorszą „podróbkę”. A wtedy zbałamucić kuriera jest łatwiej, bo przecież nie ma on w oczach skanera, który odróżni prawdziwy dowód od „lewego”.

GIODO na odsiecz: „nie wolno kopiować dowodów osobistych”

Stąd w naszym dobrze pojętym interesie jest nie zostawiać nikomu dowodu osobistego w zastaw, nie wachlować się nim zbyt intensywnie (bo wszędzie są kamery, w których można podejrzeć dane wpisane w dokumencie) i nie rozdawać na lewo i prawo jego skanów i kserokopii. Wiadomo, że w każdej firmie są reguły bezpieczeństwa, ale im więcej firm ma kopie naszych dowodów, tym większe ryzyko, że znajdzie się ktoś, kto „przecieknie”. Dlatego w sprawie kopiowania mojego dowodu nigdy nie oddaję pola bez walki. I Wam też to radzę. Wielokrotnie okazywało się, że pracownik firmy lub urzędnik wcale nie musi kopiować dowodu, potrzebuje tylko niektórych danych. A kopiuje tylko z wygodnictwa lub z przyzywczajenia.

Czytaj też: Jak nie dać się okraść z tożsamości? Tych rzeczy nigdy nie rób

Teraz będziemy mieli dodatkowy oręż w walce o to, żeby nie dać sobie kopiować dowodów osobistych. Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych wydał kilka dni temu decyzję zobowiązującą firmy telekomunikacyjne do zaprzestania kopiowania naszych dowodów! Zrobił to po sygnałach od konsumentów, którzy skarżyli się, iż telekomy nie chciały podpisywać z nimi umów bez przekazania kopii dokumentu tożsamości, a w niektórych przypadkach również innych dokumentów: prawa jazdy, książeczki wojskowej czy legitymacji studenckiej. A czasem jeszcze trzeba było podpisać zgodę na to, by telekom przetwarzał dane osobowe zawarte w dowodzie osobistym (czyli przechowywał je w swoich bazach danych).

GIODO zabronił kopiowania dowodów nie tyle z powodu ryzyka, że posłużą one do klonowania naszej tożsamości, co raczej z racji tego, iż żaden telekom nie potrzebuje do świadczenia swoich usług takich danych, jak zdjęcie, dane o wzroście, kolorze oczu, adresie zameldowania, numerze i kategorii prawa jazdy, dacie jego ważności i tak dalej i tak dalej… Żadne prawo nie upoważnia firmy telekomunikacyjnej do kolekcjonowania takich danych.

GIODO pisze, że zakres danych, które bez zgody konsumenta mogą być pobrane przez dostawcę usług telekomunikacyjnych precyzuje katalog określony w art.161 ust. 2 ustawy Prawo telekomunikacyjne. Są to nazwiska i imiona, imiona rodziców, miejsce i data urodzenia, adres miejsca zamieszkania i adres korespondencyjny (jeżeli jest on inny niż adres miejsca zamieszkania), numer PESEL, nazwa, seria i numer dowodu osobistego. Ponieważ nie ma w tym katalogu np. koloru oczu, firma telekomunikacyjna kserować dowodu nie może (chyba, że klient się zgodzi).

Więcej o decyzji GIODO przeczytasz pod tym linkiem

Dlaczego banku tak kochają kserować nasze dowody?

W bankach też mają duże nabożeństwo do naszych dowodów tożsamości. Tu jest o tyle bezpieczniej, że jednak bank to bank i w jego przypadku udowodnienie braku troski o dane klientów lub naruszenie tajemnicy bankowej może skutkować nawet utratą przez bank licencji na działalność. Ale można się zastanawiać, czy w niektórych przypadkach banki nie przesadzają. Kilkanaście miesięcy temu opisałem kilka co najmniej dziwnych przypadków uwypuklających nabożeństwo bankowców do naszych dokumentów.

Czytaj też: Czy banki mają prawo kopiować nasze dowody osobiste?

Pan Bartosz został poproszony przez Idea Bank o aktualizację danych adresowych. Przyszedł, zaktualizował, a w banku spisali z dowodu miejsce zameldowania (nota bene w nowo wydawanych dowodach już go nie ma). Dyrektor oddziału – ponieważ, jak się domyślam, chodziło o rachunek wspólny – poprosił partnerkę klienta, żeby wysłała listem poleconym kserokopię swojego dowodu osobistego do centrali. Pocztą. Ksero. Do centrali.

Napisał też do mnie czytelnik, który musiał wymienić dowód osobisty. Po otrzymaniu nowego dokumentu tożsamości, postanowił poinformować o zmianach banki, z którymi miał relację. W T-Mobile Usługi Bankowe aby zmienić dane dowodu osobistego trzeba było wówczas wysłać za pomocą systemu transakcyjnego skan dokumentu. Niby to bezpieczne i wygodne, bo plik leci szyfrowanym połączeniem. Ale z drugiej strony…

„Nie wystarczy podać serię i numer dowodu oraz datę jego ważności? Klientem banku jestem od kilku lat, wiec czemu ma służyć ponowna autoryzacja? Klient się nie zmienił, zmienił się tylko dokument, a ten ma na celu sprawdzenie czy osoba fizycznie stojąca przed pracownikiem banku jest faktycznie tą, za którą się podaje. A w tym przypadku nie mamy do czynienia z fizycznym kontaktem. Ponadto jakie jest uzasadnienie posiadania przez bank skanu takiego dokumentu w systemie? Jeżeli zgłasza się do oddziału klient i posiada dowód osobisty ze sobą, to wystarczy podać go pracownikowi. Przechowywanie skanu dokumentu w systemie to gromadzenie danych osobowych klienta, które nie są bankowi do niczego potrzebne”

– pisze mój czytelnik. I jeszcze jedna historia z dowodem osobistym w tle. W bank BZ WBK podczas obsługi kasowej jednego z moich czytelników pani zauważyła, że dowód osobisty podany w systemie jest nieaktualny. Poprosiła o aktualny dowód. Klient go okazał, ale kasjerka usilnie domagała się zgody na jego zeskanowanie. Klient strzelił focha. Poprosił o spisanie danych, ale bez robienia kopii samego dokumentu. Pani przez pół godziny uzgadniała z centralą, czy może pójść z klientem na ustępstwo. Po powrocie podała mu do podpisu oświadczenie o zmianie danych oraz o niewyrażeniu zgody na skanowanie dokumentu. A więc można? Można.

Pracownica banku ostrzegła jednak, że przy kolejnym kontakcie nie obsłuży klienta jeżeli nie przedstawi – uwaga – dwóch dokumentów tożsamości „Czy to nie paranoja?” – zapytuje czytelnik. To już dowód osobisty z aktualnym zdjęciem, podany pracownikowi do ręki, nie wystarczy? Do czego banki potrzebują skanów dokumentów i dlaczego nie wystarczą spisane z nich przez pracownika dane? Dobre pytanie. Ktoś zna odpowiedź? Może to jakieś zboczenie? Banki kochają nasze dowody i chcą je pieścić każdego dnia ;-). Ale czy tego nie powinno się leczyć?

Share This

Zapisz się na mój newsletter!

 

W prezencie otrzymasz:

- Wstęp na e-spotkania, na których odpowiem na Twoje pytania

- Pakiet e-booków z praktycznymi poradami finansowymi

- Dostęp do dokumentów ułatwiających walkę o Twoje prawa (wkrótce)

Gratulacje! Jesteś zapisany!