Donosicie mi ostatnio, że bankowcy masowo proponują Wam zamiast klasycznych depozytów „produkty lokatopodobne”, które co prawda nie mają stałego oprocentowania, ale gwarantują że się nie straci (bądź symbolicznie się zarobi, np. 0,5%), zaś jeśli dobrze pójdzie, to da się wycisnąć z takiego czegoś 4-5% w skali roku, a czasem i nawet 10%. Chodzi oczywiście o produkty strukturyzowane.

Podejrzewacie, że to może być jakieś badziewie, ale na pierwszy rzut oka oczywistego kantu nie widać (no, może poza ultraskomplikowanym wzorem, który opisuje możliwe zyski lub ich brak). A perspektywa osiągnięcia ewentualnego zysku kilka razy przekraczającego dochód z lokaty przyciąga. I pytacie: czy warto się w to pakować? Dziś krótki przegląd tego co każdy bywalec banków powinien wiedzieć o produktach strukturyzowanych (zwanych też czasami „lokatami strukturyzowanymi”, żeby lepiej się kojarzyło). Bo to one właśnie służą ostatnio w bankach jako zamiennik depozytu.

Czytaj też: Jak odzyskać kasę z polisy inwestycyjnej typu „struktura”?

Czytaj też: Co banki proponują zamiast lokaty? Procenty biją po oczach

O CO CHODZI W PRODUKTACH STRUKTURYZOWANYCH?

Mechanizm działania takich „nibylokat” jest, wbrew pozorom, prosty: z każdych 100 zł większość pieniędzy – np. 85-95 zł – idzie na zakup bezpiecznych obligacji, które zapewnią zwrot zainwestowanych 100 zł (lub nawet ciut więcej).  A pozostałe 5-15 zł przeznacza się na trzy rzeczy: a) zakup tzw. opcji, na której można kilkakrotnie pomnożyć pieniądze albo wszystko stracić, b) prowizję dla banku (podobno wynosi dzisiaj 3-3,5%, czyli znacznie więcej, niż to, co bank może wycisnąć z depozytu o ile nie zajmuje się głównie szybkimi pożyczkami), c) prowizję dla pośrednika, który „wyprodukował” to-to. Jak łatwo się zorientować, wynik całej „zabawy” zależy od tego jak poradzi sobie opcja, będąca de facto zakładem o realizację jakiegoś scenariusza. Ten zakład może dotyczyć zarówno wzrostu, jak i spadku jakiegoś indeksu, akcji lub waluty.

Czytaj: Sensowna alternatywa dla lokat? Fundusze z „odsetkami”

OD CZEGO MOŻE ZALEŻAĆ ZAROBEK?

Można kupić m.in. opcje na pogodę, ceny złota czy brylantów. Najczęściej spotykanym przedmiotem inwestycji opcyjnych są giełdowe indeksy, kursy walut, zdarzają się też „struktury” oparte na cenie ropy naftowej, albo notowaniach towarów spożywczych (np. kawy). Popularne są produkty strukturyzowane, które zawierają w sobie opcję opartą na zmianach cen spółek giełdowych z określonej branży (np. motoryzacyjnych, albo technologicznych).

W ostatnich miesiącach hitem były „struktury” pod marką „Niemieccy Giganci”, które zarabiały na wzrostach cen niemieckich koncernów. Przykład inwestycji strukturyzowanej? Półtoraroczna „gra”, w której zarabia się gwarantowane 1,2%  a jak dobrze pójdzie to zysk rośnie do 6% (czyli mamy widełki 1-4% w skali roku). Jeśli kurs średni NBP dla dolara przez cały okres inwestycji utrzyma się w przedziale plus/minus 35 groszy od kursu startowego – otrzymujesz 6% zysku. Jeśli chociaż raz znajdzie się poza tym obszarem – zysk wyniesie tylko 1,2%.

W JAKI SPOSÓB MOŻE BYĆ NALICZANY ZYSK?

Są opcje „czasowe”, w których wszystko zależy od tego przez jaką część czasu trwania inwestycji dany indeks, akcje, waluta będą spełniały określony warunek (np. cena nie niższa od…). Zdarzają się też opcje „barierowe”, w których stawką jest dotknięcie przez indeks, akcje, walutę jakiejś ceny w czasie trwania inwestycji. I wystarczy, że jeden jedyny raz w czasie trwania kontraktu ta cena zostanie osiągnięta, a „gra” opcją kończy się sukcesem lub porażką.

Jeszcze innym rodzajem opcji jest taka, którą rozlicza się „na zakończenie”. A więc na starcie określa się warunek (np. że za rok jakiś indeks, akcje lub waluta ma być powyżej kursu startowego) i liczy się tylko cena przedmiotu „zakładu” na koniec (nie ma znaczenia co dzieje się przez cały czas trwania „gry”). Są też opcje „autocall”, w których sprawdza się kilka razy czy został spełniony jakiś warunek. W „normalnej” opcji sprawdza się to tylko raz, na końcu inwestycji, zaś w opcji autocall tych szans jest kilka (np. co pół roku).

Są też opcje „waniliowe”, w których wypłata zysku jest proporcjonalna do wzrostu wartości indeksu, akcji lub waluty powyżej ustalonego poziomu. Czyli np. możemy zarobić tyle, o ile wzrośnie frank szwajcarski, ale zysk będzie naliczał się dopiero po przekroczeniu przez franka 4,5 zł

JAK MOŻE BYĆ „OPAKOWANA” TAKA INWESTYCJA?

„Struktury” różnią się też opakowaniem. Niektóre z nich są sprzedawane w formie polis ubezpieczeniowych, inne jako obligacje lub certyfikaty inwestycyjne (to odmiana udziałów w funduszach inwestycyjnych), jeszcze inne jako depozyty bankowe. Wszystko co jest „opakowane” jako depozyt jest objęte w 100% ochroną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. „Struktury” sprzedawane w formie ubezpieczenia mają ochronę dotyczącą tylko części pieniędzy (bo gwarancje Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego są słabsze, niż bankowego – obejmują tylko 50% inwestycji). Forma inwestycji strukturyzowanej ma znaczenie tylko w przypadku bankructwa firmy, która nam sprzedała dany produkt. Jeśli wszystko pójdzie dobrze (w sensie wypłacalności sprzedawcy) – opakowanie jest bez znaczenia.

OCHRONA KAPITAŁU NIE ZAWSZE JEST TAKA SAMA

Bardzo ważną cechą każdej „struktury” jest poziom ochrony kapitału. Możliwe są trzy warianty. Najczęściej spotykany to ten, w którym mamy gwarancję, że w najgorszym razie dostaniemy 100% wpłaconych pieniędzy (naszą „stratą” może być tylko co, czego w tym samym czasie nie zarobilibyśmy np. na lokacie bankowej). Drugi wariant to „struktura” z ochroną kapitału np. 90%. Czyli w najgorszym razie możemy stracić 10% pieniędzy. Coraz częściej zdarzają się też produkty strukturyzowane, które gwarantują minimalny zysk (np. 0,5-1% w ciągu półtora, dwóch lat). Im większa jest ochrona kapitału, tym mniejszy potencjalny dochód. W produktach strukturyzowanych, w których jest gwarantowany minimalny zarobek, zwykle można „wygrać” nie więcej niż dwukrotność oprocentowania depozytu bankowego. W „strukturach” z niepełną kwarancją kapitału – nawet dziesięciokrotność.

JAKICH „STRUKTUR” MUSISZ UNIKAĆ?

W odróżnieniu od depozytów bankowych, które różnią się od siebie co najwyżej długością, oprocentowaniem – i sposobem jego ustalania (stałe/zmienne) – w przypadku „struktur” parametrów jest mnóstwo. Różne są rodzaje opcji, w których „zaklęta” jest inwestycja, okres trwania inwestycji, tzw. instrument bazowy (czyli indeks, towar, akcje, czy waluty, od których zmian cen zależy sukces lub porażka), poziom gwarancji kapitału. Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Prawda jest taka, że im „gorsza” opcja jest w środku – czyli im trudniejszy do spełnienia jest warunek osiągnięcia zysku – oraz im niższy jest ten potencjalny zysk, tym więcej kasy zostaje dla sprzedawcy na prowizję. Jak odróżnić sensowną „strukturę” od takiej, która niemal na pewno nie skończy się sukcesem?

>>> wąskie widełki. Najczęściej spotykanym wariantem „kanciarskiej struktury” jest taka, w której warunek definiujący zysk (albo brak zysku) klienta jest uzależniony od utrzymania się jakiegoś indeksu, akcji lub waluty w bardzo wąskich widełkach. Gdy widzę „strukturę”, w której zarabiam tylko wtedy, gdy wahliwe z natury aktywo (np. kurs waluty) musi przez długi czas utrzymać się w wąskich widełkach (a każde ich opuszczenie oznacza, że klient „przegrywa”), to już wiem, że ktoś chce mnie nabrać

>>> tylko jedna szansa na zysk. Znacznie mniejsze są szanse na osiągnięcie zysku w sytuacji, gdy sprawdzenie warunku jest tylko jedno – np. na koniec „gry”. Im dłużej trwa inwestycja, tym większa jest wahliwość każdego indeksu, akcji, czy waluty. I tym trudniej będzie „zmieścić się” w zakreślonym warunku. Znacznie lepiej jest, gdy tych sprawdzeń czy warunek określony w opcji został spełniony, jest więcej. Wtedy – zarówno po kilku miesiącach, jak i po kilkunastu – mamy szansę, że uda się osiągnąć warunek. Opcja z kilkoma szansami na sukces nazywa się autocall.

>>> dużo warunków, które trzeba spełnić łącznie. Z zasad matematyki jasno wynika, że jeśli powyżej jakiegoś poziomu ma się znaleźć jedna spółka, to jest na to większa szansa, niż gdy ten warunek dotyczy pięciu spółek jednocześnie. Wystarczy, że jednej się to nie uda i z zysku nici. Nie lubię „struktur”, które są uzależnione od warunku, który musi być spełniony przez kilka „obiektów” naraz. Szanse na wygraną bardzo mocno wtedy topnieją.

Zadaniem inwestycji strukturyzowanej jest przyniesienie zysku wyraźnie większego niż zwykła lokata bankowa. Obiecywane przez sprzedawców wieloletnie zyski zawsze przeliczaj więc na roczne i porównaj z tym, co mógłbyś dostać na lokacie bankowej. Zanim cokolwiek podpiszesz, zważ ryzyko i potencjalne korzyści. Inwestycje strukturyzowane mają niepodważalne zalety, zwłaszcza przy tak niskim oprocentowaniu depozytów, jak obecne.

Jeśli na szali jest ledwie kilka procent utraconego zarobku na depozycie to nawet w przypadku porażki inwestycji strukturyzowanej brak zysku będzie do przełknięcia. A wady? Sprzedawcy zawsze będą zaintereoswani tym, by jak najmniej pieniędzy szło na dobrą opcję, a jak najwięcej na ich prowizje. Są lata, w których tylko co czwarta-piąta inwestycja strukturyzowana przynosi klientom zyski. W ostatnich kilku latach jest z tym lepiej, ale w jakimś sensie jest to wciąż „zakład” o nierównych szansach. Sprzedawca zarobi na tym interesie zawsze. Ty – niekoniecznie.

Share This

Zapisz się na mój newsletter!

 

W prezencie otrzymasz:

- Wstęp na e-spotkania, na których odpowiem na Twoje pytania

- Pakiet e-booków z praktycznymi poradami finansowymi

- Dostęp do dokumentów ułatwiających walkę o Twoje prawa (wkrótce)

Gratulacje! Jesteś zapisany!